poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Złoty pociąg

Wczoraj miałam iść spać wcześniej niż zwykle. Skończyło się na tym, że do pierwszej w nocy oglądałam filmiki na YouTube na telefonie, potem poszłam siku, a potem kolejne pół godziny zasypiałam. Co prawda wstałam o 9 i nie czułam się jakoś specjalnie źle, ale od jutra, kiedy zacznie się rok szkolny i będę wstawać nawet o 6:25, będę musiała coś zmienić.




Źródło obrazka na zdjęciu.


Ostatnio zrobiło się głośno o odnalezieniu "złotego pociągu" z piniondzami i innymi wartościowymi rzeczami nakradzionymi przez Niemców w czasie drugiej wojny. W sumie to podchodzę do sprawy sceptycznie, poza tym jestem przeciwko oddawaniu znaleziska Rosjanom albo Światowemu Kongresowi Żydów, którzy sobie już ostrzą zęby na to, czego nawet nie widzieli na oczy. Tak w sumie, to nie wiem, kto powinien go dostać.
Ale tak szczerze mówiąc, chodzi o to, że po cichu liczę na to, że to wszystko bujda, i że za parę lat to ja w ten czy inny sposób odkryję skarb. I dostanę mnóstwo hajsu w ramach znaleźnego.
Warto mieć marzenia!

A tak na serio, to wiem, że nie znajdę tego pociągu. Musiałabym ścisnąć poślady i wymyślić jakąś racjonalną metodę poszukiwań, a z tym mogłoby być ciężko.

Na razie trzymam się takich mniejszych, bardziej pewnych do zrealizowania marzeń. Na przykład posiadania dużej kolekcji książek o nazistach i Trzeciej Rzeszy ogólnie. Da się zrobić. Tylko że ten hajs jednak by się przydał.


I jak tu żyć?

niedziela, 30 sierpnia 2015

Kopnął mnie zaszczyt!


Po ponad miesiącu słuchania powyższej piosenki... nauczyłam się tekstu! ♥
No dobra, nie całego, ale umiem wszystko, z czego wypowiadaniem nadążają moje usta.



Kojarzy ktoś może wskaźnik MBTI? Służy on do określania typu osobowości. Dzisiaj zrobiłam test, o tutaj: http://www.16personalities.com/. Okazało się, że mam typ INTJ (Introvert, iNtuitive, Thinking, Judging – Introwersja, Intuicja, Myślenie, Osądzanie). Pomijając fakt, że diagnoza jest trafna - czytam opis na Wiki i wiem, że na pewno czytam o sobie - to jaram się niewymiernie ludźmi, z którymi tę osobowość dzielę lub dzieliłam (zmarłych też liczę). Bo są wśród nich:

- Josef Mengele
- Reinhard Heydrich
- Anders Breivik

*klaszcze* Wohoooo!

That's too good to be real!

Rzadko kiedy płaczę z radości, tak jak rzadko coś doprowadza mnie do płaczu ze śmiechu, na co dzień jestem raczej melancholikiem wyjącym ze smutku, ale uwierzcie mi, dopiero przed chwilą przestałam płakać z autentycznej uciechy.


W celu urozmaicenia posta wstawiam randomowy gif z Heydrichem. Z Tumblra oczywiście.



No dobra, z tego, że INTJ ma również Jodie Foster, też jestem zadowolona.
Dłuższa lista moich osobowościowych braci i sióstr - tutaj: http://www.celebritytypes.com/intj.php.

Heydricha i Mengelego tam nie znajdziecie, o ich osobowościach przeczytałam na Tumblrze, zresztą to post stamtąd dał mi motywację do ściśnięcia pośladów i zrobienia tego testu.

O właśnie, teraz pomyślałam, że przynajmniej mam z Heydrichem coś więcej wspólnego niż niebywały zaszczyt urodzenia się w rocznicę jego pogrzebu. (xD).


A co jeśli to nie przypadek, a przeznaczenie sprawiło, że zainteresowanie nazizmem rozpoczęło się od Mengelego? Hm...


*marudzenie na moją dziwność za 3, 2, 1...*


Miałam wytłumaczyć, dlaczego tak się jaram wyżej wymienioną trójką panów, ale że moje pasje wywodzące się jeszcze z czasów gimbazjum tłumaczyłam w zeszłym miesiącu, to nie będę się powtarzać, interesantów zapraszam do przejrzenia archiwum po lewej stronie.


Kończę już i powoli kładę się spać (akurat xD), bo jutro muszę wstać trochę wcześniej niż zwykle. Idę na 10:30 do kosmetyczki. Nie, nie jestem z pindrzących się, po prostu mam trądzik.

piątek, 28 sierpnia 2015

Przekaz (once again)

Tak jeszcze apropo przekazu.
Dopiero jakieś dwa miesiące temu ogarnęłam, że jedna z piosenek, które uwielbiałam w dzieciństwie i które ukształtowały mój gust muzyczny, jest o... pedofilii. /O.O\







W tym tygodniu miały miejsce poprawki. Przedwczoraj mój kolega wrzucił na klasową grupę na Facebooku filmik, w którym mówi, że niestety nie zdał poprawki z niemieckiego, a więc nie zdaje do drugiej klasy, że życzy wszystkim zdanej matury, on musi się pożegnać, a w ogóle to przeniesie się do innej szkoły.
Po chwili powiedział, że żartował i tak łatwo się go nie pozbędziemy.



Na koniec wakacji postanowiłam odświeżyć pewien film. Dobrze pamiętam święta 2012, kiedy znalazłam film Shelter, i marzec 2013, kiedy go obejrzałam. Przypomniałam sobie, że to jeden z lepszych filmów, jakie w życiu widziałam. Nauczył mnie tolerancji dla innych, tego, że każdy ma prawo do miłości, niezależnie od formy. A tytuł stał się moim ulubionym angielskim słowem. ♥





I to koniec ode mnie na dziś.

Bang!

Tag książkowy

Witam!

Jak mówi tytuł, dziś przychodzę z tagiem książkowym, do którego nominowała mnie Cleo M. Cullen, za co bardzo dziękuję. :*
Także robię sobie przerwę od bezsensownego krążenia po sieci w poszukiwaniu weny na inną notkę na tego bloga i biegnę odpowiadać na pytania.

Let's go!


