poniedziałek, 29 lutego 2016

29 lutego 2012 - 29 lutego 2016

29 lutego 2012, środa
Dziś w szkole uświadomiłam sobie, że następny taki dzień jak dziś będzie dopiero za 4 lata. Potem uświadomiłam sobie, że wtedy, w tym tamtym roku, kończę 18 lat. A jak wracałam ze szkoły, to uświadomiłam sobie, że to jest ten rok, w którym umiejscowiłam akcję polskiego science-fiction*. Jeżeli omdlenie zaczyna się od bólu głowy, to zaczęłam mdleć.


29 lutego cztery lata temu był zupełnie innym dniem niż ten dzisiejszy.
Pierwsze, co mam przed oczami, to śnieg leżący na chodniku. Chodziłam wtedy pieszo do szkoły (gimnazjum miałam bliżej niż teraz liceum) i był taki fragment chodnika, który właśnie w 2012 roku był szczególnie zaśnieżony, bo ten śnieg się taki twardy zrobił i długo nie topniał.
Drugie to to, że wtedy cztery lata wydawały mi się bardzo długim okresem czasu. Teraz też mi się wydaje, ale tylko jeżeli mówię o czterech latach ogólnie. Te ostatnie cztery lata minęły absurdalnie szybko. A może tak mi się tylko wydaje? Wszystko wydaje się krótsze, kiedy się to wspomina, niż kiedy się na to czeka. Wtedy byłam w pierwszej klasie gimnazjum i pójście do liceum oraz bycie (prawie) osiemnastką to była dla mnie kompletna abstrakcja. Teraz to skończenie osiemnastu lat nadal jest dla mnie abstrakcją, ale trochę się przez te cztery lata podziało i strach, że będą ciągnęły się w nieskończoność, też wydaje mi się absurdalny. Swoją drogą, ciekawe, gdzie będę za kolejne cztery lata.
No i trzecia, ostatnia rzecz to moje mocne wspomnienia dotyczące śmierci małej Madzi. Nie, to nie było dokładnie tego dnia, ale jak cała Polska tym żyła i to dosyć intensywnie, a ja mam jeszcze stosunkowo blisko do Sosnowca, to trudno nie mieć skojarzeń. Wiecie, w gimnazjum jest się podatnym na rycie psychy, a że mi coś takiego miało okazję zryć psychę, to już nie moja wina. Tylko pani Kasi.


Polskie science-fiction jest opowiadaniem, które pisałam w gimnazjum i nie jest tym, o czym myślicie. Generalnie to było fanfiction o mnie i obsadzie musicalu Notre Dame de Paris (miałam wtedy wielkiego kręćka na tym punkcie), ale jak do mnie dotarło, że większość zdarzeń z tego opowiadania i tak się nie wydarzy, to musiałam to przydzielić do innej kategorii niż romans/obyczajówka (pojęcia fanfiction wtedy nie znałam, nie wiem czy w ogóle wtedy istniało i nawet mnie to nie obchodzi) i tylko science-fiction mi w tej sytuacji pasowało. xD


Jak czekałam na autobus po szkole (a właściwie po rekolekcjach), to widziałam łabędzia na rzece (chociaż nie wiem, czy to można nazwać rzeką - to chyba nawet oficjalnie potok). O proszę:




Zastanawiałam się dziś nad nowym szablonem i nie wiem, czy hasło o pokulonych Niemcach na pewno pasuje do mojej koncepcji optymizmu i wesołości. Ogólnie to niby tak, ale nie wiem, czy będzie pasowało do zdjęć, które miałam. Pomyślałam, żeby wykorzystać jednak inne zdjęcie/zdjęcia i na cytat dać po prostu hasło: Na tropie pokulonych Niemców. Naprawdę musiałabym się postarać przy szukaniu tego zdjęcia, żeby znaleźć odpowiednie, ale generalnie mam pomysł.

2 komentarze:

  1. Cztery lata minęły tak szybko. U mnie największą zmianą było to, że znalazłam pasję w pisaniu i zostałam "pisarzem z zamiłowania". Ale tak to psychika taka sama, może bardziej zryta.
    Wolę poprzedni cytat.
    A u mnie łabędzie są na zalewie. Najpiękniejsze te młode.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja swoje pisanie zaczęłam publikować też w tych czterech latach, ale moją pasją to było od zawsze. Mam to we krwi, hehe.
      Ale poprzedniego cytatu nawet nie było. ;_; To znaczy był, ale jakieś takie robocze wersje... a tutaj mam przynajmniej coś konkretnego... Zresztą, kto mi zabroni zmienić szablon dwa razy, żeby obie koncepcje wykorzystać xD

      Usuń