wtorek, 29 września 2015

Kalendarz adwentowy + The Courtship Book Tag

Dobry wieczór!
Kolejny post miałam wrzucić dopiero w październiku, ale że mam do tego okazję, to się wypowiem.

Z rzeczy organizacyjnych: pamiętacie, jak pisałam kiedyś o tym, że chciałabym zrobić jakiś challenge tutaj, na blogu? Wymyśliłam, że w adwentowej części grudnia (od 1 do 24 dnia miesiąca) będę codziennie pisać posty, i w każdym poście pojawi się obrazek, który omówię. Powiem, czemu mi się podoba, jaka jest jego historia albo co skłoniło mnie do jego wykonania, jeśli ja jestem autorką. Co powiecie na taki Adwent z Welcome here in my world? :)






Teraz przechodzimy do głównej części posta, czyli do The Courtship Book Tag, do którego nominowała mnie Cleo M. Cullen. ♥
W tym tagu spotkacie się z czymś nietypowym, bo postanowiłam opatrzyć post własnymi zdjęciami, a nie okładkami z Internetu, co może nie wygląda najlepiej (używałam flesza, bo mam durne światło w pokoju) i było dość czasochłonne, ale przynajmniej się pobawiłam. :3

Z ciekawości sprawdziłam w leżącym tuż przy mojej ręce (dosłownie, przydaje mi się to do gier) słowniku, co oznacza słowo courtship, bo nie wiedziałam. Otóż courtship to staromodne słowo oznaczające zaloty. Ciekawe, nie?
Żeby nie było - naprawdę nie wiedziałam tego wcześniej, a sprawdzanie słówek jest moją obsesją. :)


1. ZAUWAŻENIE - książka, którą kupiłaś ze względu na okładkę
Swego czasu miałam obsesję na punkcie carskiej Rosji, a szczególnie rządów ostatnich Romanowów i ich upadku, więc okładka "Przepowiedni dla Romanowów" Steve'a Berry'ego ze zdjęciem Rasputina szczególnie przykuła moją uwagę i nie dawała mi spokoju przez pół roku od zobaczenia jej do ostatecznego kupienia książki.




2. PIERWSZE WRAŻENIE - książka, którą kupiłaś ze względu na opis
Pewnego razu na wycieczce szkolnej usłyszałam opis pewnej książki, po którym od razu wiedziałam, że muszę ją mieć. No i zdobyłam ją w przeciągu godziny. Jeśli pamiętacie moje posty z lipca, to pewnie już wiecie, że to "Byłem asystentem doktora Mengele" Miklósa Nyiszli. :)




3. SŁODKIE ROZMÓWKI - książka z niesamowitym stylem pisania
Autor, którego styl mnie oczarował, jest Umberto Eco, a szczególnie przypadła mi do gustu ta jedna jego książka, którą mam na półce, czyli "Imię Róży".




4. PIERWSZA RANDKA - pierwszy tom serii, który sprawił, że od razu chciałam sięgnąć po dalsze tomy
"Pies Baskerville'ów" nie jest wprawdzie pierwszą częścią serii o Sherlocku Holmesie Arthura Conan Doyle'a, jednak jest pierwszą książką o detektywie, która wpadła mi w ręce, i już po kilku rozdziałach byłam gotowa wyjść na balkon i wrzasnąć: "CHCĘ WIĘCEJ SHERLOCKA!". Byłam w piątej klasie podstawówki. ;)




5. NOCNE ROZMOWY TELEFONICZNE - książka, przy której przetrwałam noc
W gimnazjum dwa razy nocowałam w szkole, i za drugim razem obiecałam sobie, że wytrwam całą noc bez snu. Obietnicy dotrzymałam, a pomogła mi w tym znakomita książka wspomnianego już S. Berry'ego "Dziedzictwo Templariuszy".




6. ZAWSZE W MYŚLACH - książka, o której nie mogę przestać myśleć
"Katedrę Marii Panny w Paryżu" Victora Hugo przeczytałam już ponad cztery lata temu - wakacje 2011, między 6. klasą podstawówki a 1. gimnazjum, i przez cały ten czas wracam do niej myślami. Byłam wtedy na swój sposób głupiutka, a mimo to coś poruszyło się we mnie podczas lektury tej książki i nie daje mi spokoju aż do teraz.




7. KONTAKT FIZYCZNY - książka, którą kocham za towarzyszące mi przy niej uczucia
Zdecydowanie "Anioł Śmierci" Lucii Puenzo. Gdyby nie to, że czytałam ją w trakcie podróży - raz jechałam z nią na wakacje za granicę i raz na Paradę Schumana w Warszawie - to z natłoku emocji najchętniej tupałabym i płakała przy czytaniu.
I ten natłok to wbrew pozorom jedna z najlepszych rzeczy w moim życiu. ♥




8. SPOTKANIE Z RODZICAMI - książka, którą mogę polecić rodzinie czy znajomym
Myślę, że "13 małych błękitnych kopert" Maureen Johnson to książka lekka, łatwa i przyjemna, i to ją mogę polecić każdemu - z rodziny i ze znajomych.




