czwartek, 31 grudnia 2015

31 grudnia


Tak będzie xD Jak co roku :D


Miałam tu coś napisać, ale zapomniałam i tak siedzę od godziny.
Aha, wiem.
No więc, Grudzień się kończy, już nie będzie codziennych notek... chlip ;_; W sumie fajnie się tak pisało. Przychodziłam po szkole do domu i wiedziałam, że będę mieć co robić i w ogóle. Muszę tak robić częściej, nawet mam plan na kolejne codzienne pisanie - w moje ferie, czyli od 12 do 28 lutego (od ostatniego dnia szkolnego przed feriami = taki początek wolnego do ostatniego dnia ferii). Kto jest za?
Możecie mi też podrzucać tematy na jakiekolwiek przyszłoroczne notki. :)

Także tego... Spędźcie dobrze tego Sylwestra. Na Nowy Rok życzę wam zdrowia, szczęścia, spełnienia marzeń i takie tam. I do zobaczenia w styczniu. :)


PS. Kalendarz już wisi. :D

środa, 30 grudnia 2015

30 grudnia

Dzisiaj rano miałam taki czas - zresztą po raz kolejny w ciągu paru dni - że z jednej strony panikowałam, że zaczynam zawalać szkołę i takie tam, a z drugiej i tak nic nie robiłam. Ostatecznie stwierdziłam, że nie ma co panikować, bo najgorsze, co mnie może się zdarzyć, to świadectwo pokiereszowane przez kilka czwórek i brak stypendium w przyszłym roku. Matura dopiero w maju 2017, jeszcze się ogarnę. xD







Mmm, ale bym tak chciała sobie posiedzieć... ale nie ma opcji, żebym mogła jeść ciastka i pić kakao wieczorem w łóżku. Swoją drogę, że ogólnie muszę słodycze ograniczać, ale to też kwestia sumienia.
Jeszcze przyjdzie taki czas, że będę mogła! xD

Miałam dziś wstawić obrazek z hasłem "500 stron w jeden dzień", ale w końcu dziś tyle nie przeczytałam. Wstawię w ferie albo w wakacje, jak rzeczywiście to zrobię.


Siedzę sobie i myślę, że z tym moim nicnierobieniem nie jest do końca źle. Bo mogłoby się zdawać, że zamulam cały dzień przed komputerem, ewentualnie coś tam poczytam, ale wyjątkowo wkręciłam się w pisanie. Tak jak potrafiłam całymi miesiącami nie napisać nic - zwłaszcza przed 2014. rokiem, kiedy dołączyłam do blogosfery jeszcze jako ThingsInsideOfMe - to ostatnie tygodnie mam tak produktywne, że masakra. Aż sama się sobie dziwię. :D Co prawda mogłabym napisać opowiadanie na konkurs zamiast kolejnego rozdziału na bloga, ale i tak nie jest źle.


Dobra, trzeba kończyć tę notkę, bo późno. Zmykam do łóżka jeszcze coś przeczytać - albo napisać. :)

wtorek, 29 grudnia 2015

29 grudnia

Mam już ponad 5000 wyświetleń tutaj, wohooo!

W związku z tym, że byłam dzisiaj na zakupach, jeden z obrazków, które miałam zaplanowane na Grudzień, mogę odrzucić i wykorzystać w innym terminie. W sumie, to mi to nie przeszkadza.


Znalazłam taką fajną bluzkę w jednym sklepie, z nadrukiem, który mi się bardzo, bardzo spodobał i w dodatku skojarzył mi się z moim drugim blogiem. Chciałam sobie kupić, ale nie było dobrego rozmiaru. :(

Zdjęcie robiłam w przymierzalni, dlatego nie jest najlepsze. ;)


Tak sobie teraz pomyślałam... a gdyby sobie znaleźć podobne zdjęcie w Internecie albo nawet zrobić coś takiego samemu (wstawić jakiś mądry napis na ładny widoczek) i zamówić koszulkę z własnym wzorem? Mogłabym wtedy wpisać sobie tam co chcę! Pewnie wyszłoby mnie to trochę drożej (koszulka ze zdjęcia za jedyne 30 zł), ale za to koszulki, które nie są z sieciówek (niekoniecznie z własnym wzorem) są często lepszej jakości - wiem, bo sama mam kilka takich koszulek w domu i jednak materiał jest w nich lepszy i takie tam.
Ej, zawsze mi się koszulki z takimi (jak ten na zdjęciu) nadrukami podobały, czemu nie pomyślałam o zrobieniu własnego wcześniej??
Chyba właśnie znalazłam sobie prezent na urodziny. xD


Kolejna rzecz. Nie czarujmy się, pojechałam na zakupy przede wszystkim po to, żeby uczcić odwieszony szlaban na książki (tak jakbym nie miała ich dosyć...). Jechałam nastawiona na to, że kupię sobie biografię Vincenta van Gogha, bo interesuję się jego życiorysem i jego sztuką już od dobrych pięciu lat, i myślałam, że jego biografia w formie książkowej jest tym, czego mi do szczęścia brakuje. Weszłam do księgarni, wzięłam książką do rąk... i stwierdziłam, że tak w sumie to ona mi na nic.
Skończyło się na tym, że z księgarni wyszłam z tymi dwoma książkami:

 
Nie, wcale nie mam jeszcze dość książek o III Rzeszy. A Girl Online kupiłam, bo mi się pierwsza część spodobała.
I jeszcze zarobiłam na tym jakieś 10 złotych, bo biografia Vincenta była za 99,90 zł, a te dwie kupiłam za 89,98 zł. Jestem mistrzem logistyki. xD
Mogłam wybrać jeszcze jedną książkę i zapłacić grosz za najtańszą, bo w Matrasie jest promocja 3 za 2 na wszystko, ale jakoś mnie do niczego nie ciągnęło, to olałam sprawę.
No dobra, ciągnęło mnie, ale wybór był tak duży, że w końcu nie wybrałam nic. Tak, straciłam okazję, żeby wyciągnąć jedną książkę za darmo, ale hej! Pierwszy raz od pół roku - zresztą to jest dokładnie pół roku! - kupiłam sobie sama książki! Przez tyle czasu oszczędzałam, że teraz i tak mi wszystko jedno.

Paradoks: książek, przez które dostałam szlaban - Dzienników Goebbelsa - do dziś nie przeczytałam. Jak się zepnę, to może skończę tę pierwszą część do końca roku.

Ciekawostka: książka Hanns i Rudolf leżała na półce z literaturą obyczajową. 

Problem niskiego człowieka: dlaczego książki, do których najbardziej chcę dotrzeć, stoją na górnych półkach?
Na szczęście w Matrasie są takie plastikowe podstawki pod nogi, na które można wejść. Nawet wiem, kto je tam postawił*, i chwała mu za to. Chociaż z drugiej strony muszę wyglądać jak debil, jak je przesuwam i po nich skaczę.
*Ktoś o wzroście poniżej 175 cm, a przynajmniej tak zgaduję, bo sama mam 165 cm bez butów (w moich traperach z niskim obcasem może być 168) i w księgarni brakuje mi właśnie tak z 5 cm do bezproblemowego zdejmowania książek z półek.
(Chciałam napisać "półek z książek" xD).

Dzisiejszy komentarz mojej siostry w sprawie mojego przekładania starych książek w inne miejsce w domu w celu zrobienia miejsca na nowe o historii: widzę, że ci Niemcy wyrzucają dzieciństwo z pokoju.
(Psst, Norwegowie też!)


Co tam się dzisiaj jeszcze działo... Prawie wpadłam pod autobus. Linia 19, kurs z Bytomia do Tarnowskich Gór po 12:00 dzisiaj - pozdrawiam!

