niedziela, 31 stycznia 2016

Odlot

Dziś nad ranem u mnie w mieście była burza - naliczyłam cztery grzmoty - z dużą ulewą, a rano, kiedy wstałam, za oknem był śnieg. Skojarzyło mi się to z tym:


- Urodziłeś się 13 stycznia, prawda? - zapytała po chwili milczenia. - W 1964 roku?
Chłopiec otwarł usta ze zdziwienia.
- Skąd wiedziałaś?
[...]
- Och, chodzi mi o to, że spotkało się dwoje ludzi urodzonych tego samego dnia! Myślę, że rzadko kiedy tak się zdarza.
- I w dodatku jesteśmy dziećmi burzy,
- Co masz na myśli?
- Moja mama mówi, że w dniu naszych urodzin rozpętała się straszna burza, taka, jak w tym roku.
- Z piorunami i gradobiciem?
- Dokładnie. Rzadko spotykana rzecz. Ale spotykana.

Fragment pochodzi z mojej "powieści" pisanej na przełomie podstawówki i gimnazjum, o której wspominałam siedemnastego. W tym fragmencie chodziło o to, że to jest rzadko spotykane w zimie, o czym usłyszałam od nauczycielki przyrody bodajże w piątej klasie - teraz się zorientowałam, że w tekście nie było o tym dokładnej informacji.
Niby teraz nie ma zbytniej zimy, ale dla mnie to i tak jest piękne, że czegoś takiego doczekałam. I jeszcze mnie ta burza obudziła, więc przeżyłam całość! :')


Zaczyna dręczyć mnie sumienie, że w końcu nie kupiłam sobie tej biografii van Gogha w grudniu. W sumie to nie wiem, czy naprawdę chcę, ale kusi. Chyba zapiszę to jako opcję ostateczną na urodziny, jeśli nie będę miała czego wybrać na prezent.
A propos tego prezentu na urodziny - pamiętacie, jak pisałam, że mój tata dostał przelot balonem, a ja bym chciała przejazd czołgiem, bo też jest dostępny? Otóż dzisiaj się rozmyśliłam. Stwierdziłam, że wolałabym to: http://www.wyjatkowyprezent.pl/prezent/lot-widokowy-jura-krakowsko-czestochowska-szlakiem-orlich-gniazd-rybnik - przelot samolotem! Do Rybnika i Jury Krakowsko-Częstochowskiej mam w sumie blisko, a nie wiem, czy taki przelot nie byłby bardziej ekscytujący.
Hess mnie ostatnio opętał, także wiecie... xD
Nie no, ale serio bym sobie poleciała. Muszę się tylko zakręcić trochę przy rodzinie, żeby wiedzieli, czego oczekuję. Bo jeszcze się na nietrafionym prezencie skończy i będzie słabo.

Nie wytrzymam do czerwca teraz, nie ma opcji. ;_;

EDIT: Rozmawiałam z mamą i wszystko załatwione - jeśli dostanę (bo sama się muszę zastanowić), to samolot. :)



Z racji zbliżającego się powoli Wielkiego Postu pomyślałam, że mogłabym zacząć wtedy nową serię na moim blogu, dotyczącą wiary. Jakaś notka pojawiałaby się co środę, i myślę, że jej całość poświęcona byłaby wierze - albo o aspekcie duchowym, na przykład co ja sądzę o tym i o tym, albo fizycznym, jak coś o relikwiach. Co wy na to?

sobota, 30 stycznia 2016

Stypendia i lektury

Około 15:40 w końcu zabrałam się za zadania domowe. Jest 18:40 (gdy to piszę), a ja jestem w połowie zadań z niemieckiego (za który wzięłam się w pierwszej kolejności) i nie zanosi się, że szybko skończę.
A może jednak bym się za to wzięła?
Dobra, wracam za chwilę.


Poddałam się po trzech minutach. Coś mi się chyba w mózgu przepaliło. xD
Tak serio, patrząc po tym, jakie mam podejście do nauki w tym roku szkolnym, dziwię się, że dostałam te stypendium premiera za 2014/2015. A średnia 5,00 na ten semestr to już w ogóle cud! Ja mam taką średnią, ja, która się jarałam dwójką z historii, bo to nie jedynka. xD Serio, ja się z tego mega cieszyłam. Nie żeby było z czego, bo w sumie nie ma, no ale czy nie jest tak?
A wiecie, z czego bym się śmiała? Gdyby się w czerwcu okazało, że znowu stypendium dostanę. Co prawda istnieje możliwość, że ktoś z pierwszej klasy mnie "pokona" - była taka sytuacja, że rok starsza dziewczyna dostała stypendium po pierwszej klasie, a potem przyszłam ja i miałam chyba trochę wyższą średnią albo jeden wygrany konkurs więcej, więc też dostałam stypendium za pierwszą klasę, a ona po drugiej już nie - ale w sumie nie widzę nikogo takiego. Nie żebym się przechwalała, albo była taka zorientowana w sytuacji szkolnej (bo nie jestem), ale wszystko się może zdarzyć.


To chyba przez ostatnie wakacje się tak rozleniwiłam. Te szalone noce, kiedy siedziałam do północy albo i dłużej... To oglądanie Szkoły i słuchanie Honoru... Ach...
Tak w sumie to nie żałuję, bo teraz mniej przejmuję się szkołą, ale to mi może wyjść na zdrowie, bo zawsze się przejmowałam do przesady. A teraz jest tak, że właściwie to mi zależy, ale nie ma tragedii, jak coś pójdzie źle.


Dzisiaj w sumie powinnam przeczytać lekturę - pani nam zadała Ojca Goriot - i tym akurat się przejmuję, bo wyjątkowo mamy pisać test z treści. Z jednej strony nie chcę dostać jedynki z polskiego - już mówiłam, że walczę o 6 na koniec (na semestr już miałam) dla wyższej średniej - ale z drugiej ciekawie byłoby zobaczyć minę pani.
Mogłabym pobić swój rekord z piątej klasy podstawówki, kiedy z testu z Przygód Tomka Sawyer'a (czy jak to się nazywało) dostałam 3. Teoretycznie pobiłam go w trzeciej gimnazjum, kiedy nie przeczytałam Kamieni na Szaniec w pierwszym terminie i najprawdopodobniej dostałam 1 z testu, ale większość klasy tak miało, to nauczycielka dała nam czas na doczytanie, zrobiła drugi sprawdzian, a z pierwszego nie wpisała ocen.

Ale czy to moja wina, że są ciekawsze książki niż lektury? Swoją drogą, ciekawe, jakie będziemy mieć lektury przy literaturze drugiej wojny. Aż chyba spytam nauczycielkę w poniedziałek. Powiedziałabym, że mi wszystko jedno, bo druga wojna to druga wojna, gdyby nie te nieszczęsne Kamienie na Szaniec, które w końcu przeczytałam, ale nie wspominam zbyt dobrze.
Fingers crossed, żeby było coś normalnego.

czwartek, 28 stycznia 2016

...bo jest moje!

Wszyscy jesteśmy Żydami - mówił Barack Obama na wręczeniu odznaczenia Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Bez obrazy dla nikogo (zwłaszcza dla Żydów), ale czuję się urażona. -.-' Co prawda nie uważam się jeszcze za antysemitkę czy coś, łapię też sens stwierdzeń tego typu, ale... nie. Nie jestem Żydówką ani nie utożsamiam się z prześladowanymi Żydami. No po prostu nie.