9. MYŚLENIE O PRZYSZŁOŚCI - książka, którą będę czytać jeszcze wiele razy w przyszłości
Serię "Century" Pierdomenico Baccalario już teraz mam przeczytaną z 20 razy (każda z czterech części po pięć razy xD) i jest moją najukochańszą serią ever. Jeśli powiem wam coś innego, to znaczy, że kłamię. Mimo że znam ją prawie na pamięć, bez problemu mogę ją szczegółowo streścić - na upartego z cytatami - będę wracać do niej jeszcze wielokrotnie.




10. DZIELIMY SIĘ MIŁOŚCIĄ - kogo tagujemy
Taguję każdego, kto czyta mojego bloga i chce wykonać ten tag, a jeszcze tego nie robił. :)

poniedziałek, 28 września 2015

Bij Żyda szablą

Dzisiaj rozmawiałam z rodzicami o konkursie wiedzy o Maksymilianie Marii Kolbe, w którym chcę wziąć udział. Jak wiecie lub nie, Kolbe zginął w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. No i kiedy mój tata usłyszał o konkursie, to powiedział: "Jeśli będzie część ustna, to jak już dojdziesz do Oświęcimia - zmień temat na doktora Mengele, a potem samo poleci.".
Uwielbiam mojego tatę. ♥




Miałam się uczyć na jutrzejszą kartkówkę z polskiego. Jako że średnio mi się chciało - a teraz chce mi się jeszcze mniej - to znalazłam miejsce dla "Dzienników" Goebbelsa, które trzy miesiące zalegały na moim krześle, z przerwami na biurko albo łóżko.
W ogóle, planuję przeorganizować sobie biblioteczkę (mam jeszcze kilka półek w pokoju + mama ma mi zwolnić jedną na przedpokoju) i półka, którą teraz widzicie na zdjęciu i którą mam za plecami, gdy siedzę przy biurku, byłaby zarezerwowana dla książek o Trzeciej Rzeszy czy ogólnie o drugiej wojnie (kwestia dorzucenia tam "Dziennika" Anny Frank). Co prawda przez ładnych parę lat była to półka zarezerwowana dla Sherlocka Holmesa i Kota Simona (Simon's Cat), ale może się przestawię. I tak miałam remont w pokoju w zeszłym roku i się sporo pozmieniało, jeszcze jedna rzecz nie zaszkodzi. xD

Właśnie przejrzałam sobie listę książek o IIWŚ, które chcę kupić, i zaczynam poddawać w wątpliwość to, czy ta jedna półka starczy. Trudno, coś wymyślę, jak będę musiała.


A w ogóle, wiedzieliście, że wino też może być koszerne, czyli przygotowane według reguł prawa żydowskiego? Bo ja się dowiedziałam, jak się okazało, że wino, które dostał mój tata na urodziny od znajomego i które piliśmy* na imprezie, jest koszerne. To znaczy, ja wiem, że Żydzi muszą mieć wszystko koszerne, ale wino koszerne mnie zdziwiło w pierwszym momencie.
*Tak, ja też piłam, dostałam pozwolenie na kieliszek.


A propos Żydów - ostatnio ciągle przypomina mi się ten gif:



Przepraszam, jeśli właśnie uraziłam czyjeś uczucia, ale musiałam. xD I nie, nie nabijam się właśnie z Żydów. Może sprawiam inne wrażenie, ale w głębi serduszka jestem tolerancyjna.



PS. To mój pięćdziesiąty post tutaj! Oprócz tego niewiele brakuje mi do półtora tysiąca wyświetleń. W trochę ponad dwa miesiące zrobiłam na tym blogu to, co na poprzednim przemyśleniowym działo się po ośmiu miesiącach (jeśli dobrze pamiętam). xD
Jupiii!

niedziela, 27 września 2015

Słowa, piosenka, czołg i Kwejk

Dzisiaj z ciekawości sprawdziłam, ile mniej więcej słów mają rozdziały opowiadań paru innych autorów. Kiedy zobaczyłam liczby zazwyczaj oscylujące w okolicy czterech tysięcy, to zrobiło mi się głupio, bo praktycznie od zawsze szczyt moich własnych możliwości to 1500-1700 słów na rozdział.
Serio, jest mi przykro, że jestem taka słaba. ;_;






Mam nową piosenkę do nauczenia się. ♥
Jeśli śledzicie tego bloga trochę dłużej, to pewnie wiecie, że lubię grę Five Nights at Freddy's, związane z nią teorie oraz piosenki. Ta jest nowa - opublikowana wczoraj - ale przesłuchałam ją już dobrych kilkanaście razy. Uwielbiam! ♥


Chyba wiem, co dostanę na 18. urodziny w czerwcu. Mój tata miał urodziny dwa dni temu, i moja siostra znalazła dla niego prezent w postaci karnetu na lot balonem (tata czasem wspominał, że by się przeleciał takim "ustrojstwem"). No i kiedy siostra mi o tym opowiadała, to powiedziała, że na stronie, gdzie to znalazła, są też karnety na np. przejazdy czołgiem. Ja się ucieszyłam i palnęłam, że bym się przejechała, a ona na to, że zapamięta. Możliwe, że jedno z moich małych marzeń się spełni.


Nienawidzę niedzielnych wieczorów, zwłaszcza gdy weekend był udany. Świadomość, że następnego dnia trzeba iść do szkoły, mnie zabija. ;-;
Dosłownie przed chwilą znalazłam taki obrazek:



Doskonale oddaje moją sytuację teraz.
Chcę już przyszły piątek. A najlepiej to niech już będzie to Boże Narodzenie.


