wtorek, 25 sierpnia 2015

Szkoła! + Przyjaźnie


Jest 25 sierpnia, a więc za tydzień dzieci i młodzież w odpowiednim do tego wieku wracają do szkoły.


BUM!


Szczerze mówiąc, sama nie wiem, czy lubię powroty do szkoły, zwłaszcza po wakacjach. W sumie już bym się pouczyła, zwłaszcza historii i geografii, bo mnie to ciekawi. Poza tym jakoś przypadło mi do gustu codzienne jeżdżenie autobusem, w pewien sposób zaspokaja to moje pragnienie podróżowania.

Druga strona medalu to ludzie, których tam spotykam. Nie nauczyciele, bo ci wyjątkowo mi pasują - rok temu zaczęłam liceum i jest to pierwsza z moich szkół, gdzie żaden z pedagogów mi nie podpadł - ale znajomi. I to nawet nie ci znajomi, z którymi właściwie nie rozmawiam i o których czuję, że zdarza im się obgadywać mnie za plecami, bo nie będzie mi żal, kiedy po maturze się już do siebie nie odezwiemy.
W sumie to nie chce mi się spotkać ludzi, którzy przez całą pierwszą klasę kleili się do mnie, całowali na powitanie albo zwracali się per "kochanie", a przez ostatnie dwa miesiące nie odezwali się ani słowem.

No dobra, jedna koleżanka się odezwała. Jest konsultantką Oriflame, zamówiłam u niej kilka rzeczy i chciała zapytać, jak działają. Potem rozmowa upadła.

Mi to w pewien sposób jest na rękę, bo specjalnie mi nie zależy na przyjaźnieniu się z kimkolwiek, nawet nie chciałoby mi się z nimi spotykać - mieszkam daleko od wszystkich i mam słabe połączenia autobusowe - czy nawet rozmawiać, bo gdybym chciała, to ja bym zaczęła; jednak trochę mi głupio, że przez dziesięć miesięcy jestem potrzebna i kochana, ale przez te dwa, kiedy nie widzimy się przez pięć dni w tygodniu - już nie.


W sumie to cieszę się, że wybrałam liceum i zostały mi dwa lata szkoły, w tym tylko jedne wakacje z tym nieznośnym poczuciem wpadania w inny świat po ich zakończeniu. Zostały mi dwa lata męczenia się z ludźmi, z którymi po tych dwóch latach pewnie i tak się już nie zobaczę, bo nikt mnie nie zmusi.



Najlepsza klasa na świecie!
(Na Tumblrze jest wszystko).



Tak w sumie, to nie wierzę w wiecznie trwające, mocne przyjaźnie między niespokrewnionymi ludźmi. Mam koleżankę z gimnazjum, z którą się spotykam, dobrze nam się gada, dowiedziałyśmy się o sobie sporo przez ostatnie cztery lata, ale nie powierzyłabym jej największych sekretów. W liceum jest znacznie gorzej, bo chociaż ludzie ze mną gadają i w sumie dużo mi mówią, to czuję, że oni nie wiedzą o mnie prawie nic. Już chyba więcej wiedzą o mnie ludzie na Tumblrze z powodu tych wszystkich tagów, serio.
O właśnie, Internet. Dużo jeszcze rocznic śmierci Rudolfa Hessa przeżyję*, zanim powiem, że ktoś z drugiej strony kabla jest moim prawdziwym przyjacielem. Ludzie z Tumblra są spoko, ale to nie to. Była kiedyś taka Karolina, z którą dużo gadałam na Gadu-Gadu, ale potem się zdupcyło, nawet nie pamiętam jak. Zresztą, to było z osiem lat temu (mam skojarzenia z moją pierwszą komunią, gdy o tym myślę).

Teraz nie przyzwyczajam się do nikogo, nawet jeśli trochę ze sobą gadamy, bo nauczyłam się, że ludzie przychodzą i odchodzą, a nawet jak zostają, to się zmieniają. Jestem miła dla innych, zwłaszcza jeśli nie znam ich mocno i mi nie podpadli, ale taki mam charakter, że jak kogoś za coś nie znienawidziłam, to go nie obsmaruję, ale musiałby mnie bardzo mocno przekonać, żebym chociażby przez chwilę pomyślała, że możemy się zaprzyjaźnić. Zresztą, mam przeczucie, że ludzie zza monitora to ludzie, którzy by mi "matkowali"; zanim byśmy się lepiej poznali, dawaliby mi dobre rady, których nie potrzebuję, chociaż mogłoby się zdawać. Zwłaszcza jeśli byłyby to osoby starsze ode mnie choćby o kilka lat. No i sądzę, że musiałaby nas połączyć jakaś pasja, o której gadalibyśmy godzinami. Coś musi nas połączyć, żebyśmy z praktycznie obcych stali się przyjaciółmi. Dla mnie największą pasją są naziści i pewna część YouTube'a - wątpię, abym znalazła kogoś, kto ze mną to będzie dzielił.

