sobota, 31 grudnia 2016

31 grudnia

Nadszedł czas pożegnania...


...pożegnania ze starym rokiem!
Ej, ja serio nie wiem, kiedy to zleciało. Niby czasem mi się dłużyło - zwłaszcza w połowie października, jak miałam fazę, że już bym sobie obejrzała Obywatela X, ale były jeszcze dwa miesiące - ale z drugiej strony tak szybkiego roku dawno nie miałam.


Dobra, pora podsumować kilka rzeczy.

Po pierwsze - jestem z siebie maksymalnie dumna, że wytrzymałam z 30 days challenge. Jak robiłam pierwsze podejście na poprzednim blogu, to poddałam się po jednym dniu, a tutaj jednak mi się udało. Brawo ja!

Po drugie - tym razem coś, co mnie trochę boli: w tym roku skończyłam czytać tylko 22 książki (w zeszłym roku były 33, dwa lata temu - 32; wszystkie trzy liczby mogą być trochę okłamane, bo nie wliczam wszystkich lektur szkolnych do tego). Ale w nadchodzącym roku będę mieć dłuższe wakacje, na które mimo to nie mam większych planów niż na te ostatnie (czyli pojadę gdzieś z rodzicami na kilka-kilkanaście dni i parę razy pojadę posnuć się po Kato, poza tym nic), a więc będę miała sporo czasu na wszystko.

Po trzecie - pora rozliczyć się ze swoimi postanowieniami.

A tak na serio to obiecam sobie dwie rzeczy:
1. Będę bardziej zorganizowana, jeśli chodzi o naukę, ale nie będę się przejmować szkołą, bo po co?
2. Wytrzymam na tym blogu oraz zakończę Życie jest podróżą jak Bóg przykazał, a nie usunę daleko przed końcem.
Drugiego na pewno dotrzymam, z pierwszym może być różnie, ale się postaram.

To cytat z pierwszej tegorocznej notki. Było tak, jak napisałam. Z pierwszym bywało różnie, ale drugiego dotrzymałam, bo chociaż ŻJP się jeszcze nie skończyło, to nie usunęłam i wiem, że nie usunę, tak jak moich pozostałych blogów. Na czymś trzeba zbierać doświadczenie. xD


A teraz najgorsze i najlepsze zarazem - rozliczanie się z całym rokiem (nie tylko postanowieniami) i robienie planów na kolejny.

Zacznę od postanowień, bo potem się rozgadam:
  • w tym roku schudnę i to tak poważnie
  • będę myśleć pozytywnie 
i w sumie to tyle. No, może chcę jeszcze zdać maturę i dostać się na studia, ale to trochę inna kwestia.
 O dziwo, chyba to jest pierwszy rok, w którym nie chcę, żeby już się kończył i nie myślę sobie, że chciałabym, żeby kolejny był lepszy. To znaczy chciałabym oczywiście, żeby był dobry, ale czasem to było takie "Moje życie nie ma sensu, chcę, żeby go nabrało w przyszłym roku", a teraz... teraz myślę sobie "Czy ten rok musi się kończyć? Tyle dobrego mnie spotkało...". No bo niby odeszły dwie moje bliskie osoby (kot + ktoś z rodziny), to mam dużo dobrych wspomnień, zrobiłam się pewniejsza siebie i takie tam jeszcze. Nawet nie umiem pokazać konkretnych rzeczy, może poza weselem siostry i przygodą z listem, ale jak sobie myślę tak całościowo, to mi się ciepło na serduszku robi.
Dobra, żeby się nie rozgadać. Życzę sobie, żeby nadchodzący rok był przynajmniej tak dobry, jak ten mijający. A wszystkim czytającym życzę, żeby spełniły się ich marzenia. :)

Do przeczytania w przyszłym roku!

piątek, 30 grudnia 2016

30 grudnia

30 days challenge - dzień 30! (powie mi ktoś kiedy to zleciało?!)

→ Najbardziej ulubiona książka
Właściwie to nie mam jednej, ale moją pierwszą myślą była Katedra Marii Panny w Paryżu Victora Hugo.

→ Twoja ulubiona piosenka o tej porze rok temu
O dziwo nie pamiętam, nic nie kojarzy mi się wprost z ostatnimi świętami. Ale na początku ostatniego grudnia sporo słuchałam tego:



→ Najmniej ulubiony film
Mam jedną myśl. Nie, w sumie dwie. Nazywają się Pitch Perfect i Pitch Perfect 2. W hejt nie będę wchodzić, nie chcę sobie psuć dnia, ale generalnie spodziewałam się czegoś o wiele, wiele lepszego.


Dziś jest setna rocznica śmierci Grigorija Rasputina. Na zawsze w mojej pamięci [*]
A tak na serio to ciągle mi się chce śmiać, bo 5,5 roku temu, jak miałam fazę na film animowany Anastazja, wmówiłam sobie, że zostanę Rasputinem i będę miała długi płaszcz, nietoperza, naszyjnik z magicznymi mocami i władzę. Nic z tego nie wyszło, nawet wisiorka imitującego magiczny naszyjnik sobie przez ten czas nie kupiłam (i to mnie akurat trochę boli, zwłaszcza że miałam trochę okazji i pomysłów), ale - jak to mówią - co ma wisieć, nie utonie. Może w najbliższe urodziny to nadrobię?


Kucze, miałam o czymś wspomnieć a propos wczorajszego dnia, ale zapomniałam, o czym. Dlatego oddalam się, aby w końcu dokończyć rozdział na Życie jest podróżą. Pojawi się jeszcze przed końcem roku, po prostu musi.

czwartek, 29 grudnia 2016

29 grudnia

30 days challenge - dzień 29!

→ Książka której wszyscy nienawidzą ale ty kochasz
Może nie do końca mamy do czynienia z nienawiścią i kochaniem, ale wiem, że sporo osób (w tym takie, które mniej lub bardziej osobiście znam) nie ma jakieś bardzo dobrej opinii o Fangirl Rainbow Rowell, podczas gdy ja oceniłam ją dość wysoko i naprawdę mi się podobała.

→ Piosenka z twojego dzieciństwa
Ciężko mi znaleźć piosenkę, którą lubiłam w jakimś takim wczesnym dzieciństwie, ale pamiętam ostatnią piosenkę odkrytą i polubioną, kiedy miałam 12 lat i kiedy - jak uważam - byłam jeszcze dzieckiem (chociaż niedługo potem ten szczęśliwy okres zaczął mi się kończyć).



→ Film który zmienił twoją opinię na jakiś temat
Wymienię dwa, bo zmieniły mi opinię na podobny, ale nie do końca ten sam temat
Silent Hill - zaczęłam się po nim zastanawiać: dlaczego mam wierzyć w to, co jest mi narzucone, skoro nie musi być tym prawidłowym, tylko jest po prostu tym, co znam od zawsze i za czym ślepym idą wszyscy dookoła?
Wszyscy Święci! - stał się dopełnieniem myśli towarzyszącej Silent Hill o ślepym podążaniu za tym, w co wierzą "wszyscy" oraz pozwolił mi zrozumieć, że moja wiara nie jest do końca moją wiarą, a "działanie w imię Jezusa" może być tylko przykrywką.


Dzisiaj stwierdziłam, że nie będę zmieniać motta co roku, tylko Goebbels zostanie sobie na zawsze jako myśl przewodnia. Bo lubię ten cytat, a szczerze mówiąc nie mam na co zmienić, bo wszystko, co widziałam, bardziej mi pasuje do opisu profilu, tego, który zmieniam w lipcu. Mówię wam, tak też będzie fajnie.


Kurczę, nie mam co opowiadać. Zresztą, późno się zrobiło, a ja muszę skończyć pisać opowiadanie na konkurs. Także dobranoc!

środa, 28 grudnia 2016

28 grudnia

30 days challenge - dzień 28!

→ Ulubiony tytuł książki
Papierowe samoloty, w sumie to nie wiem czemu.

→ Piosenka która sprawia że czujesz się winny
Nie mam pojęcia, dlaczego wybrałam właśnie to (tym bardziej że nie ogarniam tekstu, mimo że znam tę piosenkę od jakichś pięciu lat, joł) - może to melodyjka? - ale chyba nic lepszego mi tutaj nie przyjdzie do głowy.



→ Film z najlepszym soundtrackiem
Podtrzymuję swoją opinię sprzed zawsze, że Sherlock Holmes (obydwie części).