I jeszcze jedno słowo: ciekawe, jak duży spam "złotym ciopongiem"* na Kwejku, którego właśnie przeglądam, mnie ominął. Dawno tam nie zaglądałam, a pewnie sporo tego było. Przy następnej takiej okazji niech mi ktoś to przypomni. xD Żartuję, sama spróbuję pamiętać.
*Tak, chodzi mi o złoty pociąg.

piątek, 25 września 2015

Hess, my dear!

[Właśnie skaczę po pokoju jak debil z długopisem w ręce i śpiewam piosenki z Five Nights at Freddy's.]


Mam taki problem z fajnymi snami, że jak rano się budzę, to chociaż cieszę się, że się wydarzyły i je pamiętam, to z drugiej strony mogłyby trwać i trwać...
Dzisiaj śniło mi się, że chodziłam do niemieckiej szkoły z internatem w czasach około drugiej wojny światowej, i moją placówkę wizytowali Adolf Hitler i Rudolf Hess. Zostali na noc, i Hess wybrał sobie mnie na osobę, którą wypyta o atmosferę w szkole i różne inne, i potem w środku nocy siedzieliśmy na jakimś balkonie i rozmawialiśmy.
TO BYŁO PIĘKNE *.*
Boże, ja chcę więcej takich snów!


Wczoraj pierwszy raz od dawna obudził mnie budzik. Wcześniej budziłam się sama, pół godziny wcześniej, tak jak dziś. Może to głupio zabrzmi, ale muszę chodzić później spać, żeby dłużej spać rano.


Również wczoraj ściągnęłam sobie płytę "Przetrwać, by zwyciężyć" Honoru i wrzuciłam na telefon. A potem mi odwalało na przystanku. xD I w autobusie. I telefon mnie znienawidził. Ale już przemówiłam mu do rozsądku.

No i na luźnej lekcji poczyniłam taki oto rysunek:



Mieliśmy zajęcia z profilaktyki z panią z biologii i skończyło się na tym, że niby parę osób z nią rozmawiało, ale generalnie każdy robił co chciał. To narysowałam. :)


Kończę powoli, bo chciałam chwilę jeszcze poczytać, a muszę iść wcześniej spać, jutro wstaję na imprezę urodzinową taty.

środa, 23 września 2015

Taka sytuacja

W szkole przez ostatni czas było generalnie tak:
Ja i moja koleżanka jesteśmy humanistkami w klasie policyjnej. Cały zeszły rok nie chodziłyśmy na zajęcia policyjne (Aktywny Obywatel), bo nie musiałyśmy, bo po co. W drugiej klasie pozmieniały się te zajęcia - zamiast dwóch godzin AO policjanci mają jedno AO, godzinę Wiedzy o prawie i godzinę Wiedzy o policji. No i na początku roku dowiedziałyśmy się z koleżanką, że chociaż na AO nie musimy chodzić, bo to nieobowiązkowe, to musimy chodzić na WoPr i WoP, bo oba są wpisane do dziennika i musimy mieć oceny. Wiedza o prawie nam nie przeszkadza, ale po co Wiedza o policji? Było z tym trochę zawirowań, aż w końcu wczoraj dogadałyśmy się z jedną z polonistek w sprawie zajęć humanistycznych, dzisiaj powiedziałyśmy o tym wychowawczyni, i...
...udało się! Oficjalnie nie chodzimy na WoP, zamiast tego w dziennik będą wpisane zajęcia humanistyczne.






A tak w ogóle, to muszę porozmawiać z moją polonistką, która za każdym razem, gdy mówi coś o rozszerzonym polskim i studiach humanistycznych, to patrzy na mnie wymownie. Po co ja się przyznawałam w zeszłym roku, że myślę o studiowaniu prawa... Palnęłam coś takiego, a wcale nie jestem przekonana. No dobra, teraz jestem przekonana - że na prawo nie idę. xD Pani musiałabym powiedzieć, że myślę o anglistyce, bo rzeczywiście trochę myślę, a może przynajmniej przestanę się przejmować rozszerzonym polskim. To znaczy nie do końca, bo moja klasa leci rozszerzeniem z tego przedmiotu, ale nie będę musiała brać pod uwagę pisania rozszerzonej matury. I tak nie biorę, ale będzie legalnie. xD



Zastanawiam się, czy jedna sprawa jest wadą, czy zaletą bycia późnym dzieckiem... Dzisiaj koleżanka opowiada mi o sytuacji w autobusie: "No, autobus podjeżdża do przystanku i wstaje taki starszy facet, około sześćdziesiątki... Wiem, że twoi rodzice tyle mają, ale dla mnie to jest starość, bo moi dziadkowie tyle mają". Ja to rozumiem (raz nawet po powrocie z kina powiedziałam rodzicom: "na sali prawie sami starzy ludzie byli, tacy pod 60 lat"), ale w sumie nie wiem, jak to naprawdę odbierać.