A do domu wracałam innym autobusem niż planowałam, bo źle sprawdziłam godziny i zamiast sprawdzić godzinę wyjazdu z dworca w Bytomiu, gdzie byłam na zakupach, to sprawdziłam godzinę przyjazdu na moje osiedle. I musiałam dryłować pieszo dwa przystanki. Na szczęście to nie są jakieś straszne odległości.


Obejrzałam dziś godzinę Pana Tadeusza, po czym wysiadł mi odtwarzacz internetowy, więc na razie to olałam. Przez moment zaczęłam się zastanawiać, czy nie powinnam zacząć bardziej martwić się lekturami, żeby zdać maturę, ale potem przejrzałam arkusze maturalne i stwierdziłam, że coś tam napiszę na pewno, a jakoś bardzo dobrze napisany polski mi jest niepotrzebny, bo aktualnie mam fazę, że idę na anglistykę. I możliwe, że tego się będę trzymać.

poniedziałek, 28 grudnia 2015

28 grudnia

Chciałam mieć na koniec roku 4000 wyświetleń na tym blogu. Rosną w takim tempie, że chyba będę mieć 5000 xD
Śmiałabym się, gdybym na 16 stycznia - czyli na półrocze bloga - miała ponad 5700 wyświetleń. Dlaczego? Bo tyle ma w tej chwili mój stary blog, który ja, wyrodna matka, porzuciłam w lipcu. I wyszłoby na to, że My Little World zrobiło więcej w pół roku niż Historia Mojego Życia w niecałe dwa lata - no dobra, powiedzmy, że to rok z hakiem, bo od wakacji nic tam nie robiłam.
No ale taka prawda... tutaj 100 notek zrobiłam w połowie grudnia, po 5 miesiącach, tam - jeśli mnie pamięć nie myli - jakoś po 15 miesiącach. Liczby mówią same za siebie - MLW tak czy siak zrobiło więcej. xD



To jest piękne! :D
Życzę wam. :)


Wyjaśni mi ktoś, dlaczego w godzinach 23:30-01:00 najlepiej mi się myśli nad opowiadaniem? Dziś znowu siedziałam do późna i pisałam... Przesiedziałabym dłużej, ale siedzę w swoim pokoju po ciemku, ze światłem tylko z laptopa, i nie widzę klawiatury. W nocy z dziś na jutro chcę wytrzymać dłużej, ale muszę to jakoś rozegrać logistycznie, np. pisać do 00:30, kiedy niewidzenie klawiatury jeszcze nie jest dla mnie takim problemem, a potem obejrzeć film. I poleci! :)

Albo pójdę teraz skończyć rozdział, żeby mi się w nocy nie chciało pisać. :D


Jem właśnie ostatni kawałek makowca. Mamy go tylko raz w roku, właśnie na Boże Narodzenie - i pewnie dlatego jest taki dobry. :3 Mak, moja miłość!
Teraz, w oczekiwaniu na kolejny makowcowy okres, będę polowała na słodkie bułki z makiem. Wszystko się da.
Gdzieś kiedyś słyszałam, że od maku się można uzależnić, bo coś wydziela i jedzony w dużych ilościach uderza do mózgu czy coś. Nie pamiętam szczegółów, ale chyba jestem ofiarą. xD

niedziela, 27 grudnia 2015

27 grudnia

Kartka z kalendarza:
1939 – W odwecie za zabicie 2 żołnierzy, w nocy 26 na 27 grudnia Niemcy zamordowali w Wawrze pod Warszawą 107 osób.

Nie mam pojęcia, po co mi i wam ta wiedza, ale znalazłam tę informację 4 lata temu i dalej pamiętam, to wstawiam. :)

W moim magicznym folderze na Grudzień zostało mi w sam raz tyle zdjęć, co dni, więc nie ma co kombinować. Wybieram jedno.


Jak wybierałam zdjęcia, to coś a propos tego gifa chciałam coś napisać mądrego (tak jakbym jeszcze potrafiła xD), ale że już nie pamiętam, to tylko to tu zostawię.


Wczoraj, jak opublikowałam posta, to napisałam, że musiałabym już iść spać. Było po 23:00 - przesiedziałam do 01:00, na zmianę pisząc rozdział opowiadania i oglądając film.
O właśnie, co do opowiadania: ciągle szukam odpowiedniej częstotliwości publikowania rozdziałów. Pomoże ktoś? Bo dalej nie wiem, czy wrzucać zaraz po napisaniu, czy na przykład jeden na dwa tygodnie, ale cały czas pisać, żeby być do przodu.
Mi jest lepiej wrzucać zaraz po napisaniu, ale chciałabym znać jeszcze czyjąś opinię.


We wtorek jadę na zakupy, to już postanowione. Moja mama mnie pytała, czy jadę sama, czy się z jakąś koleżanką umówiłam. Powiedziałam wprost, że nie, bo wszyscy mnie nienawidzą i nie mam z kim.
Dobra, tak na poważnie to się obyło bez hasła o nienawidzeniu. Bardziej chodzi o to, że wyjazdy do sklepu z moimi znajomymi to bardzo trudne zadanie pod względem logistycznym i to trzeba tak około tygodnia zawsze planować (serio), a ja jadę na spontanie. Bo, kurde, mogę.
Przy okazji mama spytała o tę koleżankę z gimnazjum, co to się z nią miałam spotkać. Szczerze powiedziałam, że raczej do spotkania nie dojdzie. Ja do niej nie napiszę, że mam czas (chociaż trochę go mam), bo - jak zresztą już trochę wspominałam - nie bardzo mam o czym z nią gadać, a nie cieszy mnie perspektywa zmarnowania dwóch godzin na sztywne siedzenie w jednym miejscu i sztuczne uśmiechy. Chyba wolę spędzić ten czas na graniu w grę (jest taka perspektywa) i chociaż nie jest to najpożyteczniejsze zajęcie, to zdaje mi się, że mogę mieć po tym mniejsze poczucie tracenia czasu.
Zresztą, nevermind! Jeszcze się zobaczy.


Dobra, to ja lecę coś stworzyć. Miałam napisać coś na konkurs literacki, może jeszcze się wezmę.

sobota, 26 grudnia 2015

26 grudnia


Nie mam pomysłu, więc wstawiam zdjęcie doktora Mengele lepiącego bałwana z dwójką swoich synów (biologicznym i przybranym - synem drugiej żony z jej pierwszego małżeństwa).

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz sama lepiłam bałwana. Albo zjeżdżałam na sankach. Szczerze mówiąc - nie tęsknię za tym. Pamiętam, że samo bawienie się śniegiem było fajne, ale nie cierpiałam najpierw ubierać się do wyjścia, a potem, po powrocie do domu - rozbierać się z tych wszystkich warstw.
Nie, ja wcale nie narzekam. xD A tak na serio to wolałam mulić cały dzień w domu niż ubierać się, wychodzić, wracać po godzinie i się rozbierać. Wyrosłam na dumne dziecko Internetu i książek.


Chciałam pojechać sobie we wtorek do kina, ale w tym najbliższym mi w sumie nic nie leci, głównie to Gwiezdne Wojny, które mnie nie jarają. Mogłabym pojechać do innego, ale nie chce mi się jechać kilkadziesiąt minut autobusem + kilka tramwajem tylko po to, żeby obejrzeć film (Most Szpiegów, gdyby ktoś pytał), do którego nie jestem przekonana i który za parę miesięcy mogę ogarnąć w necie. Możliwe, że zamiast tego po prostu pojadę do najbliższego centrum handlowego (tam, gdzie mam najbliższe kino - kilkanaście minut busem) i się poszwendam po sklepach. Żeby nie było, że będę chodzić bez celu - mam odwieszony szlaban na kupowanie książek! Więc poszłabym do Matrasa i kupiła coś. Zastanowię się.