Ej, ja się zaczynam zastanawiać, czy nie mam jakichś super mocy. Wczoraj słuchałam sobie soundtracku ze Złota dla Zuchwałych i przy jednej melodii sobie myślę Hmmm, nie wiem, w którym momencie to było w filmie, musiałabym jeszcze raz obejrzeć i słuchać uważnie. Dzisiaj przeglądam sobie nową gazetę z programem telewizyjnym i co widzę? A to widzę, że Złoto dla Zuchwałych leci w niedzielę rano w magicznym pudełku. Oczywiście będzie oglądanie :)



Wczorajsze błądzenie po komputerze przyniosło mi kilka literówek-perełek (jak odzsykać zamiast odzyskać czy rozbrabniajmy zamiast rozdrabniajmy) oraz wielkie, wielkie rozczulenie. Ale żebyście wy wiedzieli, jakie ja dobre opowiadania odgrzebałam! Co prawda w rzeczywistości są fanfiction (pisałam ff zanim w ogóle znałam to pojęcie xD) i to dosyć marnymi, ale gdybym przysiadła, żeby pozmieniać parę rzeczy i - przede wszystkim - dokończyć pisanie, to byłoby naprawdę ok.
Poza tym przyśnił mi się wątek z jednego opowiadania o odkrywaniu homoseksualizmu (chociaż z innymi bohaterami). Ogólnie to nie narzekam, nie był to jakiś zryty sen. No i przyniósł mi kolejne jakże prawdziwe znaczenie:
Masz duży dylemat i nie potrafisz wybrać między własnym szczęściem, a zadowoleniem innych ludzi. Zbyt mocno przejmujesz się opinią innych ludzi, zamiast spełniać się i robić to, co sprawia, że jesteś szczęśliwy. - hasło: homoseksualista. Potwierdzam, tak jest. Muszę coś zmienić, skoro nawet sny mi to mówią. Powiedziałabym sobie, że to wina tych opowiadań, ale coś czuję, że to mimo wszystko coś więcej niż zbieg okoliczności.



Dobra, na dziś tyle, bo zbliża się północ, a ja mam jeszcze parę rzeczy do napisania. Na szczęście nie są to marne ff, nie będę żałowała za parę lat - chyba xD

wtorek, 27 grudnia 2016

27 grudnia

30 days challenge - dzień 27!

→ Najbardziej zaskakujący zwrot akcji lub zakończenie
Zakończenie Prawdy o sprawie Harry'ego Queberta Joëla Dickera, bo do ostatniej strony nie było wiadomo, kto zabił, i mnie rozwiązanie naprawdę zdziwiło.

→ Piosenka którą chciałbyś umieć zagrać
Generalnie to chciałabym mieć szeroki repertuar na ukulele, ale za takie małe wyzwanie przyjęłam sobie nauczyć się grać na tym ukulele The Quiet Freak - to jest wyzwanie, bo większość piosenek, które chcę umieć, ma gdzieś tam w czeluściach Internetu wypisane akordy i muszę ogarnąć tylko bicie (i ułożenie palców przy akordach), a przy tej jednej piosence muszę rozszyfrować, na których akordach jest grana. Na kubku było prościej. -.-

→ Ulubiony film klasyczny
Wikipedia mówi, że Rzymskie Wakacje są klasycznym filmem i to będzie moja odpowiedź.


Dziś się nie rozpiszę, bo zabłądziłam w moim komputerze i mi czasu brakuje. Powiem tylko, że Pasażerowie to takie mocne 8/10 film. Ogólnie polecam.

poniedziałek, 26 grudnia 2016

26 grudnia

30 days challenge - dzień 26!

→ Książka która zmieniła twoje zdanie na temat czegoś
Pierwszy tom polskiego wydania Dzienników Josepha Goebbelsa - pokazał mi, że ludzie należący do elit władzy, którzy z pozoru złapali Boga za nogi i mają wszystko, nie zawsze są szczęśliwi
Dziennik Anny Frank - uświadomił mi, że nawet w sytuacji zagrożenia życie może mieć jakieś jasne strony oraz że powinnam doceniać to, co mam
Skopiowałam odpowiedź z wrześniowego LBA z Podróży do III Rzeszy, raczej nie przeczytałam przez ostatnie miesiące nic innego, co mogłabym wpisać przy tym pytaniu. 

→ Piosenka którą umiesz zagrać na instrumencie
Kiedyś nauczyłam się grać na gitarze początek do Nothing Else Matters Mettaliki, miałam wystarczający słuch, żeby ogarnąć akordy, na których się nie znam, i bicie. Teraz umiem grać Cups i The Quiet Freak na kubku, poza tym zaczynam sobie radzić z Hallelujah i The Hanging Tree na ukulele.

→ Film który jest nieczystą przyjemnością
Obywatel X, bo oglądanie tego filmu sprawia mi przyjemność, ale tematyka nie jest przyjemna. Także tego.
Ten challenge schodzi na psy, mam wrażenie, że właśnie udzieliłam najdziwniejszej odpowiedzi. xD


No i cóż, dzisiaj nic ciekawego się nie działo. Oglądałam z tatą po raz trzeci (a może nawet i czwarty) w życiu Złoty Kompas. Poza tym większość dnia miałam z obojgiem rodziców seans Na Wspólnej, bo to jeden z niewielu seriali, jakie z chęcią oglądam, a zrobiły nam się zaległości z kilku tygli. No i trochę czytałam, i obmyślałam własne opowiadania. Za to ostatnie teraz idę się wziąć, bo pora coś opublikować.

niedziela, 25 grudnia 2016

25 grudnia

30 days challenge - dzień 25!

→ Postać z którą najbardziej się porównujesz, z którą masz najwięcej wspólnego
Jestem jak otwarta księga. Moje sekrety wychodzą na jaw, zanim sama je poznam - powiedziała o sobie Katniss Everdeen w filmie Igrzyska Śmierci. W Pierścieniu Ognia (czy w książce był podobny cytat - nie pamiętam, chociaż za niedługo się dowiem). To mamy ze sobą wspólnego - są osoby, które czasem wiedzą o mnie więcej, niż ja sama - i kiedy się zastanawiam, to myślę, że nie tylko to.

→ Piosenka która sprawia że się śmiejesz
Nie powiem, czemu właśnie ta, ale ta. :P


→ Film którego nikt nie spodziewałby się że pokochasz
Nie mam innych skojarzeń z tym pytaniem niż Złoto dla Zuchwałych. Ciągle pamiętam, jak oglądałam ten film pierwszy raz i moja mama się dziwiła, że to oglądam, bo to poważny film. (Nie sądzę, żeby był aż tak poważny, zresztą w tamtym czasie miałam za sobą kilka poważniejszych filmów, ale to już inna kwesta). A jednak obejrzałam, pokochałam, no i bądź co bądź gdyby nie ten film, to moje życie wyglądałoby całkowicie inaczej, o czym wiecie.


Tegoroczna wigilia obfitowała u mnie w prezenty, w dodatku wszystkie trafione (wyjątkowo - no, może w zeszłym roku też, ale tym razem było ich więcej). A dostałam:
- trylogię Igrzysk Śmierci w oryginale
- ukulele (tak, dobrze czytacie - już nawet uczę się grać!)
- ogrzewacz do rąk
- rękawiczki do korzystania z ekranu dotykowego (ze specjalnymi włóknami na opuszkach palców)
- dwie koszulki z napisami Jestem na dwóch dietach. Na jednej byłabym głodna i Urodzona optymistka
- dwie poszewki na poduszki z sowami
W tym roku bez zdjęć, jakoś nie zebrałam się, żeby je zrobić. Jeśli nie zapomnę, to zrobię zdjęcie ogrzewacza, poduszek i którejś z koszulek i wrzucę tutaj. I jeszcze książek, bo wydanie jest ładne. A ukulele może zostanie gwiazdą w jakimś filmiku.
Poza tym jestem z siebie dumna, bo trafiłam z prezentami, które kupiłam. Mama i szwagier zaaprobowali wybór autora, siostra - na szczęście - nie miała do czynienia z książką, którą jej kupiłam i stwierdziła, że zapowiada się ciekawie, a tata - poza wymuszonym stwierdzeniem, że jeszcze nie czytał - nie okazał entuzjazmu, ale on nigdy nie okazuje entuzjazmu, a zauważyłam, że już zaczął czytać, także jest dobrze.
Napawa mnie to wszystko optymizmem. W ogóle tak jak zazwyczaj w święta zaczynam smutać, to od wczoraj towarzyszy mi myśl, że wszystko dzieje się po coś i nawet jeśli nie jest dobrze, to potem będzie.


Byliśmy na pasterce i chyba zaczęłam się nawracać, bo ksiądz mnie popłakał na kazaniu. W ogóle jakoś tak inaczej się czuję. Ale to już temat na osobną notkę.


Za pamięci - przy pisaniu o zdjęciach przypomniało mi się, że w końcu nie pokazałam ozdoby, jaką mam na oknie. Oto ona, proszę:


Z perspektywy osiedla też się całkiem spoko prezentuje. Śmiem twierdzić, że nawet trochę lepiej, ale tutaj już zdjęciami nie dysponuję.


Dobra, idę do wyra, bo się przez pasterkę nie wyspałam.

sobota, 24 grudnia 2016

24 grudnia

30 days challenge - dzień 24!

→ Książka którą chciałbyś aby przeczytało więcej osób
W sumie nie mam takiej, bo jak książkę czyta dużo osób i ona się robi taka mega popularna, to jej czytanie nie jest już takie samo.

→ Piosenka która chciałbyś aby była grana na twoim pogrzebie
Tu mam o dziwo łatwiejsze zadanie niż wczoraj, bo ostatnio stwierdziłam, że jak ma coś być mi grane na pogrzebie, to to:



→ Ulubiony dokument
Na szczęście mam ulubiony, a jest to ten:




Ej, moja mama mi chyba współczuje, że nie dostałam odpowiedzi na list, bo jak rano odmówiłam wyjaśnienia rodzeństwu i szwagrowi, dlaczego tak naprawdę oglądałam Wielką Ucieczkę, to zmieniła temat na to, że po prostu film był fajny. To miłe.