Skończyłam dziś grać w jedną z gier, którą mam na komputerze. Grałam w nią trzeci raz i... dalej nie wiem, o co tak naprawdę chodzi. xD Ogarniam mniej więcej postacie i niektóre wydarzenia, ale co z czego wynikło i dlaczego - nie mam pojęcia. Oszukiwało się na zajęciach z czytania ze zrozumieniem...

poniedziałek, 21 września 2015

Umieranie trwa zbyt długo

Dzisiaj na polskim zaczęliśmy przerabiać "Sonety krymskie" i nauczycielka powiedziała coś w stylu: "No to przerobimy sobie tekst, który wszyscy pewnie znacie na pamięć, czyli >Stepy Akermańskie<". Przez moment chciałam powiedzieć na głos: "Tak, znam, nauczyłam się w weekend". xD


A jutro mam sprawdzian z angielskiego z dziesięciu działów (cała książka z 1. klasy), na który praktycznie się nie uczyłam, zajrzałam tylko do zeszytu zobaczyć, co tak właściwie przerabialiśmy. Nie, żebym sobie zlewała, po prostu czuję się w angielskim na tyle dobrze, że nie muszę siedzieć i wkuwać. Wszyscy mi mówią, że mogłabym już podchodzić do matury i bym zdała, to zobowiązuje. :3



Od wczoraj umieram, tak w ogóle. Na zmianę boli mnie głowa i chce mi się spać. Chyba będę chora.


Umieranie trwa zbyt długo.
Zdjęcie jest chyba z jakiegoś filmu, ale nie mam pojęcia, jakiego. Wzięłam z Tumblra.


Nie żebym miała coś przeciwko chorowaniu - przynajmniej mogę siedzieć w domu i bez wyrzutów sumienia cisnąć w gry bez przerwy albo czytać, ale w sumie jeszcze bym pochodziła do szkoły. Wolę chorować zimą.
Zobaczymy, może szybko wydobrzeję.

Idę spać, bo mnie już ścina z nóg.

sobota, 19 września 2015

Stepy polityczne

Dzisiaj miałam robić zadanie domowe z polskiego - skończyło się na tym, że nauczyłam się "Stepów Akermańskich" Mickiewicza, chociaż nie musiałam. xD


Odkurzanie skłania do przemyśleń. Wczoraj na religii rozmowa zeszła na temat polityki i koleżanki stwierdziły, że nadawałabym się na prezydenta, że mam iść do polityki i zmieniać prawo. Jedna z nich nawet powiedziała, że to moje powołanie.
Oczywiście ja uważam, że pasuję do polityki jak pięść do oka. Nie powiem, że to kwestia osobowości - kiedy to pomyślałam, to mi się przypomniało, z kim dzielę/dzieliłam osobowość INTJ i w takim układzie pójście do polityki jest jak najbardziej wskazane - ale czuję, że bym się nie odnalazła.





No i przy odkurzaniu stwierdziłam, że na razie nikogo nie będę wyprowadzać z błędu, ale do jakiejkolwiek partii wstąpię dopiero wtedy, gdy wybuchnie wojna światowa i przynależność partyjna będzie decydować o moim życiu.



Ostatnio wróciłam do mojej obsesji sprzed trzech lat, jaką jest granie w gry. Przypomniałam sobie, z jaką pasją potrafię w nie cisnąć. Nawet nie wiecie, jakie szukanie ukrytych obiektów zdaje mi się teraz fascynujące! Nie ma co prawda rzeczy bez wad - pobieranie na komputer to najdłuższe minuty życia - ale potem jest najlepiej!

Aż sobie zaraz pójdę w coś jeszcze pograć. :3

czwartek, 17 września 2015

Giaur

Chyba właśnie dorobię się drugiej lektury w moim życiu, której nie przeczytałam w pierwszym terminie. Nauczycielka polskiego zadała nam "Giaura" do czytania, teoretycznie na jutro. I nie, wcale nie spędziłam godziny na YouTube, zamiast mieć z głowy czytanie. Moje szczęście, że pani nie robi testów na początek omawiania lektury, tylko na koniec. xD Ale w sumie, noc jeszcze młoda, a jutro mam na trzecią lekcję, więc...

Uprzedzając pytania - pierwszą lekturą ever, której nie przeczytałam - to znaczy przeczytałam, ale nie w pierwszym terminie - były "Kamienie na szaniec" w trzeciej gimnazjum. Wiem, że dużo ludzi to ceni, ale ja nie zdzierżyłam w pewnym momencie.


EDIT: Po łebkach, ale przeczytałam! Jestem z siebie dumna. :3 Nie wiem właściwie nic, ale trudno. xD



Dlaczego czytasz książkę, której nie możesz znieść?!
Bo jestem śmieciem i lubię się torturować, następne pytanie?



Oglądałam dziś telewizję i zaczęłam się zastanawiać, czy by nie wrócić do opowiadania o miłości dziewczyny i księdza. Nie byłoby to samo, co kiedyś (bo takie jedno prowadziłam xD), ale z podobnym motywem. Ktoś coś? :3

wtorek, 15 września 2015

Nightmare fuel

Miałam się pouczyć na jutro na polski, bo może być test.
Skończyło się na tym, że odrobiłam niemiecki i angielski na czwartek, a potem skończyłam czytać książkę. No dobra, prawie skończyłam.
Będzie śmiesznie, jeśli ten test rzeczywiście będzie. xD Ale wątpię, bo nie dostaliśmy zagadnień.


