sobota, 31 października 2015

Halloween!


Nudziło mi się wczoraj, to zrobiłam sobie dynię. :D
Jakby mi się bardziej chciało, to kupiłabym prawdziwą i bym powycinała. Ale jestem za leniwa.

I jeszcze coś - czekałam od poniedziałku, żeby wstawić tu tę piosenkę! :3


Niby nie obchodzę Halloween, ale jak rano byłam sama w domu trzy godziny - rodzice i siostra pojechali na cmentarz, a ja uczyłam się historii - to mi trochę odwaliło i spędziłam kilka chwil na głośnym śpiewaniu piosenek z Five Nights at Freddy's.


Mnie czekają trzy cmentarze - jeden dziś, dwa jutro. Tak w sumie, to lubię chodzić na cmentarze w tym okresie roku. Fajnie tam jest, zwłaszcza wieczorem, jak widać, jak się znicze świecą.


A wczoraj śniło mi się, że byłam z kuzynką na imprezie, na której pojawił się Josef Mengele. I na zmianę go podrywałyśmy.

Ciekawe.


EDIT: zapomniałam wstawić zdjęcie kota, który spał dziś pod drzewem na moim osiedlu.

czwartek, 29 października 2015

Jestem dumna

Kartka z kalendarza:
29 października 1897 urodził się Joseph Goebbels, niemiecki minister propagandy i oświecenia publicznego w rządzie Adolfa Hitlera.


Miałam pisać notki w miarę wcześnie, a znowu zasiadam do tego po 21. Tak to jest, jak się robi prezentację na religię w ostatnim terminie. xD Ale przynajmniej miał mi kto pomóc - czytaj: kot siedział mi na kolanach, jak to robiłam. :3


Wczoraj po południu zrobiło mi się bardzo cieplutko na serduszku. Generalnie zaczyna się to od tego, że w moim opisie na Tumblrze wspominam, że jestem Polką i w ogóle. No i wczoraj zaobserwował mnie jakiś typ, który po chwili napisał mi, że lubi Polaków, bo nie boją się stawać w swojej obronie, i ma nadzieję, że Polska ma przed sobą wspaniałą przyszłość, bo jest fajnym krajem.
Tak mi się miło zrobiło, że aż zaczęłam być trochę bardziej dumna z tego, że jestem Polką. To w sumie fajne, że ludzie za granicą mają dobrą opinię o nas i o naszym kraju, i też czuję się wyróżniona, że jestem jedną z osób, które usłyszały to wprost. Normalnie chyba urosłam o pięć centymetrów.


A propos ciepła - dzisiaj na wiedzy o społeczeństwie gwałciłam kaloryfer, bo mi było zimno w ręce, a był ciepły. ^.^



Teraz przechodzimy do Tea Book Tag, do którego nominowała mnie Cleo M. Cullen, za co bardzo dziękuję. :) Nie przepadam za herbatą, ale może jakoś podołam pytaniom...
Wyjątkowo będzie bez zdjęć, bo nie chce mi się wstawiać. xD


1. Czarna herbata, czyli mój ulubiony klasyk
Jeżeli "Katedra Marii Panny w Paryżu" liczy się jako klasyk, to jest moim ulubionym. I chyba jedynym w życiu.

2. Zielona herbata, czy książka tak nudna, że przy niej zasnęłam
Może nie zasnęłam przy czytaniu "Przygód Tomka Sawyera" (tak się to pisze?), ale umierałam z nudów. To była moja lektura w 5. klasie, na nieszczęście.

3. Czerwona herbata pu-er, czyli książka, w której bohaterowie ciągle się przemieszczają
Pomyślałam o serii "Century", o której już kiedyś pisałam. Każda z czterech części dzieje się w innym mieście, w każdym z nich bohaterowie mają trochę do biegania, więc pasuje.

4. Herbata oolong, czyli książka, której poświęca się za mało czasu
Nie kojarzę, aby zbyt dużo osób znało "Wakoldę" i "13 małych błękitnych kopert", a sądzę, że to książki godne uwagi. :)
Oprócz tego mam takie - być może mylne - wrażenie, że gdy przychodzi do książek o drugiej wojnie, to Polacy skupiają się głównie na książkach polskich/dotyczących polskich realiów. Nie chcę przeczyć ich ważności, ale inne narody też mają swoje doświadczenia wojenne i swoje książki wnoszące sporo wiedzy o tamtym okresie, jak "Byłem asystentem doktora Mengele" na przykład.
Tak, yhym, napisałam o tym tylko z powodu Mengelego. xD.

5. Biała herbata, czyli książka niezasłużenie popularna
Zupełnie nie rozumiem zachwytu "Niezgodną" Veronici Roth i "Zostań, jeśli kochasz" Gayle Forman. Nie mówię, że autorki nie mają talentu - czytam "Ten jeden dzień" GF i to akurat mnie wciągnęło - ale sukcesu wcześniej wymienionych książek nie do końca ogarniam.

6. Herbata yerba mate, czyli książka, przy której trzeba przebrnąć przez pierwsze rozdziały, aby akcja się rozwinęła
"Prawda o sprawie Harry'ego Queberta" Joela Dickera. Tak to wspominam.

7. Herbata ziołowa, czyli książka, którą czytano mi na dobranoc, gdy byłam mała
Mam przed oczami tatę czytającego mi "Manię czy Anię" Ericha Kästnera.

8. Herbata owocowa, czyli ulubiona lekka książka
Nie czytam lekkich książek, jestem stworzona do wyższych celów!
A tak na serio to jeszcze z podstawówki pamiętam książkę "Środek kapusty" Ewy Nowak. Lekka, zabawna, a przy tym pouczająca.

9. Ice tea, czyli książka, która zmroziła mi krew w żyłach
(zmodyfikowałam lekko to pytanie, w "iced herbacie" coś mi nie pasowało xD)
Taka szczerze zmrożona byłam przy czytaniu książki "Przetrwałam. Życie ofiary Josefa Mengele" Evy Moses Kor. Mocna rzecz, jak to mówi mój tata.