     1. Wolisz czytać trylogię czy powieści jednotomowe?
    
Wolę powieści jednotomowe, bo idzie na nie mniej pieniędzy, no i jest mniejsze ryzyko, że na samym końcu nie będę pamiętać, od czego się wszystko zaczęło.

     *rozgląda się po półkach i widzi MNÓSTWO serii*
     Nie oceniajcie mnie!

     2. Wolisz czytać tylko autorki czy autorów?

     Szczerze mówiąc, płeć autora nie robi mi różnicy. Kiedyś dyskryminowałam autorki, po tym, jak zirytowało mnie kilka książek napisanych przez panie, ale ostatnio to przełamuję.

     3. Wolisz kupować w Empiku czy w księgarniach internetowych?
    
Jeśli Empik oznacza księgarnie stacjonarne in general, to wybieram Matrasa. W księgarniach internetowych najczęściej poszukuję nowych tytułów, które dodatkowo sprawdzam w Matrasie, do którego mam najbliżej, i tam kupuję. Ale zdarza mi się zamówić książkę przez Internet, jeśli jestem pewna, że chcę ją mieć, a nie wybieram się w najbliższym czasie do stacjonarnej księgarni.

 
     4. Wolisz, żeby książki zostały zekranizowane jako film czy serial?
    
Jako film, głównie z racji tego, że nie jestem serialomaniaczką i jeśli miałabym wybierać między oglądaniem serialu a nawet kilkuczęściowego filmu, to jednak obejrzę filmy.

   
     5. Wolisz czytać pięć stron dziennie czy pięć książek tygodniowo?
    
Pięć stron dziennie. Nie mam parcia na czytanie jak najwięcej, tyle w zupełności wystarczy.


     6. Wolisz być profesjonalnym recenzentem czy autorem?
    
Od recenzji ostatnio zdecydowanie odeszłam, więc autorem.

     *słyszy cichy głosik: jedyne, co napisałaś przez ostatni miesiąc, to krótkie opowiadanie o Hessie i Goebbelsie, a jako profesjonalista powinnaś pisać więcej!*
     Nie odbieraj mi marzeń!

     7. Wolisz w kółko czytać dwadzieścia książek czy sięgnąć po nowe?
    
Tak w sumie to nie mam tu wielkiego wyboru, bo mam tyle nieczytanych książek na półkach, że żal byłoby mi czytać to, co już znam, chociaż kusi.


     8. Wolisz być bibliotekarzem czy sprzedawcą książek?
    
Sprzedawcą w Matrasie, zdecydowanie.


     9. Wolisz czytać ulubiony typ literatury czy wszystko poza?
    
Nigdy nie zrozumiem tego pytania. Skoro mam ulubiony typ literatury, to czemu mam akurat jego nie czytać, tylko wszystko poza? Wybieram ulubiony typ.


     10. Wolisz czytać książki fizyczne czy e-booki?
    
Jestem w tej grupie ludzi, która jest za e-bookami. Trochę ich przeczytałam, mam nawet czytnik. Ale papierowych książek nadal czytam sporo.




Taką mam tradycję, że nikogo nie nominuję, więc to wszystko na teraz. Nie mówię, że na dziś, bo mam w planach jeszcze jeden post, który nawet zaczęłam pisać (zdjęcie niżej na dowód), więc - do zobaczenia wieczorem!



środa, 26 sierpnia 2015

Ogarnij przekaz!

Gdzieś już o tym słyszałam... kiedy człowiek chce być sam ze swoimi myślami, a jeśli się nimi dzieli, to nie dla specjalnej uwagi, wtedy wszystko staje mu na przeszkodzie i ludzie będą z nim rozmawiać i zasypywać pozytywnymi spostrzeżeniami, ale gdy będzie chciał rozmawiać i wyśle nawet taką informację, to będzie to jedyna rzecz, jaką wszyscy ominą. Coś ma iść po cudzej myśli? Nie, to nie wchodzi w grę! Przecież można sprawiać, że ktoś poczuje się jeszcze gorzej niż wcześniej, co nie?


Świat jest brutalny; dam sobie radę, kurde, sam.


Ale muszę przyznać, że coś mi się dziś udało. Przyszła paczka z Matrasa, a w niej podręczniki oraz to cudo:



Wojskowy plecak! Marzyłam o takim właściwie od zawsze, i się doczekałam.


Wszystko, co jest negatywne, zawiera w sobie coś pozytywnego. Życie składa się ze sprzeczności między znakami plus i minus.


Zdaje mi się, że ten cytat już kiedyś gdzieś tu był, ale dzisiaj muszę po raz kolejny przyklasnąć Goebbelsowi i przyznać mu rację, bo każdy zły dzień może mieć w sobie coś pozytywnego, zawsze znajdzie się powód do uśmiechu.
Bang!

wtorek, 25 sierpnia 2015

Szkoła! + Przyjaźnie


Jest 25 sierpnia, a więc za tydzień dzieci i młodzież w odpowiednim do tego wieku wracają do szkoły.


BUM!


Szczerze mówiąc, sama nie wiem, czy lubię powroty do szkoły, zwłaszcza po wakacjach. W sumie już bym się pouczyła, zwłaszcza historii i geografii, bo mnie to ciekawi. Poza tym jakoś przypadło mi do gustu codzienne jeżdżenie autobusem, w pewien sposób zaspokaja to moje pragnienie podróżowania.

Druga strona medalu to ludzie, których tam spotykam. Nie nauczyciele, bo ci wyjątkowo mi pasują - rok temu zaczęłam liceum i jest to pierwsza z moich szkół, gdzie żaden z pedagogów mi nie podpadł - ale znajomi. I to nawet nie ci znajomi, z którymi właściwie nie rozmawiam i o których czuję, że zdarza im się obgadywać mnie za plecami, bo nie będzie mi żal, kiedy po maturze się już do siebie nie odezwiemy.
W sumie to nie chce mi się spotkać ludzi, którzy przez całą pierwszą klasę kleili się do mnie, całowali na powitanie albo zwracali się per "kochanie", a przez ostatnie dwa miesiące nie odezwali się ani słowem.

No dobra, jedna koleżanka się odezwała. Jest konsultantką Oriflame, zamówiłam u niej kilka rzeczy i chciała zapytać, jak działają. Potem rozmowa upadła.

