sobota, 28 listopada 2015

TubeRaiders

Ach, te szalone noce z piątku na sobotę...
(Chciałam napisać "z soboty na piątek", chyba się jednak nie wyspałam.)


Jeśli ktoś mnie śledzi na fanpejdżu na Facebooku, to wie, że ostatniej nocy miałam "godzinę wyjętą z życiorysu". Zaraz mówię, o co chodzi.

Jak wiecie lub nie - raczej nie, bo w necie chyba nigdzie o tym nie mówiłam - jednym z kanałów, jaki subskrybuję na YouTube, jest kanał TubeRaiders. Nieaktywny przez 9 miesięcy, obudził się wczoraj. Pojawił się filmik, ale nie byle jaki - trwający godzinę! No dobra, niecałą, bo 53 minuty z kawałeczkiem. :) Uparłam się, że nie będę czekać z oglądaniem do dzisiejszego popołudnia, tylko obejrzę w miarę od razu.
A więc kiedy się już umyłam i zagrzebałam się w swoim pokoju - a było to około północy xD - to postanowiłam, że film obejrzę sobie w łóżku. Czyli: położyłam laptopa na poduszce, zgasiłam światło i położyłam się pod kołdrę. I sobie tak oglądałam.




Zdjęcie początku filmiku, robione o godzinie 00:08 dnia dzisiejszego. Chciałam wrzucić od razu na Facebooka, ale potem stwierdziłam, że nie ma co tracić czasu.
Jak było tak około 35 minuty, to już prawie zasypiałam i chciałam skończyć oglądać po wstaniu, ale stwierdziłam, że nie, że wytrzymam. No i wytrzymałam. 01:05 była, jak wyłączałam komputer, a potem trochę mi zajęło, żeby zasnąć, bo jak już odłożyłam komputer, to się okazało, że mimo wszystko jestem rozbudzona, poza tym musiałam przetrawić filmik.


No i tak sobie zaszalałam... A dzisiaj tak sobie siedzę nie robię prawie nic. Nie, wcale nie mam dwóch sprawdzianów w poniedziałek, sprawdzianu i kartkówki we wtorek i sprawdzianu w czwartek. xD O, i jeszcze muszę lekturę przeczytać! Olać to, idę w coś pograć...
A tak na serio to idę się wziąć za coś. Miałam czas od rana, to tylko zrobiłam kawałek zadania na wos i na geografię. Może jednak przeczytam tę lekturę...


A teraz z blogowych spraw: to jest ostatni post w listopadzie na tym blogu. Może uda napisać mi się rozdział na Życie jest podróżą i jeszcze się pojawi. A od wtorku lecimy z grudniem, będziecie mieli mnie dość. xD

czwartek, 26 listopada 2015

Liebster Blog Award

Tak sobie jechałam dziś do domu i zastanawiałam się, o czym by zrobić posta... Z pomocą przyszła mi Sandra z bloga Sandrowo, która nominowała mnie do Liebster Blog Award - dziękuję, kochana! :*






1.Czego nie zrobiłabyś/nie zrobiłbyś nigdy nawet za milion dolarów?
Pierwsze, co mi przyszło do głowy, to to, że nie oddałabym nikomu mojego kota. :) Nie sądzę też, że potrafiłabym np. zabić kogoś, nawet za taką kasę.


2. Twój wymarzony zawód i dlaczego akurat taki?
Właściwie od zawsze chcę zostać pisarką, głównie dlatego, że odkąd tylko pamiętam, lubię a) czytać i b) wymyślać własne historie, i w sumie fajnie byłoby robić to zawodowo. Chociaż ostatnio zastanawiam się nad pracą w księgarni.

3. Czy zgadzasz się ze stwierdzeniem że żadna praca nie hańbi?
Jeśli chodzi o takie, że tak powiem, normalne prace - prawnik, architekt, lekarz, sprzedawca, fryzjer, sprzątaczka, rozdawacz ulotek i takie tam - to zdecydowanie nie hańbią, bo na życie jakoś zarabiać trzeba, a że ktoś ma predyspozycje do bronienia ludzi w sądzie, a inni - do układania włosów, to cóż, tak już jest.
Zawsze przy takich pytaniach zastanawiam się nad prostytucją - to niby taki "zawód", bo w końcu kasa z tego jest, ale ja - tak jak jeszcze naprawdę nie wiem, kim ostatecznie zostanę po szkole/studiach - swojego ciała nigdy bym nie sprzedawała. Ale dochodzę do wniosku, że ilu ludzi - tyle podejść do pracy i jak kogoś to nie hańbi, to mnie nic do tego.
Generalnie tak, zgadzam się z tym stwierdzeniem. ;)