10. Rozlana herbata, czyli kogo taguję
Taguję każdego, kto chce zrobić ten tag, a jeszcze nie miał okazji. 


Dobranoc!

wtorek, 27 października 2015

Average



bardzo pesymistyczny
bardzo pesymistyczny
umiarkowanie pesymistyczny
poważnie beznadziejny
przeciętnie
bardzo pesymistyczny
krzyczenie o zmianę
wybitny pesymizm
bardzo pesymistyczny


Tak bardzo chce mi się spać.
Mam jutro kartkówkę z polskiego, a nawet nie przeczytałam notatek. No dobra, przed chwilą przejrzałam, ale jak zobaczyłam, ile i czego jest, to zwątpiłam we wszystko. Tak jak czwarta część Dziadów przy czytaniu mi się podobała, to trzeciej mam już szczerze dość.
Jeszcze nie napisaliśmy tej kartkówki, ale się zastanawiam, co dostanę. Bo to serio ciekawe. I ciekawe, co by pani z polskiego powiedziała, gdybym dostała mniej niż 5. Na razie mam same piątki z kartkówek (chociaż z tendencją zniżkową) + 6 z prezentacji z zadania domowego, także tego.

Przypomina mi się w takich sytuacjach jak ta cytat z "Brzyduli" (oglądał ktoś ten serial?):

>Dobrze, jak nie za dobrze, nie zaszkodzi niepolepszenie, jak tylko można wytrzymać na głupi sposób swój…< To taki mój ulubiony wiersz, który powtarzam sobie, kiedy coś jest nie tak. Bo właściwie ciągle coś jest nie tak, ale… dobrze, jak nie za dobrze…


Ale w sumie nie jest dziś najgorzej, bo mój tata dostał maila w sprawie koszulki Smike'a, powinna przyjść na dniach. ^.^


Idę już spać, bo oczy mi się same zamykają, zresztą trochę mnie bolą.
Dobranoc!

poniedziałek, 26 października 2015

Pozory mylą. Bardzo

Pamiętacie, jak kiedyś wspominałam, że nie lubię iść do szkoły po weekendzie, zwłaszcza po fajnym weekendzie?
Dzisiaj wstałam z przeczuciem, że coś jest nie w porządku, że coś się złego stanie. Nic bardziej mylnego! Dostałam 5 z angielskiego i z historii, okazało się, że nie mam niemieckiego, no i jeszcze jak wróciłam do domu, to w skrzynce na listy znalazłam paczkę z książką z konkursu!




Jest najlepiej!


A w ogóle, przeglądałam dzisiaj Kwejka i znalazłam sobie idealne rękawiczki.


Szłabym sobie po ulicy i machała ogonkiem po telefonie - dosłownie! :3


No i jeszcze przed jakąś godziną popłakałam się, śmiejąc się właściwie z samej siebie, bo znalazłam na Facebooku kogoś, kogo się tam nie spodziewałam. xD



Kończę już. Dzisiaj raczej mało treści, ale jestem niewyspana i najchętniej bym się już położyła, ale muszę się jeszcze umyć i powtórzyć rzeczy na jedną kartkówkę na jutro.
Dobranoc!

niedziela, 25 października 2015

Raj dla Göringa i Hessa

Witam w ten piękny niedzielny wieczór!

A więc wczoraj byłam z koleżanką w kinie. Na dwóch filmach.
Pierwszym filmem było "Crimson Peak. Wzgórze Krwi". Nawet mi się podobał, chociaż rzadko oglądam horrory. Jedna dziewczyna dwa rzędy przed nami pół filmu scrollowała Faceboka. Tak, to było najbardziej warte wspomnienia. xD
Potem poszłyśmy na film "Piotruś. Wyprawa do Nibylandii" (przemilczcie tematykę, błagam). Na sali byli sami rodzice/dziadkowie z dziećmi plus ja i koleżanka. Tak jak na Crimson Peak odwalało mi razem z koleżanką, to na Piotrusiu... mi odwaliło i chciałam sobie siarę zrobić. Generalnie jedna z pierwszych scen to scena nalotu na Londyn zorganizowanego przez Niemców, i jak na ekranie pojawiły się niemieckie samoloty, miałam ochotę wstać i, z rękami sięgającymi do ekranu, zawołać: "Meine liebe Luftwaffe!". Pokusa w takich chwilach jest mocna do bólu, ale jednak się ogarnęłam.





With the lights out, it's less dangerous
Here we are now, entertain us!

No i ta piosenka z Piotrusia podbiła mi serce! Szkoda, że nie ma jeszcze w Internecie całej sceny, tylko muzyka, bo bym wrzuciła. Całość jest dwa razy bardziej epicka.
Tak jak oryginał Nirvany mi się właściwie nie podoba, to tego mogę słuchać bez przerwy. Jeżeli jesteście fanami Nirvany albo bezkrytycznie przyjmujecie wyższość oryginałów nad coverami - błagam, nie zabijajcie mnie.


A teraz siedzę u siebie w pokoju, od kilku godzin lampię się w komputer i boleję nad tym, że jutro szkoła. Chociaż wczoraj było miło, to weekend mi się posypał. Jak dobrze, że jednak nie pojechałam na to spotkanie autorskie, bo już w ogóle byłoby mi źle.

O, przypomniała mi się jeszcze jedna rzecz związana z Piotrusiem: jak skończył się film i zebrałam myśli na temat tych wszystkich samolotów i latających statków, to przez głowę przemknęło mi hasło "raj dla Göringa i Hessa" - obaj byli lotnikami w czasie I wojny, Göring był potem ministrem lotnictwa.
Miałam po tym polewkę z samej siebie. xD


Generalnie chciałabym już Boże Narodzenie. Nie chcę mieć szlabanu na kupowanie książek. ;_; Jest tyle książek o nazistach do kupienia...

piątek, 23 października 2015

Oszczędność piniondzów (i czasu)

Jesteśmy w gimnazjum. To nie chodzi o kolor włosów, tylko o kolor duszy.
Ten cytat zrobił mi wczorajszy dzień.
W sumie jest w tym jakaś prawda. Gimbaza to stan umysłu, wiem coś o tym.



