wtorek, 1 września 2015

"...gotów przedkładać prawdę nad przyjaźń."

Witam w pierwszym dniu września!


Zaczniemy rok szkolny od omówienia obrazka. (jak na polskim xd)





Tekst jest (podobno, bo wcześniej nie znałam) cytatem, jednak doskonale oddaje to, co zrobiłam dzisiaj. Posłuchajcie.
Kiedy wstałam rano, ubrałam się i poszłam na autobus, było jeszcze w porządku. Potem wsiadłam i zobaczyłam ludzi, których widywałam przez ostatni rok szkolny właściwie codziennie, wtedy dostałam po raz pierwszy od rzeczywistości po pysku. Potem ta sama droga co zawsze. W szkole, gdzie wyjątkowo czekałam na akademię mniej niż pół godziny, nie będąc jednocześnie spóźnioną (autobusy moja miłość xD), zdecydowałam się na podpieranie ściany na najniższym piętrze. By poradzić sobie z natłokiem szkolnego pesymizmu, biorę telefon w łapkę i zaczynam scrollować Tumblra.
Po chwili do szkoły wchodzi koleżanka - stałam niedaleko wyjścia ewakuacyjnego, którym musimy wchodzić, aby nie przeszkadzać dzieckom z podstawówki - i wkrótce natyka się na mnie.
"Cześć, kochanie" - mówi ona, a ja dzielnie ignoruję słowo >kochanie<, bo niczyim kochaniem się przecież nie czuję i odpowiadam krótkim "cześć". Przechodząc obok, nachyla się do pocałunku, ja się odsuwam. "Coś się stało?" - "Nie, po prostu nie lubię tak się witać." - "Ach, okej.".
I tyle. Co prawda było inaczej, niż się spodziewałam - byłam gotowa na uwalnianie się z objęć kilku osób, z wrzaskiem "NIE DOTYKAJ MNIE!" i szykowaniem się do zasadzenia komuś kopa na ryj, ale generalnie nie narzekam. Zobaczymy, co będzie dalej.

Słowem wyjaśnienia: cały poprzedni rok szkolny kilka dziewczyn witało się ze mną pocałunkiem w policzek, czego nie cierpię. Było mi głupio to mówić, teraz będę z tym walczyć.



Na akademii nie obyło się bez wzmianki o 76. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Odkąd interesuję się nazizmem, w każdej sytuacji tego typu mam ochotę wstać, trzasnąć butami, zahajlować, wrzasnąć coś po niemiecku i uciec z zażenowaniem z miejsca zdarzenia. Ale że wiem, że wspomniane zażenowanie nie dawałoby mi spokoju przez kolejny rok, ograniczam się do marzeń o tatuażu nawiązującym do epoki.
Nikt nie zauważy.

2 komentarze:

  1. "byłam gotowa na uwalnianie się z objęć kilku osób, z wrzaskiem "NIE DOTYKAJ MNIE!" i szykowaniem się do zasadzenia komuś kopa na ryj, ale generalnie nie narzekam." - glebłam przy tym xD Przyznam, że nigdy nie miałam takiej reakcji, bo zawsze się z ludźmi w klasie dogadywałam (bo trzeba było), choć i tak pozostawałam indywidualną osobą, a nie członkiem kółka wzajemnej adoracji. Ale żeby na kogoś z pięściami? Wow.
    Całus w policzek na powitanie. Dopiero po ponad sześciu latach przyjaźni pojawił się między mną a przyjaciółką, choć i tak wolę się przytulać (prawie jak pluszowy miś).
    Jeśli czegoś nie lubisz, powiedz o tym. Udawanie jest do kitu.
    Gdybyś odwaliła takie coś na akademii, pewnie by Cię wywieźli do psychiatryka.

    Trzymaj się w tej szkole! Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No może przesadziłam przy wyobrażaniu sobie takiej sytuacji, ale reagowałabym. :) Mam w klasie jedną koleżankę, której pozwalam na więcej, z takiego "kółka adoracji" razem się wyrwałyśmy.
      Ja też wolę przytulanie. :3
      Właśnie dlatego teraz się zbuntowałam. Lepiej późno niż wcale.
      Wiem, że by mnie wywieźli, dlatego się powstrzymałam. Ale czasem mnie kusi.

      Dziękuję! :3

      Usuń