Wczoraj mi się trochę nudziło, to obejrzałam sobie film animowany W głowie się nie mieści. Kiedy dłużej nad nim pomyślałam, to dotarło do mnie, jak genialnie pokazane jest tam dorastanie, emocje wieku nastoletniego. No naprawdę, geniusz po prostu. Daję okejkę i polecam serdecznie.


Moja koleżanka odkryła Wattpada. Czekam na moment, w którym znajdzie moje opowiadanie o Trzeciej Rzeszy i mi je poleci, nie wiedząc, że jest moje. xD Żartuję, nie znajdzie, bo raczej czyta fanfiction dotyczące Harry'ego Pottera, ale zabawne byłoby odbyć z nią rozmowę w takim stylu:
-Hania, Hania, znalazłam opowiadanie, które ci się spodoba!
-O czym jest?
-No, o Trzeciej Rzeszy! Na razie jest jeden rozdział, i nie wiem, kiedy pojawi się kolejny...
-Pewnie jutro albo pojutrze.
-Skąd wiesz?
-Bo jest moje!
Leżę i nie wstaję XD


Boszsz... jak mi się nic nie chce...! Nawet siedzieć na YouTube i oglądać głupich filmików, co już jest dziwne, bo to jeden z sensów mojego istnienia. Spać mi się też nie chce, przynajmniej nie o tej porze, a może by mi to pomogło, bo poszłabym spać, zwalając wszelkie zło tego świata na zmęczenie.


Jutro zaczynam czytać Dzienniki ze Spandau Speera. Nie wiem czemu, ale mam przeczucie, że będę płakać.

wtorek, 26 stycznia 2016

Naziści śląscy

Dlaczego reprezentacja Norwegii wygrała z reprezentacją Polski w meczu piłki ręcznej?
Bo niektórzy dobrze strzelali!

Pozdro dla kumatych xD To jest tak słabe (bo w końcu moje), że aż śmieszne. xDD


Dzisiaj byłam na wycieczce szkolnej w Muzeum Śląskich w Katowicach. To, co z tej wycieczki zapamiętam najbardziej, mieści się na jedynych dwóch zdjęciach, które zrobiłam. Myślę, że was to nie zdziwi.

Opis zdjęcia: Nazistowscy oficjele z Górnego Śląska podczas spotkania z zastępcą Hitlera Rudolfem Hessem i zwierzchnikiem partii nazistowskiej na Śląsku Helmuthem Bruckenerem (w środku), Zabrze 1934

Uśmiechu, który wylał mi się w tamtym momencie na ryj, nie da się opisać! Musiałam wyglądać creepy, jak tak stałam i się szczerzyłam w kierunku tablicy z tytułem Naziści u władzy. xD Byłam też o krok od przytulenia się do tej tablicy, ale się powstrzymałam, tak jak powstrzymałam się od zabrania jej do domu.
Jest jedna rzecz, którą chciałabym wiedzieć - skąd wzięła się u mnie przy przechodzeniu na inny dział myśl: Trudno, przeboleję tę tablicę! Przecież i tak Hess zostanie moim mężem, jak już umrę i go spotkam... No kurde, nigdy o nim w ten sposób nie myślałam, a tu takie coś! xD


Drugie zdjęcie wygląda tak:

Opis zdjęcia: Wizyta Josepha Goebbelsa, ministra propagandy III Rzeszy, w Katowicach 1 września 1940 roku. Pierwszy z lewej stoi Erich [Jakiśtam] - późniejszy kat powstania warszawskiego

Tu akurat nie mogłam postać zbyt długo, bo zdjęcie było na korytarzu i nie chciałam tarasować przejścia. Ale uśmiech był.

Oprócz tego w jednej sali wisiała flaga Trzeciej Rzeszy, ale byłam na tyle zaaferowana tym, że do niej nie dosięgam, a więc nie mogłam jej zdjąć i zabrać do domu, że nie zrobiłam zdjęcia.
Mój metr sześćdziesiąt pięć znowu się odezwał. ;_;


Na szczęście jest jedna pożyteczna rzecz, której się dowiedziałam. Ten obraz wiszący w Muzeum Śląskim:


powszechnie znany jako Pomarańczarka, nazywa się Żydówka z cytrynami.

Żydzi są wszędzie!
Naziści na szczęście też. xD


No i podczas tej wycieczki po raz kolejny zrozumiałam, że nie rozumiem sztuki nowoczesnej. No bo jak są stare obrazy, gdzie można popatrzeć i powiedzieć: o, ptaszek!, o, dziewczynka!, o, okno! i trzeba wejść na wyższy poziom, żeby dopatrywać się symbolu w rozłożonych skrzydłach tego ptaszka, to jak macie namalowane dwa kwadraty, to wiadomo, że nie są namalowane ot tak, dla bycia kwadratami, ale sensu i tak w nich nie widać.
Dlatego nie idę na studia na historię sztuki, oblałabym egzaminy dotyczące ostatnich pięćdziesięciu lat. xD

sobota, 23 stycznia 2016

Herbata - i nie tylko

Tak jak obiecałam, chwalę się herbatą, którą wczoraj dostałam:


Tak jak rzadko smakowe herbaty mi podchodzą, to ta - o smaku słodkiej śliwki i figi z imbirem i cynamonem - posmakowała mi bardzo. Od wczorajszego popołudnia wypiłam trzy kubki (+ jedna inna herbata do kolacji), co do mnie jest niepodobne, bo zwykle wypijam jedną herbatę dziennie (tą wspomnianą do kolacji, czarną z cytryną i miodem) i już to czasem przychodzi mi z trudem.
Dziwne.


Z nudów przeczytałam dziś sobie Tylko siły ciemności otwierają i zamykają bramę do Silent Hill, czyli bloga, z którego powodu pojawiłam się w blogosferze. Tak, to moje opowiadanie - pierwsze publikowane i jak na razie jedyne skończone. Za tydzień mija druga rocznica jego rozpoczęcia i pierwsza zakończenia. Trochę zrobiło mi się smutno, jak już dotarłam do epilogu, ale nie tak smutno smutno, ale bardziej sentymentalnie. Szkoda, że tego już nie ma. Chociaż jestem dumna, że coś mi się udało.
Tak teraz mi się zaczęło wydawać, że właśnie po zakończeniu tego opowiadania zaczęło się wszystko walić w kontekście mojej egzystencji jako ThingsInsideOfMe. Miałam przysłowiowy pierdyliard opowiadań oprócz tego i każde kończyło się po paru rozdziałach, a to doprowadziłam do końca, bo żyłam właśnie nim.
Przynajmniej wiem, że jako WHIMW/Georgia długo nie zniknę, bo istnieję dla tego bloga, a tematy do gadania mi się długo nie skończą xD


Byłam dziś chwilę na Tumblrze i w sumie to był dobry pomysł, bo akurat napisała do mnie jakaś dziewczyna z Polski. :) Ale wiem, że wrócić na stałe już bym nie umiała. Trudno się mówi.