Mi to w pewien sposób jest na rękę, bo specjalnie mi nie zależy na przyjaźnieniu się z kimkolwiek, nawet nie chciałoby mi się z nimi spotykać - mieszkam daleko od wszystkich i mam słabe połączenia autobusowe - czy nawet rozmawiać, bo gdybym chciała, to ja bym zaczęła; jednak trochę mi głupio, że przez dziesięć miesięcy jestem potrzebna i kochana, ale przez te dwa, kiedy nie widzimy się przez pięć dni w tygodniu - już nie.


W sumie to cieszę się, że wybrałam liceum i zostały mi dwa lata szkoły, w tym tylko jedne wakacje z tym nieznośnym poczuciem wpadania w inny świat po ich zakończeniu. Zostały mi dwa lata męczenia się z ludźmi, z którymi po tych dwóch latach pewnie i tak się już nie zobaczę, bo nikt mnie nie zmusi.



Najlepsza klasa na świecie!
(Na Tumblrze jest wszystko).



Tak w sumie, to nie wierzę w wiecznie trwające, mocne przyjaźnie między niespokrewnionymi ludźmi. Mam koleżankę z gimnazjum, z którą się spotykam, dobrze nam się gada, dowiedziałyśmy się o sobie sporo przez ostatnie cztery lata, ale nie powierzyłabym jej największych sekretów. W liceum jest znacznie gorzej, bo chociaż ludzie ze mną gadają i w sumie dużo mi mówią, to czuję, że oni nie wiedzą o mnie prawie nic. Już chyba więcej wiedzą o mnie ludzie na Tumblrze z powodu tych wszystkich tagów, serio.
O właśnie, Internet. Dużo jeszcze rocznic śmierci Rudolfa Hessa przeżyję*, zanim powiem, że ktoś z drugiej strony kabla jest moim prawdziwym przyjacielem. Ludzie z Tumblra są spoko, ale to nie to. Była kiedyś taka Karolina, z którą dużo gadałam na Gadu-Gadu, ale potem się zdupcyło, nawet nie pamiętam jak. Zresztą, to było z osiem lat temu (mam skojarzenia z moją pierwszą komunią, gdy o tym myślę).

Teraz nie przyzwyczajam się do nikogo, nawet jeśli trochę ze sobą gadamy, bo nauczyłam się, że ludzie przychodzą i odchodzą, a nawet jak zostają, to się zmieniają. Jestem miła dla innych, zwłaszcza jeśli nie znam ich mocno i mi nie podpadli, ale taki mam charakter, że jak kogoś za coś nie znienawidziłam, to go nie obsmaruję, ale musiałby mnie bardzo mocno przekonać, żebym chociażby przez chwilę pomyślała, że możemy się zaprzyjaźnić. Zresztą, mam przeczucie, że ludzie zza monitora to ludzie, którzy by mi "matkowali"; zanim byśmy się lepiej poznali, dawaliby mi dobre rady, których nie potrzebuję, chociaż mogłoby się zdawać. Zwłaszcza jeśli byłyby to osoby starsze ode mnie choćby o kilka lat. No i sądzę, że musiałaby nas połączyć jakaś pasja, o której gadalibyśmy godzinami. Coś musi nas połączyć, żebyśmy z praktycznie obcych stali się przyjaciółmi. Dla mnie największą pasją są naziści i pewna część YouTube'a - wątpię, abym znalazła kogoś, kto ze mną to będzie dzielił.

Czy mogę kogoś nazwać przyjacielem? Chyba kuzynkę, bo kiedy już gadamy, to szczerze i bez przerw, od paru lat jest między nami naprawdę duża więź. Może jeszcze siostrę, bo zdaje mi się, że mimo wszystko jej ufam.
Jeżeli uważasz, że właśnie Ty chciałabyś/chciałbyś się ze mną mniej lub bardziej zaprzyjaźnić, a ja powinnam dać Ci szansę, mam na blogu zakładkę "Ja w necie", tam znajdziecie wszelkie możliwości kontaktu ze mną.


*Hasło o wodzie płynącej Wisłą jest zbyt mainstreamowe. Tak jest lepiej.


Co jeszcze u mnie, poza tym, że zaraz szkoła? Wczoraj, kiedy biegłam z pokoju do pokoju, zaryłam we framugę i mam teraz siniaka na pół ramienia. Zdarza się, ale trochę mi głupio, że praktycznie wlazłam w drzwi.


PS. Słyszeliście o moim ostatnim opowiadaniu? Jest tutaj: http://welcome-here-in-my-world.blogspot.com/p/blog-page_23.html.

niedziela, 23 sierpnia 2015

Święto Wojska Polskiego w moim mieście

Dzisiaj w moim mieście odbyły się przeniesione z zeszłego tygodnia obchody Święta Wojska Polskiego. Męczy mnie opisywanie, gdzie byłam i co dokładnie robiłam, powiem tylko, że najbardziej rajcowały mnie rekonstrukcje: bitwy z III Powstania Śląskiego i Kampanii Wrześniowej. Z tej drugiej mam foty.














Były też stanowiska pełne rozmaitych rozmaitości dla fanów militariów - od książek o fortyfikacjach przez wszelkie gadżety do mundurów. Ja wycyganiłam breloczek z nabojem i replikę Krzyża Oświęcimskiego.



Brat mi powiedział, że powinnam raczej zapytać o Krzyż Żelazny (o moim zainteresowaniu nazistami oczywiście wszyscy wiedzą). A z rodzicami potem się śmiałam, że kupimy granat ręczny, który wezmę do szkoły jako pamiątkę z wakacji, żeby zobaczyć reakcję nauczycieli.


Tak by the way, wkurzają mnie wszystkie te gadki, że zbliża się szkoła. Został przecież jeszcze tydzień wakacji! Co prawda zaczęło się już kupowanie zeszytów, zamawianie podręczników i zastanawianie się nad kupnem plecaka, ale co się nasiedzę w domu z dala od znajomych, to moje.
Aż sobie napiszę o tym osobnego posta jutro.


Dziś w nocy lub jutro pojawi się wspomniane wczoraj opowiadanie. Wyczekujcie.

sobota, 22 sierpnia 2015

Konkursy; Zboczeńcy (part 2)

Mógłby mi ktoś podrzucić temat, na który mogłabym napisać krótkie opowiadanie? Potrzebuję materiału do wysyłania na konkursy. Może być jakieś luźne hasło, do którego dopiszę własną dużą historię (żeby nie było, że kradnę cudze pomysły), po prostu lepiej mi się pisze, gdy mam zadany temat, a nie daję rady nic normalnego znaleźć sama.
O, możecie mi też dawać linki do zdjęć. Fajnie się dopisuje historie do zdjęć, raz tak zdobyłam wyróżnienie.

