wtorek, 8 września 2015

O wszystkim i o niczym

Z życia szkolnego: dzisiaj na rozszerzeniu z wosu grałam z kolegą w papier-nożyce-kamień. Śmiechu było co niemiara.


Po południu pod wpływem impulsu sięgnęłam po zeszyt z nigdy niedokończonym opowiadaniem, pisanym przeze mnie w wakacje 2013, między moją drugą a trzecią klasą gimnazjum.
Oficjalnie się załamałam.
Przez pół godziny, kiedy to czytałam, prawie bez przerwy cisnęło mi się na usta stwierdzenie: "Co za debil to pisał?" naprzemiennie z "O cholera" albo "O kurde, pamiętam, pamiętam!" połączonym z machaniem rękami. Trochę odnosi się to do fabuły (do bólu porąbanej), a trochę do brzydkiego pisma. Nie żebym teraz miała jakieś najlepsze, ale jak się sama załamałam, to znaczy, że nie było za dobrze.

"Dziękuję - powiedziałam". A potem opowiadanie umarło - to jego ostatnia linijka. Niby brzmi podniośle, ale miało się jeszcze ciągnąć. Nie będę wam pisać, o czym było to opowiadanie, bo czuję się zażenowana. xD Ale mam zamiar wykorzystać jeden wątek w którymś z przyszłych opowiadań, może nawet tym, które prowadzę teraz. Nawet będę mogła cytatem polecieć, tak na dobrą sprawę.
Aż sobie zacytuję teraz. :3


Posłusznie wstałam i wykonałam polecenie. W ciemności zaczęłam przyglądać się jego twarzy. W świetle księżyca sączącym się przez okno wyglądała zupełnie inaczej, niż w świetle dnia czy przy szpitalnej żarówce.
Jego skóra, z natury bardzo jasna, przyjęła kolor poświaty księżycowej i zdawała się być szarojasnoniebieska. To wzmocniło magię tego momentu, kiedy byłam z nim sam na sam i miałam nad nim praktycznie całkowitą kontrolę. Chciałam go dotknąć, ale nie wiedziałam, czy już śpi - cały czas jego oddech był tak samo miarowy.


Zachowałam oryginalną pisownię sprzed dwóch lat, nie bijcie za błędy.
Cytat wyrwany całkowicie z kontekstu, ale mi się podoba, głównie dlatego, że wiem, o kim to jest, huehue. xD Mogę wam powiedzieć, że to ktoś znany i kiedyś o nim tu nawet pisałam, ale teraz wam nie powiem, kto to, bo mi głupio. ;_; Zwłaszcza w kontekście reszty opowiadania. ;_; Byłam gimbuską no!


Dzisiaj rozgryzłam mechanikę mojego kota. Kiedy chce się ze mną tulić, przychodzi i drapie mi łóżko, bo wie, że tego nie lubię i do niego wstanę. Mądrala! :)

No i niedawno rozwiązałam jedną z największych zagadek dzieciństwa. Mamy w domu książkę "Rozmowy z katem" Moczarskiego - zawsze kojarzyło mi się to z powieścią dziejącą się w średniowieczu, w której głównym bohaterem będącym jednocześnie tytułowym katem jest typ, który ścina ludziom głowy i inne takie. A jakieś dwa miesiące temu dowiedziałam się, że to książka o Jurgenie Stroopie, czyli typie, który tłumił powstanie w warszawskim getcie.
Jest moc w interesowaniu się nazistami!
No i dziś zabrałam wyżej wymienioną książkę z półki siostry i zaadoptowałam. Teraz będzie u mnie. Hehe.


Wysłałam ludziom z Tumblra na konferencji na Skype moje zdjęcie (po haśle rzuconym przez kogoś, żeby pochwalić się wyglądem) i dowiedziałam się, że a) jestem urocza (ang. cute) i b) mam fajne brwi. Jedna dziewczyna myślała, że specjalnie je wycinałam - czego nigdy nie robiłam - i mi ich zazdrości.

Yaaayyyyy!

4 komentarze:

  1. Wiesz, że w Stanach są zawody w papier-kamień-nożyce? Można wygrać 50 tysięcy dolarów!
    Ja ubolewałam nad swoim stylem, gdy przepisywałam zagubiony rozdział 8 Rozważnej. Ale przynajmniej widzisz, jak się poprawiłaś ;)
    Świetny fragment!

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to potrenujemy z kolegą i spróbujemy wziąć udział :D
      Nad stylem w sumie nie ubolewam, przez dwa lata nie zmienił mi się zbytnio. Bardziej załamałam się przez rąbniętą fabułę - to przez kilka rzeczy, które wymyśliłam wtedy, mówiłam sobie "Co za debil to pisał?" - i charakter pisma.
      Dziękuję. ^^

      Ściskam.

      Usuń
  2. intrygujący cytat - chciałoby się więcej! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Cię zainteresował :) Całości, z której pochodzi, raczej nie opublikuję, ale będę wykorzystywać :)

      Usuń