Czasami dręczy mnie taka ogromna ochota, żeby jak najostrzej skrytykować tu niektórych ludzi za ich wygląd albo za muzykę, jaką tworzą (jeśli to muzycy) lub jakiej słuchają (jeśli to zwykli konsumenci). A najchętniej jedno i drugie na raz.
A potem mi się przypomina, że sama słucham Honoru i nie grzeszę urodą, i mi przechodzi.

Ale serio, jak czasami widzę niektórych piosenkarzy/piosenkarki i jeszcze ich słyszę, to mi się żołądek wywraca do góry nogami i próbuje wyjść na spacer, tak mi źle wtedy.


Dzisiaj poczyniłam jedną z najważniejszych decyzji w moim życiu. Kojarzycie może Radka Kotarskiego, twórcę Polimatów? (tak, wstawiłam link do Facebooka, tam znajdziecie inne odnośniki). Wydał ostatnio książkę, i w niedzielę jest spotkanie autorskie w Katowicach. Jako że największe "fanostwo" mi już przeszło, to miałam wybór: pojechać, kupić książkę i posiedzieć na spotkaniu z poczuciem marnowanych pieniędzy i czasu, ale ze spotkaną znaną osobą, albo to olać i wydać piniondze na coś innego.


Dylemat chwilę miałam, ale w końcu już wczoraj wieczorem zdecydowałam, że nie pojadę. Wolę mieć inną książkę i wolną niedzielę.
Nie wiem czemu, ale dzięki temu poczułam się taka bardziej... dorosła. No i w ogóle mi jakoś tak lekko.

A najlepsze było to, że wczoraj powiedziałam o tym spotkaniu rodzicom, z zaznaczeniem, że tylko ich informuję. Dzisiaj wróciłam do domu, a mama mi mówi, że siostra może ze mną pojechać. Najpierw powiedziałam, że się zastanowię, ale byłam przekonana, że nie pojadę.
Uwielbiam, jak ktoś nadinterpretuje to, co mówię, i chce mnie uszczęśliwić na siłę. Doceniam to, że wszyscy chcieli dobrze, ale no.
No i jutro jadę z koleżanką do kina i wydam trochę pieniędzy, no i nie chcę tracić dwóch dni z weekendu.


Dobranoc!

środa, 21 października 2015

Roomtour

Chcieliście, to macie - zdjęcia mojego pokoju!



Zaczynamy widokiem mojego pokoju od strony wejścia.

 Tutaj - kącik z książkami przy drzwiach.



I widok na pokój w drugą stronę, czyli od okna do drzwi.
Mój kot chciał przejąć tego bloga, na co mu nie pozwoliłam, ale gdy usłyszał, że robię zdjęcia pokoju, to przyszedł pozować na łóżku. Niech mu będzie, dostanie status gościa specjalnego.





Teraz coś innego - moje biurko! Doceńcie moje starania i to, że je ładnie posprzątałam w weekend.

Moja tablica magnetyczna, wisząca nad biurkiem. Wszystko i nic.
Wszystko, bo jest zapełniona, ale nic, bo mama mówi, że powinnam mieć na nim jakiś kalendarz do organizowania sobie czasu, a nie tylko magnesy i papierki.
I to dziwne uczucie, kiedy zdaje mi się, że przez brak organizacji zawodzę swoją rodzinę...

Jeśli kiedykolwiek będę pisać o "regale, który mam za plecami", to będę miała na myśli właśnie ten regał, bo kiedy odrabiam lekcje/korzystam z komputera, to zazwyczaj jest właśnie za moimi plecami.
Ciekawostka nr 1: robiłam te zdjęcia, siedząc na biurku.
Ciekawostka nr 2: środkowe zdjęcie nie pasuje do reszty, bo zrobiłam je kilka godzin później, jak po wrzuceniu na Bloggera okazało się, że nie było tak wyraźne, jak chciałam.


 No i ostatnie zdjęcie - obrazki, które mam nad łóżkiem.


Jako gratis mam jeszcze trzy zdjęcia: widok, jaki miałam z okna dziś około 13:30 oraz jeszcze jedno zdjęcie kota (a co mi tam).








To już tyle ode mnie na dziś, idę wylogować się do życia.
A tak na serio, to zwyczajnie kolejny odcinek "Sabriny" sam się nie obejrzy.

wtorek, 20 października 2015

A jednak może być dobrze!

Po kilkudziesięciu godzinach czekania na oficjalne wyniki z konkursu książkowego dziś po południu dowiedziałam się, że... tak! Jestem w gronie zwycięzców! Dosłownie przed chwilą odebrałam ostatnią wiadomość od organizatora, że wszystko jest w porządku (sprawdzał warunki do spełnienia dla udziału w konkursie i u mnie wszystko się zgodziło - bo jakby inaczej? :P), a książka zostanie wysłana jeszcze w tym tygodniu.