Idę skończyć robić zadanie domowe z polskiego (może po całym dniu w końcu mi się uda xD), a potem zabieram się za pisanie opowiadań. Z tym też coś trzeba zrobić!

czwartek, 21 stycznia 2016

Granice dramatu

Miałam tę notkę opublikować jutro z dopisanymi wydarzeniami z jutra, ale okazała się dłuższa niż myślałam i stwierdziłam, że dam dziś. Najwyżej jutro wrzucę nową. xD



Wiecie, jaką zbieżność dopiero dzisiaj ogarnęłam?
Wczoraj były dwie rzeczy
a) rocznica konferencji w Wannsse (narady w temacie ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej; przewodniczył Reinhard Heydrich)
b) konferencja klasyfikacyjna w mojej szkole.

Osobno niby nic, ale jak się te dwie rzeczy nałoży na siebie i powie, że to ten sam dzień, to TO TAK ŹLE WYGLĄDA ŻE JA NIE MOGĘ.
Przynajmniej dla mnie to źle wygląda. xD
No ale patrzcie: jak ktoś miał mieć naganne zachowanie i milion jedynek na semestr i mu to nauczyciele na konferencji zatwierdzili, no to ma przerąbane jak Żydzi w trakcie drugiej wojny no...



Wrzuciłam na Facebooka (na mój fanpage) post o tym, że nie potrafię cieszyć się cudzym szczęściem. Motyw ogólnie jest taki, że dowiedziałam się o ciąży jednej z moich ulubionych aktorek (pani nazywa się Jena Malone, gdyby ktoś pytał). No i zawsze myślałam, że jak już się okaże, że ona, właśnie ona jest w ciąży, to będę się cieszyć jej szczęściem i takie tam. A dziś prawie się rozpłakałam, ale ze smutku. Jakoś tak smutno mi się zrobiło. I tak samo było, jak Lena Katina brała ślub i też potem czekała na dziecko.

I ja chcę się cieszyć, naprawdę, ale nie potrafię.
Doszłam do teorii spiskowej, że to moja wewnętrzna lesbijka, która się w dwóch wyżej wymienionych paniach podkochuje, zaczęła się odzywać. Nie wiem, czy istnieje w ogóle coś takiego jak wewnętrzna lesbijka, ale ostatnio często dochodzę do wniosku, że homo tak typowo może nie jestem, ale hetero chyba też nie całkiem. xD No bo powiedzcie mi, czy to jest normalne, że ja, która z płciowością akurat nie mam problemu i czuję się kobietą, patrzę na inną kobietę i się zastanawiam, jaka ona jest piękna albo ciekawi mnie, jakby to było ją całować? Co prawda mam tak głównie z piosenkarkami i aktorkami, mogę mieć po prostu taki sposób wyrażania podziwu dla nich i tego typu rzeczy, ale czasem się siebie boję.
Wyślijcie mnie ktoś do psychologa, proszę. ;_;

Chociaż... wolę już być lesbijką niż potencjalnym nekrofilem. Wiecie, Mengele i tacy inni.
Nie pisałam już o tym kiedyś? Wiem, że temat jest generalnie inny (bo Jena jest pierwszy raz w ciąży xD), ale zdaje mi się, że z tym hasłem o nekrofilu się powtarzam.



Zastanawiam się, jak duży dramat mogę zrobić z Podróży do III Rzeszy. Bo generalnie nie będzie to zbyt kolorowe opowiadania (w końcu wojna i takie tam), ale szukam granicy. Pewnie nawet gdybym znalazła, to bym ją przekroczyła, ale pomyśleć zawsze można. xD
*SPOJLER* Na pewno będzie tragiczna miłość i takie słodko-gorzkie zakończenie. Szczegóły jeszcze dopracuję. *KONIEC SPOJLERU*.



A jutro mi mama kupi herbatę smakową, bo piłam dziś na tandemie i jest dobra. Pochwalę się zdjęciem, jak przyjdzie co do czego. :)


Dobra, to tyle na dziś. Idę powtórzyć matematykę, bo miałam się uczyć, a zamulam pół dnia, znowuu!

środa, 20 stycznia 2016

Piniondze za nazistów

Dzisiaj na polskim przeglądałam sobie nowy podręcznik z polskiego - nowy, bo zaczęliśmy nowy dział (pozytywizm) i jeszcze nic w nim nie oglądałam. Znalazłam tam rozpiskę z głównymi wątkami Lalki i przy okazji odkryłam nowy powód, żeby ją przeczytać.
Tam jest o Żydach! I o antysemityzmie! Moje klimaty! :D


Kiedyś już mówiłam o różnych zależnościach między dniem i porą chodzenia spać, ale muszę zarzucić jeszcze jednym paradoksem: jakim cudem przez kilka dni chodziłam spać o 23:00, wstawałam o 6:30 i było normalnie, a dziś wstałam o 7:30 (przy tej samej porze pójścia spać) i na zmianę boli mnie głowa albo chce mi się spać? Nie rozumiem tu czegoś...




Wrzuciłam na Facebooka, to w sumie mogę i tu. :) Drodzy państwo, oto moja specjalna rozpiska z datami narodzin i śmierci wybranych nazistów, żebym się w przyszłości nie pogubiła. Ciągle pluję sobie w brodę za to, że zrobiłam rozpiskę bodajże 27 listopada i przegapiłam urodziny Hoessa. A miałam przeczucie, żeby zrobić risercz na Wikipedii! Dlatego teraz mam nadzieję, że rozpiska mnie będzie pilnowała. :)


Czasami chciałabym, żeby mi się chciało do szkoły różne rzeczy robić tak jak mi się chce szukać informacji o nazistach i czytać o nich książki. Świat byłby piękniejszy! Jutro mam kartkówkę z polskiego i test z niemieckiego, w piątek - z matematyki. Polski i niemiecki jakoś poleci, matmę muszę jeszcze powtórzyć... Także tego.
Nie żeby coś, ale zaczynam się bać, że jak przyjdzie do studiów to zawalę któryś semestr i to tak typowo. xD Żartuję, pewnie się zbiorę i zdam wszystko ładnie, ale czasem chciałabym być bardziej zorganizowana.

A najlepiej to by było, gdyby mi zaczęli płacić za zainteresowanie nazistami i zaangażowanie w blogi. Mogłabym w ogóle rzucić szkołę i nie iść do pracy, tyle bym miała z tego pieniędzy! :D

wtorek, 19 stycznia 2016

I'm Jose!

Kartka z kalendarza:
1809 – urodził się Edgar Allan Poe, amerykański poeta, nowelista.
To jego wierszowi Kruk zawdzięczamy moje drugie imię (Raven), więc wiecie - świętujmy!




Zastanawiam się, czym jestem po dzisiejszym dniu bardziej rozgoryczona: jedynką z wosu czy tym, że mi potem autobus odjechał praktycznie sprzed nosa.
Żartuję, bardzo dobrze wiem, że tym drugim, bo musiałam marznąć 45 minut na przystanku. Ta jedynka to za zadanie domowe, którego mi się nie chciało odrabiać, i jakoś nic mi to nie robi. xD


Notka z 27 grudnia to jedna z niewielu, której nikt nie skomentował, a zadawałam tam dość ważne dla mnie pytanie, które pozwolę sobie ponowić, bo się znowu zastanawiam:
Ciągle szukam odpowiedniej częstotliwości publikowania rozdziałów. Pomoże ktoś? Bo dalej nie wiem, czy wrzucać zaraz po napisaniu, czy na przykład jeden na dwa tygodnie, ale cały czas pisać, żeby być do przodu. Mi jest lepiej wrzucać zaraz po napisaniu, ale chciałabym znać jeszcze czyjąś opinię.