Ale dzisiaj nie o tym, zresztą będę kończyć, bo nie będę w święta przed kompem zamulała.
Wam życzę po prostu - wesołych świąt! :)

piątek, 23 grudnia 2016

23 grudnia

30 days challenge - dzień 23!

→ Książka którą od dawna chcesz przeczytać ale nadal tego nie zrobiłeś
A żeby to była tylko jedna...

→ Piosenka którą chciałbyś żeby była grana na twoim weselu
To jak już dojdzie do mojego wesela i będę zdecydowana, jaką piosenkę chcę na pierwszy taniec, to tu ją wstawię, ok?
A tak na serio to nie wiem, ej. Ale chyba to:



→ Ulubiona postać z jakiegokolwiek filmu
Kucze, i znowu trudne pytanie. Problem jest taki, że jak odrzucę większość filmów mniej lub bardziej historycznych (bo wtedy to będzie kwestia ulubionej postaci historycznej) albo na podstawie książek (bo wtedy to jednak bohaterowie literaccy), to niewiele obejrzanych filmów mi zostaje. xD Muszę zajrzeć do mojego magicznego folderu z filmami i wybrać jedną jakąś taką osobę...
Wiem! Melania z Ambassady! O tak. Uwielbiam ją.


Wczoraj byłam tak zmęczona, że nawet nie dałam rady obejrzeć całego Obywatela X, tylko po pół godzinie musiałam wyłączyć i iść spać. Obejrzałabym, gdyby nie wyjazd do Kato, bo wszystko zadziałoby się jakieś dwie godziny wcześniej, ale tego też nie chciałam odpuścić. Dzisiaj też jest taki dzień zamulania. Zaczęłam go od zapakowania prezentów na święta i dokończenia seansu, potem trochę pomogłam w kuchni przed świętami, trochę posiedziałam przy komputerze, a potem olałam wszystko i wyłożyłam się na łóżku. Zasnąć nie zasnęłam, bo wkrótce nadeszła 17:40, czyli... pora oglądania Wielkiej Ucieczki! Nawet nie wiecie, jak ja żałuję, że nie zabrałam się za ten film wcześniej. Jeden z lepszych, jakie ostatnio widziałam. Na Filmwebie wylądowała ocena 9/10. A najlepszy był dialog, jaki wywiązał się na koniec filmu.
Tło: na ekranie pojawia się Karl-Otto, tata pokazuje i mówi:
- To o tego po lewej cały czas chodziło?
Ja, zadowolona z siebie, odpowiadam: - Yhym.
Mama po chwili pyta: - To o którego chodziło?
- To był ten, do którego list pisałam w wakacje.
- Aaa. I co, nie odpisał? Szuja!
A ja dalej mam nadzieję. Święta są, trzeba mieć nadzieję. xD

Z jednej strony mam zaciesz po Wielkiej Ucieczce, ale z drugiej jakoś mi pusto w środku po dzisiejszym dniu. Ale jak to stwierdziłam po południu - nawet dobrze, święta idą i będę się mogła bezkarnie nawpierdalać, to zapełnię tę pustkę. :D

czwartek, 22 grudnia 2016

22 grudnia

30 days challenge - dzień 22!

→ Książka która sprawia że płaczesz
Żadna. xD Jeśli ze smutku, to kiedyś prawie popłakałam się na Złodziejce Książek, a niemalże do łez rozbawia mnie - jak się okazało - niezmiennie Ala Makota.

→ Piosenka której słuchasz gdy jesteś smutny
Co prawda znam tę piosenkę jakoś od pół roku (czyli od baaaardzo niedawna, bo mi to szybko przeleciało), ale zauważyłam, że jej słucham, jak mi się nostalgicznie robi.


→ Najbardziej niedoceniony film
Sucker Punch. Wydaje mi się, że ma sporo niepochlebnych opinii, a dla mnie jest jednym z lepszych i najbardziej inspirujących.


Dziś był zwariowany dzień. Najpierw wigilia klasowa, która była całkiem spoko. Najadłam się czipsów i ciastek i zaopiekowałam się kartonem soku pomarańczowego. Potem dostałam jeszcze ciastka - skądinąd robione przez moją mamę - z powrotem do domu, bo cieszyły się powodzeniem, ale jednak nie takim dużym, żeby zeszły wszystkie. Będzie więcej dla mnie. xD
A na prezent dostałam takiego kotka:

 

Po południu najpierw poszłam na spowiedź, a po spowiedzi pobiegłam na przystanek. Udało mi się zdążyć na pospieszny autobus, yay! Pojechałam do Katowic na jarmark świąteczny, chociaż tam ostatecznie spędziłam najmniej czasu, ale o tym za chwilkę.
Dojechałam sobie do ostatniego przystanku, no i zaczynam iść na Rynek, gdzie do jutra jest jarmark. Droga pewnie jest na max 5 minut w moim wykonaniu, ale dotarłam tam po dwudziestu. Dlaczego? Po drodze wdepnęłam na dworzec do kibelka, za który przepłaciłam - myślałam, że kosztuje dwa zyle, a kosztował dwa pięćdziesiąt, ale że miałam tyle (i miałam też potrzebę), to poszłam. Potem poszłam do dworcowego Starbucksa po pierniczkową latte, bo mi ostatnio zasmakowała i stwierdziłam, że się napiję jeszcze raz, jak jest okazja. Przy okazji sobie ręce ogrzałam. :D Po tym chciałam już naprawdę iść na jarmark, ale kilka kroków dalej natrafiłam na bodajże sześciu panów w mikołajkowych czapkach grających na instrumentach dętych świąteczne piosenki. Przesłuchałam półtorej piosenki, wrzuciłam im pięć złotych do futerału i sobie poszłam. I to nie jest tak, że się chwalę, że robię dobre uczynki, bo nie robię tego dla chwalenia się. Po prostu mi się spodobało, jak grali, to wrzuciłam. Jakoś zawsze miałam chęć wrzucania pieniędzy ulicznym grajkom. Oni zarobili pięć zeta więcej, a mnie się też zrobiło milej, bo mam poczucie, że zrobiłam coś dobrego.
I tak po dwudziestu minutach dotarłam na jarmark. Obeszłam cały w chyba pięć minut i nic ciekawego nie znalazłam. Chociaż muszę powiedzieć, że sam Rynek jest pięknie ozdobiony, bo mi się światełka podobają. Nie chciało mi się siedzieć i marznąć, to podjechałam tramwajem z powrotem na Plac Wolności, odczekałam chwilkę i wsiadłam do autobusu. Tym razem nie był pospieszny, więc miałam wycieczkę, ale przynajmniej mogłam wysiąść na przystanku na moim osiedlu.
Obok wizyty w Silesii na początku listopada, to był chyba mój najkrótszy pobyt w Kato. Pewnie bym zrobiła coś jeszcze, poszła na żydowski cmentarz albo pokręciła się po peronach na dworcu, ale że zrobiło się ciemno i w dodatku pizgało jak rzadko, to wróciłam do domku. Muszę też mieć czym się zająć w wakacje. xD

W domu posprzątałam sobie pokój. Sprowadzało się to co prawda głównie do zdejmowania książek z półek, wycierania półek i ustawiania z powrotem książek, ale zmęczona byłam jak rzadko.


Dlatego odpoczynek, który mnie zaraz czeka, jest całkiem zasłużony. Najpierw wyczekiwany cały rok seans Obywatela X (kij z tym, że skończę w pół do pierwszej), a potem - spać!

środa, 21 grudnia 2016

21 grudnia

30 days challenge - dzień 21!

→ Pierwsza powieść którą pamiętasz że czytałeś
Dzieci z Bullerbyn. xD

→ Piosenka której słuchasz gdy jesteś szczęśliwy
Hmm, ciężki wybór. Niech będzie to:


→ Najbardziej przeceniony film
Wszystkie części Gwiezdnych Wojen. Parę razy próbowałam usiąść z kimś i to obejrzeć, ale wychodziłam po paru minutach. Gusta są niby różne, ale i tak nie wiem, co ludzie w tym widzą.


Kurczę, coś nudno się zrobiło. Ale jutro będę miała sporo do opowiadania, bo rano mam wigilię klasową, a po południu jadę do Kato zobaczyć jarmark świąteczny. Będzie się działo!

wtorek, 20 grudnia 2016

20 grudnia

30 days challenge - dzień 20!

→ Ulubiony romans (książka romantyczna)
Ten jeden dzień.

→ Piosenka której słuchasz gdy jesteś wściekły
Chciałam dać tę piosenkę do słuchania, gdy mi smutno, ale w sumie wściekłość bardziej pasuje.


→ Ulubiona aktorka
No tutaj to już trochę mniej oczywiste. Na ten moment będzie to Jennifer Lawrence.


Nauczyciele coś są za dobrzy dla nas w tym tygodniu. Ostatecznie byłam dziś w domu po 14:00, yay!
Jeszcze tylko jutro do szkoły na lekcje, w czwartek na wigilię szkolną i w końcu wolne! Coraz bardziej nie mogę się doczekać tych seansów, które mnie czekają do końca roku. I grania w gry. I czytania. Nie mogę zapomnieć też o pisaniu, ale to się ogarnie.