Pisała do mnie bodajże tydzień temu koleżanka z gimnazjum, czy bym się z nią nie spotkała w przyszłym tygodniu, jak już jest wolne. Niby bym mogła, ale średnio mi się chce z nią rozmawiać. Nawet jak byłyśmy w jednej klasie, to nie miałyśmy za dużo wspólnych tematów. Będzie sztywno, jeśli się z nią spotkam. Tak jak raczej nie lubię zakupów, to już wolę pojechać do tego CH. xD Jeszcze się zobaczy, ale - trochę podświadomie - już się zastanawiam, jak ją zbyć.



Po świętach czuję się lepiej niż zwykle. Co roku byłam ociężała po tych trzech dniach, a teraz jakoś mi tak lekko. Mam teorię spiskową, że to przez czytanie o nazistach, bo prawie cały czas siedziałam z Procesem Norymberskim w ręce, ale to tylko taki luźny pomysł.



Dobra, bo spać muszę iść. Paa!

piątek, 25 grudnia 2015

25 grudnia

Nie mam co dziś pisać, więc w sumie pochwalę się tylko moimi prezentami. :)



Tak, mam laptopa Lenovo. xD To jedyne miejsce, w którym to zdjęcie chciało wyjść w miarę dobrze. Ale w razie czego, jeśli coś jest niewidoczne, to lecę tytułami od góry:
Joe J. Heydecker, Johannes Leeb - Proces Norymberski. Trzecia Rzesza przed sądem
Anthony Doerr - Światło, którego nie widać
Albert Speer - Dzienniki ze Spandau

Wszyscy wiemy, dlaczego padło na te książki - tak, Światło... dzieje się w czasach drugiej wojny światowej i już mi się podoba, bo niby nie zaczęłam czytać, ale zaczyna się cytatem z Goebbelsa. :)
Z wyborem książek na święta wyszły dwie zabawne sprawy, które uświadomiłam sobie w sumie dopiero wczoraj.
a) Mogłam zamówić tylko trzy książki, więc zamówiłam trzy cegiełki. Raczej widać to na zdjęciu, ale żeby być szczegółowym, to najcieńsza z tych książek - Dzienniki - ma 540 stron, dwie pozostałe po ponad 600.
b) Wszystkie te trzy pozycje wybrałam właściwie w ciemno. Zazwyczaj kiedy kupuję książki, to najpierw "milion" razy przechodzą przez moje ręce i dopiero potem się decyduję. Proces miałam w rękach raz i raz go przeglądałam, Dzienniki trzymałam raz, ale nawet nie przejrzałam, a Światło wczoraj w ogóle widziałam po raz pierwszy - do kupna przekonała mnie pewna recenzja. :)



Druga rzecz to perfumy Katy Perry "Royal Revolution". Dawno chciałam mieć nowe perfumy (poprzednie dostałam w święta 4 lata temu) i przyznaję, że o wyborze tego zapachu - który wybierałam sama kilka tygodni temu - w sumie zdecydowało nazwisko piosenkarki, którą sobie cenię i której lubię słuchać. Oczywiście sam w sobie zapach też jest super. :) W sumie nie wiem jak go opisać. Mój nos twierdzi, że najbliżej mu do zapachu budyniu śmietankowego, ale - w przeciwieństwie do typowego aromatu budyniowego - nie jest aż tak mdły i chamski.
No i oczywiście flakonik jest piękny! Na zdjęciu nie da się tego dobrze oddać, ale nie mogę się napatrzeć. ♥



Ostatnia rzecz to piżama z kotem Simona, która mi się kiedyś spodobała w sklepie i o czym pamiętała moja siostra - w przeciwieństwie do mnie. xD Ale serio, wiem że widziałam tę piżamę w sklepie, ale w sumie o niej zapomniałam. A tu proszę, taka niespodzianka.


Co roku w święta marudzę w związku z prezentami. W tym roku jedyne, na co mogę pomarudzić, to to, że... nie mam na co marudzić. xD Naprawdę, nie mam się do czego przyczepić. Na razie, bo trochę boję się, czy mi Światło, którego nie widać przypadnie do gustu, ale że sama wybierałam, to tymczasowo zawieszam krakanie na ten temat.


Nie wiem, czy to spodziewane, czy nie, ale już się wzięłam za Proces Norymberski. Wczoraj na Wigilii była cała najbliższa rodzina (ja + rodzice + rodzeństwo + rodzina brata - moja bratowa z bratankiem), to się widowiskowo odcięłam od wszystkiego i czytałam w kącie. A dziś w nocy poszłam spać o 3:00, bo byłam na Pasterce, a potem czytałam. Wstałam o 9:00 i nie byłam trupem, także luz. :)

A teraz mam dylemat, co robić - iść spać, czytać, oglądać film czy czytać. Mam czas, zastanowię się.

czwartek, 24 grudnia 2015

24 grudnia

A więc witam serdecznie w Wigilię!

Jestem dzieckiem szczęścia! Wczoraj znajoma podesłała mi linka do konkursu, w którym można było wygrać książkę Moi sąsiedzi nie żyją.
link do opisu książki: http://www.granice.pl/ksiazka,moi-sasiedzi-nie-zyja,3928102
link do konkursu: https://www.facebook.com/Sztukater/photos/a.108214415927920.16432.106611002754928/940398342709519/?type=3
Stwierdziłam, że wezmę sobie udział - chyba wiadomo dlaczego - i... wygrałam! Taki tam prezent na święta.
Ivy, jeśli to czytasz - jeszcze raz dziękuję. :) Sprawiłaś mi fajną niespodziankę. :)


Dobra, w sumie więcej nie będę was gnębić moją pisaniną, bo są święta, pewnie wszyscy zabiegani - ja zresztą też. :D Przyszedł więc czas na moje życzenia.
Nie będę pisać nic skomplikowanego, bo by mi odwaliło, więc po prostu:
Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku*! :)

Inne życzenia możecie sobie ode mnie sami dopowiedzieć. :D





Od czterech lat chciałam zrobić takie zdjęcie! Nie pytajcie. :D


*Na Nowy Rok będę wam jeszcze czegoś życzyć, ale dzisiaj już naprawdę nie mam inwencji, a takie życzenia dobrze brzmią. :)

środa, 23 grudnia 2015

23 grudnia

Wczoraj napisałam, że ZACZNIEMY od tego, co od dawna planowałam. Chciałam zrobić krótką notkę o Czikatile, wstawić plakat i napisać kilka słów o tym, co się wczoraj działo, ale jak się na koniec rozryczałam, to już nie byłam w stanie.
Ale dzisiaj postaram się wszystko nadrobić!


Wczoraj byłam oczywiście na wigilii klasowej. Dostałam prezent, który poniekąd sama sobie wybrałam - koleżanka mnie spytała, co chcę dostać, bo sama nie ma pomysłu. Podpowiedziałam jej więc kalendarz książkowy. Wybrała taki, bardzo ładny wzór:


Zdjęcie trochę niewyraźne, ale nie chciało mi się robić drugiego, a myślę, że generalnie to widać wszystko.
Jakby co to dajcie znać w komentarzach, w razie czego wymienię. xD


A tu pozwalam sobie wstawić klasową choinkę, bo jest ładna. :)

Również wczoraj dostałam lampki do przyczepienia na okno. Miałam takie marzenie od paru lat i w końcu się spełniło!
Oto ogólny efekt:






A tak wygląda pojedyncza lampka:



A dzisiaj w sumie nic nie robię. xD Z domowych rzeczy kroiłam migdały i mieliłam mak do ciasta, a tak to siedzę u siebie w pokoju i piszę rozdział na drugiego bloga, który chcę dziś opublikować. Później chyba będę jeszcze ubierać choinkę, a jutro szykuje się lepienie uszek. No i chcę do jutra skończyć czytać dwie książki, żeby w końcu mieć mniej zaległości, i jeszcze obejrzę sobie film, ale to w nocy. :)
Dobija mnie fakt, że w przyszłym tygodniu już będzie mniej kolorowo, bo będę musiała już bardziej skupić się na szkole. Mam do przeczytania dwie lektury: Pana Tadeusza - rozważam obejrzenie filmu, bo ponoć dobry, a wystarczy mi, że będę wiedzieć, o co chodzi - i Lalkę, na której czytanie w sumie się cieszę, bo to "regularna" powieść, a nie jakaś twórczość wierszowana. Rzygam dramatami powoli.
Dobra, "Nie-Boska komedia" nie do końca była wierszowana, ale to dalej dramat.
No ale na razie robię sobie parę dni typowego wolnego od szkoły, bo święta.