Wątpię też dlatego, że ostatnio jestem dzieckiem szczęścia. Dzisiaj wyszliśmy trochę wcześniej z ostatniej lekcji - pan z wosu taki dobry - i miałam takie 7 minut do autobusu. No to lecę. I... zdążyłam! Zamiast być w domu około 16:20, byłam wpół do czwartej.
Chyba przyjmę 99 za moją szczęśliwą liczbę, bo na taki autobus zdążyłam. :3


Wchodzę dziś do łazienki, a tam mój kot leży w wannie. Nie za dobrze z nim ostatnio, biedaczek. Ale co się z niego z mamą naśmiałyśmy, to nasze, bo to dziwnie wyglądało.



I na koniec pochwalę się moim rysunkiem doktora Mengele, który poczyniłam dzisiaj. Zasięgnęłam opinii tu i ówdzie, ponoć mi wyszło. Mam nadzieję, że nie będzie paliwem dla waszych koszmarów.





Dobranoc!

niedziela, 13 września 2015

oowulacjaaa

Dzisiaj miałam nauczyć się słówek z niemieckiego. W końcu się nauczyłam, ale trochę mi to zajęło, bo przy okazji siedziałam w Internecie. Samokontrola level hard. Od jutra będę musiała się ogarnąć.

Ogarnęło mnie też dzisiaj takie dziwne uczucie, że bardziej się otwieram przed ludźmi poznanymi przez Internet, którzy nawet nie mówią w tym samym języku co ja. To było w trakcie rozmowy z osobami poznanymi przez Tumblra, kiedy to palce same mi stukały po klawiaturze.
Nikt inny mnie ze mną nie rozmawia. Że w weekendy nie piszą ze mną osoby ze szkoły, to nawet się cieszę, bo po tygodniu najczęściej nawet moich najbliższych znajomych mam dość. A Internet? Wszystkie osoby, które mogłyby się do mnie odezwać, a nie muszą, rzeczywiście tego nie robią. Ja nie zaczynam, bo ja nie z takich, ale wychodzi na to, że daję zbyt dużo sygnałów, żeby ze mną nie rozmawiać. Nie żebym nie była tego świadoma, ale czasem mi z tym głupio. A nuż bym zdobyła nowego dobrego znajomego, ale mi szansa przechodzi przed nosem.
Jak zrazić do siebie ludzi i wpędzić się w depresję? Być mną.



 "Ludzie mnie nie lubią" - Himmler z Tumblra.



Jak już raz coś podobnego powiedziałam, to będę kontynuować.
Z uwagi na to, że ostatnio mam regularne cykle menstruacyjne, to wychodzi na to, że właśnie weszłam w owulację. I wygląda też na to, że owulację znoszę gorzej niż okres, ostatnio to obserwuję. Ale przynajmniej jest nadzieja, że za dwa dni mi przejdzie emocjonalny dół i znowu będę tryskać energią w Internetach.



Na koniec ponowię pytanie z Facebooka - zna ktoś jakieś challenge, w stylu 30 days book challenge, tylko że coś jeszcze innego? Coś, co dałoby się robić tutaj przez pewien okres czasu. Znam challenge książkowy, muzyczny i filmowy, jakby co.
A może macie pomysły po prostu na jakieś serie, które mogłabym prowadzić? Pomyślałam na razie o tym, że jak będzie Adwent/grudzień to codziennie będzie coś ode mnie, ale nie wiem co. Jak macie jakieś pomysły, to zapraszam do komentowania.

sobota, 12 września 2015

"Lights, they blind me"

Zepsułam sobie sznurek przy firance, bo mi się wkręcił w roletę i go za mocno wyszarpywałam. ;_;


Wiem, co jeszcze miałam napisać wczoraj a propos szkoły!
Na polski mamy przygotować minireferat na wybrany temat związany z romantyzmem, który właśnie zaczęliśmy przerabiać. Mi nauczycielka narzuciła temat, mówiąc: "Myślę, że Hania może nam przygotować referat o gotycyzmie, bo to wpisuje się w jej zainteresowania".
Żeby było jasne: po raz pierwszy o gotycyzmie usłyszałam na lekcji trzy dni wcześniej, a definicję ogarnęłam, jak pani mi zadała referat. I nie, nie wpisuje się w moje zainteresowania. No dobra, może trochę tak, bo mam sentyment do średniowiecza i gotyku i pokazałam to w pierwszej klasie, ale trudno być naprawdę zainteresowanym czymś, o czym się w życiu nie słyszało. xD Nie oprotestowałam tego, bo przynajmniej nie musiałam męczyć się z wyborem tematu, ale gdyby pani się dowiedziała, jakie są moje prawdziwe zainteresowania (czyt. Trzecia Rzesza), to by się chyba przeraziła.


O, właśnie, moja wychowawczyni powiedziała mojej klasie w któryś dzień, że na długich przerwach będzie z każdym indywidualnie rozmawiać. Od razu pomyślałam, że jeśli będzie nas pytać o zainteresowania albo poglądy, to będzie dziwnie.







Piosenka tygodnia!
Nie żebym coś takiego prowadziła wcześniej, ale w ostatnich dniach szczególnie słucham powyższego utworu. Jest w nim coś hipnotyzującego. ♥


No i ostatnia rzecz - dzisiaj przy odrabianiu pracy domowej zakochałam się w podręczniku do rozszerzenia z wosu. Jest w nim temat o ideologiach (nazizm, faszyzm itp.). I nawet nie chodzi o cały ten temat, tylko o zdjęcie, jakim jest opatrzona wzmianka o Holocauście.