4. Gdybyś mogła/mógł pojechać gdziekolwiek zechcesz na miesięczną wycieczkę – jakie miejsce byś wybrała/wybrał? I dlaczego?
Jeżeli mogłabym pojechać gdzieś na miesiąc, to wybrałabym Włochy, bo podobają mi się zdjęcia stamtąd i chciałabym niektóre widoczki obejrzeć na żywo. Zjechałabym przez ten miesiąc cały kraj i byłoby fajnie. :)

5. Co najbardziej lubisz w blogowaniu?
Chyba to, że moje przemyślenia albo opowiadania nie zostają tylko u mnie, tylko mogę się z kimś nimi podzielić, no i że jest na nie jakiś odzew.

6. Co sądzisz o używkach jeśli chodzi o nastolatki?
Generalnie jestem przeciwko wszelkim używkom w każdym wieku, bo to tylko psucie sobie zdrowa. Mogę zrozumieć jeszcze jedno-dwa piwa czy tam kieliszek wina na spotkaniu ze znajomymi albo rodziną, ale nie ogarniam na przykład ludzi, którzy nałogowo palą albo biorą narkotyki. Jeśli to są nastolatkowie, to jest mi ich w sumie szkoda, bo wcześnie sobie niszczą to zdrowie.

7. Co sądzisz o moim blogu (czekam na szczere nawet krytyczne opinie chętnie się poprawię!)
Uważam, że Twój blog jest naprawdę dobry! Fajnie piszesz i poruszasz ciekawe tematy. No i piszesz szczerze, co mi się podoba, i mogłam przez to polubić Ciebie jako osobę. :)

8. Czekasz już na Boże Narodzenie? Lubisz te święta?
Tak, czekam! Bardzo lubię te święta! Muszę jednak przyznać, że tak jak lubię Boże Narodzenie, to nie lubię wigilii klasowych i gdybym mogła, to pierwszą połowę z 22 grudnia bym pominęła.

wtorek, 24 listopada 2015

Let it snow!


Zdjęcie robione dzisiaj o 07:17, w drodze z przystanku do szkoły.
Takie trochę zazdro, bo u mnie w mieście też padał śnieg, ale się nie utrzymał do rana, a tam, gdzie jeżdżę do szkoły (10 minut autobusem), wyglądało już tak.

A w ogóle to na ulicy, gdzie mam przystanek - nie powiem, że to moja ulica, bo mieszkam na osiedlu i do przystanku kawałeczek idę - wiszą już świąteczne ozdoby na latarniach.
I nie, nie mam zamiaru krytykować władz mojego miasta za to, że jest jeszcze listopad. Przeciwnie, powiem, że powoli zaczyna mi się udzielać atmosfera świąt i chciałabym, żeby już były. Został miesiąc!
Chociaż nie, wystarczy, żeby zaczął się mój Grudzień. Bo wtedy już będzie po sprawdzianach. No dobra, zostanie mi jeszcze angielski, ale co tam angielski. Ważne, żeby przeżyć ten 30 listopada, kiedy mam niemiecki i historię (przełożony test).

Właśnie ogarnęłam, że został mi równy tydzień. xD



Nie mam już co napisać, to łapcie zdjęcia mojego kota na dobranoc. :)

niedziela, 22 listopada 2015

Historia rozszerzona.

Zanim zapomnę: wywaliłam zakładkę "Spis postów", bo mi się zepsuła, i powróciliśmy do archiwum. Ze znajdowaniem pojedynczych postów może być trudno, ale ja jako autorka mam spis na moim pulpicie, a wy sobie poradzicie, jak będziecie musieli. ;)





