sobota, 2 stycznia 2016

Nowy rok, nowa ja?

Miałam dzisiaj nie pisać, bo chciałam zrobić sobie przerwę od codziennego pisania i wrzucić tu jakąś notkę najwcześniej jutro, ale chciałabym się też wygadać. Chyba w pewien sposób wróciłam do czasów, kiedy miałam pamiętnik, w którym pisałam codziennie. Nawet zaczęłam poruszać podobną tematykę. Przez pierwszy miesiąc pisania pamiętnika byłam jeszcze normalna - tak jak tutaj w sumie udało mi się być w miarę normalną jako ThingsInsideOfMe - ale potem mi odwaliło. Nie będę opisywać sposobu, w jaki mi odwaliło, bo to widzicie teraz na tym blogu - na zmianę gadanie o nazistach albo Breiviku, marudzenie na szkołę, opisywanie przygód świątecznych i wakacyjnych, rzeczy związane z książkami i muzyką...

I w sumie fajnie jest znowu poczuć się wolną. W pamiętniku pisałam co chciałam, i tutaj jest tak samo. Co prawda jest kilka rzeczy, które zachowuję tylko dla siebie, ale jednocześnie są rzeczy, które zaczęłam z siebie wyrzucać i cieszy mnie to. Pamiętacie na przykład notkę z 22 lipca, kiedy pisałam o Breiviku w kontekście rocznicy masakry na wyspie Utoya i o odrzuceniu kasacji obrońców Katarzyny Waśniewskiej? Albo tą, którą wrzuciłam po przeczytaniu Jednego z nas? Czy też tą całkiem niedawną o Andrieju Czikatile? Przypomnijcie też sobie przynajmniej jedną notkę, w której wspominałam o nazistach, jak ta, w której opisywałam wyjazd do kina z koleżanką, albo te, gdzie wspominam o pytaniach z Jednego z Dziesięciu. Gdybym nie miała tego bloga, to byłabym takim kudłatym kłębuszkiem emocji, które nie miałyby ujścia. Wiadomo, że te wszystkie myśli i przeżycia dalej gdzieś we mnie zostają, ale gdybym nie mogła się wyżalić, to byłoby mi trudniej.

Założenie tego bloga, gdzie mogę się wyżalić, to jedna z najlepszych decyzji, jakie mogłam podjąć, bo poprawia mi to humor. I może dzięki temu w tym roku będzie mi łatwiej stawać się lepszą, bo kiedy będę tu pisać, to będę się kontrolować i takie tam.

No więc... chciałam tylko powiedzieć, że mam nadzieję, że rzeczywiście uda mi się dotrzymać postanowień noworocznych. Dołożę sobie nawet jeszcze jedno: w tym roku rzeczywiście schudnę. Znalazłam sobie ćwiczenia, w weekendy będę robić.
Edit: Miałam jeszcze napisać, że myślałam nad zrobieniem jakiegoś wyzwania książkowego, ale wiem, że by mi się nie udało, więc ostatecznie nawet nie planuję.



Dziś ostatnia noc, kiedy mogę wykorzystać czas i siedzieć nawet do 01:00, bo od jutra nie będzie tak kolorowo. W sumie nawet dziś nie powinnam, żeby wbić się w rytm wczesnego chodzenia spać. Chociaż z drugiej strony, skoro zaczęłam zarywać noce w weekendy i potem na tygodniu normalnie funkcjonowałam, to co tam.
Chcę już ferie zimowe. ;_; Byle do 12 lutego!

2 komentarze:

  1. Też odnoszę wrażenie, że ten blog stał się Twoim pamiętnikiem. I bardzo dobrze. Nie trzymasz swojego zdania zamkniętego w jakimś pudełku w swojej głowie, a pozwalasz mu wyfrunąć z każdym dotknięciem klawiatury. Poza tym mnie świetnie się czyta Twoje posty i jak dla mnie mogą być codziennie :D
    Trzymam kciuki za każde z Twoich postanowień :) Ja mam tylko te pisarskie, bo na nich najbardziej mi zależy. A poza tym - chyba wypad nad morze można podciągnąć pod marzeniowe postanowienie.
    Nie łam się powrotem do szkoły to tylko sześć tygodni do ferii, a później będzie miesiąc do świąt!
    Trzymaj się! Pozdrawiam ciepło! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, ze miło się mnie czyta. :) Przez ten czas do ferii raczej nie będzie postów codziennie, no bo szkoła, ale postaram się trzymać poziom. Myślę, że będą co najmniej 3 tygodniowo + 1 rozdział na ŻJP.
      Mi w sumie też najbardziej zależy na tym pisarskim postanowieniu (nie mogę ciągle usuwać blogów), ale robić coś w związku ze szkołą też wypada. A schudnąć to już w ogóle od pięciu lat próbuję i muszę to zacząć na poważnie.
      Tak się pocieszam, że to tylko 6 tygodni + potem blisko do świąt, ale dziękuję za wsparcie. :)

      Usuń