A jutro już Wigilia! Powinnam odezwać się jakoś do południa i to raczej tak tylko z życzeniami. O wydarzeniach, prezentach i tego typu sprawach opowiem w pierwszy dzień świąt. :)

wtorek, 22 grudnia 2015

22 grudnia

Okey, zacznijmy od tego, co na dzisiejszy dzień planowałam od bardzo dawna. Miałam co prawda problem z formą, ale po całym dniu powinnam stworzyć coś mądrego.



37 lat temu, 22 grudnia 1978 roku, w niewielkiej miejscowości Szachty doszło do brutalnego morderstwa. 42-letni wówczas Andriej Czikatiło najpierw zgwałcił, a później zadźgał dziewięcioletnią Yelenę Zakotnovą. Ciała pozbył się, wrzucając je do rzeki.
Było to pierwsze z pięćdziesięciu kilku morderstw popełnionych przez najsłynniejszego rosyjskiego seryjnego mordercę, od zabójstwa Leny Z. aż do aresztowania Czikatiły 20 listopada 1990 roku.

O Andrieju Czikatile po raz pierwszy przeczytałam równe 4 lata temu, właśnie 22 grudnia. Miałam wtedy w zwyczaju przeglądanie stron na Wikipedii poświęconych konkretnym dniom, i tamtego zimowego dnia natrafiłam na informację o pierwszej zbrodni seryjnego zabójcy.
Co roku dwa dni przed Wigilią wspominam tamte wydarzenia. Jeden powód to ofiary, którym przez chwilę zadumy oddaję należny szacunek; wyżej wspominam liczbę pięćdziesięciu kilku, gdyż według różnych źródeł Rzeźnik z Rostowa mógł zabić nawet 56 osób, natomiast skazany został za 52 morderstwa. Drugi powód to sam morderca, któremu... współczuję? Nie wiem, nie umiem tu znaleźć dobrego słowa, jednak wspominam go dziś i przyznaję, że z pewnych przyczyn (szczegóły wyniesione z jego życiorysu) nie uważam go za zło wcielone. Trzeci powód to ja sama, a raczej przemiana, która zaszła we mnie przed czterema laty. Początkowo bagatelizowałam rozmiar zbrodni dokonanych przez tego człowieka, jednak z biegiem czasu zrozumiałam, że Andriej Czikatiło dał mi ważną lekcję. Jego historia była pierwszą historią przepełnioną okrucieństwem, jaką przyszło mi poznać. To dzięki niemu nauczyłam się, że świat nie kończy się z kłótnią z najlepszą przyjaciółką. Świat to także dni spływające krwią, tragedią, rozpaczą i złem.
Złem o wiele gorszym niż słowa, które wypowiadamy w gniewie.
Za słowa możemy próbować przepraszać. O słowach możemy próbować zapomnieć.
Ale te same słowa nie wrócą życia tamtym ludziom.
Pozostaje tylko pamięć o nich.


I tak obrazkiem na dziś jest plakat promujący film Obywatel X z 1995 roku - stworzony szybko, bo całość ujrzała światło dzienne już rok po egzekucji mordercy.



Nie będę tu używać osobnych słów do opisu tego filmu. To, co trzeba, powiedziałam wyżej. Film przedstawia historię śledztwa prowadzącego do schwytania Czikatiły. Powiem krótko - jeżeli nie odstraszają was takie klimaty, to obejrzyjcie Obywatela X, bo warto.


Leno! Byłaś wtedy małą dziewczynką. Miałaś o wiele mniej lat niż ja teraz - ba, nawet gdy o Tobie przeczytałam po raz pierwszy, byłam już starsza od Ciebie. Dziś byłabyś dorosłą kobietą. Nikt nie wróci życia Tobie ani osobom, które podzieliły Twój los. Jedyne, co mogę zrobić, to w rocznicę Twojej śmierci poświęcić Ci chwilę. Dostałam wielką szansę, jakiej Ty nie dostałaś - mogłam dorosnąć i poznać świat takim, jakim jest. Również dzięki Twojej śmierci.

Dziękuję Ci za uświadomienie mi, jakie mam szczęście. Mogę powiedzieć: mam 17 lat i wszystko ze mną w porządku.
Spoczywaj w pokoju, dziewczynko w czerwonym płaszczu.



(Nie chcielibyście mnie teraz widzieć. Nawet nie płaczę, ja beczę jak głupia i nie mogę się uspokoić.)

poniedziałek, 21 grudnia 2015

21 grudnia


A taki mam zaciesz z jednego filmiku, który właśnie znalazłam. :D
Pamiętacie notkę, w której pisałam, że byłam z koleżanką w kinie na dwóch filmach, i z tego drugiego (Piotruś. Wyprawa do Nibylandii) wstawiłam tu piosenkę? Obiecałam wtedy, że jak w Internecie pojawi się cała scena, to też ją tu pokażę.

No i... ZNALAZŁAM!
Cieszcie się teraz razem ze mną. ♥





Trzeba przyznać, że efekt jest genialny!


Wczoraj zastanawiałam się, czy by nie wrócić do dwóch moich opowiadań, ale się rozmyśliłam, jak pomyślałam, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, a ja do dwóch bym weszła po raz trzeci. (xD)
Ale pomysły w sumie miałam fajne.


Dobra, idę się umyć i spać. Jutro ostatni raz do szkoły!

niedziela, 20 grudnia 2015

20 grudnia


Zdjęcie robione dawno, ale na potrzeby Grudnia - oto kalendarz, jaki mam na przyszły rok. :) Kupiłam go już dawno, bo w kwietniu, kiedy brałam udział w projekcie Comenius (więcej o tym na moim starym blogu: http://story-of-my-lifes.blogspot.com/2015/05/projekt-comenius-belgia-czesc-1.html) i byłam w Belgii. W Brugii mi się najbardziej podobało, i jak tylko zobaczyłam ten kalendarz, to wiedziałam, że muszę go mieć!
I tak sobie czeka na powieszenie. Już niedługo! ♥


A teraz zgadnijcie, kto nie nauczył się niemieckiego - znowu! To nie moja wina, że jestem chora i tak mi się nie chce. ;_; I zamulałam sobie większość dnia przed komputerem. Też znowu.
Plus jest taki, że poszłam dziś do kościoła i się wyspowiadałam.
Miałam coś poczytać, ale mam fazę, że jak zaczynam coś czytać, to nie chce mi się kończyć. Chce mi się ostatnio za to wracać do książek, które czytałam już dawno, i sobie odświeżyć. W Wigilię mi się czasem do południa nudzi, to sobie przysiądę i się wezmę za coś. Za cokolwiek. Bo będę mieć czas.

Jeszcze dwa dni wstać do szkoły i wolne! ♥ Czy tylko ja nie mogę się tak bardzo doczekać?
Nie musicie odpowiadać, bo wiem, że bywa różnie i ja to szanuję.


Dobra, idę dalej pisać opowiadanie, ciągle mam fazę.

sobota, 19 grudnia 2015

19 grudnia


Dla mnie tam Boże Narodzenie zawsze zwycięża. ;) Za Wielkanocą jakoś średnio szaleję.


Dziś znowu nie napiszę nic konkretnego, bo jestem chora, cały dzień siedzę i smarkam. Miałam zrobić coś konkretnego do szkoły, bo coś tam chyba jeszcze mam z niemieckiego, ale skończyło się na tym, że skończyłam sobie grać w grę. :D No i napisałam trochę rozdziału na Życie jest podróżą - o dziwo jak jestem chora, to mam więcej weny.