Mina Hessa na tym zdjęciu odpowiada mojej, kiedy dzisiaj rano ogarnęłam, ile tak właściwie mam do nauczenia się na jutrzejszy sprawdzian z historii i jak mało z tego umiem.
Teraz umiem trochę więcej, bo przeczytałam cały dział z podręcznika i coś tam mi pewnie w głowie zostało, ale to była katorga. Boże, czemu ja tak nienawidzę starożytności... ;_; Na szczęście już praktycznie kończymy książkę i za niedługo zaczniemy średniowiecze, także jest dobrze. Pierwszy raz od jakiegoś czasu stwierdziłam, że mi się nie chce. A tak na serio to od jakiegoś czasu mało rzeczy mi się chce, ale dziś się sobie do tego przyznałam. :) Stwierdziłabym, że nie chce mi się chodzić na tę historię, ale mam ten problem, że - jak wszyscy doskonale wiemy - najbardziej ciekawi mnie druga wojna światowa i mam pragnienie, żeby doczekać do tych wspaniałych lekcji, kiedy nauczyciel znowu będzie nam pokazywał płonący Reichstag, gorące i płomienne niczym ten palący się Reichstag przemówienia Hitlera i będzie z nami dyskutował o doktorze Mengele.
A tak na serio to nie wiem, co nam nauczyciel będzie pokazywał na lekcji i co nam będzie opowiadał, po prostu to mieliśmy w zeszłym roku, jak mieliśmy mnóstwo czasu na przerobienie jakże cudownego okresu 1920-1945.

Generalnie jedyne, co może się stać, to to, że najwyżej historia mi pokiereszuje świadectwo w tym roku, ale przecież jest jeszcze czas, do maja/czerwca daleko, będą sprawdzianiki, referaciki, kartkóweczki, może będzie ten bardzo dobry.
(I tak będę mieć dobry z wfu, przynajmniej nie będzie samotny xD)


Boże, jak to wszystko ocieka ironią. Nie lubię być ironiczna, bo boję się, że polubią mnie ludzie, którzy lubią ironię. Taka mała dawka niby nie szkodzi, ale naprawdę, martwię się o siebie.
Panie, ratuj moją duszę. ;_; 


EDIT: I ta kropka nienawiści w tytule. xD

czwartek, 19 listopada 2015

Granice Bólu

Od ponad roku jestem tak bardzo zakochana w tym zdjęciu, że masakra. ♥


Zdjęcie pochodzi z filmu Granice Bólu, który po raz pierwszy widziałam w czerwcu zeszłego roku, drugi - w listopadzie zeszłego roku, a po raz trzeci i ostatni obejrzałam sobie go dzisiaj.
Za pierwszym oglądaniem w sumie jeszcze nie do końca zrozumiałam ten film i chociaż mi się spodobał i mnie poruszył, to dopiero od drugiego razu, kiedy to dotarł do mnie sens paru rzeczy, rusza mnie tak naprawdę. I od tego drugiego razu ryczę jak bóbr na końcówce. ;_;


Nigdy Cię nie poznam
Nie poznam nawet Twojego imienia
Ale spojrzałem Ci w oczy tak, jak mój ojciec spojrzał w moje
Od teraz Twoja historia należy tylko do Ciebie
Więc będziesz wolny
Staniesz się silnym mężczyzną
Mój synku...


Ale chociaż ryczę na końcówce, to to pomaga, naprawdę. Od paru dni było mi non-stop smutno, i zapytałam wczoraj jednej dziewczyny z Tumblra, czy ma jakiś pomysł, co z tym zrobić. Doradziła mi, żebym obejrzała jakiś film, który wiem, że mnie wzruszy i się wypłakała. Wybrałam sobie Granice Bólu i... udało się! Tak mi teraz lekko, że masakra.
Tylko poszłabym już spać, bo zawsze, jak popłaczę, to potem jestem senna.



Powiem wam coś zabawnego: plakat przyrównuje GB do Labiryntu Fauna i Cienia Wiatru. Cienia... jeszcze nie czytałam, to się nie wypowiem, ale jak chciałam obejrzeć Labirynt, to wyłączyłam chyba nawet nie po dziesięciu minutach, bo mnie znudził. To nie hejt, żeby nie było, ale zazwyczaj daję filmom właśnie około 10-20 minut, żeby mnie wciągnęły. Labirynt oblał mój test. Taki klimat, sorry.
Dobra, tak na serio to zwalam to na to, że w Granicach zagrał Àlex Brendemühl, który zagrał doktora Mengele w Wakoldzie. Ta miłość xD



Z rzeczy organizacyjnych: na pewien czas znika zakładka "Spis postów", muszę ją trochę przeorganizować. Ale jak znam życie, to nikt za nią nie zatęskni. xD

środa, 18 listopada 2015

Brak logiki

Moja logika - a raczej jej brak - mnie rozwala.
Mam na zrobienie/nauczenie się czegoś tydzień - cały tydzień chodzę w lekkim stresie, że się nie wyrobię - robię to dzień przed. xD
Zanim mi powiecie, że niektórzy ludzie po prostu tak mają - tak, yhym, wiem o tym, ja funkcjonuję tak od dawna i w sumie się przyzwyczaiłam, ale czasem mnie to męczy.


