sobota, 30 stycznia 2016

Stypendia i lektury

Około 15:40 w końcu zabrałam się za zadania domowe. Jest 18:40 (gdy to piszę), a ja jestem w połowie zadań z niemieckiego (za który wzięłam się w pierwszej kolejności) i nie zanosi się, że szybko skończę.
A może jednak bym się za to wzięła?
Dobra, wracam za chwilę.


Poddałam się po trzech minutach. Coś mi się chyba w mózgu przepaliło. xD
Tak serio, patrząc po tym, jakie mam podejście do nauki w tym roku szkolnym, dziwię się, że dostałam te stypendium premiera za 2014/2015. A średnia 5,00 na ten semestr to już w ogóle cud! Ja mam taką średnią, ja, która się jarałam dwójką z historii, bo to nie jedynka. xD Serio, ja się z tego mega cieszyłam. Nie żeby było z czego, bo w sumie nie ma, no ale czy nie jest tak?
A wiecie, z czego bym się śmiała? Gdyby się w czerwcu okazało, że znowu stypendium dostanę. Co prawda istnieje możliwość, że ktoś z pierwszej klasy mnie "pokona" - była taka sytuacja, że rok starsza dziewczyna dostała stypendium po pierwszej klasie, a potem przyszłam ja i miałam chyba trochę wyższą średnią albo jeden wygrany konkurs więcej, więc też dostałam stypendium za pierwszą klasę, a ona po drugiej już nie - ale w sumie nie widzę nikogo takiego. Nie żebym się przechwalała, albo była taka zorientowana w sytuacji szkolnej (bo nie jestem), ale wszystko się może zdarzyć.


To chyba przez ostatnie wakacje się tak rozleniwiłam. Te szalone noce, kiedy siedziałam do północy albo i dłużej... To oglądanie Szkoły i słuchanie Honoru... Ach...
Tak w sumie to nie żałuję, bo teraz mniej przejmuję się szkołą, ale to mi może wyjść na zdrowie, bo zawsze się przejmowałam do przesady. A teraz jest tak, że właściwie to mi zależy, ale nie ma tragedii, jak coś pójdzie źle.


Dzisiaj w sumie powinnam przeczytać lekturę - pani nam zadała Ojca Goriot - i tym akurat się przejmuję, bo wyjątkowo mamy pisać test z treści. Z jednej strony nie chcę dostać jedynki z polskiego - już mówiłam, że walczę o 6 na koniec (na semestr już miałam) dla wyższej średniej - ale z drugiej ciekawie byłoby zobaczyć minę pani.
Mogłabym pobić swój rekord z piątej klasy podstawówki, kiedy z testu z Przygód Tomka Sawyer'a (czy jak to się nazywało) dostałam 3. Teoretycznie pobiłam go w trzeciej gimnazjum, kiedy nie przeczytałam Kamieni na Szaniec w pierwszym terminie i najprawdopodobniej dostałam 1 z testu, ale większość klasy tak miało, to nauczycielka dała nam czas na doczytanie, zrobiła drugi sprawdzian, a z pierwszego nie wpisała ocen.

Ale czy to moja wina, że są ciekawsze książki niż lektury? Swoją drogą, ciekawe, jakie będziemy mieć lektury przy literaturze drugiej wojny. Aż chyba spytam nauczycielkę w poniedziałek. Powiedziałabym, że mi wszystko jedno, bo druga wojna to druga wojna, gdyby nie te nieszczęsne Kamienie na Szaniec, które w końcu przeczytałam, ale nie wspominam zbyt dobrze.
Fingers crossed, żeby było coś normalnego.

4 komentarze:

  1. Bez problemu mieć średnią 5,0 - wow, gratuluję!
    Po pierwszym semestrze nie będę się starać o stypendium naukowe - ważne, by zdać całą sesję - ale po pierwszym roku... Kto wie?
    Kamienie nie są takie złe.
    Pewnie będziecie omawiać Inny świat - polecam, mocne.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie tak całkiem bez problemu (z geografii robiłam dodatkową pracę, żeby mieć ocenę wyżej, a z polskiego musiałam zgłosić się do konkursu i pokazać pani bloga), ale to dalej dziwi. I dziękuję :)
      W sumie każdy ma inne podejście. Obiektywnie Kamienie faktycznie nie są złe, ale ja nie mogłam przebrnąć. Inny świat z ciekawości sprawdziłam, o czym jest - dobrze się zapowiada.
      Również pozdrawiam! :)

      Usuń
  2. Boszszsz... kolejny raz napiszę, że bardzo zazdroszczę że nauka ci tak łatwo przychodzi! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja po raz kolejny nie wiem, co Ci odpowiedzieć... :)

      Usuń