Moi drodzy, wasze dziecko szczęścia ma czym cieszyć twarz przez najbliższe dni.
Bo znowu wierzę w to, że mam szczęście. Dawno sobie niczego nie wygrałam, a tu proszę - nie dość, że wygrałam, to jeszcze książkę. :D
Zdjęcie i jakiś większy opis wstawię, jak przyjdzie do mnie paczka, lubię wstawiać własne zdjęcia na bloga. :3


Poprawiło mi to też humor po weekendzie, zwłaszcza po niedzielnym wieczorze. Brzuch tak mnie bolał, że myślałam, że nie zasnę. Oficjalnie dopisuję owulację - czy ogólnie cykle menstruacyjne - na magiczną listę minusów bycia kobietą, przed czym wzbraniałam się bardzo długo.
Wiecie, co jest najgorsze w bolesnej owulacji? To, że jak boli, to i tak to nie zwalnia z wfu. Nie wiem, czy w każdej szkole tak jest, ale w moich wszystkich szkołach było/jest tak, że jak się przyniesie magiczną karteczkę od rodzica, to można w czasie okresu posiedzieć na ławce. I jak się użyje słowa-klucza "niedyspozycja", to jest w porządku. Ale nigdy nigdzie nie słyszałam o zwolnieniach z powodu owulacji. I jeżeli bóle owulacyjne mi będą wypadać na wfie, to będę się musiała męczyć.
Do takich rzeczy doszłam, leżąc w niedzielę w łóżku i próbując ignorować własne jajniki.



Dzisiaj bite 40 minut gadałam z koleżanką przez telefon. Najpierw dogadywałyśmy szczegóły swojego spotkania - w sobotę jedziemy do kina - a potem rozwiązywałyśmy jakieś testy w Internecie, wspólnie dyskutując nad swoimi odpowiedziami. Szczerze? Jeszcze nigdy nie bawiłam się tak dobrze, rozmawiając z kimś nie w cztery oczy.





Odgrzebałam takie zdjęcie z czeluści mojego komputera. Fajne jest, nie? I w ogóle nie pasuje do tematu, ale chciałam urozmaicić notkę. xD


Dzisiejszy dzień uważam za udany, tak generalnie. Czasem jednak jest fajnie.

niedziela, 18 października 2015

Szablon + zapowiedź? roomtouru

Miałam dzisiaj nie publikować notki, bo pisałam tu dwa dni pod rząd i w dodatku dosyć obszernie, ale zajrzałam na Bloggera i okazało się, że właśnie dzisiaj nadszedł dzień otrzymania szablonu.

CZY WY WIDZICIE TO CUDEŃKO?!
Jezu, już sam nagłówek mi się podobał, ale całość jest taka piękna, że normalnie napatrzeć się nie mogę.

Uwaga, trochę objaśnień:
Dziewczyna z pierwszego planu na szablonie (trochę mniejsze zdjęcie) to Liesel Meminger, tytułowa bohaterka książki i filmu Złodziejka książek. Jest tutaj, bo a) akcja książki rozgrywa się w trakcie drugiej wojny światowej i b) ogólnie książka mi się podobała. :)
Druga dziewczyna to Lilith, bohaterka Anioła Śmierci (w oryginale Wakolda). Jeżeli wam powiem (lub przypomnę, bo chyba już o tym pisałam), że oprócz tego pojawia się tam Josef Mengele, to to chyba mówi wszystko. :3
A cytat You live to die another day pochodzi z jednej z piosenek o Five Nights at Freddy's.
Czego chcieć więcej?

W razie gdybyście chcieli znaleźć którąś z dawniejszych notek, to teraz zamiast archiwum bloga z boku jest zakładka Spis postów, tak żeby nie było za dużo rzeczy w prawej kolumnie.
Chyba że przestanie mi się chcieć to uzupełniać, to wtedy wrócę do archiwum.


Ale czy wy widzicie jaki ten szablon jest piękny?! A w tym nagłówku jakie jest fajne tło! To okno z tą wieżą za nim i te akwedukty i te różyczki i w ogóle... a to z jaką zamaszystością dzisiaj piszę chyba już podpada pod gwałcenie klawiatury.



Tak z innej beczki - w zeszłym roku miałam remontowany pokój i obiecałam sobie wtedy, że zrobię zdjęcia nowego wystroju i wrzucę na bloga. Chyba nawet gdzieś to publicznie zapowiadałam. Teraz ten wystrój nie jest już aż taki nowy - ja się już przyzwyczaiłam - ale może ktoś chce to zobaczyć?
Ja o tym w ogóle zapomniałam, ale olśniło mnie, że miałam coś takiego zrobić, jak wczoraj zrobiłam te porządki na półce.


Kończę już, bo po tym weekendzie będziecie mieć mnie dosyć. :) Zresztą mam jeszcze coś do zrobienia do szkoły. Niestety. :(

sobota, 17 października 2015

Trochę chaosu

Dzisiaj rano wstałam z postanowieniem, że odrobię wszystkie zadania domowe i nauczę się na wtorkową kartkówkę z wiedzy o prawie.
Skończyło się na tym, że wysprzątałam biurko oraz ogarnęłam najbardziej zabałaganioną półkę z mojego regału i wyczyściłam jedną z szuflad w szafce pod biurkiem. A miałam tylko schować zeszyty do łóżka...
Ale przynajmniej nie marnowałam czasu. A jakie cuda w tej szufladzie znalazłam!



Chyba mam gorsze dni, bo wzruszyła mnie piosenka, która normalnie mnie nie rusza. To znaczy wiem, że jest smutna, bo rozumiem tekst i muzyka też jest poruszająca, ale nigdy wcześniej nie chciało mi się płakać.





Dajcie mi jakieś tabletki na wyleczenie się z fascynacji Fnaf'em, bo mnie to za dużo nerwów kosztuje.
Ups, za późno, już wydałam 100 złotych na koszulkę Smike'a.


Trochę się zastanawiam, czy by nie wrócić do pisania opowiadania o tematyce homoseksualnej (związek dwóch dziewczyn). Nie byłoby to to samo, co pisałam już kiedyś, ale w podobnym guście. Ktoś coś?