Ja chcę 22 grudnia. -.- Mam jeden film, o którym opowiem w odpowiednim czasie (w ramach Grudnia) i który od dwóch lat oglądam tylko w jednym dniu roku - właśnie 22 grudnia. I ja chcę już go obejrzeć!




A ten obrazek to tak trochę w temacie dzisiejszej pogody, przynajmniej u mnie. No dobra, tak źle może nie było, ale jak już zaczynało wiać i padać, to dosyć mocno.



A tak w ogóle to mnie głowa boli.

poniedziałek, 16 listopada 2015

#tumblrfriendships

Od wczoraj podziwiam siebie za zdolności społeczne. Napisałam do jednej dziewczyny na Tumblrze, bo w sumie od jakiegoś czasu się "śledziłyśmy się", ale jakoś nie było okazji pogadać, a wyszło na to, że obie byśmy chciały. Ustaliłyśmy, że mogę do niej napisać, jeśli będę mieć jakiś problem - postara się pomóc - albo jeśli po prostu będę chciała pogadać.
Generalnie poprosiłam ją o to, o co nigdy nie poprosiłam nikogo z najbliższego otoczenia. Ani nawet kogoś, kto mówi w tym samym języku co ja. Bo mi było głupio, żeby do kogoś w takim kontekście zagadać. A na Tumblrze pstryk! i napisałam.
I tak sobie piszemy dzisiaj. Żeby było śmiesznej - znowu to ja zagadałam pierwsza. xD



Przeraża mnie to, że mam dwa tygodnie na wybranie obrazków do Grudnia z WHIMW. W magicznym folderze na to mam dopiero pięć zdjęć, potrzebuję jeszcze 26! No dobra, w sumie to 23, bo są dwa zdjęcia, które chcę zrobić sama na bieżąco, a jedno potrzebuję tylko znaleźć i zapisać. Jak ja sobie poradzę z szukaniem, to nie wiem. ;_; Chyba pora wrócić do magicznego folderu z obrazkami z Kwejka, tam na pewno coś się znajdzie.
Albo będę zapychać dziury piosenkami, bo ich to nigdy za mało. xD



Wam też się tak nic nie chce od trzech dni? Jakoś od piątku najchętniej to na zmianę bym czytała albo spała, ale nie jestem pewna, czy przez na przykład pogodę wszyscy tak mają, czy to tylko ja przez owulację.

Dobra, a więc idę się myć i do łóżka, bo umieram. Znowu.

sobota, 14 listopada 2015

Fala

Miałam dziś napisać coś składnego, ale nie mogę, bo obejrzałam film i nie umiem się pozbierać. Rzadko kiedy płaczę na filmach, ale dzisiaj się rozpłakałam.
W ramach rekompensaty wklejam recenzję, którą napisałam na szkolnego bloga zaraz po seansie.





„Fala” to niemiecki dramat z 2008 roku.
Uczniowie liceum dzielą się na grupy, w których przez tydzień mają realizować projekty naukowe. Jeden z nich ma dotyczyć autokratyzmu. Nauczyciel prowadzący, zajmujący się na co dzień historią, pyta podopiecznych, czy według nich w Niemczech mogłaby ponownie panować dyktatura. Szybko padają odpowiedzi: nie, teraz jesteśmy mądrzejsi, nikt podobny do Hitlera nie mógłby rządzić naszym krajem. Historyk postanawia przeprowadzić wśród uczniów eksperyment, nazwany „Falą”. Pozornie niewinny projekt wymyka się spod kontroli - „Fala” powoli staje się faszystowską organizacją terroryzującą szkołę, której przeciwstawiają się tylko nieliczni.