Dobra, to idę dalej chorować (i tworzyć), a wy się trzymajcie. :)

piątek, 18 grudnia 2015

18 grudnia

Nauczyciel do klasy: Czasem nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu.
Ja do koleżanki: Lepiej jest być Hitlerem niż nadgorliwym.

True story. xD




Nawet kruki czy co to tam jest wiedzą, że trzeba nosić czapki w zimie! A jaki mają dobry gust! :D


Kurde, znowu nie mam nic do powiedzenia dzisiaj. xD Może napisałabym więcej, gdybym była fanką Gwiezdnych Wojen, to bym się ekscytowała premierą najnowszej części, ale że GW obejrzałam może wszystkie części, ale z raz i dosyć dawno i mnie nie porwało, to nie będę na to marnować pół notki, bo po co.


Dobra, kończę, bo serio, nic mądrego nie napiszę. Może jutro coś wymyślę.

czwartek, 17 grudnia 2015

17 grudnia

Tak, yhym, późno się wzięłam za pisanie, ale dzisiaj akurat byłam na koncercie charytatywnym w mojej szkole i nie miałam po południu czasu dla siebie. Jutro w szkole będę trupem, bo pewnie pójdę późno spać, ale trudno.


Okna w autobusach - sprawiają, że myślisz o życiu już od 1956 roku

Dzisiaj, kiedy wracałam ze szkoły, przypomniał mi się ten obrazek i stwierdziłam, że go użyję, bo kto bogatemu zabroni?

W sumie to najlepsze rozkminy o życiu mam właśnie w autobusach. Żadnej dziś nie przytoczę, bo nie bo mi nie przychodzi do głowy. xD
Jedyne, co mogę powiedzieć, to akurat nie rozkmina, ale jak jeżdżę jednym autobusem do/ze szkoły (mam do wyboru trzy i jeden jedzie inną trasą), to mijam taki dom, do którego jeden pokój jest jakby dobudowany, i ten pokój jest taki półokrągły i ma masę okien. To, jak mi się może nie cały dom, ale właśnie ten pokój podoba, to jest masakra! Im więcej razy go widzę, tym bardziej mam pragnienie, żeby mieć domek jednorodzinny, w którym jeden pokój - najlepiej moja sypialnia - będzie okrągły/półokrągły i będzie mieć dużo okien. O, i jeszcze przeszklony dach do tego! W jakiej pozycji bym nie leżała, mogłabym oglądać okolicę albo niebo, co bardzo lubię.
Mam trójkę architektów w rodzinie, jak się odpowiednio zakręcę za parę lat to może mi się spełni. :)


Jako że a) mamy Adwent i b) za tydzień Wigilia, czas poprowadzić jakąś świąteczną rozkminę.
Wszyscy dookoła mnie narzekają, że nie ma śniegu i raczej go nie będzie na święta - u mnie dawno nie padał i się nie zanosi. Co chcę powiedzieć, to to, że słyszę głosy, że ludzie przez ten brak śniegu nie czują atmosfery świąt. A ja wyjątkowo czuję - już od paru tygodni mam fazę i cieszę się Bożym Narodzeniem. Nie wiem, czy to kwestia tego, jak uwielbiam marudzić na cudze marudzenie, albo to po prostu takie podejście, ale czuję święta przez te wszystkie ozdoby dookoła. W szkole korytarze są obwieszone gwiazdkami i innymi rzeczami, w domu też już gromadzimy jakieś świeczki i inne rzeczy, a ja tylko chodzę i się cieszę. I też mi nie będzie przeszkadzało, jeśli nie będzie śniegu za tydzień, bo uważam, że ozdoby mi wystarczą.
Nie, to wcale nie jest subtelny hejt na osoby, które tego nie czują - i nie ironizuję! Tylko po prostu muszę wyrzucić z siebie to, jak bardzo czuję święta i jak bardzo się cieszę!


PS. Dziś na tym koncercie wokalistka, która występowała, "zniszczyła mi życie" zdaniem Bądźcie aniołami, bo to mi kogoś przypomniało i prawie się popłakałam (może kiedyś o tym opowiem więcej). Ale czuję, że dzisiaj zasnę, więc nie jest najgorzej.
PS2. Jeszcze tylko 3 razy wstanę do szkoły i będzie wolne!

środa, 16 grudnia 2015

16 grudnia


Ten obrazek jest stary jak świat. xD

Tak w sumie, to chciałabym pójść spać dzisiaj i wstać w piątek po południu. Szkoda, że tak się nie da.

Głowa mnie boli, nic więcej nie napiszę.

wtorek, 15 grudnia 2015

15 grudnia

Dobry wieczór!
Dzisiaj witam się z wami już nie jako Welcome Here In My World, tylko jako Georgia Raven Malone!
Błagam, nie pytajcie skąd taka nazwa, bo ja sama nie wiem. ;_; Nudziło mi się wczoraj na angielskim, to siedziałam i wymyślałam sobie nazwisko. xD

Podpowiem wam, że dzisiaj jest setna notka na tym blogu, także... czas na zmiany!
Z tej okazji nie ograniczymy się do jednego zdjęcia - będą aż trzy!


Zaczniemy od napisu z moim nowym nazwiskiem, który stworzyłam praktycznie zaraz po przyjściu ze szkoły, bo mi się zaczęło nudzić.


Co jak co, ale ten kruczek to mi wyszedł. :D


Od soboty jestem taka nabuzowana, że dziś nawrzeszczałam na koleżankę i to tak typowo.
Jedyny mój wniosek jest z tego taki, że nie umiem zniechęcać do siebie ludzi, bo chociaż - trochę celowo - chodzę po szkole i kręcę nosem już od wczoraj, to koleżanka normalnie ze mną rozmawia. I mnie to dodatkowo wpienia, bo liczyłam na odrobinę spokoju.
Jutro jeszcze nad tym popracuję.


Dzisiaj w jednej z sal znalazłam na tablicy taki napis:


"Anty Jude", czyli w wolnym tłumaczeniu "przeciwko Żydom". W sumie nie byłoby to aż tak zabawne, gdyby nie to, że to była sala z niemieckiego. xD Jak to zauważyłam, to się pod nosem śmiałam przez całe pięć minut, które były do końca lekcji.


A w domu - poza fazą na pisanie swojego nowego nicku i rysowanie kruków - dostałam fazy na sprzątanie. Najpierw wyczyściłam szufladę, w której nie sprzątałam od czasów późnej podstawówki/wczesnego gimnazjum, kiedy to w komplecie z nowym pokojem dostałam szafkę z szufladkami i do tej jednej zaczęłam gromadzić śmieci.


To na zdjęciu jest już po posprzątaniu! Mam za dużo zakładek i świętych obrazków. ;_; Wywaliłam tak na oko połowę - w tym część dobrych rzeczy, jeżeli nie wiedziałam, skąd właściwie pochodzą. Bo żeby było śmiesznie, używam na zmianę dwóch zakładek i różnych papierków, w tym biletów miesięcznych (widoczne także na zdjęciu - na pomarańczowo zamazałam nazwisko). Teraz może zacznę używać więcej takich typowo zakładkowych zakładek - skoro już poczyniłam pierwszy krok i wysprzątałam szufladę, w której je mam...
Potem robiłam przemeblowanie w książkach, żeby w tej czarnej szafce, co ją mam za plecami, mieć całą półkę na książki historyczne, w tym te, które dostanę na święta. Tak, dziwna jestem, ale chcę mieć na to osobną półkę. :)


A teraz idę się (w końcu) spakować na jutro do szkoły. Miałam mieć to z głowy o 17:00, ale zaczęłam sprzątać. :D

poniedziałek, 14 grudnia 2015

14 grudnia

Dobry wieczór!