Jako że pewnie nie wiecie, co tak właściwie jara mnie w tym zdjęciu, poza tym, że dotyczy mojego ulubionego tematu, to zaraz wam powiem.
Widzicie tych czterech esesmanów z przodu, prawda? Jeśli mogę was prosić, skupcie swoją uwagę na tym najbardziej wysuniętym na prawo, z ręką uniesioną na wysokość piersi.
Moi państwo, patrzycie właśnie na doktora Mengele.

Skąd to wiem? A stąd:



Biografia Mengelego z wkładką ze zdjęciami tak bardzo. ♥

Nie jest to to samo zdjęcie, ale jak porównacie, to widać, że jest z tej samej serii.

Nie żeby coś, ale teraz jeszcze bardziej się cieszę, że wzięłam rozszerzenie z wosu. ^^

piątek, 11 września 2015

"Naucz się przyjmować komplement"

Słuchajcie, w środę usłyszałam jeden z najlepszych komplementów ever.
Na pierwszej lekcji, na wfie, dziewczyny z mojej klasy się pokłóciły - szczegóły pozwolę sobie przemilczeć. Później, na przerwie przed polskim, tak rozmawiałam z kolegą:
On: Porąbaną mamy klasę, co nie?
Ja: No, trochę...
On: Dobrze, że chociaż ty jesteś normalna.

W tym samym dniu, na godzinie wychowawczej wybieraliśmy samorząd klasowy i klasa chciała mnie wrobić w bycie przewodniczącą, "bo Hanię wszyscy lubią, ona zawsze pomoże, wytłumaczy...". Odmówiłam, bo wiem, że na takim "stanowisku" bym nie podołała. INTJ soł macz.


To, co teraz powiem, może dziwnie zabrzmieć, ale chciałabym już poniedziałek. To dlatego, że w tym dniu jest zebranie, na którym rozstrzygnie się sprawa życia i śmierci mnie i mojej najbliższej koleżanki.
Jesteśmy we dwie humanistkami, a reszta klasy jest policyjna. W zeszłym roku, kiedy policjanci mieli swoje zajęcia, my miałyśmy okienka, a w tym roku, kiedy trochę zmieniły się im policyjne zajęcia, wychowawczyni powiedziała nam dwóm, że mamy chodzić na te policyjne lekcje. Problem jest taki, że nas to kompletnie nie interesuje, zresztą byłyśmy na takiej zasadzie przyjęte do szkoły, że we dwie będziemy klasą humanistyczną i wszystko, co policyjne nie będzie nas obowiązywać. No i w poniedziałek na zebraniu moja mama ma załatwić, żebyśmy były jednak zwolnione z tych zajęć.

Poza tym w poniedziałek mam kartkówkę z niemieckiego, chcę mieć szybciej za sobą. xD


Ostatnio zaczęłam rozmyślać o zmianie fryzury. Od zawsze mam długie-półdługie, brązowe włosy. Chciałabym je całkiem obciąć, tzn. żeby były tak może trochę za uszy, i ufarbować. Chociaż, na razie może tylko obciąć, bo myślę o zmianie koloru na jakiś śmieszny - nie czarny albo jaśniejszy brązowy, tylko coś w rodzaju ciemnego fioletu albo czerwieni, albo niebieskiego. Coś takiego odwalę, jak zdam maturę. xD Przyjdę po wyniki matur w czymś zupełnie innym na głowie niż zawsze, huehue. ^^



Dobranoc!

wtorek, 8 września 2015

O wszystkim i o niczym

Z życia szkolnego: dzisiaj na rozszerzeniu z wosu grałam z kolegą w papier-nożyce-kamień. Śmiechu było co niemiara.


Po południu pod wpływem impulsu sięgnęłam po zeszyt z nigdy niedokończonym opowiadaniem, pisanym przeze mnie w wakacje 2013, między moją drugą a trzecią klasą gimnazjum.
Oficjalnie się załamałam.
Przez pół godziny, kiedy to czytałam, prawie bez przerwy cisnęło mi się na usta stwierdzenie: "Co za debil to pisał?" naprzemiennie z "O cholera" albo "O kurde, pamiętam, pamiętam!" połączonym z machaniem rękami. Trochę odnosi się to do fabuły (do bólu porąbanej), a trochę do brzydkiego pisma. Nie żebym teraz miała jakieś najlepsze, ale jak się sama załamałam, to znaczy, że nie było za dobrze.

"Dziękuję - powiedziałam". A potem opowiadanie umarło - to jego ostatnia linijka. Niby brzmi podniośle, ale miało się jeszcze ciągnąć. Nie będę wam pisać, o czym było to opowiadanie, bo czuję się zażenowana. xD Ale mam zamiar wykorzystać jeden wątek w którymś z przyszłych opowiadań, może nawet tym, które prowadzę teraz. Nawet będę mogła cytatem polecieć, tak na dobrą sprawę.
Aż sobie zacytuję teraz. :3


Posłusznie wstałam i wykonałam polecenie. W ciemności zaczęłam przyglądać się jego twarzy. W świetle księżyca sączącym się przez okno wyglądała zupełnie inaczej, niż w świetle dnia czy przy szpitalnej żarówce.
Jego skóra, z natury bardzo jasna, przyjęła kolor poświaty księżycowej i zdawała się być szarojasnoniebieska. To wzmocniło magię tego momentu, kiedy byłam z nim sam na sam i miałam nad nim praktycznie całkowitą kontrolę. Chciałam go dotknąć, ale nie wiedziałam, czy już śpi - cały czas jego oddech był tak samo miarowy.