Film pokazuje, że na pewne działania reagujemy inaczej, niż mogłoby nam się wydawać. Czasem może wystarczyć zachęta ze strony autorytetu lub spotkanie silnej grupy, byśmy zaczęli niszczyć, działać agresywnie. Każdy z nas może mieć ciemną stronę, która zostanie odkryta dopiero w określonych okolicznościach.

piątek, 13 listopada 2015

Czy wiesz, który dzisiaj jest? Piątek trzynastego!

Witam wszystkich w piątek trzynastego! Mieliście dzisiaj pecha? A wierzycie w to w ogóle?
Bo ja nie. xD

Stało mi się tylko tyle, że akurat jak poszłam pobiegać, to telefon mi się zresetował i bateria mi spadła z 55 do 15% naładowania. Smuteczek. :( Przez to wróciłam do domu jakieś 15 minut wcześniej niż planowałam.
Dzisiaj w porannym autobusie, którym jechałam do szkoły, jedna dziewczyna miała pecha, bo kierowca jej nie zauważył i jej zamknął drzwi przed nosem. Dosłownie. Nie wiem, czy nawet nie oberwała - z mojej perspektywy tak to wyglądało - ale skończyło się dobrze, bo w końcu wsiadła.


Dobra, a teraz pstryk! Historyk mode on.
A czy w ogóle wiecie, skąd wzięła się pechowość piątku trzynastego?
Kojarzycie może zakon templariuszy? W dużym skrócie - to zakon rycerski utworzony w trakcie wypraw krzyżowych (mających wyzwolić miejsca święte w Palestynie z rąk muzułmanów, a potem je bronić - same wyprawy zaczęły się w XI wieku, zakon - w XII), aby chronić pielgrzymów wędrujących do Jerozolimy. Od grupki biednych mnichów templariusze rozrośli się w naprawdę wielką potęgę, aż w końcu na początku XIV wieku król Francji, Filip Piękny, który miał u zakonu długi, postanowił go zlikwidować. Zawirowało, zawirowało i 13 października 1307 roku rozpoczęły się masowe aresztowania templariuszy. Tak się złożyło, że 13 października to był wtedy piątek, no i przez tego pecha rycerzy zakonnych utarło się, że to trzynasty dzień miesiąca przypadający w piątek jest generalnie pechowy.

Nie mam pojęcia, czy ta wiedza wam się do czegoś przyda. Mi się przydała tylko do tego, że mam o czym dziś napisać w poście. No i nie muszę włączać tych wszystkich filmików na YouTube o klątwie piątku trzynastego, bo już to wiem. A wiem dlatego, że w gimnazjum miałam taką fazę, że się interesowałam templariuszami i chłonęłam wszystko o nich. Nawet mam kilka tematycznych książek w domu. Co prawda tylko jedna jest "fachowa" - zdjęcie poniżej - a reszta to fikcja z wplecionymi faktami, ale to zawsze coś!


Ach, te wspomnienia...


Poza tym po raz kolejny przekonałam się dzisiaj, że Tumblr jest maszynką do robienia szczęścia. Po jednym poście (o mnie!), który przeczytałam, banan do teraz nie schodzi mi z twarzy.


Dobra, to dziś tyle ode mnie.
Nie, no tak, miałam zapytać: czy takie wtrącenia z ciekawostkami - czy to historycznymi, czy innymi, chociaż tych pierwszych będzie więcej (humana tak bardzo) - wam się podobają? Bo w sumie mogłabym często rzucać różnymi rzeczami. To jak? :)

Paa! Idę pisać opowiadania.

środa, 11 listopada 2015

Kordianie, zgiń!

Okazuje się, że to, czy wkręciłam się w opowiadanie, zależy od przedziału mniej więcej trzeci-siódmy rozdział. Jeśli nie przestanę pisać w tym okresie, a potem dalej mi się chce, to jest tak 97%* szans, że opowiadanie dojdzie do końca.
*97%, bo raz olałam opowiadanie z 26 skończonymi rozdziałami. Ale to było dawno, nawet nie na Blogspocie.

Tak tylko mówię. xD
W każdym razie zmierzam do tego, że odwołuję to, co mówiłam o rozdziałach co tydzień na innym blogu. Będą, jak mi się będzie chciało, i tyle.