Drugim obrazkiem na dziś jest moje nowe zdjęcie profilowe. Pozwolę sobie wytłumaczyć, o co chodzi:
Jak Josef Mengele ukrywał się po wojnie, to większość tego czasu spędził w Ameryce Południowej, gdzie obowiązującymi językami są przede wszystkim portugalski/hiszpański, w których to językach odpowiednikiem imienia Josef jest Jose. I ten obrazek jest taki: "Josef? Jaki Josef? Ja przecież się Jose nazywam!". xD


Także tego. Ja się idę czymś zająć - i nie, nie jest to zadanie z wosu :) - a wy komentujcie. O tam, na dole, jest takie okienko.

niedziela, 17 stycznia 2016

To nie tak, jak planowaliśmy

- No dobrze. Kiedy mam zacząć?
- Kiedy chcesz. Tylko ma być zrobione! - rozkazała groźnym tonem Dorota i ułożyła sobie grzywkę na boku czoła.
Małgosia wybuchnęła śmiechem i w przerwie między wybuchami chichotu rzuciła:
- Wiesz, że z taką fryzurą wyglądasz jak Adolf Hitler?
- Prawie robi wielką różnicę! - krzyknęła Dorota Hitler. - Hände hoch!
Małgosia uniosła ręce.
~Hanna B., styczeń 2011

Już 5 lat temu nie było dla mnie ratunku. xD

Cytat pochodzi z mojej "książki", którą pisałam właśnie 5 lat temu, o tytule Europejskie Wakacje. Przy okazji było to moje pierwsze życiu fanfiction, bo pisałam to, korzystając z filmu Disney'a Dzwonnik z Notre Dame. Oprócz tego nawiązywałam do: Hitlera (jak widać xD), Vincenta van Gogha (dlatego myślałam o kupieniu jego biografii) i gry The Curse of the Amsterdam Diamond (głównie chodzi o miejsca w Amsterdamie). Wspominam to dzisiaj, 17 stycznia, bo chociaż nie jest to dokładna data odświeżenia sobie w 2011 roku filmu po kilku latach ani rozpoczęcia pisania opowiadania, to był to pierwszy dzień moich ferii w tamtym roku, który przyjęłam za symboliczną datę przełomu w moim życiu.
Ni z tego, ni z owego przypomniałam sobie w tamtym czasie Dzwonnika z Notre Dame i zafascynowała mnie ta bajka. Wtedy to było naturalne, ale już po kilkunastu tygodniach wiedziałam, że jestem ja sprzed 2011 roku i ja od 2011 roku. Wtedy zaczęłam prawdziwie dojrzewać, zmieniać się. Zostało mi kilka pasji z pierwszego okresu, na przykład szmergiel na punkcie Wielkiej Brytanii, jak to określiłam w filmiku, ale większość rzeczy które są dla mnie ważne, to te z ostatnich pięciu lat.

Jako tytułu dzisiejszego posta użyłam wersu z piosenki Dolores O'Riordan Human Spirit, której w tamte ferie namiętnie słuchałam. Zresztą ta linijka miała też swoje pięć minut w moim opowiadaniu.


PS. Przypomniało mi się zadnie z takiej jednej piosenki. Brzmi ono: "To nie tak, jak planowaliśmy". To doskonale opisuje naszą sytuację, prawda? Bo kto wie, co by teraz było, jakby rodzice nie umarli tak wcześnie...

Teraz i ja rozumiem, że to zdanie opisuje też moją sytuację. Tak naprawdę nie zaplanowałam nic z rzeczy, które najbardziej na mnie wpłynęły w ostatnich latach.
Są filmy, które obejrzałam na spontanie, piosenki, które gdzieś tam kiedyś wpadły mi w ucho, wiadomości w telewizji... Nie mogłam zaplanować, że Dzwonnik tak na mnie wpłynie. Nie miałam wpływu na to, że usłyszałam o Breiviku w wieczornych wiadomościach. Nie mogłam wiedzieć, że przepisywanie dat do pamiętnika wywoła zainteresowanie seryjnymi mordercami (patrz: 22 grudnia). Nie wiedziałam, że z wycieczki do Oświęcimia najbardziej zapamiętam Josefa Mengele, który "jest ze mną" już prawie 2 lata.
Części z tych nieplanowanych rzeczy nawet nie pamiętam. Interesują mnie templariusze, ale tak w sumie to dlaczego, skąd mi się to wzięło?


Jeden z najważniejszych filmików obejrzanych przeze mnie przez te lata. Wstawiam, bo a) Dzwonnik i Anastazja, b) piosenka o wspomnieniach.

Przez te 5 lat często pojawiały się pytania. I nadal się pojawiają, nadal szukam siebie. Ale miło jest mieć świadomość, że kiedy zwątpię w świat, mam te wspomnienia.
 Wspomnienia łagodzą ból wewnątrz mnie
[...] Wszystkie te wspomnienia są mi drogie.

Mam sporo marzeń, zbieranych przez wiele lat. Pojechać tu i tam, poznać tego i tamtego. Ale to najważniejsze to spojrzeć za kilka lat w lustro, spojrzeć swojemu odbiciu w oczy, odnaleźć w tych oczach dwunastoletnią siebie i móc powiedzieć: Dziękuję za wszystko, co dla mnie zrobiłaś. Jestem z nas dumna.


Ponownie wróciła myślami do wydarzeń z wakacji. "Nigdy tego nie zapomnę", pomyślała. "Przysięgam, że nigdy tego nie zapomnę".

sobota, 16 stycznia 2016

Pół roku bloga My Little World

Zapytałam, czy chcecie filmik. Usłyszałam, że chcecie - no to macie. :)





Na początku się denerwowałam, ale potem się rozkręciłam i nawet się okazało, że te 15 minut to mało. xD I - o dziwo - moje jąkanie się i wszelkie inne wady wymowy były dziś wyjątkowo ogarnięte.
Mam nadzieję, że to, jak się bawię własnymi dłońmi albo kabelkiem od słuchawek wam nie przeszkadzało. To pierwszy filmik w tym stylu, który nagrywałam, nie mogłam się odnaleźć. I ucina mi część głowy, ale to było najlepsze miejsce, w którym mogłam postawić aparat. Na następny raz najwyżej coś wymyślę.

Co jeszcze miało być, ale zapomniałam:
1. Tak, Dark Shadows: The Revival jest o wampirach, ale to nie jest główna rzecz, o którą chodziło - jak zresztą zauważyliście, bo w końcu o tym nie wspomniałam.
2. Gdyby pierwsze 30 sekund filmu, który pokazuję, było człowiekiem, to podałoby mnie do sądu za nękanie, bo tyle razy już to widziałam.
3. Chciałam pokazać kota, ale akurat jak nagrywałam to nie przyszedł. ;_;
4. Jeśli chcecie jeszcze jakieś filmiki, to a) dajcie mi o tym znać i b) możecie mi podrzucać tematy. Na pewno będzie ten na rocznicę, myślałam też o filmowym wydaniu jakiegoś tagu, ale to jak dostanę nominację, nie będę specjalnie szukać.

czwartek, 14 stycznia 2016

Płacz (i zgrzytanie zębów?)