Zachowałam oryginalną pisownię sprzed dwóch lat, nie bijcie za błędy.
Cytat wyrwany całkowicie z kontekstu, ale mi się podoba, głównie dlatego, że wiem, o kim to jest, huehue. xD Mogę wam powiedzieć, że to ktoś znany i kiedyś o nim tu nawet pisałam, ale teraz wam nie powiem, kto to, bo mi głupio. ;_; Zwłaszcza w kontekście reszty opowiadania. ;_; Byłam gimbuską no!


Dzisiaj rozgryzłam mechanikę mojego kota. Kiedy chce się ze mną tulić, przychodzi i drapie mi łóżko, bo wie, że tego nie lubię i do niego wstanę. Mądrala! :)

No i niedawno rozwiązałam jedną z największych zagadek dzieciństwa. Mamy w domu książkę "Rozmowy z katem" Moczarskiego - zawsze kojarzyło mi się to z powieścią dziejącą się w średniowieczu, w której głównym bohaterem będącym jednocześnie tytułowym katem jest typ, który ścina ludziom głowy i inne takie. A jakieś dwa miesiące temu dowiedziałam się, że to książka o Jurgenie Stroopie, czyli typie, który tłumił powstanie w warszawskim getcie.
Jest moc w interesowaniu się nazistami!
No i dziś zabrałam wyżej wymienioną książkę z półki siostry i zaadoptowałam. Teraz będzie u mnie. Hehe.


Wysłałam ludziom z Tumblra na konferencji na Skype moje zdjęcie (po haśle rzuconym przez kogoś, żeby pochwalić się wyglądem) i dowiedziałam się, że a) jestem urocza (ang. cute) i b) mam fajne brwi. Jedna dziewczyna myślała, że specjalnie je wycinałam - czego nigdy nie robiłam - i mi ich zazdrości.

Yaaayyyyy!

poniedziałek, 7 września 2015

Co autor miał na myśli?

Po przyjściu do szkoły po wakacjach uświadomiłam sobie, że mam w klasie fajnych ludzi, z którymi naprawdę dobrze mi się gada.
Ale od paru dni uświadamiam sobie jeszcze jedną rzecz.

Przestaję lubić język polski (jako przedmiot).
Ewentualnie zgłupiałam przez wakacje.
Albo to analizy wierszy są takie... bez sensu trochę

To dziwne uczucie, siedzieć na lekcji polskiego i prawie nic nie rozumieć, albo patrzeć w domu na zeszyt ze świadomością, że w ramach zadania domowego jedyne, co mogę zrobić, co pozmieniać trochę to, co podała nam nauczycielka.


Może po prostu potrzebuję wkręcić się w rok szkolny, ale dziś skończyło się na tym, że chyba przez godzinę zamiast pisać analizę - śpiewałam piosenki z Five Nights at Freddy's. Z pokazywaniem. W kółko te same.
Ale napisałam! xD





Z takich innych szkolnych rzeczy, to dzisiaj na polskim, kiedy pani włączyła nam adaptację muzyczną wiersza, ja i moja koleżanka zaczęłyśmy udawać, że gramy na instrumentach (ona na skrzypcach, ja na gitarze), a potem pokazywałyśmy płynącą wodę i inne takie. I przy okazji robiłyśmy z siebie pośmiewisko przed klasą, siedzimy w pierwszej ławce. xD
A na przerwie przed niemieckim kolega zaczął śpiewać "Na zawsze i na wieczność" Wilków, na co ja włączyłam tę piosenkę na telefonie - tak się złożyło, że mam - i śpiewaliśmy razem z muzyką na fulla. Chcieliśmy też puszczać piosenki Rammsteina na lekcji niemieckiego, przewija mi się jedna na playliście, ale w końcu tego nie zrobiliśmy.





Pamiętacie może, jak raz pisałam o tym, że odkąd interesuję się nazizmem, to każda piosenka mi się z tym kojarzy? Znalazłam kolejną, w dodatku taką, której z uporem maniaka słuchałam w gimnazjum i dziś sobie odświeżyłam, jak grzebałam na telefonie. Tak to bywa.

Aha, i jeszcze okazało się, że kilka ostatnich miesięcy przeżyłam w kłamstwie, bo Magda Goebbels (żona Josepha Goebbelsa) wcale nie miała Magda na pierwsze imię, tylko nazywała się Johanna Maria Magdalena.
No dobra, glebłam trochę też dlatego, że ja mam Joanna na trzecie. xD


Dobranoc wszystkim!

sobota, 5 września 2015

Taka jestem

Przedstawiam wam mój stosik książek do dokończenia w najbliższym czasie!