Idę spać. Jak coś mi się przypomni, to wspomnę jutro, za późno mi się dziś o poście przypomniało, co chyba można zauważyć. xD

poniedziałek, 19 grudnia 2016

19 grudnia

Na początek pozwolę sobie podziękować za 20 tysięcy wyświetleń. ❤

30 days challenge - dzień 19!

→ Ulubiona książka zrobiona na film
Seria o Sherlocku Holmesie i filmy z 2009 i 2011 roku. Wiecie, te z Robertem Downey'em jr. i Jude Law'em w rolach głównych. Specjalnie użyłam stwierdzenia "seria", bo trudno powiedzieć, że filmy bazują na którejś konkretnej części, w ogóle są raczej na motywach niż są dokładnym odwzorowaniem, ale tak czy siak i książki, i filmy to moje prywatne klasyki, uważam je za bardziej niż fajne, a jak ktoś twierdzi inaczej, to niech mi się lepiej nie przyznaje, bo inaczej go znajdę.

→ Piosenka z twojego ulubionego albumu
Z albumu Bury the Hatchet. ❤ 


And isn't it weird how people I feared
They all seem worthless now

→ Ulubiony aktor
Odpowiedź jest tu tak oczywista, że aż mi głupio odpowiadać. Ale dla formalności powiem, że Karl-Otto Alberty.


Cofam to o tym codziennym wracaniu najwcześniej ok. 15:10 do domu. Dziś się urwałam i byłam w domu tak 14:35, a jutro nie mam jednej geografii i faktycznie będę w domu 15:10, ale mogłabym być później. Środa na razie bez zmian, więc wracam do domu tak jak jutro, ale zobaczymy, a nuż coś się wydarzy.
Poza tym nie mam jutro wosu, co oznacza godzinkę spanka więcej. Hehe, wygrałam!


Dzisiaj na historii pan wystawiał oceny. Siadam przy biurku, pan macha mi sprawdzianem przed oczami i mówi:
- Dostałaś 5. Trochę naciągane, ale święta się zbliżają. *wpisuje ocenę* I co ja mam teraz z tobą zrobić? Masz 4, 5, 4 i 5. W sumie na czerwono dostałaś 5, więc niech będzie *wpisuje bardzo dobry na semestr*
Widzicie, jakich mam dobrych nauczycieli? Ale serio, bardzo się cieszę, bo bałam się czwórki na semestr, a tu proszę.


Pół oficjalnie patronem mojej szkoły będzie Pilecki. Powiedzieli nam na apelu, że mamy do wyboru trzy imiona dla szkoły - Pileckiego, Legiony Polskie i Komisję Edukacji Narodowej. Zaczęło się od tego, że nadanie imienia szkole ma być 1 marca, czyli w święto Żołnierzy Wyklętych; potem nauczyciele nas zbajerowali, bo o KENie i Legionach historyk powiedział po dwa zdania, a o Pileckim anglistka opowiadała przez dobre 10 minut. Głosowanie przesądziło. To znaczy jeszcze nie przesądziło, bo oficjalnych wyników nie ma, ale chłopak, który chodził potem po klasach z karteczkami powiedział, że w sumie to większość głosowała na Pileckiego. Ja też zagłosowałam na niego, bo niby to nie Rój, ale też Wyklęty.
Podczas pogadanki o Pileckim miałam ochotę zwrócić nauczycielce uwagę, bo źle powiedziała nazwisko komendanta obozu Rudolfa Hőssa (przez e, podczas gdy o z kropeczkami czyta się bardziej jako y), ale potem stwierdziłam, że pewnie i tak nie zwrócił na to uwagi, a ja mogę być z siebie dumna, że taka mądra jestem.


Okej, na dziś kończę, bo w sumie nic więcej mi się nie przypomina. A do świąt coraz bliżej, hyhy.


PS. Coś mi ostatnio długie posty wychodzą. A sądziłam, że nie będę znowu miała nic do powiedzenia prawie cały miesiąc. Co to będzie, jak się będzie faktycznie coś ciekawego działo.

niedziela, 18 grudnia 2016

18 grudnia

30 days challenge - dzień 18!

→ Książka która cię rozczarowała
Wspominany już Dziennik Nastolatki. Na początku naprawdę myślałam, że to będzie dobre.
Nie było.

→ Piosenka którą chciałbyś usłyszeć w radiu
Nie słucham radia, więc nie wiem, co mogłabym chcieć tam usłyszeć, ale jak jeszcze słuchałam radia, to robiło mi się miło, jak słyszałam to:


→ Film który najbardziej cię rozczarował
Druga część The Avengers, zdecydowanie.



Kurwa. Właśnie sobie uświadomiłam, że niby ten tydzień będzie luźny, ale ja przez trzy dni wracam najwcześniej tak o 15:10 do domu. -.- Mogłam jutro wrócić po 14:00, ale panu z wosu zachciało się zrobić zajęcia dodatkowe jeden raz więcej i muszę iść. Ciekawe, czy coś powie o tym, co się przez weekend działo.

Poza tym ja się za przeproszeniem pytam, gdzie są te czasy, kiedy potrafiłam przysiąść i skończyć grę w jeden dzień albo napisać pół rozdziału w, nie wiem, 2 godziny?
No dobra, w sumie w ten weekend to była kwestia tego, że grę mi wyjebało w połowie, a czas, który mogłabym przeznaczyć na pisanie rozdziału, spędziłam przy referacie z polskiego. Najlepsze w tym referacie jest to, że zaczęłam sobie go robić na komputerze, a w połowie mi się przypomniało, że nam się zepsuła drukarka i nawet wczoraj wylądowała na śmietniku, a ja ten referat miałam przedstawiać pani. Ale nie ma tego złego, wysłałam plik na maila do pani i nara, może nie będę musiała czytać. xD Mogłabym poprosić kolegę o wydrukowanie albo tata mógłby pójść wcześniej do pracy i mi wydrukować i wrócić, ale nie skorzystałam, a nuż wystarczy, że napisałam. :D


Moja siostra ze szwagrem przyjeżdżają na święta w piątek wieczorem. Pierwsza myśl: Jak mi się kurwa wjebią na końcówkę Wielkiej Ucieczki to ich kurwa czołgami zajebię, kurwe jebane. Tak na serio to ja się cieszę, że oni przyjeżdżają, ale jestem tak zdesperowana, żeby wyciągnąć z tego filmu jak najwięcej, zwłaszcza po porażkach związanych z Bitwą o Ardeny, że jak mnie coś chociaż na chwilę oderwie sprzed telewizora, to mnie kurwica weźmie i mnie wywozić będą.
Ale dobra, już się zamykam, bo znowu ludzie powiedzą, że przesadzam, i że co jeszcze? Aha, że się zachowuję jak dziewczynka z gimnazjum. Bo mi nie może zależeć, bo sobie nie mogę poreagować, bo nie mogę mieć problemów. Sorry, ale przedświąteczna radość mnie rozpiera i przez to na ten moment nie mam gorszych (może poza tym, że nam się kraj chwieje, ale to już inna sprawa). 😜

Ej, tak się teraz zastanawiam i mi się wydaje, że ja czasami byłam w gimnazjum dojrzalsza niż teraz. xD Ale to jest temat na całą pogadankę, a ja już padam na ryj i muszę spać iść.

sobota, 17 grudnia 2016

17 grudnia

30 days challenge - dzień 17!

→ Ulubiony cytat z ulubionej książki
Może Anioły i Demony Dana Browna nie są jakąś moją najulubieńszą książką ever, ale bardzo spodobał mi się ten cytat:
Chodź z wysoko podniesioną głową, szeroko się uśmiechaj, a oni niech zastanawiają się, co cię tak bawi.

→ Piosenka często słyszana przez ciebie w radio
Będzie ciężko wybrać, bo w sumie nie słucham radia. Ostatni raz radia dla przyjemności słuchałam chyba z 4 lata temu. No, może 3. Ale po ostatniej wizycie u fryzjera, gdzie w tle leciało radio, wkręciła mi się jedna piosenka, która myślę, że będzie moją odpowiedzią:



→ Najlepszy film jaki widziałeś przez ostatni rok
Nie wiem, za dużo filmów widziałam przez ostatni rok i oceniłam podobnie. Poza tym są przynajmniej dwa filmy, które przez ostatni rok zobaczyłam powtórnie właśnie dlatego, że są jednymi z najlepszych.
Nie no, serio, nie wybiorę. Nie chcę dyskryminować niczego, ale nie chcę zarzucać całą litanią.



