piątek, 4 grudnia 2015

4 grudnia


Dzisiejsze zdjęcie wam niczego nie powie, dlatego już przechodzę do tematu.

Grać w gry zaczęłam tak naprawdę bardzo dawno, nawet nie pamiętam kiedy. Głównie w Simsy albo w krótkie, różnego rodzaju gry dostępne online. Ponad trzy lata temu, w sierpniu 2012, zaczęłam pobierać sobie na komputer gry typu hidden objects (ukryte obiekty), które przez większość swojego trwania opierają się na szukaniu obiektów z listy w pewnych miejscach, co otoczone jest mniejszą lub większą fabułą.

Zaczęło się od kanonicznej szesnastki:
  1. Youda Legend - The Curse of the Amsterdam Diamond
  2. Mystery in London: On the trial of Jack the Ripper
  3. Mystic Diary - Lost Brother
  4. Suburban Mysteries - The Labirynth of the Past
  5. Notre Dame - Secrets of Paris
  6. Rasputin's Curse
  7. Hallowed Legends - Templar
  8. Great Secrets - Da Vinci
  9. Hidden Mysteries - Buckinghm Palace
  10. Rome - The Curse of the Necklace
  11. It's All About Masks
  12. The Hidden Prophecies of Nostradamus
  13. Mystery Novel
  14. Real Crimes - Jack the Ripper
  15. Columbus - Ghost of the Mystery Stone
  16. Midnight Mysteries - The Edgar Allan Poe Conspiracy
Trzy są przekreślone, bo musiałam je wywalić: dwie, bo przestały mi działać na nowym komputerze, i jedną, bo mi się znudziła. Po rocznej przerwie w ostatnim czasie znowu mi się zachciało grać i mnie wciągnęło.
Zdjęcie wzięłam z plików ostatniej skreślonej gry, czyli Mystery Novel, którą na nowym laptopie (zmieniany w zeszłym roku) jeszcze nie włączałam i niby działa, ale nie za dobrze. To ją olałam.
Ale mam ściągniętych siedem dodatkowych gier (spoza Kanonicznej), także spoko.


Nie będę się rozpisywać - opisywać wam fabuł albo jak bardzo fajnie się w nie gra - jak na poprzednim blogu napisałam recenzję jednej gry na dwie strony, to mnie wszyscy olali, i dalej jestem wkurzona, że nikt nie docenia mojej pracy wtedy, kiedy najbardziej mi zależy, bo to była jedna z niewielu recenzji, z których najbardziej byłam zadowolona.
Ale wracając do tematu, powiem tylko, że mam z tego dużą frajdę - tak po prostu, i przy okazji uczę się przy tym angielskiego, bo nie ma polskich wersji. No.

I to tyle. 

4 komentarze:

  1. Dość spora lista. Pamiętam, że nie skomentowałam tamtej recenzji przez to, że nigdy nie byłam typem gracza, nawet w Simsy nie grałam tyle, co rówieśnicy. Jakoś nigdy mnie do tego nie ciągnęło.
    A obrazek mnie zaintrygował. Demon śmierci, huehuehue.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i tak jeszcze nie dopisałam tych siedmiu dodatkowych!
      Dla mnie bardziej intrygujący był w tej grze zmutowany szczur (może znajdę obrazek), ale to już co kto lubi. :P

      Usuń
  2. ja to w ogóle nie wiem o czym ty do mnie piszesz :P nie gram, zarobiona jestem :P hehehe

    OdpowiedzUsuń