poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rudolf Walter Richard Hess (26.04.1894 - 17.08.1987)

ALERT!
Nie mam pojęcia, jak będzie wyglądała ta notka, bo ten temat to zbyt duże emocje dla mnie. Możliwe, że będzie chaos i przekleństwa.
Spodziewajcie się takich emocji raz co jakiś czas. Nie powiem, kiedy będzie następny raz, bo zapomniałam mojej magicznej rozpiski z domu. Ale chyba jakoś w październiku.



W pewien sposób rozumiem opinie, że życie jest suką. Bo często nas krzywdzi, bo stawia nam na drodze złych ludzi, bo skłania nas do podejmowania złych decyzji.
Ale śmierć też jest trollem.
Niektórzy ludzie odchodzą za wcześnie, chociaż mogliby jeszcze długo pożyć.

Inni natomiast chcieliby odejść, ale śmierć nie chce ich zabrać.


No bo czy jest sens w tym, aby dziewięćdziesięciotrzyletni, schorowany człowiek musiał popełniać samobójstwo, by odejść? I to jeszcze nie za pierwszą próbą samobójczą, a po wielu latach od pierwszego skoku?





Dziś mija 28 lat od śmierci Rudolfa Hessa. Zginął śmiercią samobójczą, wybierając powieszenie. Do 1941 roku formalnie trzecia osoba w Trzeciej Rzeszy (po Hitlerze i Göringu), jeden z najbliższych współpracowników Fuhrera; drugą połowę życia spędził w niewoli i zakładach karnych, przez co wśród sympatyków uważany był za męczennika; najdłużej żyjący z "siedmiu ze Spandau".
Wielokrotnie usiłował odebrać sobie życie. Długo się nie udawało.



Historyk w gimnazjum powiedział mojej klasie, że złych ludzi nie należy podziwiać, szanować ani im współczuć, właśnie dlatego, że są źli. Ja to rozumiem, bo zresztą tak zostałam wychowana.

Jednak Rudolf Hess jest jedną z takich osób, o których wzmianka wystarczy, aby roztopić mi serce. Każda chwila zadumy nad nim wpędza mnie w głęboki smutek zahaczający o depresję.
Tak jak rzadko smuci mnie jakakolwiek rocznica śmierci, to dziś czuję się gorzej niż tuż przed miesiączką, co oznacza: bardzo źle (ciężko znoszę PMS).







Nie mam pojęcia, co mogę jeszcze napisać. Czuję smutek przemieszany z frustracją, które nie chcą znaleźć ujścia. Dziś jest taki dzień, kiedy wyjątkowo wiem, co czuję, i chciałabym to wypłakać, ale nie potrafię uronić choćby jednej łzy.
I ten uśmiech! ♥



Rudolf, pomodlę się dziś za Twoją duszę, żeby nie opętywała mnie tak perfidnie w rocznicę Twojej śmierci.

2 komentarze:

  1. Dziewięćdziesiąt trzy lata i samobójstwo? Musiał odczuwać potrzebę śmierci.
    Jeśli to pomoże Twojej smutnej duszy, to się za niego pomódl.
    Nie mnie oceniać, co lubisz. Bylebyś była szczęśliwa ;)

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się zdziwiłam, gdy to ogarnęłam po raz pierwszy.
      Nie o moją duszę już chodzi, przyzwyczajam się do atakującego mnie czasem smutku, bardziej chcę dopomóc zabłąkanej duszy umęczonego zmarłego.

      Usuń