Tak a propos filmów i ostatniego roku. Pogadałam z rodzicami i... będę oglądać Wielką Ucieczkę w magicznym pudełku! Mówiąc w skrócie, pomyślałam sobie, że to musi być jakiś znak od losu, że ten film leci w TV, a na komputerze go pewnie nie obejrzę, bo tak oglądam od pół roku i nie mogę się zebrać. Bitwy o Ardeny też bym pewnie długo nie obejrzała, gdyby nie to, że załapałam się na pierwsze pół w pudełku w wakacje. Więc poszłam do kuchni i zapytałam, czy w dzień przed Wigilią będę mogła obejrzeć w telewizji film, bo leci taki, który chcę zobaczyć. Rodzice stwierdzili, że w sumie w tym dniu o tej porze i tak nie ma nic do roboty, i mi pozwolili. Mam tylko jedno ultimatum: muszę wyrobić się ze sprzątaniem pokoju. 22 i 23 to będę zarobione dni, bo muszę w nich upchnąć wigilię w szkole, możliwy wyjazd do Katowic na świąteczny targ, oglądanie Obywatela X i jeszcze to sprzątanie, ale czuję, że będzie warto.

Poza tym mój tata pojedzie ze mną do kina po świętach. Doszliśmy do tego, jak w telewizji była zajawka filmu Łotr 1 i tata powiedział, że pojedziemy na to; obie z mamą odmówiłyśmy, a ja dodałam, że wybieram się na coś innego.
- Na Pasażerów? - mówi tata.
- Na Pasażerów - mówię ja.
Na co tata stwierdził, że obejrzymy sobie Pasażerów, a potem on pójdzie na Łotra 1, a mnie pośle do KFC albo gdzieś.
Zobaczymy, co wyjdzie z jego planów, ale przystałam na jego propozycję wspólnej wizyty w przybytku kultury zwanym Cinema City.
Ponarzekałabym se trochę, że chyba jako jedyna nie lubię wszystkiego związanego z uniwersum Gwiezdnych Wojen, ale przyjaciel mi kiedyś powiedział, że uważa GW za nudne, więc już wiem, że nie jestem sama.


Nie nadaję się do oglądania protestów antyrządowych. Oglądałam dziś na TVN24 relację z nocnej manifestacji KODu przed Sejmem i tej południowej sprzed Pałacu Prezydenckiego, i zdążyłam się trzy razy popłakać. Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy, cytując klasyka.
I żeby sytuacja była jasna, to w telegraficznym skrócie wyjaśnię, że popieram manifestujących. Tak mnie uderzyła ta ich jedność, i to, że wyszli na ulice, że aż mi się serce ścisnęło i się rozbeczałam. I jeszcze mi się żal zrobiło, że nie mogę być z nimi, bo nie mieszkam w Warszawie i nawet nie mam blisko do żadnego mniejszego protestu.
Coś czuję, że ktoś do mnie jutro rano zapuka i pójdę siedzieć za to, co mówię, ale może potem mnie odznaczą za heroizm czy coś. W sumie moich nauczycieli jeszcze nie pozamykali, a niektórzy nie boją się mówić, co myślą, także jest nadzieja.


Nie dokończyłam w końcu gry, bo mnie w połowie z niej wywaliło z komunikatem, że program przestał działać. Trochę szkoda, bo nie do końca rozkminiałam historię, ale płakać też nie będę. Przynajmniej zdążyłam poznać nowego bluzga. Poza tym zaczęłam kolejną grę i jest całkiem spoko.


A więc pełna optymizmu oddalam się, by zrobić coś pożytecznego. Dobranoc.

piątek, 16 grudnia 2016

16 grudnia

30 days challenge - dzień 16!

→ Ulubiona żeńska postać
Liesel Meminger [Złodziejka Książek], Johanna Mason, Katniss Everdeen [Igrzyska Śmierci]

→ Piosenka którą kochałeś a teraz nienawidzisz
U mnie to bardziej działa w drugą stronę, bo potrafię przekonać się do piosenek, których nie cierpię, ale jak już zacznę je lubić, to trudno, żebym przestała.
Ale - umniejszając znaczenie słów "kochać" i "nienawidzić" na "lubić" i "nie lubić" - chyba nie mam już takiej jak kiedyś radochy z piosenek Akuratu, na przykład tej:



→ Ostatni film, jaki widziałeś w kinie
Wspominany już kiedyś Nowy początek.


Dzisiaj przełamałam się i wróciłam do grania w gry. Zachęciło mnie to, że stwierdziłam, że jednak nie będę trzymać się kolejki, tylko teraz przejdę sobie te, które są nowe i w które jeszcze nie grałam ani razu, a do kolejki wrócę, jak mi się skończą nieznane tereny.
I tak wciągnęło mnie dziś na trzy godziny. Zapowiada się jeszcze długa droga, bo jest osiągnięcie do odblokowania za przejście gry w mniej niż 6 godzin. xD Ale ja to zrobię, mówię wam.
Dzięki tej nowej grze poznałam jeden z lepszych obraźliwych tekstów. Generalnie gra jest na motywach Alicji w Krainie Czarów i w jednym momencie musimy bronić się przed stworzonym w całości z metalu strażnikiem Księżniczki Kier (nie, nie pomyliłam się) i nasza bohaterka woła do niego coś w stylu: Trzymaj się z daleka, ty przerośnięta puszko! Serio, to jedno z lepszych haseł, jakie znam. xD



Jako że nie mam nic więcej ciekawego do powiedzenia, idę już sobie. Wyjątkowo nie po to, żeby spać, tylko idę - uwaga - pograć. Ewentualnie coś napisać. Chyba nie powinnam, bo wypadałoby nabrać sił na ten ostatni przedświąteczny tydzień, ale ja to jeszcze nadrobię. Zresztą jestem tak podjarana tym, że już w czwartek czeka mnie seans Obywatela X, że i tak nie wiem, czy będę dobrze spać. :)

czwartek, 15 grudnia 2016

15 grudnia

30 days challenge - dzień 15!

→ Ulubiona męska postać
Pierwsza - i najprawdopodobniej najsłuszniejsza - myśl: Sherlock Holmes. 😊

→ Piosenka która cię opisuje
W bólu, katordze i znoju wybrałam tą:


Jakoś tak najbardziej adekwatna mi się wydała.

→ Pierwszy film jaki widziałeś w kinie
Pierwszy film, jaki kojarzę z kina, to Gdzie jest Nemo?.


Wiem, co jeszcze miałam wczoraj napisać.
Dowiedziałam się, że na pewno dostanę ukulele na święta. xD Po kolacji mój brat zadzwonił do rodziców, żeby powiedzieć, że są jeszcze w Lidlu, a że mój tata włączył tryb głośnomówiący, to to słyszałam. Zawołałam, że udam, że tego nie słyszałam, i pobiegłam do swojego pokoju.
Dziwnie jest być traktowaną na poważnie. W jednym zdaniu powiedziałam, że bym chciała ukulele, i już. xD


Dzisiaj dwa razy usłyszeliśmy z kolegą, że zachowujemy się, jakbyśmy byli parą, podczas gdy w rzeczywistości oboje uważamy, że nam do tego daleko, i nie chcemy wchodzić w związki - ja na razie, on nigdy (tak powiedział). Stwierdziłam, że to zabawne, że inni wiedzą o nas więcej niż my sami, zwłaszcza o teoretycznym związku, w jakim mielibyśmy się znajdować. To też jest dziwne.


A poza tym moja szkoła będzie mieć patrona. Z tego, co zrozumiałam z rozmowy pani wicedyrektor z nauczycielem historii na naszej lekcji, będzie to jakiś żołnierz wyklęty (chyba padło na Pileckiego, chociaż byłoby zabawniej, gdyby był Rój xD). Uroczystość nadania ma być 1 marca: zacznij nienazwaną szkołę, skończ taką z imieniem - handluj z tym!

środa, 14 grudnia 2016

14 grudnia

30 days challenge - dzień 14!

→ Książka zekranizowana i zupełnie zbezczeszczona
To nie jest tak, że Wakolda (vel Anioł Śmierci) w wersji filmowej mi się nie podoba, bo to jest naprawdę spoko film, jeden z niewielu, po których miałam kaca, ale warto traktować to jako osobny film, bo z książką ma niewiele wspólnego. Chyba tylko bohaterów, ale i tak nie wszystkich (albo z BARDZO MOCNO zmienionymi życiorysami) i - paradoksalnie - to, że autorka książki reżyserowała film. Poza tym różnią się mocno.
Aha, i może jeszcze to, że w Polsce jest tylko okładka filmowa, bo u nas film był wcześniej. Tego w sumie nie żałuję, bo mogłam docenić film, zanim jeszcze wiedziałam, że w ogóle jest ekranizacją.
A to, że opowiada fikcyjną historię z życia historycznej postaci, to już całkiem inna bajka.

→ Piosenka której nikt nie spodziewałby się że polubisz
Nie wiem, nikogo nie pytałam, jaka piosenka na mojej playliście go dziwi. xD Ale serio, nie wiem, jakiej piosenki polubienie mogłoby kogoś zdziwić.