Może to dziwnie zabrzmi, ale nie dostałam jeszcze nowego szablonu, a już planuję jeszcze kolejny. Chcę, żeby był fajny. Mam już nawet wybrane zdjęcia. Co wy na to, żebym zmieniała go tak raz na pół roku? Żartuję, może nie będę robić tego aż tak często, ale uświadamiam sobie powoli, że chociaż jestem raczej leniwą osobą, która nie lubi mieć dużo na głowie i jeszcze nie bardzo lubi ludzi, to jednocześnie lubię, gdy dużo się dzieje - i gdy są jakieś zmiany, oczywiście jeśli nie są zmianami na gorsze.
Niby mogłabym też wykorzystać te szablonowe pomysły na blogi z opowiadaniami, ale wolę mieć szablon pod bloga a nie bloga pod szablon, więc to, co mam, postaram się zapamiętać i wykorzystać prędzej czy później tutaj.
Powiedzcie mi tylko - mam iść w ciemną czy jasną kolorystykę? Teraz mam biały szablon, kolejny jest ciemniejszy, i waham się, w co brnąć kolejnym razem.


Trochę chaotyczna ta notka, co nie? Chyba pora ją kończyć.
Dobranoc! :)

piątek, 16 października 2015

Pierwszy kwartał za nami!

Kartka z kalendarza: 16 października 1946 roku na podstawie wyroków zapadłych w procesach norymberskich dokonano egzekucji dziesięciu hitlerowskich zbrodniarzy wojennych.
Tak, wiem, jestem nudna.


Pamiętacie, jak ostatnio pisałam o konkursie na Facebooku? Ostatecznie wczoraj zdecydowałam, że spróbuję swoich sił i na razie zanosi się, że będzie dobrze, bo jest 5 egzemplarzy książki do wygrania, a odpowiedzi konkursowe są dwie razem z moją. Konkurs trwa do niedzieli, więc może konkurencja się nie obudzi, hoł hoł.

Kontynuowałam też mój "risercz" w sprawie kierunków studiów. Wczoraj ogarnęłam charakterystykę sztuki pisania i perspektywy zawodowe - uświadomiłam sobie wtedy, że to w sumie taki typowy polski, a że ja jestem takim nietypowym humanistą, który obiecał sobie nie wiązać przyszłości z szeroko rozumianą polonistyką, to zrezygnowałam. Z perspektyw zawodowych zaciekawiło mnie jedynie bycie prozaikiem, a to nie jest jedyne, co chcę w życiu robić - chcę mieć jakiś inny zawód, a pisanie traktować nie jako właściwą pracę, ale jako mniej lub bardziej zobowiązującą pasję. Zawsze mogę też skończyć dwa kierunki i zawodowo pisać książki historyczne czy coś w tym rodzaju, bo w sumie kto mi zabroni. :D
A tak na serio to trochę mi to ułatwiło, mam jeden kierunek do wyboru z głowy.



Dobre informacje są takie, że... ten blog istnieje od równych trzech miesięcy! Szczerze mówiąc, w lipcu spodziewałam się, że My little world umrze tak szybko, jak się narodził, czyli w ciągu paru dni, zwłaszcza że po drodze byłam na dwutygodniowych wakacjach na wsi, co nigdy nie ułatwiało mi bycia obecną w Internetach. A tu proszę, rozhulałam się, że hej!
Niech tylko dostanę nowy szablon, to już w ogóle będzie najlepiej.
Jeśli macie jakieś przemyślenia o mojej osobie po tym kwartale, to śmiało dzielcie się nimi w komentarzach!

środa, 14 października 2015

Sprawdziany i studia

Powinnam teraz powtarzać rzeczy na jutrzejsze trzy sprawdziany i kartkówkę*, ale stwierdziłam, że zamiast tego napiszę tutaj, bo w sumie czemu nie!
Jeżeli nie napiszę nic do najbliższego poniedziałku, to wiedzcie, że to z powodu natłoku stresu sprawdzianowego. Może być tak, że jutro przyjdę do domu, położę się i... Chciałam powiedzieć, że prześpię trzy dni, ale w piątek jeszcze muszę iść do szkoły. >.<


Z ciekawości przejrzałam sobie dzisiaj kierunki oferowane przez Uniwersytet Śląski. Trochę mnie kusi historia ze specjalnością archiwalną i zarządzaniem dokumentacją. To jeszcze nic pewnego, bo biorę też pod uwagę kilka innych kierunków, ale pomarzyć mogę. xD A tak na serio, to jestem w takim momencie życia, że nie mam pojęcia, co z nim zrobić - nie zdziwcie się, jeśli skończę na ekonomii albo innej administracji. Nie powiem, że pójdę na mechatronikę czy coś takiego, bo to w ogóle nie byłabym ja, ale generalnie i tak może być różnie. Niby to zależy od przedmiotów, jakie będę pisać na maturze, ale podobno historia wpuszcza na ekonomię, także tego.


Mam jeszcze jeden dylemat. Jedna strona na Facebooku organizuje konkurs, w którym można wygrać książkę, którą w sumie chciałabym przeczytać. I teraz pytanie: zaryzykować, wysilić się i wziąć udział, czy - jako że w internetowych konkursach zazwyczaj przegrywam - spisać konkurs na straty i kupić książkę za własne piniondze?
Skłaniam się ku tej drugiej opcji - trochę też dlatego, że zadanie jest na kreatywność, a moja wena ma za dużo urlopu w tym roku. Jednak mam czas do niedzieli, może mnie olśni.


*W tak zwanym międzyczasie - znowu pisałam notkę kilka godzin - ogarnęłam mniej więcej te lekcje. Powinno być w miarę dobrze.


Na dobry koniec - piosenka tygodnia!
Znalazłam ten remix dzisiaj, bo mi się trochę nudziło, i jestem oczarowana.




Dobranoc!

PS. Jak sądzicie, jeśli już tu wrzuciłam jakąś piosenkę/obrazek, to mogę go potem wrzucić ponownie? Bo mam trochę takich uniwersalnych rzeczy, ale nie wiem, czy wypada korzystać z "odgrzewanych kotletów".

poniedziałek, 12 października 2015

Czy to już zima?