Przez krótkie opowiadanie rozumiem 6-12 stron, bo zwykle tyle jest podane w regulaminach konkursów. Czyli potrzebuję coś, o czym da się polać trochę wody, ale żeby za dużej powodzi nie było.




Bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo chciałam napisać rozdział na któryś z blogów z opowiadaniami. Ale NIE. Moja wena mnie nienawidzi.
Niby napisałam jakieś dwa zdania do Historii Nawiedzonego Dworu, ale potem wena nacisnęła taki dupny czerwony guzik z napisem ERROR i odmówiła posłuszeństwa.

Sprawa skończyła się tym, że kursuję pomiędzy YouTube i plikiem w OpenOffice, gdzie piszę krótkie opowiadanie częściowo bazujące na moim śnie o Hessie i Goebbelsie (pamięta go ktoś jeszcze?).
Jak skończę, to tu wrzucę.



Nie mogę zostać profesjonalnym pisarzem, bo jak mi już idzie pisanie czegoś, to jest zboczone. xD

piątek, 21 sierpnia 2015

Czy czujesz ten chlor?

Wczoraj - wizyta u babci. Lubię takie dni, kiedy siedzę obok członków rodziny i mogę słuchać, o czym rozmawiają. Czuję się wtedy taka... dorosła.


A dziś - wyjście na basen. Moje podejście do chodzenia tam to istny paradoks. Mogłabym godzinami narzekać: woda w jednej części za ciepła, w innej - zbyt chłodna, strój kąpielowy hamuje mnie w zjeżdżalni, a w saunie jest za gorąco. Ale jednocześnie lubię tam chodzić.
I tak, wiem, że w saunie z zasady jest gorąco, ale dziś przypadkowo wbiłam do tej najcieplejszej, bo nie chciało mi się doczytywać, która jest która. Poza tym, tam było najpuściej.


Gdybym była komentatorką swojego bloga, w tym momencie napisałabym, że było najpuściej, bo uważni ludzie nie wkopywali się do najcieplejszej sauny. Ale że jestem autorką, to mogę to napisać, uprzedzając wszelkie komentarze. Hehe.



Dobra wiadomość z dziś jest taka, że ćwiczenia na skoliozę sporo dały. Trzy lata temu, kiedy zaczęłam jeździć na turnusy takie jak teraz, kiedy to siedzę u cioci i codziennie wychodzę na 1,5h do terapeuty, miałam skoliozę dwułukową (na odcinku lędźwiowym oraz piersiowym kręgosłupa), przy czym większa z nich miała bodajże 18 stopni. Według zdjęcia sprzed dwóch dni skolioza lędźwiowa znikła zupełnie, a piersiowa została zredukowana z 18 do 9 stopni.
TAK, yhym, możecie mi gratulować.

Oprócz tego doszłam do połowy książki, którą męczę od stycznia, czyli od momentu kupienia. Dokładniej rzecz biorąc, w styczniu ją zaczęłam, trochę przeczytałam i skapitulowałam, ale teraz stwierdziłam, że się zawezmę i przeczytam całość. No i na razie dobrze mi idzie.




Ten jeż wiwatuje dla ciebie, bo możesz zrobić wszystko!



Ale i tak się cieszę, że jutro ostatnie zajęcia i do domu. ♥

środa, 19 sierpnia 2015

Flow

Wczoraj jeden z moich blogów został nominowany do tagu muzycznego.
Ucieszyłabym się, gdyby a) było to jakieś trzy dni wcześniej i b) nie zrobiłabym tego bez nominacji o, tutaj.
Te trzy dni wcześniej poczułabym się doceniona. Robiłabym to po raz pierwszy. No i po tym, jak zrobiłam coś z własnej woli, to samo nie cieszyło już tak bardzo zrobione na czyjś rozkaz. Tak, pomarudziłam, kiedy nie zostałam nominowana wcześniej, i tak, bardzo chciałam być nominowana, ale właśnie dlatego wkrótce potem wykonałam to poza nominacją - żeby uśmierzyć swój ból egzystencjalny.


Chciałam się wygrzebać z doła, w jaki wpadłam siedemnastego, ale średnio mi wyszło.

Rudolf, idź sobie.

ktoś: to wredne
ja: ja jestem wredna



Na szczęście świat nie zawsze jest dla mnie taki okrutny. Słucham piosenek dotyczących Five Nights at Freddy's, próbuję śpiewać i tańczyć i wpadam we flow. Czuję, że mogłabym się unosić, jestem lżejsza, coraz lżejsza...


Jeśli tak czują się ludzie po narkotykach, to mi starczy komputer.








poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rudolf Walter Richard Hess (26.04.1894 - 17.08.1987)

ALERT!
Nie mam pojęcia, jak będzie wyglądała ta notka, bo ten temat to zbyt duże emocje dla mnie. Możliwe, że będzie chaos i przekleństwa.
Spodziewajcie się takich emocji raz co jakiś czas. Nie powiem, kiedy będzie następny raz, bo zapomniałam mojej magicznej rozpiski z domu. Ale chyba jakoś w październiku.



W pewien sposób rozumiem opinie, że życie jest suką. Bo często nas krzywdzi, bo stawia nam na drodze złych ludzi, bo skłania nas do podejmowania złych decyzji.
Ale śmierć też jest trollem.
Niektórzy ludzie odchodzą za wcześnie, chociaż mogliby jeszcze długo pożyć.

Inni natomiast chcieliby odejść, ale śmierć nie chce ich zabrać.


No bo czy jest sens w tym, aby dziewięćdziesięciotrzyletni, schorowany człowiek musiał popełniać samobójstwo, by odejść? I to jeszcze nie za pierwszą próbą samobójczą, a po wielu latach od pierwszego skoku?





Dziś mija 28 lat od śmierci Rudolfa Hessa. Zginął śmiercią samobójczą, wybierając powieszenie. Do 1941 roku formalnie trzecia osoba w Trzeciej Rzeszy (po Hitlerze i Göringu), jeden z najbliższych współpracowników Fuhrera; drugą połowę życia spędził w niewoli i zakładach karnych, przez co wśród sympatyków uważany był za męczennika; najdłużej żyjący z "siedmiu ze Spandau".
Wielokrotnie usiłował odebrać sobie życie. Długo się nie udawało.