→ Twój ulubiony cytat z jakiegokolwiek filmu
Nigdy cię nie poznam, nie poznam nawet twojego imienia, ale spojrzałem ci w oczy tak, jak mój ojciec spojrzał w moje. Od teraz twoja historia należy tylko do ciebie, więc będziesz wolny. Staniesz się silnym mężczyzną. Mój synku. ~ z Granic Bólu
You and us, we're just soldiers, right? We don't even know what this war is all about. All we do is we fight and we die and for what? We don't get anything out of it. ~ ze Złota dla Zuchwałych
I przy okazji jedyne dwa cytaty, które znam na pamięć. Serio, pisałam je teraz bez spoglądania gdziekolwiek. Drugi jest po angielsku, bo się go nauczyłam ze sceny oglądanej na YT w oryginale, a nie ze zwykłego oglądania filmu. Zresztą pewnie i tak w ten sposób brzmi lepiej. xD


Zauważyłam, że jest ogromna różnica pomiędzy dwoma typami osób, z którymi mam w moim życiu do czynienia w kwestii nauki języka angielskiego. Pierwszy typ to ludzie, z którymi tak typowo uczę się angielskiego, jak nauczycielka albo wolontariuszki u mnie w szkole. Drugi typ to native speakerzy, a właściwie jedna native speakerka, z którą gadam przez Tumblra.
Ludzie z pierwszego typu zwracają mi uwagę na każdy głupi błąd. Osoba z drugiego typu doskonale wie, że uczę się angielskiego, a mimo to nie zwraca uwagi na moje błędy, które pewnie popełniam w naszych rozmowach, dopóki się dogadujemy albo jeśli ja nie zapytam o wyjaśnienie czegoś.
Niby nauczycielka czy generalnie osoby, które są od uczenia, są od tego, żeby zwracać uwagę na błędy, ale mnie to bawi, że robią to czasem do przesady, w przeciwieństwie do osoby, która angielskiego używa codziennie i która mi powtarza, że przecież ja już mam bardzo dobry angielski i ona by chciała tak dobrze znać jakiś język obcy.
Cóż, mówi się trudno i płynie się dalej. Przynajmniej mam już przekonanie, że za granicą bym nie umarła, bo się dogadam. xD


Dzisiaj rano wygrałam życie, bo nauczyciel z wfu się nie pojawił w szkole i sobie przesiedziałam dwie godzinki na korytarzu. Co prawda przez jedną dręczył mnie wampir - przypomniało mi się, dlaczego już z nią nie gadam na co dzień xD - ale jakoś to przetrwałam. Na szczęście potem odzyskałam siły.


To chyba wszystko na dziś. Dzisiaj wyjątkowo nie mówię, że idę spać, bo jeszcze się polskiego muszę nauczyć. Miałam na to całe popołudnie, ale co tam.

wtorek, 13 grudnia 2016

13 grudnia

30 days challenge - dzień 13!

→ Twój ulubiony pisarz
20 lipca 2014 na starym blogu podałam, że to Edgar Allan Poe.
Dzisiaj się zastanawiam i dochodzę do wniosku, że w sumie niewiele się zmieniło. xD Chociaż chyba mogę dorzucić do zestawu (nie wymienić!) Steve'a Berry'ego.

→ Piosenka, która jest nieczystą przyjemnością
Nie potrafię nic innego skojarzyć z tym hasłem. xD



→ Film który kochałeś a teraz nienawidzisz
Kurczę, nie wiem.
Nie! Wiem! The Avengers. Pierwsza część była przez dłuższy czas moją miłością, druga z kolei była bardzo poniżej moich oczekiwań, z kina wyszłam zniesmaczona, co rzutuje również na mój odbiór pierwszej części. To może nie jest tak, że teraz ją nienawidzę, bo nie potrafię (sentyment jednak zawsze pozostanie), ale ten film już nigdy nie będzie taki sam i już nigdy nie będę potrafiła powiedzieć, że go kocham.


Wiadomość dnia jest taka, że na balkonach na moim osiedlu zaczęły pojawiać się światełka. Znowu będzie na co patrzeć wieczorami, yay! ❤ Z tego podekscytowania sama zawiesiłam lampki na moim oknie. Mam w tym roku inne niż w zeszłym, w któryś dzień polansuję się zdjęciem, jak nie zapomnę.


Odniosłam poza tym mały sukces, bo chociaż nic z tych rzeczy nie dokończyłam, to napisałam trochę rozdziału na jeden z blogów i przeczytałam sporo książki - oczywiście dla przyjemności, dlatego to odnotowuję. Możliwe, że przez to nie zrobiłam czegoś do szkoły, ale w sumie kij z tym. Po coś siedzę zawsze rano w szkole pół godziny przed lekcjami, przejrzę plecak i wszystko ogarnę.


Ale żeby to ogarnąć, muszę się wyspać. Dobranoc!

poniedziałek, 12 grudnia 2016

12 grudnia

30 days challenge - dzień 12!

→ Książka którą kochasz i nienawidzisz jednocześnie
Jeden z nas. Opowieść o Norwegii - kocham za poruszenie tematu, który mnie interesuje, nienawidzę za złamanie mi serca.

→ Piosenka twojego znienawidzonego zespołu
Obawiam się, że nie mam znienawidzonego zespołu. Mam ulubione, takie, których słucham, nawet jeśli nie są ulubione, i takie, których nie słucham. xD

→ Ulubiony film animowany
Dzwonnik z Notre Dame i Anastazja.



Rozmawiałam dziś z wampirem. Złożyłam jej życzenia na urodziny. Raz w roku można być miłym. xD

A poza tym to jakoś nudno jest. Mój kolega wrócił do szkoły po 1,5 tygodnia chorowania i to jest chyba jedyna jasna rzecz ostatniego czasu. xD Może poza tym, że jeszcze tylko jeden poniedziałek do przeżycia i będą święta.


No i tradycyjnie - idę spać, bo padam na ryj.

niedziela, 11 grudnia 2016

11 grudnia

30 days challenge - dzień 11!

→ Książka której nienawidzisz
Dziennik Nastolatki autorstwa Melody Carlson. Raziło mnie to, że za dużo w tej książce o Bogu. A jeśli raziło mnie to w wieku 13 lat (wtedy to czytałam), kiedy byłam jeszcze mocno wierząca, to znaczy, że faktycznie było za dużo o Bogu. I kojarzy mi się ta książka z takim chamskim narzucaniem opinii. Ale jak was opis zaciekawi to możecie znaleźć i przeczytać, bo generalnie to wiem, że nie jestem specem od doradzania, jaką książkę przeczytać, a jaką nie i może są tu tacy, którzy ocenią tę książkę lepiej niż ja.

→ Piosenka twojego ulubionego zespołu
Tak właściwie... to nie mam ulubionego zespołu i od tego trzeba zacząć. xD Ale mam przeogromny sentyment do The Cranberries, a czymś w rodzaju mojego hymnu motywującego* była kiedyś poniższa piosenka:


*Miałam wtedy z 10 lat, nie rozumiałam tekstu i nie miałam problemów (przynajmniej takich jak teraz), więc w ogóle takiego czegoś nie potrzebowałam, ale przynajmniej wspomnienia mam fajne.

→ Ulubiony film z dzieciństwa
Nie wierzcie bliźniaczkom z Lindsay Lohan w głównej roli. Do dziś go lubię.


Od wczoraj rozkminiam, czy by jednak nie próbować obejrzeć Wielkiej Ucieczki w magicznym pudełku. Dziś jest tylko jedna taka szansa na sto, cytując klasyka. Mam mieszane uczucia, bo naprawdę bym chciała, ale to będzie w dniu przed Wigilią i w przedświątecznym zamieszaniu może nie być czasu, a nie chcę się wymigiwać od przygotowań, bo je lubię.
Moje życie to jednak ciężkie jest. Z takimi dylematami...
Ciekawe, ile osób potraktuje to ↑ zdanie poważnie. xD Oczywiście żartuję. Obejrzę se to na komputerze w któryś wieczór/noc, żeby nie tracić czasu. Przynajmniej w końcu będę miała motywację, żeby to zobaczyć. :)
I tak moim pierwszym celem jest 22 grudnia i Obywatel X. Spodziewajcie się, że będę o tym dużo mówić przez te kilka dni, bo naprawdę nie mogę się doczekać.


Wczoraj miałam jeszcze napisać o jednej rzeczy. Mój brat z bratankiem przyszli nas wczoraj odwiedzić i bratanek przyniósł ze sobą ukulele, które dostał na 6 grudnia. Zaczęłam się nim bawić i stwierdziłam, że to fajne. Możliwe, że dostanę swoje na święta, ale cii, to jeszcze niepewne. Byłoby fajnie, w końcu nauczyłabym się grać na czymś innym niż komputer i kubek. xD


W ogóle, zauważyłam, że bardzo mi skoczyły wyświetlenia przez ostatni rok. 10 grudnia rok temu modliłam się o 4,000 na koniec roku, ostatecznie było to trochę ponad 5,000 - tak wynika z notek z tamtego Grudnia. Teraz mam prawie 20,000 i jak dobrze pójdzie, to może będzie ok. 21,000, kto wie.


Idę spać, muszę się wyspać na sprawdzian z historii.
↑ Chyba za często kończę tak notki. Pora zacząć pisać je wcześniej.

sobota, 10 grudnia 2016

10 grudnia

30 days challenge - dzień 10!

→ Książka, która przypomina ci o domu
Nie wiem czemu, ale pomyślałam o Tajemniczym Ogrodzie. Wszystkie książki, o których teraz pomyślałam, kojarzą mi się z innymi miejscami - albo po prostu nie kojarzą się z domem - a Tajemniczy Ogród to takie typowe czytanie w domu.

