środa, 13 stycznia 2016

Paradoksy

Przypomniało mi się, co jeszcze chciałam wczoraj napisać, a zapomniałam.
Wyjaśnijcie mi, jak to się dzieje, że tak jak rzadko komentuję filmiki na YouTube albo w ogóle komunikuję się z youtuberami, to jak już to robię, to wtedy oni na to reagują?
W ostatnim czasie - czyli od końca czerwca - złożyłam trzy komentarze i trzy dostały odzew:

1) skomentowałam jeden filmik na fanpage na Facebooku - dostałam like od "prowadzącego" (Eleven) - teraz się zastanawiajcie, który komentarz jest mój xD Psst psst, prawdopodobnie poznacie po imieniu!
2) skomentowałam film na YT - dostałam odpowiedź od właścicielki kanału, od której dostałam też dwa serduszka na Instagramie po zaobserwowaniu jej profilu (Olur)
3) sytuacja z wczoraj - skomentowałam kolejny film - dostałam odpowiedź od jednej z prowadzących kanał (Królewski)
Podlinkowane nazwy przekierują was do postów/filmów, które obdarzyłam komentarzem.

No i jak to jest możliwe?

Wiadomość z ostatniej chwili: skomentowałam dwa dni temu jeden filmik (o którym akurat więcej powiem w sobotę) i nie dostałam co prawda odpowiedzi, ale dostałam polubienie. Nie wiem od kogo, ale dostałam! :D


I jeszcze takie jedno pytanie: widział ktoś z tu obecnych Rydwany Ognia? Niedługo się dowiecie, czemu pytam, na razie mówię, że po prostu mnie to ciekawi. :)


Rodzice mnie szantażują. ;_; Tak jak wspominałam, zamówiłam sobie ostatnio dwie książki o nazistach, i zamówienie zostało zrealizowane - jedna jest już w domu (widziałam paczkę), druga czeka na odbiór w kiosku, ale nie dostanę ich, dopóki się nie nauczę jak najwięcej o Maksymilianie Marii Kolbe. Teoretycznie mam czas do niedzieli.
A ja już chcę mieć te książki w rękach nooo! Nie wytrzymam! :(
Tak na serio to się zakręcę i może piątek/sobota już dostanę. :) Bo chciałam na filmiku pokazać, co sobie zamówiłam, i pomachać tym do kamery, i takie tam jeszcze.



Czy tylko ja tak mam, że jak jakiś dzień dla wszystkich coś oznacza, to dla mnie też coś oznacza, ale całkiem coś innego? Na przykład od jakiegoś czasu miałam spam na tablicy na Facebooku, że 12 stycznia (czyli już wczoraj) jest/była premiera serialu o Nocnych Łowcach i to jest na podstawie jakiejś tam książki. Widziałam film, który kiedyś tam był, i mi się nie spodobał, a książek nie czytałam, bo mi film obrzydził. (Komentarze, że książka lepsza od filmu za 3, 2, 1...). I dzięki temu 12 stycznia to dla mnie ciągle urodziny Göringa.
O, albo 14 lutego. Dla świata to Walentynki, dla mnie to rocznica śmierci Andrieja Czikatiły. Od czterech lat ludzie wyznają sobie miłość w czasie, kiedy ja płaczę po kątach, bo przecież człowiek umarł dwadzieścia lat temu, to co, zmarłych mam nie żałować? Siódmy uczynek miłosierdzia względem duszy - modlić się za żywych i umarłych! Czynów mu nie cofnę, to chociaż się pomodlę za jego duszę! Kto mi zabroni?
Błagam, niech mi nikt nie pisze, że go to dziwi. Notki z 17 sierpnia nie czytaliście? Nie wiecie, jaka ześwirowana jestem na tym punkcie?
Poza tym to jest cud, że mi się chce z własnej woli modlić i to w domu. xD

4 komentarze:

  1. Wow, fajnie, że Cię dostrzegają ;) Ignorancja youtuberów pewnie mocno zabolałaby ich fanów.
    Hahaha, szantaż pierwsza klasa :D Wytrzymasz!
    A ja zapomniałam o wczorajszej premierze Shadowhunters i nadrabiałam odcinki Flasha. Jakoś po przeczytaniu pięciu książek i obejrzeniu filmu przy porównaniu z serialową obsadą nie poczułam wielkiego zainteresowania. Pilot pewnie obejrzę, jak wyjdą napisy, ale nie nastawiam się na obejrzenie sezonu.
    14 luty to dla mnie Walętynki - dzień psychicznie chorych. I tyle.
    Miłego modlenia się w walentynki ;)
    A Twoje ześwirowanie już mnie nie dziwi, nawet stało się częścią Ciebie w moich wyobrażeniach.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście tak wyszło, że ci, których najbardziej cenię, mają dobry kontakt z fanami, w tym ze mną. :) Przynajmniej takie mam wrażenie, że niektórzy są bardziej otwarci na fanów i tych staram się trzymać.
      Nie mogłabym nie przegapić tej premiery - za dużo fejsa i stronek ksiażkowych - ale Göring i tak wygrał. Tyle mu zostało.
      Wiem po sobie, że miłość/uwielbienie graniczy z chorobą umysłową (o ile nie jest nią w pełni), więc w sumie mnie to nie dziwi.
      To się cieszę, że to już nie dziwi. :D

      Usuń
  2. no to pięknie że taki odzew masz! widać mądre rzeczy piszesz! :)

    zaprosiłam Cię na FB :D

    OdpowiedzUsuń