Przez moment zastanawiałam się dzisiaj, czy by nie zmienić kontentu bloga na taki bardziej profesjonalny, z notkami bardziej w formie felietonów i z profesjonalnymi, ale własnymi zdjęciami.
Potem stwierdziłam, że to nie ma sensu, bo nie mam pojęcia, o czym mogłabym pisać felietony, a na zdjęcia nie mam czasu, poza tym nie mam dobrego aparatu, dobrych pomysłów, no i jest zimno na dworzu.
Tak, to "dworzu" jest specjalnie.

Myślałam też trochę o założeniu kanału na YouTube, takiego, na który nagrywałabym vlogi, ale przypomniało mi się, że mam trądzik i problemy z mówieniem do kamery w miarę długo i na temat. Także tego.
Z drugiej strony, to byłoby zabawne, bo do przesady dużo gestykuluję przy mówieniu i wszyscy zwracają na to uwagę, a jak coś piszę, to tego nie widać.


Przez weekend - piątek po południu + sobota + niedziela - obejrzałam dziesięć odcinków serialu. To do mnie niepodobne, zważywszy na to, że przy poprzednich próbach oglądania jakiegokolwiek serialu wymiękałam na pierwszym. Co z tego, że wcześniej brałam się za seriale z co najmniej 40-minutowymi odcinkami, a teraz pojedynczy ma połowę z tego. xD



Zastanawiałam się dobrą chwilę nad obrazkiem do tej notki, a wystarczyło zajrzeć na fejsa.

Piękną mamy zimę tej jesieni, prawda? Nie wiem, jak u kogo, ale u mnie padał śnieg cały dzień. Miałam nagrać filmik, ale na przystanku ciapa spadająca mi prosto na twarz nie ułatwiała mi zadania, a w domu skupiłam się na gwałceniu kaloryfera. W sensie że ustawiłam sobie, żeby był cieplejszy, a potem go głaskałam przy nauce.
Błogosławię posiadanie pokoju z kaloryferem.


Kończę już, bo obiecałam sobie chodzić wcześniej spać, żeby potem nie umierać w szkole, a na razie robię wszystko, żeby wylądować w łóżku jak zwykle.
Dobranoc!

sobota, 10 października 2015

Przypadek?

Kurczę, z każdym dniem pisanie tutaj odpręża mnie coraz bardziej. Trochę się chyba uzależniłam.
W sumie to lepiej że od tego niż od czegoś innego.


Moje zamówienie na szablon zostało przyjęte! Dostałam też już nagłówek na maila i wy jeszcze nie wiecie, ale ja już wiem, że jak nadejdą zmiany, to będzie tu PIĘKNIE. Sama nie mogę się napatrzeć.


Teraz nastąpi seria momentów, kiedy chciało mi się płakać albo nawet rzeczywiście płakałam.

Wczoraj zachciało mi się płakać, bo dostałam komentarz pod epilogiem jedynego opowiadania, które zakończyłam.

Dzisiaj rano się popłakałam, bo pojawiła się nowa piosenka o Five Nights at Freddy's, która tak łamie serce, że masakra. ;_;




Poza tym podjęłam też dzisiaj decyzję o tym, że nie będę już prowadzić pamiętnika. Prowadziłam go w miarę regularnie przez trochę ponad 4 lata - od 19 lipca 2011* - i był ze mną w najcięższym, gimnazjalnym okresie mojego życia. Smutno mi się zrobiło, bo pamiętnikowi poświęciłam swoje największe sekrety. Ale z drugiej strony to trochę ulga, bo a) odszedł mi jeden obowiązek i b) pamiętnik zatrzymał mnie psychicznie właśnie w gimnazjum, przynajmniej tak trochę, a teraz w końcu całkowicie poczułam się na swoje 17 lat.

*Dwie ciekawostki związane z tą datą:
a) Pamiętacie może 22 lipca 2011? Chodzi mi o masakrę na wyspie Utoya. Był tam też Polak, Adrian Pracoń, który w trakcie masakry został postrzelony. Napisał o tym książkę, którą nawet mam w domu, i stamtąd się dowiedziałam, że właśnie 19 lipca po raz pierwszy pojawił się na wyspie.
b) W nocy z 19 na 20 lipca 2011 - czyli właśnie w czasie, kiedy zaczynałam pisać pamiętnik - został zlikwidowany grób Rudolfa Hessa.
Przypadek?


A teraz siedzę i oglądam serial "Sabrina, nastoletnia czarownica" w oryginale, bo tylko tak można znaleźć. Gdybym mogła, rzuciłabym czymś w twarz ludziom, którzy mi mówili, że takich trochę starszych seriali nie znajdę w sieci.
Bo znalazłam!
Co z tego, że w oryginale? I tak większość rozumiem.

czwartek, 8 października 2015

Kurde

Jest krytycznie.
Przeglądałam dziś biografię Chopina - prezentacja na polski soł macz - i gdzieś tam po drodze zamiast "Hiller" przeczytałam "Himmler".

Pochwaliłam się mojej jednej koleżance, że śnił mi się kiedyś Hitler. Skończyło się na tym, że doszłyśmy do tego, że Adolf jest moim poprzednim wcieleniem. xD


Co wy na to, żeby zmienił się wygląd tego bloga? Przed chwilą złożyłam zamówienie na szabloniarni, a nuż będzie przyjęte. Będzie ciemniej, bo ta biel tutaj już trochę mi się znudziła. Zazwyczaj mam/miałam ciemne szablony na blogach i chyba czas do tego wrócić.
Nie byłabym sobą, gdybym nie wcisnęła na ten nowy szablon czegoś związanego z nazizmem, ale to już wyjaśnię, jeśli go w ogóle dostanę. :D
Z całym szacunkiem dla Audrey oczywiście.