→ Piosenka przy której zasypiasz
Chciałam powiedzieć, że takiej nie mam, ale z powodu, o którym za chwilę wspomnę, przypomniała mi się jedna.
Za to, co zobaczycie poniżej, prawdopodobnie narażam bloga i siebie, bo kopie tego teledysku są stosunkowo szybko zdejmowane z YouTube'a (a mnie się średnio chce pilnować, czy teledysk w poście działa, dlatego robię upload z kompa) i może są niedozwolone w całym Internecie, ale trudno. Na przypale albo wcale.

video

Wspominałam kiedyś, że lubiłam (i w sumie nadal lubię) musical Notre Dame de Paris? Ten pan zagrał Frolla w oryginalnej wersji musicalu - oryginalnej, czyli francuskiej, która miała premierę 18 lat temu - i był moim crushem, jak miałam 12/13 lat, poważnie. A tej piosenki bardzo długo słuchałam przez snem. I oglądałam teledysk. To był taki mały rytuał: włączałam tę piosenkę na YT, zostawiałam do załadowania, gasiłam światła, zasiadałam przed kompem, oglądałam filmik, wyłączałam komputer i jak najszybciej biegłam do łóżka, żeby wspomnienie melodii i teledysku było przy zasypianiu jak najświeższe. Pomagało mi to zasnąć. Do jakiego stopnia sobie to wmawiałam, a do jakiego faktycznie pomagało - nie wiem, ale jeśli coś jest głupie, ale działa, to znaczy, że wcale nie jest takie głupie.

→ Ulubiony reżyser
 Będę przewrotna i powiem, że nie mam. Bo nie mam. Ja nawet nie wiem, kto reżyserował filmy, które oglądałam. xD Próbowałam sobie przypomnieć jakieś nazwiska, ale nie umiem.


Dobra. Miałam wrócić do powodu, przez który mi się piosenka przypomniała. Zaczęłam dzisiaj słuchać piosenek z NDdP i mi się przypomniało, że jakoś ostatnio Daniel Lavoie wrócił do paryskiej obsady musicalu (bo NDdP było grane właściwie bez przerw z tego co wiem, ale w międzyczasie zmieniali tę obsadę). No to sobie wyszukałam, czy są już jakieś filmiki na YT z tego wydarzenia.
Są.


Łzy mi się wciskają do oczu i trochę boli mnie serduszko, bo od tej piosenki się zaczęła moja przygoda z Notre Dame de Paris i zakochiwaniem się w o wiele starszych mężczyznach, ale to nieważne. Ale w sumie cieszę się, że mogłam to zobaczyć.



Pozostając trochę w temacie, podobno dzień przed Wigilią ma w magicznym pudełku lecieć Wielka Ucieczka z Karlem-Ottonem w jednej z ról. Nawet mamy kanał, na którym leci.
Phi, i tak obejrzę na kompie. Szkoda moich nerwów, w razie gdyby coś mi przeszkodziło, tak jak było w wakacje z Bitwą o Ardeny. I tak najpierw muszę obejrzeć Obywatela X, bo im bliżej mojego rytualnego seansu, tym bardziej nie mogę się doczekać. Byle do 22 grudnia. ❤

piątek, 9 grudnia 2016

9 grudnia

30 days challenge - dzień 9!

→ Książka, o której myślałeś, że jej nie polubisz, ale skończyłeś kochając ją
Tak w sumie to Igrzyska Śmierci. Pierwsza część mi się średnio podobała, ale jak po jakimś czasie przeczytałam ją jeszcze raz i doczytałam kolejne, to się przekonałam.

→ Piosenka, do której mógłbyś tańczyć
Każda. xD Na weselu siostry - oraz paru potańcówek, które zrobiłam sama dla siebie przy byciu samej w domu - się przekonałam, że ja tam mogę tańczyć do wszystkiego, byleby był dobry bit.
Ale co tam, wstawię sobie coś.
O. Proszę bardzo. To jest dobre.



→ Film, którego scenariusz znasz praktycznie na pamięć
A tu odpowiem przewrotnie, zwłaszcza w stosunku do poprzedniego punktu, bo żaden. xD Nie mam takiego filmu, który potrafię opowiedzieć scena po scenie albo który recytuję. Podobnie mam z książkami; najłatwiej mi przychodzi uczenie się piosenek.
Chociaż kiedyś w bólu, katordze i znoju nauczyłam się finałowego cytatu z Granic Bólu i myślę, że mogłabym w nocy o północy go przywołać.


Wczorajsza rozkmina z autobusu, która nawet nie wiem, skąd się wzięła:
Wracam sobie do domu autobusem, i ni z tego, ni z owego zaczynam się zastanawiać. A co, jeśli granie w gry jest przyszłościowe? Przecież Anders Breivik, jak planował zamach, to też dużo grał w gry. Nie żebym i ja chciała zabić 77 osób w przyszłości, ale imponuje mi, że nawet on na swój sposób osiągnął coś w życiu.


Chciałam coś jeszcze napisać, ale standardowo zapomniałam, więc porzucam przypominanie sobie i idę do łóżka. Wczesna pora jak na piątek, ale padam na twarz i chcę się w końcu wyspać. Najwyżej jutro sobie dłużej posiedzę.

czwartek, 8 grudnia 2016

8 grudnia

30 days challenge - dzień 8!

→ Najbardziej przeceniona, przereklamowana książka
Pierwsze, co mi przyszło do głowy, to seria o Harry'm Potterze. xD Jak ją czytałam w podstawówce, to się zachwycałam, ale ostatnio coraz bardziej się zastanawiam, co w niej widziałam.

→ Piosenka której znasz cały tekst


Pomyślałam o tej, bo dużo czasu mi zajęło, żeby się nauczyć tekstu. :)

→ Film który czyni cię smutnym
Bitwa o Ardeny.


Na dziś to tyle, bo padam na twarz, a jeszcze muszę się pouczyć angielskiego na jutro. Mam jedną rozkminę, jak nie zapomnę, to jutro wspomnę.

środa, 7 grudnia 2016

7 grudnia

30 days challenge - dzień 7!

→ Książka sprawiająca że się śmiejesz
Ten moment, kiedy nie chcesz, żeby wyszło na to, że przeczytałaś mało książek, ale do pytań ciągle pasuje ci jedno i to samo. *facepalm* No niech będzie. Ala Makota.
Tak się rozglądam po tych półkach, i się zastanawiam, i sobie myślę, że pewnie mam w ciul książek, które mogłyby sprawiać, że się śmieję, ale mam nie taki typ humoru. Ironia i sarkazm średnio do mnie nie przemawiają i często ich nie rozumiem - taki tam defekt, który mnie czasem wyklucza z "normalnego" funkcjonowania w czasach, w których wyżej wymienione zdają się być bronią na wszystko.
Dobra, bo odbiegam od tematu.

→ Piosenka która przypomina ci o wydarzeniu
La la la Shakiry i Mundial 2014. Proste? Proste! 



→ Film, który czyni cię szczęśliwym
Wielka Stopa w Egipcie!
Przez moment myślałam, że tu też się powtórzę, ale potem przypomniał mi się ten film. W samą porę.



Dziś bez zbędnych dodatków, bo padam na twarz.

wtorek, 6 grudnia 2016

6 grudnia

30 days challenge - dzień 6!

→ Książka, która czyni cię smutnym
Oł. Nie wiem.
Rozejrzałam się po półkach i padło na Anioła Śmierci Lucii Puenzo. Bo naprawdę, to jest smutna książka.

→ Piosenka która przypomina ci o jakimś miejscu
Ta piosenka + Bratysława + wakacje dwa lata temu.



→ Ulubiona komedia
Wszyscy święci! i Złoto dla Zuchwałych. 😊



Teraz trochę "prywaty".
Moja szkoła bierze udział w konkursie na najlepszy zbiór opowiadań. W imieniu swoim i innych uczestników prosiłabym bardzo o głos. Chcielibyśmy przejść do kolejnego etapu, w którym będziemy ocenieni przez profesjonalne jury na czym nam zależy. Z góry dzięki! 😊 https://ridero.eu/pl/books/opowiesci_klem_pisane/


Dziś krótko i na temat, ale jakoś nic się nie działo. Do jutra!

poniedziałek, 5 grudnia 2016

5 grudnia

30 days challenge - dzień 5!

→ Książka, która czyni cię szczęśliwym
Kurde, piąty dzień, a ja się już powtórzę. -.- Ale z książek, które mi przyszły do głowy, uśmiecham się przede wszystkim na myśl o Dzieciach z Bullerbyn i Ali Makocie.

→ Piosenka, która przypomina ci o kimś
Chciałam przez moment pójść na łatwiznę i zarzucić tu piosenką, która jest typowo o kimś i przez to mi się z nim kojarzy, ale to byłoby aż za proste. xD
Trochę mnie to boli, ale niech będzie to:


Nie powiem, o kim mi przypomina, bo nikt nie wie.


→ Ulubiony dramat
Aktualnie będzie to Życie Adeli - rozdział 1 i 2. Trzeba lubić specyficzne filmy, żeby ten film się spodobał, ale mnie się spodobał. Dopiero za drugim podejściem obejrzałam całość i też w sumie tylko dlatego, że leciał w magicznym pudełku w noc rozpoczęcia Igrzysk Olimpijskich i oglądałam w ramach czekania, ale trochę żałuję, że w końcu nie zrobiłam tego wcześniej.