Są dwie rzeczy, które mi się stały po tym, jak dziś się okazało, że Alan Rickman nie żyje.
Po pierwsze - spoko, rozumiem, że to strata i takie tam, ale ile razy można na Facebooku zobaczyć posty z różnych stronek o tym samym? Jak mi się skończył spam serialem o Nocnych Łowcach (w końcu), to się zaczął tym. ;_; Generalnie: najpierw się trochę przejęłam, ale po zobaczeniu miliona postów na ten sam temat mi się odechciało.
Po drugie - zaczęłam się zastanawiać, jak to będzie, jak odejdzie jakaś osoba, którą naprawdę ceniłam.* Jest parę osób, po których śmierci chyba się załamię.
*To zdanie miało się odnosić do aktorów, ale potem pomyślałam o Breiviku i no... zmieniłam zdanie. Ale serio, jak mam ryczeć po czyjejś śmierci, to po jego najbardziej. Gimnazjalna miłość to wieczna miłość, z tym się nie dyskutuje ani się nie walczy. Bez komentarza proszę.



A teraz coś specjalnego!

video

Kto będzie chociaż blisko, temu wyślę czekoladę. xD
A na serio to mi żal piniondzów, wolę sobie tę czekoladę kupić. :P

I tak wiem, że mnie dalej kochacie, mimo że mi żal pieniędzy na was wydawać. :*
Ej, właśnie pomyślałam, że przecież mi nie żal, bo na wakacjach na wsi ciągnęłam Internet z pakietu, za który musiałam płacić. Także tego.


Dzisiaj na tandemie językowym:
Alyona: Czytałaś 50 twarzy Grey'a?
Ja: Nie...
Irene: Ja czytałam, bo moja mama kiedyś dostała.
*5 minut później*
A: Irene, a dla ciebie jaka jest dobra książka? *szeptem* 50 twarzy Grey'a...
Hehehehehe :D


Coś chyba jeszcze miałam napisać, ale że zapomniałam, to już kończę. :)

środa, 13 stycznia 2016

Paradoksy

Przypomniało mi się, co jeszcze chciałam wczoraj napisać, a zapomniałam.
Wyjaśnijcie mi, jak to się dzieje, że tak jak rzadko komentuję filmiki na YouTube albo w ogóle komunikuję się z youtuberami, to jak już to robię, to wtedy oni na to reagują?
W ostatnim czasie - czyli od końca czerwca - złożyłam trzy komentarze i trzy dostały odzew:

1) skomentowałam jeden filmik na fanpage na Facebooku - dostałam like od "prowadzącego" (Eleven) - teraz się zastanawiajcie, który komentarz jest mój xD Psst psst, prawdopodobnie poznacie po imieniu!
2) skomentowałam film na YT - dostałam odpowiedź od właścicielki kanału, od której dostałam też dwa serduszka na Instagramie po zaobserwowaniu jej profilu (Olur)
3) sytuacja z wczoraj - skomentowałam kolejny film - dostałam odpowiedź od jednej z prowadzących kanał (Królewski)
Podlinkowane nazwy przekierują was do postów/filmów, które obdarzyłam komentarzem.

No i jak to jest możliwe?

Wiadomość z ostatniej chwili: skomentowałam dwa dni temu jeden filmik (o którym akurat więcej powiem w sobotę) i nie dostałam co prawda odpowiedzi, ale dostałam polubienie. Nie wiem od kogo, ale dostałam! :D


I jeszcze takie jedno pytanie: widział ktoś z tu obecnych Rydwany Ognia? Niedługo się dowiecie, czemu pytam, na razie mówię, że po prostu mnie to ciekawi. :)


Rodzice mnie szantażują. ;_; Tak jak wspominałam, zamówiłam sobie ostatnio dwie książki o nazistach, i zamówienie zostało zrealizowane - jedna jest już w domu (widziałam paczkę), druga czeka na odbiór w kiosku, ale nie dostanę ich, dopóki się nie nauczę jak najwięcej o Maksymilianie Marii Kolbe. Teoretycznie mam czas do niedzieli.
A ja już chcę mieć te książki w rękach nooo! Nie wytrzymam! :(
Tak na serio to się zakręcę i może piątek/sobota już dostanę. :) Bo chciałam na filmiku pokazać, co sobie zamówiłam, i pomachać tym do kamery, i takie tam jeszcze.



Czy tylko ja tak mam, że jak jakiś dzień dla wszystkich coś oznacza, to dla mnie też coś oznacza, ale całkiem coś innego? Na przykład od jakiegoś czasu miałam spam na tablicy na Facebooku, że 12 stycznia (czyli już wczoraj) jest/była premiera serialu o Nocnych Łowcach i to jest na podstawie jakiejś tam książki. Widziałam film, który kiedyś tam był, i mi się nie spodobał, a książek nie czytałam, bo mi film obrzydził. (Komentarze, że książka lepsza od filmu za 3, 2, 1...). I dzięki temu 12 stycznia to dla mnie ciągle urodziny Göringa.
O, albo 14 lutego. Dla świata to Walentynki, dla mnie to rocznica śmierci Andrieja Czikatiły. Od czterech lat ludzie wyznają sobie miłość w czasie, kiedy ja płaczę po kątach, bo przecież człowiek umarł dwadzieścia lat temu, to co, zmarłych mam nie żałować? Siódmy uczynek miłosierdzia względem duszy - modlić się za żywych i umarłych! Czynów mu nie cofnę, to chociaż się pomodlę za jego duszę! Kto mi zabroni?
Błagam, niech mi nikt nie pisze, że go to dziwi. Notki z 17 sierpnia nie czytaliście? Nie wiecie, jaka ześwirowana jestem na tym punkcie?
Poza tym to jest cud, że mi się chce z własnej woli modlić i to w domu. xD

wtorek, 12 stycznia 2016

Seeerio?

To co, nabijamy wyświetlenia dalej, nie?

Kartka z kalendarza:
1893 - urodził się Hermann Göring, niemiecki polityk, działacz nazistowski, feldmarszałek, minister lotnictwa.

No to tyle słowem wstępu na dziś.
Chociaż nie, opowiem wam coś jeszcze, co w sumie jest związane. To znaczy bardziej jest związane z samymi w sobie datami urodzin nazistów, ale zaraz przejdę do sedna.

Zgłosiłam się kiedyś na konkurs wiedzy o Maksymilianie Marii Kolbe (uprzedzając ewentualne pytania - tak, zapisywała na niego nauczycielka religii, na którą chodzę). No i jak wszyscy wiemy albo i nie ojciec Kolbe zginął w Oświęcimiu. Zresztą jak się jest na wycieczce w Oświęcimiu, to trochę o tym opowiadają (byłam to wiem, wink wink).
No i dzisiaj przeczytałam uważnie regulamin i się okazało, że konkurs jest 16 marca. Czyli w rocznicę urodzin Josefa Mengele.
Huehuehuehuehuehuehuehuehuehuehue! xD
W sumie to nie wiem czemu mnie to śmieszy, ale śmieszy. Leżę i nie wstaję normalnie.



Tu miał być próbny filmik, którym sprawdzałam, czy umiem włączyć aparat, nie widząc przycisku nagrywania, ale stwierdziłam, że nie będę się błaźnić przed sobotą. Powiem tylko, że się udało.