Uwielbiam taką pogodę jak dzisiaj! Teraz chyba nie pada, ale rano u mnie padało, no i jest generalnie szaro, buro i zimno. Swoją drogą, że mi się to po prostu podoba, ale jak słońce bardziej świeci, to zazwyczaj mam wyrzuty sumienia, że zamiast gdzieś wyjść, to zamulam przed kompem. A tak to mam usprawiedliwienie.

Szieet, zapomniałam, że od jakiegoś tygodnia co wieczór chodzę z siostrą ćwiczyć, bo nam na osiedlu miasto wybudowało siłownię na świeżym powietrzu. A mi się po dwóch razach odechciało. -.- Może się dzisiaj wymigam.




W sumie to dzisiaj nic mi się nie chce. Z trudem zrobiłam zadanie domowe z niemieckiego (jeszcze przed południem!), teraz siedzę nad polskim (Kordianie, zgiń!). Ale przynajmniej usiadłam i zaczęłam czytać. Tak jak w zeszłym roku szkolnym jeszcze potrafiłam przysiąść w domu do książek dla przyjemności, to w tym roku czytuję głównie w szkole, jak mi się nudzi na długich przerwach albo jak mamy wolną chwilę na lekcjach. Trzeba coś zmienić.



Dobra, idę dobić Kordiana, a potem się zobaczy.

poniedziałek, 9 listopada 2015

Różnorodność!

Słuchajcie, to, co się dzieje, to jest jakieś niepojęte! Wchodzę wczoraj wieczorem na wattpad, gdzie również mam swoje opowiadania, i okazuje się, że... moje "Życie jest podróżą" jest na 713 miejscu w rankingu opowiadań z kategorii "romans"!
No dobra, wczoraj było na 994 miejscu, ale to i tak jest niezłe. Zwłaszcza że dźwignęło się o ponad 250 pozycji w górę, a nie spodziewałam się, że w ogóle będzie się liczyło w tym rankingu. Trzeba będzie nad tym dobrze pracować.

No i jeszcze jakaś dziewczyna zapytała mnie w prywatnej wiadomości, czy byłam we wszystkich tych miastach, które opisuję.
Czy tylko mnie to pytanie wydało się dziwne? Rozumiem, że opisywanie miejsc mi dobrze idzie, ale bez przesady... Ja tylko sprawdziłam, gdzie mieszkał Goebbels i gdzie było więzienie Spandau. xD Aha, i jeszcze gdzie jest Heydrich pochowany. xD


Nie wiem czemu, ale mam manię czytania swoich własnych opowiadań. Dzisiaj na historii mi się nudziło (trzy lekcje pod rząd, w dodatku o starożytnym Rzymie - umieram!), to przeczytałam sobie ostatni rozdział ŻJP. I przy okazji wymyśliłam już epilog. xD Ale serio, już wiem, czym się skończy. I po drodze będzie spore zdziwienie - tak myślę.



Słowo wyjaśnienia - wprowadziłam z boku etykiety. Oznaczyłam posty:
a) w których piszę długo i raczej na jeden temat - raczej monotematycznie,
b) w których piszę może długo, ale o wszystkim i o niczym - różnorodność,
c) w których odpowiadam na pytania - tag.
W późniejszym czasie wprowadzę jeszcze etykietę recenzje, bo chyba będę je pisać - jedna na pewno się szykuje. Ale to na pewno zauważycie. ;)



I na koniec: znalazłam dzisiaj to zdjęcie Heydricha z jego synami. Czy tylko mnie ono rozczula?
Tak, yhym, popłakałam się, jak je zobaczyłam...

sobota, 7 listopada 2015

Mosad go przejął...

Mój tata co sobotę chodzi na zakupy. Przychodzę rano do kuchni i mówię: "Mamooo, bo jest taka gazeta... może mi tata kupić?". Podaję tytuł, tata wpisuje na karteczkę i zaraz idzie na miasto.
Po jakimś czasie tata wchodzi do domu, zagląda mi do pokoju i mówi: "No, kupiłem ci tego Hitlera!".