Dzisiaj na historii rozmawialiśmy o prezentach na Boże Narodzenie. I to generalnie nie jest ważne, ale stwierdziłam, że dzisiaj mogę wstawić to zdjęcie:

Tak, yhym, z Tumblra.

Chcę takie kapcie! Kupi mi ktoś? :)


Miałam się pouczyć na test z geografii i z wiedzy o prawie, a zamiast tego znowu zamulałam całe popołudnie przed kompem i śpiewałam o obozach koncentracyjnych. Pomijając już to, że:
a) korzystając z Internetu zrobiłam zadanie domowe na polski
b) tego popołudnia już znowu tak dużo nie miałam, bo byłam w domu 16:30, swoimi sprawami zaczęłam zajmować się tak około 17:00.
Ach, te 9 lekcji w poniedziałki...



Zastanawiałam się dziś w szkole, czy przypadkiem Welcome Here In My World jako nazwa osoby blogującej nie jest zbyt długa i głupio brzmiąca. Niby to ustawiłam ze względu na Tumblra, ale co zaszkodzi zmienić to tutaj. Pomyślałam, że może mogłabym wymyślić sobie jakieś imię i nazwisko, którego bym używała?
Nawet już mam pomysł - chciałabym się w Internecie nazywać Georgia Raven Malone, w skrócie Georgia R. Malone albo G. R. Malone. Podoba się?
Problem jest taki, że prawie wszędzie jestem zalogowana jako WHIMW (gdzieniegdzie nawet jeszcze jako ThingsInsideOfMe), a nie chce mi się tego zmieniać, zmieniłabym to tylko tutaj i ewentualnie na Wattpadzie, bo w sumie tylko to konto jest takie nierozłączne z blogowym - resztę olewam albo nie ma ono zbyt wielkiego związku z tym, co robię tutaj. No i przechrzciłabym fanpage na Facebooku.
Co sądzicie? :)

niedziela, 13 grudnia 2015

13 grudnia

Witam!
Dzisiaj będą dwie piosenki, ale jak zwykle zaczniemy od zdjęcia.





Wykonane nocą w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu (nie moje, z Tumblra :P). Będzie się trochę wiązało z jedną z piosenek, ale o tym za chwilę.
Albo dobra, zacznę właśnie od tej.



Obozy koncentracyjne! Kominy krematoryjne!


Jakiś czas słuchałam tej piosenki, jak byłam młodsza - z tego co pamiętam, brat mi ją kiedyś włączył i sobie czasem leciała. Wpadła mi w ucho! Widzicie, jaką degeneratką już wtedy byłam?
Żartuję, wtedy nie ogarniałam tekstu ani nawet nie wiedziałam, co to obóz koncentracyjny. Miałam chyba z 6-7 lat, a wiedzę tę nabyłam, będąc w gimnazjum.
Piosenkę tę przypomniałam sobie dzisiaj - w sumie bez powodu - i stała się moim hymnem.
Tak, przez te obozy.
Zdjęcie dałam, bo generalnie "uosobieniem" obozu koncentracyjnego jest dla mnie Auschwitz, bo tam byłam na wycieczce - wszyscy wiemy, co to zmieniło w moim życiu - i mi się ta piosenka z tym kojarzy.


Przejdźmy do drugiej piosenki na dziś.



Wczoraj słuchałam francuskiej wersji tej piosenki, którą znalazłam przypadkiem (nie pytajcie jakim, to dłuższa historia) parę lat temu, i stwierdziłam, że ogarnę sobie angielską, bo wiedziałam, że jest, ale nigdy nie przesłuchałam.
No to sobie przesłuchałam... i wsłuchałam się w tekst... i nie mam pojęcia dlaczego - może przez to, w jakim generalnie stanie byłam wczoraj - skojarzyła mi się z Andersem. I teraz za każdym razem, jak jej słucham, to serce jeszcze bardziej mi się łamie. ;_;


Dobra, więc może zmienię temat.
Dzisiaj w nocy nie spałam do drugiej, bo najpierw oglądałam film i skończyłam o pierwszej, a potem dopisałam parę zdań do opowiadania. Komputer odstawiłam o 01:30 (około). 10 minut wyganiałam kota z pokoju, bo nie umiem spać, jak siedzi u mnie na krześle i się myje (bo to robi głośno). Skończyło się na tym, że zarył raz głową w drzwi. xD I zasnęłam pewnie koło tej 02:00. Żeby było śmiesznie, obudziłam się trochę przed 09:00, czyli jak zwykle w weekendy, i byłam wyspana - nie mam pojęcia, jakim cudem.
Będę jeszcze testować granice swojej wytrzymałości, ale to może w święta/ferie, bo wtedy jest więcej czasu i nie trzeba dwa dni później wstawać o 06:30...

sobota, 12 grudnia 2015

12 grudnia



To, że wstawiłam dziś tu to zdjęcie, może oznaczać tylko jedną rzecz.
Dobra, niech będzie, że dwie.
Skończyłam czytać Jednego z nas.
I znowu mi odwaliło na jego punkcie. Nevermind.

Boże, z kaca po tej książce będę się leczyć chyba przez dwa miesiące. To wszystko tak łamie serce...! I jeszcze jak się pomyśli, że to na faktach...!
Jeden z nas przedstawia tyle szczegółów z życia niektórych z ofiar, że to aż poraża; i że to byli często tacy młodzi ludzie...


Kurde, kogo ja próbowałam oszukać poprzednim zdaniem? No nie czarujmy się, przecież od początku wiadomo, o kogo tu chodzi.
O niego. O Andersa Breivika.
Czy mówiłam już, że był jedną z moich największych gimbazjalnych miłości? No pewnie, że mówiłam! W końcu 22 lipca mamy za sobą.
No i dzisiaj poczułam się tak, jakbym w sferze uczuciowej powróciła do gimnazjum.
Znowu ogarnia mnie to niewypowiedziane wrażenie duchowego połączenia z nim, młodzieńcze rozczarowanie światem, które musiało towarzyszyć zarówno jemu, jak i reszcie Norwegii w najtrudniejszych dniach, no i przekonanie, że te jego niebieskie oczy będą mnie prześladować całymi dniami.

A ostatnie dwa zdania z książki to już w ogóle mi złamały serce.


Jednym fragmentem rzeczywistego świata, jaki widział, były czubki drzew rosnących wokół więzienia.
I białe ściany.

BIAŁE ŚCIANY

Co takiego przejmującego jest w białych ścianach, że to hasło odbija mi się echem w głowie, przed oczami mam tę biel, tę przejmującą biel, a w sercu żałość, smutek i pustkę jednocześnie?

Ludzie, ja tu płaczę, moje życie się kończy. Chyba że da się jakiś czas przeżyć z sercem rozszarpanym na małe kawałeczki.


Przez moment się zastanawiałam, czy przypadkiem nie zidiociałam, przy okazji cofając się w rozwoju (do wspomnianej wyżej mentalności gimnazjalistki), ale potem sobie przypomniałam, że w sumie nadal zdarza mi się tak przesadnie reagować. Breivik przynajmniej jeszcze żyje, w przeciwieństwie do Heydricha, Mengelego, Hessa i tak dalej - przynajmniej na jakiś czas pozbyłam się tego dziwnego wrażenia, że jestem nekrofilem mam zadatki na nekrofila. (xD)



Wybaczcie mi tę notkę (jeżeli ktoś jest urażony albo ogólnie uważa, że jest dziwna), ale miałam się podzielić swoimi uczuciami po przeczytaniu Jednego z nas, to się podzieliłam. Musiałam się wygadać.

piątek, 11 grudnia 2015

11 grudnia

Jako że nie mam pomysłu na posta, to zaleję was "śnieżnymi inspiracjami", czyli wrzucę tu trochę zdjęć (z różnych źródeł), które mi się podobają, a dotyczą takiej zimowej pogody, bo tęsknię za śniegiem.
Czyli dzisiaj notka, która wymaga mało i ode mnie, i od was.