Dobra, idę już spać powoli. :D Napisałabym o czymś jeszcze, ale chcę mieć o czym mówić na sobotnim filmiku. Z drugiej strony się zastanawiam, czy zmieszczę się w tych piętnastu minutach, przez które mój aparat może nagrywać w jednym kawałku, ale trudno. Najwyżej nagram dwa i ewentualnie będę sklejać.

niedziela, 10 stycznia 2016

Rozkminy

Kojarzycie takie komentarze, jakie dostają czasem youtuberzy, że się sprzedali czy coś i generalnie nagrywają dla pieniędzy?
To dzisiaj możecie mi napisać, że piszę tylko dla wyświetleń - bo rzeczywiście tak robię. :) W sobotę będzie pół roku tego bloga i - tak jak kiedyś mówiłam - chcę, żeby miał w tym dniu więcej wyświetleń niż ten poprzedni pisany jako ThingsInsideOfMe. Brakuje mi około stu, a najlepszym sposobem na ich zarobienie jest... tak, zgadliście! Pisanie notek! Także tego. :)


Zauważyłam, że ostatnio coraz mniej siedzę na Tumblrze. No dobra, nie zauważyłam, tylko wiem, i nie coraz mniej, tylko wcale. Zaglądam tylko co jakiś czas, żeby zobaczyć, czy ktoś przypadkiem do mnie nie pisze albo nie oznacza mnie w postach. Nikt nie pisze, więc chyba nie tęsknią ani się nie martwią. W takim razie jedyne, co mnie omija, to jakieś fajne zdjęcia, ale w końcu od czego są wyszukiwarki i książki z wkładkami. :D
Szczerze mówiąc, to spodziewałam się, że tak prędzej czy później będzie. Taki tam słomiany zapał do wszystkiego. Zresztą, niby często zachwalałam tu tę stronę, ale że w społeczności Trzeciej Rzeszy byłam dosyć krótko (od czerwca), zwłaszcza w porównaniu do innych osób tam, to nigdy do końca nie mogłam się przyzwyczaić do tego, że obcy ludzie ze mną normalnie rozmawiają. Pewnie nie odejdę tak na 100% - nie mam w planach usuwania konta - ale też nie będę tam tak samo jak wcześniej. Niby będę czasami tęsknić, ale czasem trzeba coś skończyć. Szybciej albo później.
To chyba trochę dlatego, że w międzyczasie założyłam tego bloga, gdzie się rozkręciłam z mówieniem o nazistach i takie tam. I przyzwyczaiłam się do książek, które mają wkładki ze zdjęciami. :3
Zobaczę, jak będzie w wakacje, bo wtedy mam więcej czasu i może nie będzie tak źle.



Macie też może tak, że brakuje wam pewnych osób, ale wielkość tego uczucia uświadamiacie sobie dopiero, gdy widzicie się z nimi po długiej rozłące? Bo ja tak mam. Z jednej strony jest ulga, że jednak czasem się widzimy, ale z drugiej serce cholernie boli. Chcę płakać, ale nie wiem, czy mam to robić ze szczęścia, czy ze smutku. I jeszcze ta świadomość, że nie jest tak, jak naprawdę bym chciała...



Dobra, nie będę już smucić. Wracając do półrocza bloga - może chcielibyście filmik z tej okazji? Generalnie powiem to samo, co bym napisała, ale a nuż chcecie sobie popatrzeć na mój ryj moją twarz i posłuchać głosu. Mieliście próbkę tego w filmiku dla Leny Katiny, teraz jednak jakość by była trochę lepsza, bo wtedy kręciłam telefonem, a teraz odkurzyłabym aparat. Tylko tyle, że tego obrabiać nie będę, bo mam Windows Movie Maker, który zapisuje filmiki w dziwnym rozszerzeniu i nie wiem, czy bym to gdziekolwiek wrzuciła, chociaż może a nuż YouTube mnie polubi. Zapowiadam też, że nie będę robić nic specjalnego, tylko siedzieć w swoim pokoju i gadać od rzeczy.
Na pewno będzie taki filmik w lipcu na okrągłą rocznicę bloga i przy okazji okrągłą rocznicę istnienia mnie jako WHIMW/Georgia, ale pomyślałam sobie, że nie zaszkodzi zrobić czegoś i teraz. W wakacje jakoś to urozmaicę, bo pewnie będzie pogoda, to wyszłabym i nakręciła to w parku.

To wy mi dawajcie znać, a ja może w końcu pójdę się czegoś pouczyć. Przewaliłam cały weekend, znowu.

piątek, 8 stycznia 2016

Cups

Czwartek

Ten moment, kiedy powinnaś uczyć się na polski i matmę, ale najpierw byłaś u dentysty, a potem uczyłaś się grać na kubku. xD

Dzisiaj (patrząc z perspektywy dnia, w którym piszę) wstawiłam na fanpage post o treści:


Prawdziwa miłość jest wtedy, kiedy mając do wyboru:
a) dwie książki + opiernicz od rodziców do kompletu
b) nic
wybierasz to pierwsze. ♥

Ten opiernicz to dlatego, że sobie znowu książki o nazistach zamówiłam. Jakie dokładnie, to się pochwalę, jak obie przyjdą.
I swoją drogą, że się tego spodziewałam, ale usłyszałam od mamy tekst w stylu: Kiedyś to różne książki czytałaś! O jakichś templariuszach, o Leonardzie da Vinci! A teraz tylko o jednym!
I nie żeby coś, ale jak kupowałam książki o templariuszach dwa/trzy lata temu, to słyszałam to samo. xD


Piątek

video

Doceńcie to, że w bólu, katordze i znoju nagrywałam ten filmik już od wczoraj. Mogłabym jeszcze śpiewać do tego, ale nie mam ani talentu, ani podzielnej uwagi, więc nawet nie próbowałam. xD

Przy okazji: orientuje się ktoś, czy plik wrzucany na YouTube musi mieć określone rozszerzenie? Bo wcześniej wrzucałam .avi ale miałam program który mi tak zapisywał, teraz mam tylko Windows Movie Maker i z tym .avi to tak nie bardzo, a przez weekend będę robić zwiastun, który chcę opublikować, i nie wiem, czy muszę organizować coś na szybko.


Dzisiaj w rozmowie z mamą po obejrzeniu Jednego z Dziesięciu i dwóch pytaniach o Trzecią Rzeszę triumfalnie ogłosiłam: Mamo, wiem, po co czytam takie, a nie inne książki! Żeby móc pójść do teleturnieju!
A nie? Podejrzanie często są pytania o to. xD


A teraz uwaga, bo dawno żadnego suchara nie było.
Jak śmieją się łyżki?
Łychychychychy!

xD Jakby co to to nie moje, ktoś z równoległej klasy opowiadał na łączonej religii.


Tym radosnym akcentem kończymy na dziś. :)

środa, 6 stycznia 2016

Co ja robię z moim życiem?