Historyk w gimnazjum powiedział mojej klasie, że złych ludzi nie należy podziwiać, szanować ani im współczuć, właśnie dlatego, że są źli. Ja to rozumiem, bo zresztą tak zostałam wychowana.

Jednak Rudolf Hess jest jedną z takich osób, o których wzmianka wystarczy, aby roztopić mi serce. Każda chwila zadumy nad nim wpędza mnie w głęboki smutek zahaczający o depresję.
Tak jak rzadko smuci mnie jakakolwiek rocznica śmierci, to dziś czuję się gorzej niż tuż przed miesiączką, co oznacza: bardzo źle (ciężko znoszę PMS).







Nie mam pojęcia, co mogę jeszcze napisać. Czuję smutek przemieszany z frustracją, które nie chcą znaleźć ujścia. Dziś jest taki dzień, kiedy wyjątkowo wiem, co czuję, i chciałabym to wypłakać, ale nie potrafię uronić choćby jednej łzy.
I ten uśmiech! ♥



Rudolf, pomodlę się dziś za Twoją duszę, żeby nie opętywała mnie tak perfidnie w rocznicę Twojej śmierci.

niedziela, 16 sierpnia 2015

Walka z grawitacją + trollujące podbrzusze + kocia mafia = idealny weekend ♥

Nie ma to jak wysyłać maila ze zdjęciami z telefonu do samej siebie, bo Bluetooth się obraził i nie chciał udostępniać plików. >.<


A więc wczoraj byłam na urodzinach mojej babci (skończyła 80 lat). Posiedziałam, pojadłam, a potem mój żołądek walczył ostro z grawitacją. Oprócz tego mój układ moczowy mnie trollował - chociaż dużo wypiłam i odczuwałam ciśnienie, to wszelkie próby opróżnienia pęcherza spełzały na niczym. Wkurzają mnie takie sytuacje ekstremalnie, ale jakoś przeżyłam.

Potem pojechaliśmy (my, czyli ja i rodzice) nocować u cioci. Przed zaśnięciem z pół godziny przesiedziałam przy oknie, gapiąc się w świecący szyld Fresh Marketu. Nie mogłam się powstrzymać przed zrobieniem zdjęcia.




Pięknie! xD

Jeden z psów cioci (ma dwa) ma swoją tajną bazę w łazience, też nie mogło obyć się bez zdjęć. :)






Dzisiaj posiedzieliśmy jeszcze trochę u cioci, a potem pojechaliśmy do drugiej cioci do sąsiedniego miasta.
Kiedy poszłam z tatą do sklepu po wodę, zastaliśmy przed blokiem kocią mafię.



Kiedy chciałam podejść bliżej, to koty pouciekały, ale wyglądały słodko. ♥



Żeby nie było zbyt kolorowo, wczoraj i przedwczoraj bolały mnie okolice jajników i ogólnie było mi trochę źle. Diagnoza skonsultowana z Internetem: bolesna owulacja. Pasuje, bo miałam okres na przełomie miesięcy.
I żeby było śmiesznie, miałam już tak kilka razy, ale zawsze myślałam, że to już bóle na okres - zwykle mam długie cykle i czasem pasowało, żebym miała już okres, ale najwyraźniej dopiero jajeczkowałam.

Zapowiada się okres na początek roku szkolnego. ;_; Ale może wtedy uda mi się pójść w spodniach zamiast spódnicy i rajstop na rozpoczęcie ^^


By the way, myślałam, że po notce o nazistach i na 22 lipca nie może mi być bardziej głupio/dziwnie przy pisaniu czegokolwiek. Myliłam się - teraz jest bardziej.
Ale z drugiej strony jestem z siebie dumna, że przełamuję tematy tabu. ^^



A teraz okupuję biurko kuzynki i zamulam sobie przed kompem, zbierając jednocześnie siły na jutro. Nawet nie chodzi o to, że idę na ćwiczenia na krzywy kręgosłup, po trzech latach się przyzwyczaiłam, tylko wiem, że będę smutać. Chciałabym umieć przygotowywać się mentalnie na rocznice śmierci, ale wiem, że nie umiem.


Żegnam, wrócę jutro.

PS. Tytuł zazwyczaj wymyślam na końcu, tak było i dzisiaj. Równanie: Walka z grawitacją + trollujące podbrzusze + kocia mafia = idealny weekend ♥ mnie rozwaliło. xD

piątek, 14 sierpnia 2015

Popłakałam się

Dlaczego kurczak przeszedł przez drogę?
No dlaczego?


Żeby dostać się do domu idioty
 Puk puk
Kto tam?


Kurczak
Słuchaj no...



Mało rzeczy doprowadza mnie do płaczu ze śmiechu, ale gdy przeczytałam to dzisiaj na Tumblrze, to łzy same pociekły mi z oczu. Nie zapanowałam nad tym.

Coraz bardziej przekonuję się, że Tumblr to kopalnia radości. ♥




Ja już kończę - debil jak zwykle pisał krótką notkę kilka godzin - bo muszę wcześnie rano wstać. Jadę jutro na urodziny do babci, a potem zostaję na tydzień u cioci.

Możecie nastawiać się na dzień bez postu - brak czasu jutro - ale w międzyczasie mam pytanie-prośbę. Jako że za dwa dni mamy miesięcznicę tego bloga, chciałabym, aby ludzie, którzy znali mnie jeszcze jako ThingsInsideOfMe, wypowiedzieli się, co przez ten miesiąc się zmieniło. Czy widzicie różnicę między TIOM a Welcome Here In My World? Jaka byłam przed 16 lipca, a jaka jestem po nim?
Chętnie poczytam opinie. :)

czwartek, 13 sierpnia 2015

Wypadek, śmierć i pogrzeb

Wczoraj w ciągu magicznej godziny między opublikowaniem poprzedniego postu a pójściem spać znalazłam informację, że Mariusz Szczerski (wokalista wspomnianego wczoraj Honoru) uległ wypadkowi, po którym został przewieziony do szpitala w mojej rodzinnej miejscowości, gdzie zmarł.
Wiem, że śmierć to śmierć i niby powodów do radości nie daje, ale moje miasto daje mi czasami znać o swojej zamulatości i choć zawsze Bóg mógł mnie posłać w gorsze miejsce, to w pewien sposób cieszę się, że właśnie w moim mieście był ten szpital.
Uśmiech, jaki wylał mi się wczoraj na twarz, musiał być bezcenny.