Tego ostatniego zdjęcia to ja się w sumie nie spodziewałam tutaj xD Ale przeglądałam folder z Tumblra - wszyscy wiemy, jakie zdjęcia tam przeważają - i na nie trafiłam. No i stwierdziłam, że jak jest śnieg, to co mi tam! :)

Dobranoc!

czwartek, 10 grudnia 2015

10 grudnia


Dzisiaj witam was trochę nietypowo, bo zdjęciem Kennetha Branagha, brytyjskiego aktora, który obchodzi dzisiaj 55. urodziny!
Wiem, bo w gimnazjum miałam fazę na brytyjskie kino. Nie pytajcie o szczegóły, błagam.

Generalnie jest tak, że Branagha kiedyś nienawidziłam, potem wielbiłam, a teraz generalnie sobie go cenię, chociaż od niecałego pół roku dostaję ataku śmiechu na samą wzmiankę o nim, bo się dowiedziałam, że w filmie Ostateczne rozwiązanie zagrał Reinharda Heydricha, do którego jest tak podobny, jak ja do Natalie Portman. Czyli wcale.
Oh, wait, ja się przynajmniej urodziłam w tym samym dniu roku co Natalie. xD
Filmu nie widziałam, bo stwierdziłam, że nie chcę sobie ani mojego wyobrażenia o Heydrichu, ani mojej opinii o Branaghu niszczyć jeszcze bardziej.
Tak jeszcze a propos ataków śmiechu: na ostatnich Igrzyskach Śmierci wybuchnęłam chichotem, kiedy na ekranie pojawił się Caesar Flickerman, grany przez Stanley'a Tucci, który w wyżej wspomnianym filmie zagrał Eichmanna. Muszę przyznać, że są bardziej do siebie podobni niż Heydrich i Branagh, ale i tak cisnę z tego bekę od paru miesięcy.
xDD


Dzisiaj właściwie nawrzeszczałam na koleżankę, bo dała mi do ułożenia jakąś układankę, a potem mi podpowiadała, czego bardzo nie lubię. A jak ją rozkładałam (w sensie układankę xD), żeby zacząć od nowa na spokojnie, i mi zwróciła uwagę, że przecież dobrze zaczęłam, to jej dowaliłam, że mam takie schorzenie psychiczne, że jak ktoś mi przerywa, to muszę zacząć od nowa, bo inaczej nie umiem.
Nie mam pojęcia, ile jest przesady w tym schorzeniu psychicznym, ale rzeczywiście tak mam, że jak coś robię, to nikt nie może mi przerywać. A jak wchodzę na Wikipedię i czytam o jakichś problemach psychicznych, to mi się czasami wydaje, że wszystko do mnie pasuje.
Także tego.

A propos szperania na Wiki w dziale z psychologią - to wina czytania Jednego z nas. Nie polecam.
Wbijania na Wiki w ten dział oczywiście, bo książka jest spoko.



Powinnam dziś przeczytać Pana Tadeusza Księgę I "Gospodarstwo", ale zamiast tego zamulam przed kompem, znowu. Niby zaczęłam, ale odpadłam w połowie drugiej strony. Jak już trafię do pisarskiego nieba (albo piekła, w sumie mi wszystko jedno), to Mickiewiczowi zasadzę kopa na ryj za gnębienie uczniów. Słowacki i inni dostaną rykoszetem.
Nie no, żartuję. Ale jak muszę czytać lektury, to się we mnie gotuje. Serio. Nie moglibyśmy zamiast tego przeczytać Jednego z nas w ramach rozszerzenia z wosu czy coś? Przecież ja z tej książki wyniosę więcej niż z wszystkich dramatów romantycznych razem wziętych. >.<



PS. Dobijemy do końca roku do 4000 wyświetleń? *wink wink*

środa, 9 grudnia 2015

9 grudnia


Dziś mamy 9 grudnia, czyli zostało mi pół roku do osiemnastych urodzin!
Zostało mi też pół roku, żeby zapodać coś związanego z byciem siedemnastolatką, więc proszę bardzo:




Znalazłam to milion lat temu na Kwejku, ale dopiero teraz zebrałam się, żeby to gdziekolwiek wrzucić i odnieść to do siebie.
O tym, co sądzę o nastolatkach w ciąży, powiem tak paroma zdaniami, mówiąc ciągle w stosunku do siebie. Mianowicie: nie wyobrażam sobie, żebym miała być w ciąży w ciągu ostatnich trzech-czterech lat oraz w ciągu kolejnych, powiedzmy, pięciu. No po prostu nie! Coś pomiędzy załamką a śmiechem ogarnia mnie, kiedy myślę o dziewczynach, które w gimnazjum były w ciąży. W sumie już swoją drogą, że ciąża, bo to już nie jest do końca zależne od nas, ale co czują takie dziewczyny, które w wieku szesnastu, piętnastu czy nawet dwunastu lat tracą dziewictwo?

Pozostawię to pytanie w powietrzu i opowiem jeszcze anegdotę z lekcji geografii z gimnazjum, kiedy nauczyciel nam powiedział, żebyśmy mieli dużo dzieci, bo będzie w Polsce dodatni przyrost naturalny i w ogóle będzie lepiej, na co koleżanka mu powiedziała: Pan nam takie rzeczy opowiada, a potem dzieci rodzą dzieci!
Nikogo nie oceniam (żeby nie było), ale to była dobra lekcja. xD



Muszę już powoli iść spać, więc podsumuję krótko:
Mam 17 lat i nie jestem w ciąży - i jestem z tego dumna!

wtorek, 8 grudnia 2015

8 grudnia

KLAPS!

Dawno chciałam zacząć takim wrzaskiem mówienie do kogoś, ale że nie mam kanału na YouTube (to znaczy mam, ale głównie do łapkowania filmików ludzi, którym chce się tworzyć), a głupio mi tak ryczeć do znajomych, to sobie napisałam drukowanymi literami.
Dałam dzienny popis swojej głupoty, przejdźmy do meritum posta.




Nie, to wcale nie jest tak, że ten gif sam w sobie mi się podoba. (Chociaż się podoba).
Chodzi o to, że to nagranie z jakiejś kwesty na rzecz najbiedniejszych, którą czołowi naziści prowadzili przez parę lat tuż przed Bożym Narodzeniem. I nie do końca wiem czemu, ale kojarzy mi się to z polską Szlachetną Paczką. xD I tak wstawiam to dzisiaj, bo jutro zanoszę rzeczy do szkoły na Szlachetną Paczkę. Widzicie, jakim dobrym człowiekiem jestem? Jaka poukładana jestem i jakie mam ciepłe serduszko?


Za równe dwa tygle o tej porze będę już miała wolne! Bo za dwa tygodnie 22 grudnia, czyli dzień wigilii klasowych i ostatni dzień w szkole przed świętami. Nie mogę się doczekać! Znowu będą te szalone noce przed kompem. xD
Zauważyłam kiedyś taki paradoks, że do późnych godzin nocnych wytrzymuję, kiedy nie muszę, a jak muszę, to najchętniej o 21:00 już bym spała. Chociażby taka Wigilia - jak chcę iść na Pasterkę, to o 21-22 chodzę po ścianach, bo chcę mi się spać. Tak samo w Sylwestra - oczy mi się same zamykają, ale co, ja nie wytrzymam? A jak mam wakacje czy nawet głupi weekend, to do pierwszej przesiaduję bez problemu. Wyjaśni mi ktoś, od czego to tak właściwie zależy? 



Nie rozumiem też jednej rzeczy: dlaczego jak już uważam, że jakiś facet jest przystojny, to albo jest dla mnie za stary (jeśli w ogóle jeszcze żyje xD), albo jest gejem?!

