wtorek, 22 grudnia 2015

22 grudnia

Okey, zacznijmy od tego, co na dzisiejszy dzień planowałam od bardzo dawna. Miałam co prawda problem z formą, ale po całym dniu powinnam stworzyć coś mądrego.



37 lat temu, 22 grudnia 1978 roku, w niewielkiej miejscowości Szachty doszło do brutalnego morderstwa. 42-letni wówczas Andriej Czikatiło najpierw zgwałcił, a później zadźgał dziewięcioletnią Yelenę Zakotnovą. Ciała pozbył się, wrzucając je do rzeki.
Było to pierwsze z pięćdziesięciu kilku morderstw popełnionych przez najsłynniejszego rosyjskiego seryjnego mordercę, od zabójstwa Leny Z. aż do aresztowania Czikatiły 20 listopada 1990 roku.

O Andrieju Czikatile po raz pierwszy przeczytałam równe 4 lata temu, właśnie 22 grudnia. Miałam wtedy w zwyczaju przeglądanie stron na Wikipedii poświęconych konkretnym dniom, i tamtego zimowego dnia natrafiłam na informację o pierwszej zbrodni seryjnego zabójcy.
Co roku dwa dni przed Wigilią wspominam tamte wydarzenia. Jeden powód to ofiary, którym przez chwilę zadumy oddaję należny szacunek; wyżej wspominam liczbę pięćdziesięciu kilku, gdyż według różnych źródeł Rzeźnik z Rostowa mógł zabić nawet 56 osób, natomiast skazany został za 52 morderstwa. Drugi powód to sam morderca, któremu... współczuję? Nie wiem, nie umiem tu znaleźć dobrego słowa, jednak wspominam go dziś i przyznaję, że z pewnych przyczyn (szczegóły wyniesione z jego życiorysu) nie uważam go za zło wcielone. Trzeci powód to ja sama, a raczej przemiana, która zaszła we mnie przed czterema laty. Początkowo bagatelizowałam rozmiar zbrodni dokonanych przez tego człowieka, jednak z biegiem czasu zrozumiałam, że Andriej Czikatiło dał mi ważną lekcję. Jego historia była pierwszą historią przepełnioną okrucieństwem, jaką przyszło mi poznać. To dzięki niemu nauczyłam się, że świat nie kończy się z kłótnią z najlepszą przyjaciółką. Świat to także dni spływające krwią, tragedią, rozpaczą i złem.
Złem o wiele gorszym niż słowa, które wypowiadamy w gniewie.
Za słowa możemy próbować przepraszać. O słowach możemy próbować zapomnieć.
Ale te same słowa nie wrócą życia tamtym ludziom.
Pozostaje tylko pamięć o nich.


I tak obrazkiem na dziś jest plakat promujący film Obywatel X z 1995 roku - stworzony szybko, bo całość ujrzała światło dzienne już rok po egzekucji mordercy.



Nie będę tu używać osobnych słów do opisu tego filmu. To, co trzeba, powiedziałam wyżej. Film przedstawia historię śledztwa prowadzącego do schwytania Czikatiły. Powiem krótko - jeżeli nie odstraszają was takie klimaty, to obejrzyjcie Obywatela X, bo warto.


Leno! Byłaś wtedy małą dziewczynką. Miałaś o wiele mniej lat niż ja teraz - ba, nawet gdy o Tobie przeczytałam po raz pierwszy, byłam już starsza od Ciebie. Dziś byłabyś dorosłą kobietą. Nikt nie wróci życia Tobie ani osobom, które podzieliły Twój los. Jedyne, co mogę zrobić, to w rocznicę Twojej śmierci poświęcić Ci chwilę. Dostałam wielką szansę, jakiej Ty nie dostałaś - mogłam dorosnąć i poznać świat takim, jakim jest. Również dzięki Twojej śmierci.

Dziękuję Ci za uświadomienie mi, jakie mam szczęście. Mogę powiedzieć: mam 17 lat i wszystko ze mną w porządku.
Spoczywaj w pokoju, dziewczynko w czerwonym płaszczu.



(Nie chcielibyście mnie teraz widzieć. Nawet nie płaczę, ja beczę jak głupia i nie mogę się uspokoić.)

6 komentarzy:

  1. Aż mnie nostalgia dopadła.
    Pozornie normalny człowiek kryje w sobie bestię, której nic i nikt nie jest w stanie ujarzmić.
    Okropna tragedia. Dobrze, że wspominasz takie rzeczy, że uświadamiasz innych.
    Świat to nie tylko drobne sprzeczki. To może wylanej bezsensownie krwi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za tę nostalgię, jeżeli to problem, ale musiałam dziś o tym napisać.
      Chciałam tu dodać jakieś mądre zdanie o tym, dlaczego uświadamiam innych, ale nie potrafię. Po prostu uważam, że czasem warto wiedzieć.

      Usuń
    2. Nie przepraszaj za wywołanie nostalgii, dobrze że się u mnie dzisiaj pojawiła.

      Usuń
    3. Przeprosiłam, bo nie wiedziałam, jak tę nostalgię traktujesz. Ja chwilowo mam uczucie, że sobie popsułam święta, więc... Mam nadzieję, że jutro mi się poprawi.

      Usuń
  2. O kurcze w święta jakoś pominęłam ten wpis! Dopiero dziś do niego dotarłam dzięki twojemu najnowszemu wpisowi... rety... straszna ta historia aż się zdołowałam....

    OdpowiedzUsuń