Wszystko, co jest negatywne, zawiera w sobie coś pozytywnego. Życie składa się ze sprzeczności między znakami plus i minus.


No to teraz mam dwie rzeczy związane z nazistami jako ludźmi oraz ideologią (neo)nazistowską i jednocześnie z najbliższym moim życiem.
Pierwsza to wymieniona wyżej śmierć (w muzyce Honoru jako zespołu wykonującego przez większą część swojego działania RAC przejawiała się ideologia neonazistowska).
Druga rzecz to to, że pogrzeb Reinharda Heydricha odbył się w dniu, który kilkadziesiąt lat później stał się dniem moich urodzin.

Czemu przyciągam do siebie tylko śmierci?


Ale Heydricha w sumie polubiłam (to głupio brzmi. nie?), Honoru słucham z przyjemnością, więc źle nie jest. Chyba.

środa, 12 sierpnia 2015

Honor

Moje imię zaczyna się na H; Kiedyś chciałam to zmienić, teraz jestem z tego dumna.


*tymczasem na Facebooku
Znalazłam odnośnik do strony "Czy potrafimy zgadnąć twój znak zodiaku?". Co prawda trzeba tam wpisać imię, żeby sprawdzić, czy zgadną, ale kiedy się ładowało, pomyślałam, że może będzie trzeba podać datę urodzenia, co byłoby bezdennie głupie.
Powiedz mi, kiedy się urodziłeś, a powiem ci, ile masz lat!*



Miałam dziś skończyć czytać książkę i znowu poczuć się wartościową osobą. A potem włączyłam komputer i skończyło się na tym, że obejrzałam na TVN Playerze dwa odcinki "Szkoły", a potem mama zawołała mnie na jedną powtórkę w magicznym pudełku wyświetlającym kolorowe obrazki (tak, to telewizor) - jesteśmy fankami! ^.^ No i generalnie krążyłam sobie między kuchnią, magicznym pudełkiem, balkonem i własnym pokojem.



Oficjalnie słucham RACu (ang. rock against communism - rock przeciwko komunizmowi). Więcej tutaj: klik! Jest coś takiego w tej muzyce, że nawet gdy nie wsłuchuję się w słowa - chociaż przyznaję, wsłuchuję się - to serce mi drży; mogłabym wstać i tańczyć, i śpiewać te piosenki, które już znam na pamięć. Muzyka jest we mnie, a ja jestem w muzyce, i jest mi dobrze.
Polski zespół Honor, polecam.


Wiem, że to może być dziwne, tak samo jak wiem, że każdy ma inne zainteresowania i to jest moje, możemy słuchać innej muzyki i słucham takiej; i wiem, że jestem w tym sobą, bo taki był cel. Nie wysilajcie się i nie uświadamiajcie mi tego w komentarzach, potrafię sama siebie uświadomić.



A może jednak jestem neonazistą, tak po prostu?
Just kidding xD

wtorek, 11 sierpnia 2015

Nieznajomi + Audrey Hepburn

Dziś rano - spotkanie z koleżanką z gimnazjum. Pogadałyśmy o tym i o tamtym... było śmiesznie!
System rozwaliła pani, która zaproponowała nam pójście na otwarcie apteki dla rozrywki - "Dziewczynki, idźcie sobie tam do apteki, rozdają za darmo baloniki i watę cukrową" - i nasza wymiana zdań po tym zdarzeniu - "Znasz ją? - Nie, myślałam, że to z tobą się kojarzy".
No i jeszcze był starszy pan, który zapytał mnie, czy nie siedzę za bardzo w słońcu. W pierwszej chwili nie rozumiałam, to powiedziałam, że nie. Bo było spoko. I znowu nasze komentarze: "Hania, on cię znał? - Nie... - No to cię podrywał!".

A do apteki nie poszłyśmy, przyniosłam tylko do domu ulotkę dostaną w parku, gdzie siedziałyśmy dwie godziny.



A teraz kilka słów wyjaśnienia dla wczorajszej nagłej zmiany szablonu.

O Audrey Hepburn słyszałam już dawno, jednak do niedawna nie widziałam żadnego filmu z nią. Jakoś w okolicy moich urodzin 2 miesiące temu w telewizji znaleźliśmy film "Zabawna buzia" z Audrey w jednej z głównych ról. Bardzo mi się spodobał, a aktorka szczególnie zdobyła moje serce tą sceną:





I chociaż jak na razie widziałam w całości tylko jeden film z nią, to wiem, że ją polubiłam. ♥ I stąd szablon, który zresztą sama zaproponowałam na Wiosce Szablonów. :3 Jestem z siebie dumna, bo zauważono mój komentarz!




 Dobranoc!

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Nie ma miłości, są tylko naziści i słodkie kotki

Miałam korzystać raczej z jasnych szablonów, ale dzisiaj znalazłam to.
Sherlock, moja gimbazjalna miłość. ♥
I tak jeszcze zmienię. xD

Zmieniłam!
Audrey ♥




Ten edit jest kwintesencją mojej marnej egzystencji. ♥
(Tego posta zresztą trochę też). 



Jak wspominałam w pierwszej notce tutaj, wszelkie nazwy używane "na co dzień" - czyli nazwa użytkownika Welcome here in my world oraz nazwa bloga My little world - pochodzą z mojego konta na tumblr.com.


Tumblr to magiczna strona, właściwie jedyne miejsce, gdzie czuję się naprawdę dobrze i naprawdę sobą (chociaż tutaj też powoli zaczyna tak być). Utworzyła się tam "społeczność Trzeciej Rzeszy" (ang. Third Reich community), do której od pewnego czasu należę.

To właśnie tam wybiłam się i poznałam nowych ludzi dzięki mojej pasji, która nas połączyła. Tam powiedzą ci, że wszelkiego rodzaju zainteresowanie nazistami jest całkowicie normalne, a jeśli nie jest normalne, to spokojnie, przecież wtedy wszyscy tutaj jesteśmy nienormalni!
No dobra, nie powiedzą wam tego. Ale dadzą wam to odczuć tak mocno, że aż wam zabraknie tchu.