Chciałabym skończyć przez najbliższe, powiedzmy, dwa tygodnie, bo potem będzie coraz więcej nauki i będzie średnio z czasem, to chcę teraz nadrobić zaległości, a potem czytać po jednej książce na raz, tak w miarę na bieżąco.


Mam takie uczucie, że w tym roku najbardziej nie mogę doczekać się świąt Bożego Narodzenia. Tak sobie siedzę i tęsknię za atmosferą końca grudnia.





Zmiany się przydają, to mam nowe zdjęcie profilowe - tutaj i na stronie na Facebooku.

Pochwalę się też tłem z fb, i przy okazji moją tapetą na telefonie.




Chcę mieć skute ręce i być brutalnie pieprzona przez oficera SS w mundurze.

Żyje się raz w końcu! ^^ Tumblr ♥
A tak na serio to to nadawałoby się na opowiadanie czy coś. Możecie się tego spodziewać.


EDIT: zapraszam na nowe opowiadanie! http://we-live-we-love-we-travel.blogspot.com/

środa, 2 września 2015

1 września...

(tak, wiem, że jest drugi września.)


Dzisiaj okazało się, że po raz pierwszy od dziesięciu lat nie będę pierwsza w dzienniku! Pierwszy i ostatni raz miałam tak w zerówce. >.< Wtedy miałam w grupie dziewczynę z nazwiskiem zaczynającym się na Ba - moje zaczyna się na Bi, skazując mnie później na pierwszy numerek w dzienniku - a teraz do mojej klasy doszedł chłopak z nazwiskiem na Bą.
Tyle wygrać!






Miałam to wstawić wczoraj, ale że zapomniałam, to daję dziś.



Zastanawiam się, czy koleżanka dziś nie odzywała się do mnie przez atmosferę początku września, czy przez to wczorajsze. xD A tak na serio to nie było okazji do pogadania. To było dopiero wczoraj, nie powinnam schizować.


Zastanawiam się też, czy cztery rozszerzenia (polski, historia, wos, geografia) i dodatkowe zajęcia (godzina angielskiego więcej niebędąca typowym rozszerzeniem) to na pewno dobry wybór. Życie mnie skrzywdziło, mam za dużo zainteresowań. >.< Już mam w miarę gotowy plan lekcji, codziennie zaczynam o ósmej, trzy razy mam osiem lekcji (= powrót do domu po czwartej). Chociaż tyle, że te pozostałe dwa razy mam ich sześć. xD No i polski był narzucony z góry (humana w LO) i nie miałam większego wyboru (a z tego zestawu najmniej mnie interesuje) - mniej wyrzutów sumienia, że niby za dużo na siebie biorę. Huehue.


Dobranoc!

wtorek, 1 września 2015

"...gotów przedkładać prawdę nad przyjaźń."

Witam w pierwszym dniu września!


Zaczniemy rok szkolny od omówienia obrazka. (jak na polskim xd)





Tekst jest (podobno, bo wcześniej nie znałam) cytatem, jednak doskonale oddaje to, co zrobiłam dzisiaj. Posłuchajcie.
Kiedy wstałam rano, ubrałam się i poszłam na autobus, było jeszcze w porządku. Potem wsiadłam i zobaczyłam ludzi, których widywałam przez ostatni rok szkolny właściwie codziennie, wtedy dostałam po raz pierwszy od rzeczywistości po pysku. Potem ta sama droga co zawsze. W szkole, gdzie wyjątkowo czekałam na akademię mniej niż pół godziny, nie będąc jednocześnie spóźnioną (autobusy moja miłość xD), zdecydowałam się na podpieranie ściany na najniższym piętrze. By poradzić sobie z natłokiem szkolnego pesymizmu, biorę telefon w łapkę i zaczynam scrollować Tumblra.
Po chwili do szkoły wchodzi koleżanka - stałam niedaleko wyjścia ewakuacyjnego, którym musimy wchodzić, aby nie przeszkadzać dzieckom z podstawówki - i wkrótce natyka się na mnie.
"Cześć, kochanie" - mówi ona, a ja dzielnie ignoruję słowo >kochanie<, bo niczyim kochaniem się przecież nie czuję i odpowiadam krótkim "cześć". Przechodząc obok, nachyla się do pocałunku, ja się odsuwam. "Coś się stało?" - "Nie, po prostu nie lubię tak się witać." - "Ach, okej.".
I tyle. Co prawda było inaczej, niż się spodziewałam - byłam gotowa na uwalnianie się z objęć kilku osób, z wrzaskiem "NIE DOTYKAJ MNIE!" i szykowaniem się do zasadzenia komuś kopa na ryj, ale generalnie nie narzekam. Zobaczymy, co będzie dalej.

Słowem wyjaśnienia: cały poprzedni rok szkolny kilka dziewczyn witało się ze mną pocałunkiem w policzek, czego nie cierpię. Było mi głupio to mówić, teraz będę z tym walczyć.



Na akademii nie obyło się bez wzmianki o 76. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Odkąd interesuję się nazizmem, w każdej sytuacji tego typu mam ochotę wstać, trzasnąć butami, zahajlować, wrzasnąć coś po niemiecku i uciec z zażenowaniem z miejsca zdarzenia. Ale że wiem, że wspomniane zażenowanie nie dawałoby mi spokoju przez kolejny rok, ograniczam się do marzeń o tatuażu nawiązującym do epoki.
Nikt nie zauważy.