Tak siedzę i się zastanawiam, czy zgoda na branie udziału we wszelkich zajęciach dodatkowych z angielskiego była dobrą decyzją. Już swoją drogą, że będzie mi to zżerało dwie godziny tygodniowo... Chodzi mi o to, że zawsze miałam tak, że byłam zadowolona z siebie, jak rozumiałam większość jakiejś piosenki, albo dłuższego tekstu, a jeśli czegoś nie rozumiałam, to spoko luz, przecież jest słownik, spokojnie mogę szukać słówek. A od jakiegoś czasu jak nie rozumiem pojedynczych słówek, to - nawet jeśli potrafię wyłapać kontekst - czuję się głupia. I w ogóle mi głupio. I dziwnie. I to się w sumie zaczęło, jak zaczęłam mieć regularnie te zajęcia dodatkowe. Bo wcześniej się uczyłam tylko dla siebie. Niby dalej się uczę dla siebie, ale wcześniej się uczyłam na własną rękę.
Ciekawe, czy to tylko chwilowe, czy mi tak zostanie.



Siedzę też sobie, i się zastanawiam, co mam robić.
Napisałabym coś na któreś opowiadanie, ale mi brakuje weny.
Pograłabym w grę, ale to wciąga, a jest późno, poza tym schowałam do plecaka zeszyt na słówka.
Poszłabym już spać, ale mi się nie chce.
KURDE
Chyba pogram na telefonie, leżąc w łóżku xD

poniedziałek, 5 października 2015

EUFORIA

Na dobry początek - obiecany filmik urodzinowy dla Leny Katiny od fanów. :)
Jeśli nie chcecie oglądać całego, przewińcie do 7:25, zaraz potem mówię ja.
Jeżeli nie rozumiecie - mówię coś w rodzaju: "Cześć Lena, są Twoje urodziny i chciałabym złożyć Ci najlepsze życzenia. Jesteś wspaniałą osobą i mam nadzieję, że zawsze pozostaniesz taka, jaka jesteś".




Siadam dziś na fotelu i mówię: Mamo, bo jest sprawa - znalazłam sobie koszulkę. Mama pyta, jaka to koszulka, w jakiej cenie... Tłumaczę spokojnie, co i jak, pokazuję wzór, i...
UDAŁO SIĘ! Koszulka od Smike'a już jest zamówiona.
Zaciesz był nieziemski. Jak to powiedziała moja siostra - gdybym nie miała uszu, to bym się uśmiechała dookoła głowy.


Wczoraj wieczorem czytałam czwartą część "Dziadów" Mickiewicza i mi odwalało. Głównie dlatego, że imię głównego bohatera, Gustawa, od paru lat niezmiennie kojarzy mi się z jedną z gier, gdzie jedna z postaci też ma na imię Gustaw i jest takim trochę kretynem.
No dobra, jest KOMPLETNYM kretynem. I w dodatku brzydkim.
Płakałam ze śmiechu przez całe czytanie.



A w ogóle, to zaczęłam słuchać żydowskiej muzyki. Wpisałam przedwczoraj w wyszukiwarkę na YouTube hasło "jewish music" i nie wiem czemu, ale spodobała mi się melodia "Hava Nagila".
Są jeszcze wersje ze śpiewanym tekstem, ale to już sobie sami znajdźcie, jeśli chcecie.





Na dobry koniec - tak wyglądają moje notatki na Bloggerze, kiedy nie chcę zapomnieć, o czym ma być następny post. :)



Dobranoc!

niedziela, 4 października 2015

Dylematy

Z piątku na sobotę chciałam iść wcześniej spać, bo nie wiedziałam, czy się wyśpię. Skończyło się na tym, że do pierwszej w nocy siedziałam na Tumblrze i pisałam z poznaną tam dziewczyną. xD
Ale przynajmniej zasnęłam z dobrym humorem.


Przez Five Nights at Freddy's zaczynam zawalać szkołę. ;_; Wiem, że jest niedziela i w tym tygodniu się w sumie wszystko może stać, ale chodzi mi o to, że wczoraj i dzisiaj, zamiast robić lekcje, to siedziałam na YouTube i oglądałam teorie. W najlepszym wypadku słuchałam piosenek, gapiąc się w zeszyt.
A żeby było śmiesznie, jednocześnie jestem przekonana, że wszystko dobrze się skończy. Już parę razy tak miałam, że najpierw nie chciało mi się ogarniać szkoły, bo miałam lepsze rzeczy do roboty, potem panikowałam, bo wiedziałam - albo wydawało mi się - że nic nie mam i nic nie umiem, potem robiłam zadania domowe na odwal się i uczyłam się po łebkach, potem dalej panikowałam, a potem wszystko dobrze się kończyło. W najgorszym wypadku - było to w drugiej klasie gimnazjum - pisałam test "poprawkowy" z matematyki, bo w swoim czasie zawaliłam twierdzenie Pitagorasa i z ocen mi wychodziło mocne 4, to nauczyciel kazał mi pisać test z całego roku. Oczywiście napisałam dobrze i na świadectwie miałam bardzo dobry. :)
We wrześniu już tak miałam, że zrobiłam zadanie z wosu trochę po łebkach i myślałam, że będzie całkowicie źle, a akurat tym razem nauczyciel mnie zapytał z tego zadania. A potem zaczęłam mówić jak natchniona i wybroniłam się na pięć.


Mam problem z niepohamowaną chęcią kupowania rzeczy. Ale nie po prostu różnych rzeczy, tylko Rzeczy. Takich "ważnych".
Na przykład, dzięki piosenką z Fnaf'a odkryłam anglojęzycznego youtubera o nicku Smike, który akurat teraz wypuścił koszulki, z takim oto wzorem:


JA TEGO POŻĄDAM!
Co z tego, że kosztuje 20 dolarów (ok. 75 zł) bez przesyłki. Chcę!

Koszulka to jest jeszcze mały problem, bo jestem co do niej przekonana, jak się dobrze zakręcę wokół mamy to będę miała zamówioną, ale jest taka jedna książka...