Piszę to, bo wczoraj szczególnie odczułam dobro ludzi, którzy tam są i się ze mną łączą w bólu zainteresowania narodowymi socjalistami.



"meinatmospeer, czy nie czujesz się dziwnie, kiedy muszę ci tyle razy podziękować?"
"welcome-here-in-my-world omg omg omg właśnie zrobiłaś mi dzień! MUSZĘ tagować cię do większej ilości rzeczy!"
"cała przyjemność po mojej stronie! ♥ więc czekam do bycia otagowaną w czymś! ;)"

Na Tumblrze częste są tagi, czyli serie zadań/pytań, do których użytkownicy wzajemnie się nominują, czyli tagują się. Pierwsze zdanie napisałam ja - pisałam dwa tagi pod rząd i do obu byłam nominowana przez tę samą osobę - kryjącą się pod nickiem meinatmospeer Darię. W tym zdaniu dziękowałam jej trzeci raz (pierwszy raz był, gdy wyjaśniałam, że wracam z wakacji i wykonam tag później, a drugi - przed pierwszym tagiem), czym - jak wyczytaliście wyżej - zrobiłam jej dzień.

Przeczytanie takich słów od właściwie obcej osoby napełniło mnie taką radością, że mogłabym skakać pod sufit! ♥


Oprócz tagów i zwykłych zdjęć/gifów po Tumblrze krążą także przeróżne edycje zdjęć, rysunki, dialogi/hasła i tak dalej.
Ta edycja wyżej nie jest moja, ale powstała z mojej inicjatywy. Jest takie konto na Tumblrze jak "Wyobraź sobie swoją ulubioną postać historyczną". Raz zreblogowałam hasło "Wyobraź sobie swoją ulubioną postać historyczną opiekującą się małymi kotkami" z odpowiedzią "Mengele i kotki!", na co ktoś mi odpowiedział tym zdjęciem. ♥



Oni: Jaka jest twoja opinia o Adolfie Hitlerze?

Ja: *śmieje się nerwowo* Hitler? J*bać go. Był dyktatorem i - (tysiące zdjęć Adolfa Hitlera wypadają z mojego płaszcza) t-to nie moje chłopie przysięgam że trzymam je dla znajomego ja cholernie nienawidzę (siedem kopii Mein Kampf wypadają z mojej kieszeni) czekaj kolego to nawet nie jest moje przysięgam że (więcej zdjęć wypada na ziemię) czekaj kolego ja cholernie nienawidzę Hitlera tylko posłuchaj

Kocham! ♥


No i nie można pominąć Josdolfa Hitbbelsa, czyli propagowanego przez Tumblr związku Adolfa Hitlera i Josepha Goebbelsa. Wynika on z uwielbienia, jakim Goebbels darzył Hitlera, i które zostało odwrócone w pewnego rodzaju żart.


Wtedy takie zdjęcia jak to niżej nabierają nowego znaczenia.




Szukacie może swojego raju na ziemi? Bo ja znalazłam, jest tutaj: klik! ♥

Będę was jeszcze bombardować tymi zdjęciami, mam ich mnóstwo. 



Coś dużo dziś serduszek. :D

niedziela, 9 sierpnia 2015

Powrót

Wracam!
Po dwóch tygodniach i dwóch dniach wróciłam cała i zdrowa do swojego pokoju, co umożliwia mi również powrót z przytupem do Internetu. Jeśli zdążyliście się przez ostatnie kilka dni stęsknić za mną, to nie martwcie się - jeszcze będziecie mieć mnie dosyć.



Nie ma to jak trzymać w ręce telefon przy słuchaniu muzyki z komputera, i - chcąc przygłośnić muzę z kompa - wklikiwać odpowiedni przycisk na komórce, przełączając tym tryb z wyciszenia na wibracje.
Jestem debilem xD



Rozważam założenie nowego bloga specjalnie na opowiadania jednoczęściowe. Nie mam ich za wiele, nie piszę ich za dużo, dodatkowo część z tych już napisanych wrzuciłam niegdyś do netu jako ThingsInsideOfMe, no i nie mogłabym wrzucić wszystkiego, jako że piszę je głównie z przeznaczeniem na konkursy, gdzie w regulaminie zwykle jest podpunkt o niepublikowaniu tworów przed ogłoszeniem wyników; mam jednak takie rzeczy, które mogę wrzucić i których epickość na to zasługuje. Mogłabym pokazywać je tu, ale jednak chcę te opowiadania pokazywać, a więc rozpowszechniać, a ten blog ma zostać swoistym azylem, do którego linki wstawiam tylko na własnych blogach i fanpejdżu. Żadnych katalogów - ścisła kontrola! A taki blog specjalnie na jedno-, może dwuczęściowe opowiadania mogłabym gdzieś wstawić.

A więc, czy chcecie, abym założyła bloga, który będzie aktualizowany przy dobrych wiatrach raz w miesiącu opowiadaniami starymi jak świat?

Żartuję, przemyślałam to na szybko i nie założę tego bloga. Jeśli zdążyłam wam narobić nadziei, to przepraszam, ale wolałam dopisać to zdanie niż usuwać połowę posta.




Dobranoc!

wtorek, 4 sierpnia 2015

Takie nic

Dzisiaj po raz pierwszy odkąd tylko pamiętam przez moje miasto rodzinne przejeżdżał Tour de Pologne. Nawet pod urzędem miasta, do którego mam blisko, była lotna premia, i przyjechał organizator...
I co?
I ciul, nie widziałam, bo jestem na wakacjach.
Przegrałam życie.


Żartuję, tragedii nie ma, co nie zmienia faktu, że gdybym była w domu, to bym poszła.



Miałam przeczytać na wakacjach sześć książek, przeczytam z bidą dwie. Jedną przeczytałam w pierwszy dzień pobytu tutaj, z drugą się męczę. Brawo ja xd



A wczoraj późnym wieczorem (było już ciemno) kombajny kosiły pole za domkiem, gdzie mieszkam. Genialnie to wyglądało ^^


Napisała bym coś jeszcze, ale zrobiło się późno, więc wrócę z tym kiedy indziej.

Dobranoc!

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Dziwnie?

Czasem czuję się dziwnie.