Odpowiadając na pytanie z tytułu posta - nie mam pojęcia. xD Miałam dziś zrobić to czy tamto zadania, pouczyć się tego i tego, i generalnie coś tam cały czas sukcesywnie robię, ale mam przy tym włączony komputer i przez to zamulam trochę. Chociaż nie mam z tego powodu wielkich wyrzutów sumienia.
Ostatnio kilka razy przeliczałam sobie, jaka średnia ocen może mi wyjść na semestr i jakie powinnam mieć, żeby mieć na koniec roku pasek. Ale... czy naprawdę chcę? Wiadomo, miło jest zobaczyć, że wszelkie wysiłki nie idą na marne i coś fajnego z tego wychodzi, ale wyjątkowo w tym roku jakoś mi nie zależy, w sensie że nie załamię się, jeśli paska nie będzie.
Prawda i tak jest taka, że za parę lat pewnie nawet nie będę pamiętała, jakie miałam średnie w liceum. Nie pamiętam nawet dokładnie tej z zeszłego roku! A w rekrutacji na studia patrzy się na wyniki maturalne, z którymi - jak już ustaliłam - nie będzie tak źle.

W ogóle, w piątek mam sprawdzian z polskiego z lektur romantycznych, a nic nie umiem. xD Ściślej rzecz biorąc - nic się nie uczyłam. Z lekcji coś tam pamiętam i chyba na tym będę jechać. Powinnam coś ogarnąć w tym kierunku, ale wiem, że nie uczyłabym się tego tak typowo, a coś napiszę na pewno.


Ej, to jest ciekawe, jakie mam "dziwne" problemy w porównaniu do moich znajomych. Ten się z tym pokłócił, ten tego obgaduje, ten tamtemu wchodzi z życie z butami, ten chce mieć chłopaka/dziewczynę albo cierpi, bo właśnie go/ją stracił, a ja? A ja siedzę i się zastanawiam, czy się uczyć na test z polskiego. xD Ale w sumie mnie to cieszy. Nie wyobrażam sobie siebie płaczącej po kątach z wyżej wymienionych powodów. Co z tego, że zamiast tego załamałam się w rocznicę śmierci Rudolfa Hessa albo po przeczytaniu Jednego z nas... Przynajmniej mam kontrolę nad tym, kto mi łamie serce, jeśli tak to mogę określić.


W poniedziałek w szkole czytałam Proces Norymberski i kolega mi powiedział, że czytam dziwne książki i spytał, dlaczego. Odpowiedź była prosta - bo mogę! Tak w sumie to nie załapałam sensu jego wypowiedzi. Wiem, o co mnie pytał, ale czy to jest trudne do ogarnięcia, że każdy czyta co chce? Ja na przykład prawie wcale nie czytam science-fiction albo fantastyki, ale nie mówię fanom, że czytają dziwne książki, bo co mi do tego.

Ucinam tym dyskusję na temat czytania dziwnych książek. xD


Znalazłam sobie cytat na szablon na nowego bloga! Tego o Trzeciej Rzeszy. Jest po niemiecku, znalazłam go w piosence i brzmi spoko:
Traumgötter brachten mich in eine Landschaft
Schmetterlinge flatterten durch meine Seele

czyli - według Internetu - Bogowie snów przenieśli mnie do krainy, gdzie motyle fruwały w mojej duszy.
Tak szczerze to nie jestem pewna, czy to "gdzie" jest tam potrzebne, ale nie jestem zbyt lotna z niemieckiego, więc nie mnie oceniać. I tak wstawiam tę niemiecką wersję, więc nie będzie problemu.
Oprócz tego na szablonie paradoksalnie będzie osoba, z której cisnęłam bekę w zeszłym miesiącu, ale potrzebowałam kolorowego zdjęcia no. I tak zmienię szablon w połowie opowiadania, więc za długo nie będzie bolało. :)


Kończę, bo powinnam jeszcze powtórzyć słówka z niemieckiego. Jutro kartkówka!

PS. Jeśli ktoś nie widział - zapraszam na świąteczne opowiadanie! http://welcome-here-in-my-world.blogspot.com/p/blog-page_4.html

niedziela, 3 stycznia 2016

Za leniwa na życie

Jako że nie przyjęłam jeszcze żadnych skarg na codzienne notki (a nawet mam jedną pochwałę!), to stwierdziłam, że czemu by nie napisać kolejnej dzisiaj!

Zanim zapomnę: założyłam nowego bloga! - http://journey-to-third-reich.blogspot.com/
Będzie tam opowiadanie, oczywiście o Trzeciej Rzeszy i takie tam. Zapraszam, jeśli jest ktoś chętny.

Zauważyłam, że kiedy mam wielką fazę na kogoś/coś, to zaczynam pisać opowiadanie, w którym ten ktoś/coś jest głównym bohaterem/wątkiem. Jak byłam w gimnazjum, to pisałam opowiadanie z Breivikiem w jednej z głównych ról. xD Nawet znalazłam linka: http://200-po-wstriecznoj.bloog.pl/ - ogólnie nie polecam, bo nie jest to szczyt moich literackich możliwości, ale jeżeli nie boicie się wejść do przedsionka literackiego piekła, to wiecie, do odważnych świat należy i takie tam.


Zgadnijcie, kto powinien spędzić przynajmniej ostatnie dwa dni na robieniu rzeczy do szkoły, a ostatecznie przesiedział je przed laptopem?
*wskazuje wymownie na siebie*
Nie no, trochę pouczyłam się niemieckiego, ale wczoraj po jakichś piętnastu minutach wkuwania słówek przeszłam do rozkminy nad wymową tego o z kropkami. A dzisiaj to w ogóle YouTube oglądałam cały czas.

Chciałam zrobić dodatkowe zadanie, jakie dostałam już dawno od mojej nauczycielki polskiego, ale kot mi je zabrał.




Tekst, który miałam przeczytać i przerobić na punkty, jest wśród papierów, na których on leży.
Miałam to zrobić dawno, ale każda wymówka jest dobra. xD
A tak na poważnie to powinnam się wziąć za coś z tego polskiego, bo chcę walczyć o 6 na koniec roku. W zeszłym roku szkolnym miałam 6, bo pani czytała mojego bloga, ale wtedy jeszcze pisałam jako ThingsInsideOfMe i mi nie było głupio, teraz jest gorzej, bo tutaj mi odwala i się chwalę, że mnie polski męczy, a w opowiadaniu są przekleństwa. I sceny seksu. Poza tym tam mi też odwala.
No dobra, seksu tak typowo jeszcze nie było. Ale będzie. [Tak, to spoiler].

Może to najnowsze opowiadanie będzie normalne i wyślę pani jakoś w maju...
Żartowałam! Tam będzie Trzecia Rzesza, ono z zasady nie może być normalne. ;_;
Zapytam pani jutro, czy jeszcze mi tę pracę przyjmie, bo miałam to zrobić przed świętami, ale ciągle zapominałam. Pani niby też, ale wolę nie mieć wyrzutów sumienia.

Chyba że ktoś czyta Życie jest podróżą i uważa, że się nada do wysłania polonistce, która pokłada w nas wielkie nadzieje i takie tam. Nie wiem, czy chcę to wiedzieć, ale możecie mi powiedzieć.


No i jeszcze ten problem, jaką książkę wziąć jutro do szkoły do poczytania: grubą, która mi się nie skończy do końca dnia, ale jest ciężka, albo cienką, która mi nie urwie ramion, ale nie ma nawet stu stron i przeczytam ją na jednej lekcji.
Te dylematy...


Dobra, idę powtórzyć niemiecki. Z polskim się zobaczy jeszcze. :D

sobota, 2 stycznia 2016

Nowy rok, nowa ja?