Z serii: Johanna czyta sennik.
Dzisiaj mi się śniło (w sumie nie po raz pierwszy, ale dziś zapamiętałam trochę szczegółów), że w końcu dostaję odpowiedź na list do Karla-Ottona, który pisałam w wakacje. Zapłakana łzami szczęścia otwieram kopertę, wyjmuję i oglądam zdjęcia (to, które wysłałam + dwa, które dołączył od siebie), no i czytam list.
Pomijając aspekt tego, że na faktyczną odpowiedź pewnie jeszcze trochę poczekam, to sen był miły. Po prostu miły. Schody się zaczęły, jak zaczęłam sprawdzać znaczenia.

Namber łan: list!
otrzymać: nieprzyjemne wiadomości
otwierać: uważaj na złodziei

czytać list: zamążpójście
Wszystkich trzech rzeczy się boję. Dwóch pierwszych - wiadomo, trzeciej - no bo z kim niby to zamążpójście?!

Namber tu: łza!
Świadczy o bogactwie emocjonalnym, użalaniu się nad sobą lub depresji
łzy szczęścia: brakuje ci bliskiej osoby i prawdziwego uczucia
Tej bliskiej osoby, z którą będzie zamążpójście? xD Ale z tym bogactwem emocjonalnym i użalaniem się to akurat trochę prawda.

Namber tri: zdjęcie/fotografia! ← To jest sieczka, przygotujcie się na jazdę bez trzymanki. 
widzieć: czeka cię długa podróż - nie pogardziłabym
oglądać fotografie: starasz się zrozumieć swoją przeszłość, pamiętaj, że każde wydarzenie, również każdy błąd czegoś nas uczy i nic, co się nam przydarzy nie jest pozbawione sensu - prawda, staram się

dostać od kogoś fotografie: kręcą się wokół ciebie nieuczciwi ludzie - prawda, mój kolega to potwierdzi
Jeśli otrzymujemy od kogoś zdjęcie to uważajmy na wrogów - jak wyżej
Oglądanie starych fotografii sugeruje, że śniący żyje przeszłością, nie potrafi zakończyć dawnych spraw i iść do przodu. Czasami motyw ten zapowiada spotkanie z dawno niewidzianą osobą - ciekawe z kim xD Hello darkness my old friend?
Gdy na zdjęciu jest dziecko, oznacza to, że nasza rodzina wkrótce się powiększy - zdaje mi się, że na jednym zdjęciu było dziecko; pora zapytać siostry, czy jest coś, o czym nie wiem xD
Rozmazane zdjęcie sugeruje, że nasze wspomnienia o nieżyjącej bliskiej nam osobie zanikają. Jeśli postać z fotografii żyje, wtedy sen oznacza, że nasze relacje uległy osłabieniu - to zdjęcie, które ja wysyłałam do Karla-Ottona i dostałam z powrotem, było zamazane; to jest w sumie prawda, bo niby trudno mówić o relacjach, ale no, ostatnio mi się trochę odwidziało

Namber for: uśmiech! ← biorę to dlatego, że Karl-Otto na jednym ze zdjęć się uśmiechał
Nie ma znaczenia, czy uśmiechasz się ty, czy inna osoba, w obu przypadkach jest to bardzo dobry znak
piękny uśmiech: poczujesz ulgę
Dałam to na koniec, bo trochę nadziei na zakończenie zawsze się przyda. Niezależnie od tego, kiedy ta ulga przyjdzie - dobrze, że ma przyjść.


Kończę, bo pora wyjątkowo wcześniejsza, ale to tylko oznacza, że mogę wcześniej się poogarniać. Może pójdę spać wcześniej? Ale najpierw muszę zrobić brzuszki, bo się założyłam z kolegą, że będziemy robić 3 razy tygodniowo co najmniej do końca stycznia. Trzymajcie kciuki.

niedziela, 4 grudnia 2016

4 grudnia

30 days challenge - dzień 4!

→ Ulubiona książka z ulubionej serii
Ala Makota. Maksymalnie ja 1+2, Century: Ognisty Pierścień, Igrzyska Śmierci: W Pierścieniu Ognia [przypadek?], Kroniki Wardstone: Klątwa z Przeszłości. [kolejność taka jak wczoraj serii.

→ Piosenka która czyni cię smutnym
Zdecydowanie.


→ Ulubiony horror
Dwie części Silent Hill i Koszmar z ulicy Wiązów z 2010 roku (ten z Rooney Marą). 


W ogóle, widziałam wczoraj w Empiku Carol na DVD, i mnie korciło, żeby kupić i odbić sobie to, że w końcu nie byłam na tym w kinie (chociaż zamiany na Historię Roja nie żałuję). Potem jednak stwierdziłam, że możliwe, że mi się to nie kalkuluje, zwłaszcza że może już być do odnalezienia w netach. Poza tym, gdybym wniosła to do domu i przypomniała rodzicom, o czym jest ten film (a zawiera wątek lesbijski), to chyba wystawiliby mnie z powrotem za drzwi. xD
Poza tym ostatnio widziałam ostatnio informację, że ruszyły już zdjęcia do drugiej edycji Projektu Lady. Jeszcze trochę i znowu będzie co oglądać. 💗

sobota, 3 grudnia 2016

3 grudnia

30 days challenge - dzień 3!

→ Twoja ulubiona seria
Ala Makota, Century, Igrzyska Śmierci, Kroniki Wardstone [kolejność przypadkowa].

→ Piosenka która czyni cię szczęśliwym


Włączam tę piosenkę i jakoś tak sama się uśmiecham. I przy okazji mam ochotę nauczyć się tureckiego, ale to akurat inna sprawa.

→ Ulubiony film akcji/przygodowy
*szybko obczaja przykłady takich filmów*
Z akcji - Uprowadzona i Igrzyska Śmierci: W Pierścieniu Ognia, z przygodowych - Sherlock Holmes + Sherlock Holmes: Gra cieni.
[Ten moment, kiedy Filmweb przypasowuje do przygodowych film, który chcesz obejrzeć od maja i wiesz, że ci się spodoba, ale jeszcze go nie obejrzałaś. i nie możesz wpisać. Buuu.]


Dziś był ciekawy dzień. Pojechałam rano do Katowic kupować prezenty. Fajnie mi się dopasowała przesiadka z autobusu na tramwaj, bo przeszłam sobie przez pasy i akurat tramwaj podjechał na przystanek.
Po wejściu do centrum handlowego poszłam w pierwszej kolejności do Empiku, ale jak zobaczyłam książkę o Globocniku (tym historycznym oczywiście), to - gnana skojarzeniami - odwróciłam się i wyszłam. Powłóczyłam się trochę, aż w końcu dotarłam do Starbucksa, żeby na chwilę przemienić się z lumpa, jakim się czuję w mojej poprzecieranej czarnej sięgającej za kolana kurtce i w czapce z pomponem, w hipstera. Kupiłam sobie piernikowe latte, i tak jak latte generalnie nie lubię, to to było dobre. Pewnie dlatego, że mi smakują przyprawy do pierników. Przy okazji spełniłam pierwszy przedświąteczny dobry uczynek, bo zostawiłam napiwek. Obiecałam sobie po ostatniej wizycie, że będę dawać w Starbucksie napiwki za miłą obsługę, i dziś była okazja. Co prawda wrzuciłam do pojemniczka przy kasie tylko złotówkę z groszami (tyle dostałam reszty), ale i tak poczułam się lepiej. Za dodatkowy uśmiech kasjerki było warto.
Potem posnułam się jeszcze trochę. Ostatecznie i tak trafiłam do Empiku. Okazało się, że najłatwiej było mi wybrać książkę, uwaga, dla szwagra, czyli tej z czterech osób, którym robię prezenty, którą znam najkrócej (oprócz tego robię siostrze i rodzicom; nie wliczam w zacne grono kolegi z klasy, który dostanie coś ode mnie na wigilię klasową). Miałam napisane, że znam go najmniej, ale zmieniłam, bo wychodzi na to, że znam go całkiem dobrze, skoro potrafiłam w księgarni znaleźć coś, co mu przypadnie do gustu (moje trafienie jako dobre określiła siostra). Dobra, wiedziałam też, co wybrać dla mamy, ale pomyślałyśmy z siostrą o tym samym i jedna z nas - w tym przypadku na moje szczęście ona - musi teraz szukać czegoś innego. Ale już z wyborem książek dla siostry i taty miałam problem. W końcu kupiłam, ale się boję, bo wiem, jaki to jest ból, jak dostajesz coś, co niby chciałeś, ale jednak nie do końca. Miałam tak zepsutych kilka świąt. Wiem, że nietrafiony prezent to trochę głupi powód, żeby mieć zepsute święta, ale jednak.
Potem wracałam do domu i okazało się, że tramwaj, który mi przyjechał, dojeżdża do przystanku, gdzie jest początkowy dla autobusu, to stwierdziłam, że nie będę świerknąć na przystanku, który dla autobusu jest drugim z kolei, tylko się przejadę. Miałam wycieczkę i krócej marzłam.



Kończę, bo późno się zrobiło, a ja zmęczona jestem. Dobranoc.