Zdziwienie mojej mamy było bezcenne, ale jak już chciałam gazetę, to temat nie mógł być inny. :)


Tak się zastanawiam - czy jestem jedyną osobą, która jeszcze nie czuje klimatu świąt? Klimat to może złe słowo, ale co jakiś czas ktoś mi mówi, że widział ozdoby świąteczne w sklepach albo słyszał okołoświąteczne piosenki w radiu. Niby jakoś dużo po sklepach nie chodzę, radia też w sumie nie słucham, ale po pierwszym listopada zazwyczaj rzeczywiście coś już osobiście spotykałam, a teraz - nic. Jedyne co, to rozmawiałam z Hiszpanką (później wspominaną jako Irene) i Ukrainką (Alyona), które są wolontariuszkami w mojej szkole, o tradycjach bożonarodzeniowych. Ale to w sumie się nie liczy. Chociaż reakcja Irene właściwie na wszystko - "Alyona, ubierzmy choinkę! I kupmy żywe ryby!" - była urocza.
Oprócz tego zastanawiam się nad książkami, jakie chcę dostać, ale to akurat robię od czerwca, odkąd dostałam szlaban na kupowanie książek i dowiedziałam się, że kolejne dopiero na święta. xD


Ja i mój tata jesteśmy fanami teleturnieju Jeden z Dziesięciu. Zawsze siadam sobie do oglądania z myślą "Ciekawe, o co dziś będą pytali". No i wczoraj padło pytanie brzmiące mniej więcej tak:
W jakim kraju był sądzony zbrodniarz wojenny Adolf Eichmann?
Moja odpowiedź na to:
W Izraelu! Mosad go przejął i go wywieźli!

Oczywiście, że powiedziałam dobrze, ale sposób, w jaki ujmuję pewne rzeczy, rozwala mnie samą. xD
(I nie, wcale nie wiem tego z biografii doktora Mengele xDD).

O, przypomniała mi się jeszcze jedna rzecz. Wczoraj z ciekawości włączyłam autokorektę w pliku z opowiadaniem Życie jest podróżą. Myślałam, że padnę, jak program chciał zmienić Rheydt na Heydrich (płaczę!) i Hoess na Hess - ekhem ekhem:

... wkręciły mi się dwa nazwiska: Rudolf Hess i Rudolf Hoess. ... Po pewnym czasie wytłumaczyłam to sobie tak, że są to dwie pisownie tego samego nazwiska i że jest to nazwisko właśnie tego komendanta co to miał dom tam pięć metrów od płotu obozu i więźniowie mu sprzątali w ogródku. ... Okazało się, że Hess i Hoess to dwóch zupełnie różnych panów - skleiłam sobie dwie osoby w jedną i Rudolf Hoess, czyli komendant obozu, otrzymał twarz Rudolfa Hessa, jednego z najbliższych współpracowników Hitlera...
cytat z tej notki.

Przynajmniej mam teraz świadomość, że nie tylko ja ich myliłam, bo komputer też. xD



Zastanawiam się, czy by kalendarza adwentowego nie przeciągnąć na cały grudzień. Czyli że wrzucałabym notki z opisanym obrazkiem/piosenką cały miesiąc. Bo w sumie po Wigilii zostaje tylko tydzień, przez który i tak bym pisała. Więc w sumie...

czwartek, 5 listopada 2015

Happiness is the truth

SMIKE SENPAI MNIE ZAUWAŻYŁ!
Wracam sobie dzisiaj ze szkoły, a że wróciłam dużo wcześniej niż zwykle (5 lekcji tak bardzo), to sobie włączyłam komputer i zajrzałam na maila.
W tytułach maili zobaczyłam to:




Widzicie to co ja?
WIDZICIE TE TRZY TYTUŁY Z NAZWĄ?
Normalnie nie wierzę. *.*

Aż włączyłam sobie "Happy" Pharrella Williamsa, bo mi pasowała do humoru.



No i w sumie, jak Smike już zauważył, to i wam mogę pokazać moje zdjęcie w koszulce. :)


To jedno z moich najgorszych zdjęć (w kontekście wyrazu twarzy), ale koszulka to +\infty do wszystkiego.



A z takich innych rzeczy to nic ciekawego się u mnie nie dzieje. Mogłabym w ten weekend wyrwać się z domu i pojechać na Targi Książki do Katowic albo do koleżanki do Będzina, ale mi się nie chce. xD Byłby to trzeci tydzień z rzędu, kiedy wychodziłabym z domu w sobotę (kino i Wszystkich Świętych tak bardzo), a w sumie to tego nie lubię. A na książki i tak mam szlaban.