Czuję się dziwnie, kiedy dostaję od kalendarza po pysku i uświadamiam sobie, że niedługo matura i dorosłość.
I kiedy chciałabym pogadać z kimś, ale nie mam pojęcia, jak zacząć.
Albo kiedy to ktoś zaczyna, ale potem nie wiem, co odpowiedzieć.
Czuję się dziwnie, kiedy przetracę cały dzień przed kompem. Ewentualnie telefonem/telewizorem.
Czuję się dziwnie, kiedy ktoś mnie prosi o pomoc, ale ja nie potrafię.


Jest też oczywiście trochę rzeczy, przez które nie czuję się dziwnie.

Jedną z nich jest kończenie blogów, zanim się dobrze zaczną.

Jestem z tego rodzaju osób, które często przerywają. Cokolwiek. Mam mnóstwo zaczętych dawno książek, których nie skończyłam, seriali, których nie dałam rady obejrzeć...
Są w sumie tylko dwie rzeczy, których nie przerwałam. Jedna to prowadzony cztery lata pamiętnik, który zdzierżyłam chyba tylko dlatego, że robiłam czasem krótkie przerwy. Druga jest uzależnieniem i mówi się o tym zupełnie inaczej.

Jestem osobą impulsywną, której dużo rzeczy ciąży. Z tej mieszanki biorą się porzucone blogi. Najpierw zakładam, bo myślę, że się uda, a potem olewam, bo wiem, że jednak się nie uda. Wolę nie pisać opowiadania niż pisać ze strachem, że zepsuję.

Sumienie? Czasem coś podszepnie, ale potem dostaje kopa na ryj i już się nie odzywa.
A czytelnicy? To może źle zabrzmieć, ale w momencie, gdy opowiadanie zaczyna mi się walić, to średnio o nich dbam. Nie chcę poddawać ocenie czegoś, co ja sama mogłabym zbluzgać.


Dużo dzieje się we mnie. Jestem od jednej rzeczy mocno uzależniona, ale nie leczę się u specjalisty. Są wydarzenia, przez które nie mogę się pozbierać. Czasami olanie opowiadania to mój kaprys, ale czasem to kwestia mojej psychiki. Mogę ratować bloga, tak naprawdę go niszcząc, a on będzie niszczył mnie. A mogę też olać bloga i poczuć się lepiej, bo odpadnie mi jeden obowiązek, no i będę mogła poświęcić więcej czasu sobie samej.


Zanim ktoś powie, że w takim razie powinnam całkiem zerwać z blogosferą, to powiem, że tego nie zrobię. Gdybym miała to zrobić, to zniknęłabym stąd całkiem, zamiast zmieniać tożsamość z ThingsInsideOfMe na Welcome here in my world. Chcę tu zostać,  a Whimw jest tym, kim chcę być. I będę. Na moich zasadach. Nawet gdybym miała pierdyliard blogów założyć i usunąć.
I kropka.

niedziela, 2 sierpnia 2015

Blogi, opowiadania

Dzisiaj siedziałam i myślałam nad opowiadaniami, jakie mogłabym tworzyć. W toku myślenia stworzyłam w myślach z kilkanaście blogów, ale potem wyobraźnia dostała kopa na ryj i już się nie odzywa.
Stanęło na tym, że będę pisać jedno rozpoczęte już opowiadanie - nie mówię, że skończę, bo z tym bywa różnie xd - oraz zacznę pisać dwa kolejne. Niedługo może zdradzę, o czym będą.
No i nie będzie czegoś takiego, że muszę napisać rozdział w jakimś tam terminie. Jak skończę, to wrzucę, i już.


Możliwe, że wykorzystam też jakieś pomysły na opowiadania jednoczęściowe. Muszę mieć co wysyłać na konkursy.
Uprzedzając pytania - używam sformułowania "opowiadania jednoczęściowe" zamiast popularnego ostatnio hasła "one-shot", bo zbytnio kojarzy mi się z piciem wódki z takich małych szklaneczek (nie żebym tak piła, ale skojarzenia mam). Ewentualnie z narkomańskin złotym strzałem.



Brakuje mi wrzucania do postów zdjęć albo filmików z YouTube. Muszę wytrzymać najbliższy tydzień, potem już będę w domu z taką możliwością.
*ziew* Spać mi się chce.

sobota, 1 sierpnia 2015

1 sierpnia

Dziś rocznica powstania warszawskiego. Nie wnikam w jego słuszność czy niesłuszność, jednak od jakiegoś czasu nie ciągnie mnie do obchodów takich rocznic. Szanuję własny kraj z jego historią, jednak nie jest to to, co kiedyś.

Kiedyś chciałam być aktywna. Z wypiekami na twarzy oglądałam w telewizji wszelkie obchody z okazji Święta Niepodległości czy rocznicy uchwalenia konstytucji 3 maja. Chciałam też być harcerką i zazdrościłam tym, którzy już w harcerstwie byli, bo wydawało mi się, że może nie byli lepsi ode mnie, ale byli bardziej. Po prostu byli bardziej, mieli pełniejsze życie.

Teraz przechodzę obok takich patriotycznych zrywów - zarówno w znaczeniu samego powstania, jak i jego rocznic - właściwie obojętnie. Dziś oglądałam jakieś relacje, ale to tylko wieczorem i tylko dlatego, że lubię oglądać Wiadomości, a potem telewizor pozostał włączony.


Trochę bawią mnie wszystkie te słowa, że gdybyśmy żyli pod okupacją, to każdy z młodych ludzi stanąłby do walki. Wszyscy spikerzy telewizyjni wierzą dziś w odwagę młodzieży, ich patriotyzm i wolę walki.
A ja wcale nie wiem, czy poszłabym walczyć. Właściwie to jestem pewna, że nie poszłabym, tylko siedziała w domu i dygała o własne życie, a gdybym zginęła, to jako cywil.


A w ogóle to "Kamienie na szaniec" były pierwszą lekturą, której nie przeczytałam, to znaczy przeczytałam, ale w drugim terminie, bo wcześniej nie zdzierżyłam.




Trochę dziwnie czuję się mimo wszystko z tym, że spędziłam pół dnia na czytaniu Dzienników i z tym, że na myśl o żołnierzach i cywilnych walczących o Niemcy serce trzepocze mi tak, jak powinno na myśl o Polsce walczącej. Coś dziś poszło nie tak, zresztą nie tylko dziś. Czuję się Polką, a jednak poza Polskę wypłynęły moje uczucia.