Z jednej strony mam już jedną biografię Mengelego w domu (którą czytam od stycznia, ale to już by the way xD), no i jest dostępna tylko na Allegro za sto złotych. Ale z drugiej strony to Mengele no! I jeszcze to zdjęcie na okładce! I w ogóle xdcnsdjfbhjdwialdfsdfjbdsjkfdgbjhuwf@#!!!
Nie wiem co mam robić ;_;

piątek, 2 października 2015

I'm a film star

Zrobiłam przed chwilą test, o czym powinnam prowadzić bloga. Wyszło mi, że o grach. xD Nie no, niby lubię grać w gry, oglądam też teorie i gameplay'e, ale własnego bloga nastawionego na taką tematykę raczej bym nie udźwignęła.
Chyba że wy chcecie posty o grach, to czasem mogę tutaj coś napisać. :)


W takie dni jak dzisiaj współczuję moim sąsiadom. Byłam godzinę sama w domu, a jak jestem sama w domu, to puszczam głośno muzykę i śpiewam, ile sił w płucach. I to przy otwartym oknie. Ciekawi mnie, jakim cudem jeszcze nikt nigdy nie zwrócił uwagi ani mnie, ani moim rodzicom.


Kojarzycie może rosyjski zespół t.A.T.u? Wokalistki rozpoczęły już solowe kariery, a jedna z nich - Lena Katina - obchodzi za dwa dni urodziny. Fanclub na Facebooku co roku przygotowuje film z życzeniami dla Leny od fanów.
No i w tym roku stwierdziłam, że i ja wezmę w tym udział. Nagrałam kilka słów i wysłałam do organizatorów. Zostanę gwiazdą filmową!



Żartuję. xD Gwiazda ze mnie żadna. Na razie nie będę wam pokazywać mojego filmiku, bo mi głupio, ale jeszcze się zastanowię.


Ciekawe, czy dzisiaj zasnę, bo zaczynam być poważnie chora. (Pomijając fakt, że już jestem poważnie chora na umyśle). Mam katar i mnie głowa pobolewa. Jak ostatni raz byłam chora (w marcu), to jednej nocy nie przespałam. Ale przynajmniej wtedy mama pozwoliła mi nie jechać do szkoły.
Jak teraz dobrze pójdzie, to nie będę musiała jutro wychodzić z domu. Teoretycznie mam wyjść z rodzicami i bratankiem na spacer, ale obiektywnie rzecz biorąc, to może lepiej, żebym się grzała w domciu. Subiektywnie, to zwyczajnie mi się nie chce. xD


Okej, na razie, paaa! Będę informować na bieżąco.

czwartek, 1 października 2015

Hello October!

Witam w październiku!

Po dzisiejszym poście spodziewam się, że ktoś mi w końcu powie, że jestem przesadnie płaczliwa i przesadnie wrażliwa. Nie żeby sama tego nie wiedziała, ale ciekawe, kiedy usłyszę to od kogoś obcego. xD




"Nie podjąłem żadnej naprawdę złej decyzji w ostatnim czasie, zaczynam się nudzić!" - powiedział mój mózg wczoraj i stwierdził, że pora przerzucić zdjęcia z Tumblra, które mam na telefonie, na komputer. No to dawaj, wyjęłam kabelek z szuflady, podpięłam telefon z jednej strony, komputer z drugiej, Ctrl + C, Ctrl + V i do przodu. W pewnym momencie przesyłania wyskakuje mi błąd i na komputerze zostaje tylko połowa zdjęć. Tak jak jestem niskociśnieniowcem, tak w tamtej chwili musiałam mieć ciśnienie powyżej normy. Zaczęłam kombinować. Przerzuciłam zrzuty ekranu z Tumblra do innego folderu. Nic to nie dało!
Próbuję przesłać zdjęcia Bluetoothem. Znowu zacięło się w połowie. Zdenerwowana, ale z mocnym postanowieniem zrobienia tego następnego dnia, poszłam spać.
Dzisiaj wracam do domu, zjadam obiad, najszybciej jak mogę odrabiam zadania domowe i próbuję po raz kolejny.
W ferworze walki, której już nie będę opisywać, okazało się, że było wśród tych zdjęć jakieś takie "lewe", które nie chciało się kopiować i przez to zepsuło się wszystko. Poza tym zacinało mi też telefon od jakiegoś czasu.
Jak się okazało, że to wszystko wina jednego zdjęcia - zresztą nie wiem jakiego, ale w sumie czy to ważne? - i po jego wywaleniu zaczął mi działać i komputer, i telefon, to można powiedzieć, że zaczęłam płakać.
Bój był ciężki, ale jaka radość...!

A potem przeglądałam te obrazki z Tumblra na telefonie i wybrałam sobie jeden do postu, i chciałam go przesłać Bluetoothem na komputer. xD A przecież po to się męczyłam, żeby już się nie męczyć za każdym razem, jak chcę "pokolorować" posta i dać obrazek. Jestem głupia. xD


Z takich innych rzeczy to zapisałam się na tandem językowy z wolontariuszkami zza granicy, które przez rok będą gościć w mojej szkole. Przez to mój plan na razie wygląda tak, że w poniedziałki wracam do domu po 9 lekcjach, we wtorki i czwartki - po 8, a w środy będę wracać po 7. Jedynie w piątki mam na trzecią lekcję i kończę po szóstej. Nauczyciel historii jest na zwolnieniu (na razie jest zastępstwo), jak wróci, to będę mieć 8 lekcji w poniedziałki i w piątki będę jeździć na rano.
Dzisiaj zaczęłam się zastanawiać, czy mi takie życie będzie odpowiadało, i doszłam do wniosku, że tak! Szczerze mówiąc, jakoś podoba mi się perspektywa bycia zapracowaną. Tym bardziej, że miesiąc już za mną.
No i:

To, że koniec wieńczy dzieło nie oznacza wcale, że jak się dobrze nie zaczęło, to się musi skończyć źle.