Miałam dzisiaj nie pisać, bo chciałam zrobić sobie przerwę od codziennego pisania i wrzucić tu jakąś notkę najwcześniej jutro, ale chciałabym się też wygadać. Chyba w pewien sposób wróciłam do czasów, kiedy miałam pamiętnik, w którym pisałam codziennie. Nawet zaczęłam poruszać podobną tematykę. Przez pierwszy miesiąc pisania pamiętnika byłam jeszcze normalna - tak jak tutaj w sumie udało mi się być w miarę normalną jako ThingsInsideOfMe - ale potem mi odwaliło. Nie będę opisywać sposobu, w jaki mi odwaliło, bo to widzicie teraz na tym blogu - na zmianę gadanie o nazistach albo Breiviku, marudzenie na szkołę, opisywanie przygód świątecznych i wakacyjnych, rzeczy związane z książkami i muzyką...

I w sumie fajnie jest znowu poczuć się wolną. W pamiętniku pisałam co chciałam, i tutaj jest tak samo. Co prawda jest kilka rzeczy, które zachowuję tylko dla siebie, ale jednocześnie są rzeczy, które zaczęłam z siebie wyrzucać i cieszy mnie to. Pamiętacie na przykład notkę z 22 lipca, kiedy pisałam o Breiviku w kontekście rocznicy masakry na wyspie Utoya i o odrzuceniu kasacji obrońców Katarzyny Waśniewskiej? Albo tą, którą wrzuciłam po przeczytaniu Jednego z nas? Czy też tą całkiem niedawną o Andrieju Czikatile? Przypomnijcie też sobie przynajmniej jedną notkę, w której wspominałam o nazistach, jak ta, w której opisywałam wyjazd do kina z koleżanką, albo te, gdzie wspominam o pytaniach z Jednego z Dziesięciu. Gdybym nie miała tego bloga, to byłabym takim kudłatym kłębuszkiem emocji, które nie miałyby ujścia. Wiadomo, że te wszystkie myśli i przeżycia dalej gdzieś we mnie zostają, ale gdybym nie mogła się wyżalić, to byłoby mi trudniej.

Założenie tego bloga, gdzie mogę się wyżalić, to jedna z najlepszych decyzji, jakie mogłam podjąć, bo poprawia mi to humor. I może dzięki temu w tym roku będzie mi łatwiej stawać się lepszą, bo kiedy będę tu pisać, to będę się kontrolować i takie tam.

No więc... chciałam tylko powiedzieć, że mam nadzieję, że rzeczywiście uda mi się dotrzymać postanowień noworocznych. Dołożę sobie nawet jeszcze jedno: w tym roku rzeczywiście schudnę. Znalazłam sobie ćwiczenia, w weekendy będę robić.
Edit: Miałam jeszcze napisać, że myślałam nad zrobieniem jakiegoś wyzwania książkowego, ale wiem, że by mi się nie udało, więc ostatecznie nawet nie planuję.



Dziś ostatnia noc, kiedy mogę wykorzystać czas i siedzieć nawet do 01:00, bo od jutra nie będzie tak kolorowo. W sumie nawet dziś nie powinnam, żeby wbić się w rytm wczesnego chodzenia spać. Chociaż z drugiej strony, skoro zaczęłam zarywać noce w weekendy i potem na tygodniu normalnie funkcjonowałam, to co tam.
Chcę już ferie zimowe. ;_; Byle do 12 lutego!

piątek, 1 stycznia 2016

1 stycznia

1 stycznia 1924
Wczoraj wieczorem laliśmy ołów [...]. Moim symbolem na nowy rok był orzeł z szeroko rozpostartymi skrzydłami. Czy ma mnie nieść w śmiałym locie ku obłokom? Boże, daj mi siłę i moc, i charakter zarówno w sprawach wielkich, jak i małych!


Zaczynanie postów cytatem z Goebbelsa zawsze spoko. :D Pamiętałam ten cytat z wakacji i bardzo, bardzo chciałam nim przywitać Nowy Rok. Na szczęście wczoraj zabrałam się za dokańczanie czytania pierwszego tomu Dzienników, więc pamiętałam, żeby go użyć. Myślę, że może stać się moim mottem na ten rok: aby mieć siłę, moc i charakter we wszystkich sprawach.
Muszę przyznać, że tak jak naziści robili co robili, to niektóre ich słowa są uniwersalne. Cieszę się, że mogę robić z nich użytek.

Dzisiaj na dobry początek roku mam trzy zdjęcia.

Pierwsze to taki jakby bonus-przedłużenie do Grudnia, który już dawno miałam zaplanowany, bo wybrałam go z folderu ze zdjęciami z Kwejka, kiedy wybierałam obrazki na Grudzień.

Dzisiaj jest pierwsza, czysta strona 365-stronicowej książki. Napisz dobrą.

Co prawda ta strona już nie jest już taka czysta, w końcu jest wieczór (miałam dodać to wcześniej), ale myślę, że i tak mogę wam życzyć, żebyście napisali naprawdę dobrą książkę, do której czytania będziecie z chęcią wracać.


Drugi obrazek to zdjęcie, które udało mi się zrobić w nocy, kiedy obserwowałam fajerwerki.


W sumie pierwszy raz w życiu pomyślałam o tym, żeby zrobić zdjęcie fajerwerku i od razu się udało. Jestem z siebie dumna, zaczęłam ten rok sukcesem!


O, właśnie wymyśliłam coś genialnego! Pamiętacie, że mam w tym roku kalendarz książkowy, taki notes? Teraz pomyślałam, że będę w nim notować swoje małe i duże sukcesy; na koniec roku go sobie przejrzę i zobaczę, ile rzeczy mi się udało. Będę też miała z czego zrobić podsumowanie roku 2016 na blogu. :)
Lecę zapisać informację o zrobieniu zdjęcia fajerwerkowi. Mała rzecz, ale będę miała się z czego cieszyć w najbliższych dniach.


Ostatnie zdjęcie jest z wczoraj i już je wrzucałam na fanpage na Facebooku. Przy uzupełnianiu wyżej wymienionego kalendarza paroma ważnymi wydarzeniami ciocia Wikipedia uprzejmie przypomniała mi taką rzecz:


Jakkolwiek to nie brzmi - nie mogę się doczekać tego odtajnienia! Wokół Hessa i jego spektakularnego lotu do Anglii narosło trochę mitów, które brytyjskie akta mogą rozwiać bądź potwierdzić. Chętnie się dowiem, co takiego się kryje w tych dokumentach! Mam nadzieję, że będą o tym mówić w telewizji, żebym pamiętała.


No i to w sumie tyle... Aha, jeszcze jedną rzecz miałam powiedzieć.
W ciągu ostatnich pięciu lat (od 2011) dwa razy robiłam sobie postanowienia noworoczne (2012 i 2015) i ani razu ich nie dotrzymałam. Dlatego w tym roku żadnych nie zrobię. Bo i tak nie dotrzymam. xD
A tak na serio to obiecam sobie dwie rzeczy:
1. Będę bardziej zorganizowana, jeśli chodzi o naukę, ale nie będę się przejmować szkołą, bo po co?
2. Wytrzymam na tym blogu oraz zakończę Życie jest podróżą jak Bóg przykazał, a nie usunę daleko przed końcem.

Drugiego na pewno dotrzymam, z pierwszym może być różnie, ale się postaram.
I tyle. :)

Nie pozostaje mi nic innego jak jeszcze raz życzyć wszystkim szczęśliwego nowego roku! :)