Czy mogę kogoś nazwać przyjacielem? Chyba kuzynkę, bo kiedy już gadamy, to szczerze i bez przerw, od paru lat jest między nami naprawdę duża więź. Może jeszcze siostrę, bo zdaje mi się, że mimo wszystko jej ufam.
Jeżeli uważasz, że właśnie Ty chciałabyś/chciałbyś się ze mną mniej lub bardziej zaprzyjaźnić, a ja powinnam dać Ci szansę, mam na blogu zakładkę "Ja w necie", tam znajdziecie wszelkie możliwości kontaktu ze mną.


*Hasło o wodzie płynącej Wisłą jest zbyt mainstreamowe. Tak jest lepiej.


Co jeszcze u mnie, poza tym, że zaraz szkoła? Wczoraj, kiedy biegłam z pokoju do pokoju, zaryłam we framugę i mam teraz siniaka na pół ramienia. Zdarza się, ale trochę mi głupio, że praktycznie wlazłam w drzwi.


PS. Słyszeliście o moim ostatnim opowiadaniu? Jest tutaj: http://welcome-here-in-my-world.blogspot.com/p/blog-page_23.html.

4 komentarze:

  1. Czasami wspominam szkołę i chciałabym do niej wrócić, dawała mi jakąś stabilizację i nie musiałabym uciekać od życia.
    Liceum nie było takie złe, ale nie zżyłam się z klasą na tyle, by pójść na studniówkę, czego też nie żałuję. Nie lubię chodzić w sukienkach, nie umiem dobrze tańczyć, całe to szaleństwo nie było dla mnie.
    Mam przyjaciółkę, z którą we wrześniu będziemy obchodzić siedem lat znajomości (co według psychologów kwalifikuje się już pod przyjaźń na całe życie. cholercia), kumpelę z liceum, kilka koleżanek w blogsferze, ale tak to jestem introwertykiem i bez ludzi daję radę żyć.
    Też byłam miła przez całą szkołę, po prostu taki charakter. Choć zdarzały mi się małe bunty, które należało uszanować.
    Nie wiem, czy chciałabym matkować koleżance poznanej w sieci po przeniesieniu znajomości do reala, przecież nie jestem jej matką, ma swoje życie do przeżycia, ja mogę poradzić, gdy będzie chciała porady.
    Ałć. Znam ten ból, choć ja jak już w coś przywalę, to udem w kant biurka. Masakra.

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paradoksalnie ja chcę skończyć szkołę i iść na studia, najlepiej takie pokrywające się z zainteresowaniami, bo może poznałabym ludzi, którzy będą je ze mną dzielić.
      Jestem sztucznie miła nie tylko w szkole, ale i w Internecie. Nigdzie nie umiem ludziom nawrzucać.
      Wiesz, ja osobiście czuję, że wszyscy matkują mi, kiedy tylko mogą, bo przesadnie o mnie dbają. Uważają, że jestem smutna, kiedy to mój normalny wyraz twarzy. Różnych osób w różnych sytuacjach się to tyczy.

      Dobranoc.

      Usuń
  2. Przeraża mnie to, jak bardzo jesteśmy do siebie podobne... Czytając tego posta czułam się tak, jakbyś opisywała mnie, naprawdę.
    Również nie mam osób, którym mówię dosłownie wszystko, a przyjacielem nie nazywam nikogo. Dla mnie to słowo ma ogromne znaczenie, więc wolę powiedzieć "bliska koleżanka".
    Znów zaczyna się szkoła i znów udawanie tej pozytywnej i szczęśliwej osoby - nie wiem, czy kiedyś pokażę komuś swoją prawdziwą twarz. Boję się, że nigdy nikomu nie zaufam tak mocno, by czuć się przy nim/niej swobodnie i móc po prostu być sobą...
    Ale dobra, koniec już tych bzdetów.
    Trzymaj się! Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie słowo "przyjaciel" też ma duże znaczenie, głównie dlatego nie mówię, że mam przyjaciół w szkole. Kuzynka i siostra to ludzie spokrewnieni, którym z zasady się ufa, a że ja moje naprawdę lubię, to kiedy muszę kogoś tak nazwać, to właśnie je dwie.
      Również pozdrawiam. :)

      Usuń