środa, 4 listopada 2015

Księga naleśników

[...] Tam już czekało na niego dwóch mężczyzn. Pierwszy wyglądał ponuro, co akcentowały jeszcze jego krzaczaste brwi. Drugi, raczej krągły i jowialny, przyjął kanclerza z otwartymi ramionami i zaczął mu serdecznie gratulować.
Pierwszy przerwał bez ceregieli to, co uważał za demonstrację niestosownej wylewności, i rzucił:
– Śmiało, pana ruch, najwyższy czas, by tam pójść. [...]

To cytat z "Księgi Życia", znaleziony już w poniedziałek. Trochę jest wyrwany z kontekstu, więc powiem wam, że w tej scenie Hitler przygotowuje się do jakiegoś wystąpienia i opisanych wyżej mężczyzn napotyka po wyjściu ze swojego gabinetu i zejściu po schodach (serio).
Kiedy przeczytałam ten fragment, to przeszło przeze mnie "milion" reakcji.
Przede wszystkim zetknęły mi kabelki i powiedziałam sobie: Kurde, przecież to Hess i Göring!
Potem stwierdziłam, że mam do bólu krótki czas reakcji, jeśli chodzi o dopasowanie nazistów do ich opisów.
A na koniec pomyślałam, że chyba jest ze mną coś nie tak, zważając na to, jak się tym zaczęłam jarać. xD
W sensie swoją reakcją, bo że się generalnie jaram nazizmem, to już nie jest nic nowego.

Ale trzeba przyznać, że ten opis jest do bólu akuratny.



Obejrzałam jeden odcinek "Sabriny" i nabrałam ochoty na naleśniki. A miałam je dzisiaj na obiad.
Kurde, naprawdę chce mi się naleśnika.
Ma ktoś może naleśniki?


Zastanawiam się, czy by nie rzucić szkoły i zacząć utrzymywać się z blogowania. Dobra, może nie tak na poważnie, ale powinnam w tej chwili uczyć się na wos, a zamiast tego piszę tę notkę, na zmianę z krążeniem po YouTube i pisaniem rozdziału na Życie jest podróżą.


A propos YouTube'a - jakoś wczoraj znalazłam to:


Dlaczego mnie to śmieszy ;_; Ten Foxy tam tak "szczeka" i w ogóle to tak dziwnie brzmi. Boże... popłakałam się ze śmiechu, nie mogę...!
Tak mnie to bawi, że *spojler* nie przestraszyłam się jumpscare'a na końcu, a zwykle mnie to przestrasza.


Zabierzcie mnie z tej części Internetu, błagam!

Chociaż nie. Przynajmniej jest zabawnie. xD

poniedziałek, 2 listopada 2015

#SmikeShirt

Paczajcie, co dzisiaj do mnie dotarło!
KOSZULKA OD SMIKE'A!


W realu wygląda lepiej niż na tych wszystkich zdjęciach, ale to by the way.


Prawie płakałam z radości!
Mam jeszcze jedno zdjęcie, na którym jestem ja ubrana w koszulkę, ale tu go nie wstawię, bo brzydko wyszłam. Wstawiłam je na Twittera z hashtagiem #SmikeShirt, żeby do Smike'a to dotarło. Trochę mi głupio, że takie zdjęcie dałam, ale wiem, że nie zrobiłabym lepszego, ale w sumie czego się nie robi, żeby cię senpai zauważył. :3


Mam takie pytanie: kto z obecnych tutaj zagląda do starych notek zobaczyć moje odpowiedzi na komentarze? Bo zazwyczaj odpowiadam wszystkim, ale nie wiem, czy jest sens wyjaśniać jakieś rzeczy w komentarzach, gdyby zainteresowany miał do tego nie dotrzeć.
I dotyczy się to też innych moich blogów, bo czasami są niedomówienia w opowiadaniach, które wyjaśniam w odpowiedziach na komentarze.


No i a propos tych innych blogów - nie wiem, czy by nie wprowadzić takiego systemu, że rozdział pojawia się co tydzień w piątek/sobotę, ale, że tak powiem, co tydzień na innym blogu. Także na pojedynczym opowiadaniu byłby co drugi weekend. W sumie ostatnio złapałam wenę w żagle, więc mogłabym sobie pisać naprzód i planować czy coś. Za każdym razem, jak coś takiego planuję, to i tak nie robię, ale kto bogatemu zabroni plany robić.
Mam koszulkę z Ameryki i jestem władcą tego zakątka Internetu, nikt mi nie podskoczy.