Dzisiaj mam takie dziwne myśli, wybaczcie. Ale tak już jest no ;_;


Chyba muszę już iść spać. Bo znowu nie będę umiała wstać jutro. xD Przeklinam chodzenie do szkoły na 8:00.
Dobranoc!

poniedziałek, 7 grudnia 2015

7 grudnia

Wahałam się chwilę nad tytułem tego posta, a potem się zorientowałam, że przecież używam dat. xD

Poniższe zdjęcie początkowo chciałam dodać wczoraj, czyli 6 grudnia, ale że dałam zdjęcie książek, to się rypło. Ale kto mi zabroni dać dzisiaj!




Zdjęcie robione było jeszcze w zeszłym roku i miało pójść na profilowe na starym fanpejdżu. Ostatecznie zrezygnowałam, ale zaplątało się gdzieś w czeluściach mojego komputera i przypomniałam sobie o nim przy zbieraniu materiałów do Grudnia.


Uczucie, kiedy na polskim nauczycielka prosi cię o przypilnowanie kolegi, który nie do końca radzi sobie z jedną lekturą, a tobie się zdaje, że sama nie rozumiesz - bezcenne. xD (Psst - chodzi o "Nie-Boską Komedię" Krasińskiego. Błagam, skończmy już ten romantyzm!)

Powiem wam coś jeszcze. Pamiętacie, jak wspominałam kiedyś o teście ze starożytnego Rzymu? Otóż pan dziś podawał oceny i dostałam dwójkę. Osobiście jestem z siebie bardzo dumna, bo to nie jedynka. Poza tym oficjalnie mam na zawsze i na wieczność święty spokój ze starożytnością! Chyba że w końcu bym poszła na studia historyczne, ale ostatnio się rozmyśliłam.
A potem w Jednym z Dziesięciu pytali, czy Hermann Göring był sądzony w Norymberdze, i kiedy głośno i radośnie wypowiedziałam twierdzącą (a więc poprawną) odpowiedź, otrzymałam od mojej mamy - która wie o dwójce, mówię w domu takie rzeczy - mniej więcej taki komentarz: No, a takie rzeczy to umiesz!
Nie żeby coś, ale to od ładnych kilkunastu miesięcy (liczę od wycieczki do Oświęcimia) sens mojej egzystencji. W sumie tylko po to chodzę na rozszerzenie z historii, żeby w przyszłym roku się uczyć o Trzeciej Rzeszy. xD Nie mówiłam już tego kiedyś?

Mama mi mówi, że w takim układzie powinnam zrezygnować z któregoś rozszerzenia, ale nie mogę, bo moje rozszerzenia składają się z celów. Jeden już zaliczyłam (nauczyciel wosu wspominał kiedyś o Breiviku na lekcji), teraz mam pragnienie uczyć się o nazistach. I ja wytrzymam, zobaczycie.
A z geografii nie zrezygnuję, bo nie chcę chodzić na przyrodę, bo na przyrodzie jest fizyka, moje przekleństwo. No dobra, jedno z kilku.


Idę spać, jutro mam na 8:00 do szkoły. -.-

niedziela, 6 grudnia 2015

6 grudnia

Cześć i czołem, kluski z rosołem!
Jak wam mijają Mikołajki? Jak zdrowie, jak humor? (Nie musicie odpowiadać, jeśli nie chcecie, spoko ;)).

Zgodnie z obietnicą, niniejszym chwalę się książkami, które sobie kupiłam w środę, a dzisiaj dostałam na stałe.


Asne Seierstad - Jeden z nas. Opowieść o Norwegii, czyli w najkrótszym skrócie książka o 22 lipca 2011: zamachu w Oslo, masakrze na wyspie Utoya i te sprawy. Dlatego jako podpowiedź dałam reportaż i skojarzenia z lipcem.
Zoe Sugg - Girl Online, czyli książka dla młodzieży i o blogowaniu: według opisu główna bohaterka prowadzi bloga o swoim codziennym życiu i takie tam.

W sumie Twoje skojarzenie, Cleo, z książką Fangirl, było słuszne - zapomniałam o szerokim pojęciu słowa "blogowanie" (a przecież sama piszę opowiadania, nawet mam kilka fanfików na swoim koncie!). No i myślę o kupnie Fangirl, ale na Girl Online padło wcześniej. ;)

Ale to wszystko nie jest ważne - ważne, że teraz wszyscy wszystko wiedzą. :D
Niniejszym zadaję sobie zadanie do wykonania: przeczytać do świąt wszystkie książki, jakie zaczęłam (w liczbie pięciu) + te z Mikołaja, żeby nie zalegać przynajmniej z takimi, co to dawno je miałam skończyć. No i te dwie BARDZO chcę przeczytać. Mam trochę ponad dwa tygle, powinnam zdążyć.

sobota, 5 grudnia 2015

5 grudnia


Zdjęcie na dziś wybrałam na spontanie, bo byłam w kinie na "Kosogłosie cz. 2".

Ta scena mi się chyba najbardziej podobała. W ogóle Johanna wymiata. I Jena Malone (aktorka) też. Wspominałam kiedyś, że jest moją ulubioną?

No i płakałam. Niby dwa razy, ale nad jedną rzeczą. .|||.


To tyle na dziś, bo nic mądrego nie napiszę. Idę dokończyć rozdział na Życie jest podróżą.

piątek, 4 grudnia 2015

4 grudnia


Dzisiejsze zdjęcie wam niczego nie powie, dlatego już przechodzę do tematu.

Grać w gry zaczęłam tak naprawdę bardzo dawno, nawet nie pamiętam kiedy. Głównie w Simsy albo w krótkie, różnego rodzaju gry dostępne online. Ponad trzy lata temu, w sierpniu 2012, zaczęłam pobierać sobie na komputer gry typu hidden objects (ukryte obiekty), które przez większość swojego trwania opierają się na szukaniu obiektów z listy w pewnych miejscach, co otoczone jest mniejszą lub większą fabułą.

Zaczęło się od kanonicznej szesnastki:
  1. Youda Legend - The Curse of the Amsterdam Diamond
  2. Mystery in London: On the trial of Jack the Ripper
  3. Mystic Diary - Lost Brother
  4. Suburban Mysteries - The Labirynth of the Past
  5. Notre Dame - Secrets of Paris
  6. Rasputin's Curse
  7. Hallowed Legends - Templar
  8. Great Secrets - Da Vinci
  9. Hidden Mysteries - Buckinghm Palace
  10. Rome - The Curse of the Necklace
  11. It's All About Masks
  12. The Hidden Prophecies of Nostradamus
  13. Mystery Novel
  14. Real Crimes - Jack the Ripper
  15. Columbus - Ghost of the Mystery Stone
  16. Midnight Mysteries - The Edgar Allan Poe Conspiracy
Trzy są przekreślone, bo musiałam je wywalić: dwie, bo przestały mi działać na nowym komputerze, i jedną, bo mi się znudziła. Po rocznej przerwie w ostatnim czasie znowu mi się zachciało grać i mnie wciągnęło.
Zdjęcie wzięłam z plików ostatniej skreślonej gry, czyli Mystery Novel, którą na nowym laptopie (zmieniany w zeszłym roku) jeszcze nie włączałam i niby działa, ale nie za dobrze. To ją olałam.
Ale mam ściągniętych siedem dodatkowych gier (spoza Kanonicznej), także spoko.


Nie będę się rozpisywać - opisywać wam fabuł albo jak bardzo fajnie się w nie gra - jak na poprzednim blogu napisałam recenzję jednej gry na dwie strony, to mnie wszyscy olali, i dalej jestem wkurzona, że nikt nie docenia mojej pracy wtedy, kiedy najbardziej mi zależy, bo to była jedna z niewielu recenzji, z których najbardziej byłam zadowolona.
Ale wracając do tematu, powiem tylko, że mam z tego dużą frajdę - tak po prostu, i przy okazji uczę się przy tym angielskiego, bo nie ma polskich wersji. No.

I to tyle.