wtorek, 29 marca 2016

Święta i po świętach

No powiedzcie, kto za mną tęsknił przez te kilka dni, jak mnie nie było?
Dobra, wiem, że nikt. Po co pytam...


Święta to jednak dziwny czas.
Niby zamulałam dwa dni przed telewizorem, ale że w tym czasie nie obejrzałam ani jednego odcinka Sądu Rodzinnego, bo nikogo innego w rodzinie to nie bawi, to czuję niedosyt.
Żartuję, było spoko w sumie. Ale pośmiałabym się znowu z Sosnowca. xD


Miałam ten obrazek wstawić w nocy z soboty na niedzielę na fanpage, ale w końcu zapomniałam. To wstawiam tu i teraz.
Ksiądz proboszcz w mojej parafii miał z tego niezły ubaw, przypominał o tym na święceniu pokarmów i ceremoniach wielkosobotnich.

A propos - teraz mogę oficjalnie powiedzieć, że nawaliłam z serią wielkopostną. Ale stwierdziłam, że przerobię to na serię o wierze, tak po prostu. Czasem mnie bierze na przemyślenia duchowe, to teraz mogę o tym legalnie tu pisać. W bocznej kolumnie zamiast etykiety "Wielki Post 2016" znajdziecie etykietę "wiara" i to będą właśnie te posty. Drugi z serii (pierwszym jest automatycznie ten z Środy Popielcowej) może nawet dodam w weekend.



Uwaga, bo teraz będzie sucho i to mocno.
Kojarzycie może, jak w jednym z filmików (tym półgodzinnym) mówiłam, że mój kot jest chory i był u weterynarza?
Generalnie od tamtego czasu mu się nie poprawiło, nawet mu się pogorszyło (nie jadł od trzech dni, tylko pił, więcej śpi i jest bardziej rozlazły - wszyscy mamy świadomość, że generalnie drogi na drugą stronę jest więcej za nim niż przed nim). I dzisiaj była taka sytuacja - moja siostra wychodzi z łazienki i mówi:
-Kotu jest zimno, bo leży pod kaloryferem
A ja na to:
-No patrz, już się zimny robi

W ogóle ostatnio się mnie dziwne żarty trzymają. Żadnym więcej nie zarzucę, bo mi się nie przypomni, ale mieliście już wyżej przykład.


Miałam tu jeszcze wstawić zdjęcie puzzli - pierwszych w życiu ułożonych samodzielnie, ale nie zdążyłam skończyć, kilka kawałków mi zostało. Jutro się pochwalę. :D


A teraz wybaczcie, ale idę się myć i spać. Jutro szkoła, skończyło się siedzenie do wpół do drugiej w nocy. ;_;

czwartek, 24 marca 2016

Cry a lot

tuż po skończeniu ostatniej z trzech części gry (seria Mystic Diary):

COOOO?
Czy Gustav właśnie umarł?!

GUSTAV! TY DEBILU!
PO CO JA CI DUPĘ W PIERWSZEJ CZĘŚCI RATOWAŁAM JAK I TAK W TRZECIEJ UMARŁEŚ?!
Ja ci kota pilnowałam! Łaziłam za tobą! A ty się tak odwdzięczasz?!
A o swoim bracie pomyślałeś?! VICTOR CIĘ KOCHA, POMYŚLAŁEŚ O TYM?!

WRACAJ TU DEBILU, JA BĘDĘ ZA TOBĄ TĘSKNIŁA!!!
Łeheheee ;_:


Ej, ale serio, ja się zaraz rozpłaczę... Tak się kończy przyzwyczajanie się do postaci z gier, w dodatku do idiotów, którzy bawią się magią, jak nie powinni.
Dobra, już się oficjalnie rozpłakałam. Ale to jest straszne... Mam już za sobą trochę gier z bardzo różnymi zakończeniami, ale wcześniej żadna mi nie złamała serca i to tak chamsko...




Jedyny odpowiedni obrazek w tej sytuacji to właśnie ten.


Wiecie, co mnie jeszcze dobija? Poza samą śmiercią Gustava?
Z całej serii Mystic Diary bardzo długo miałam tylko pierwszą część, i zagrałam w nią bodajże cztery razy, a drugą i trzecią zdecydowałam się załatwić sobie dopiero niedawno. Drugą męczyłam jakoś dwa tygodnie, ale jak już mnie wczoraj wciągnęła końcówka, to w nocy zabrałam się za trzecią i dzisiaj kończyłam. No i zmierzam do tego, że teraz, jak mam za sobą już całą serię, to ta pierwsza część już nigdy nie będzie taka sama... aż boję się w nią zagrać... :(
Boję się też zagrać w inne gry... Niby mam kilka, które przeszłam wcześniej i jestem nastawiona na końcówki, ale w niektóre będę grała pierwszy raz i boję się, że się przyzwyczaję do kogoś, kto zginie potem...


Tak na serio to pewnie zaraz pójdę w coś grać (od wczoraj mam fazę na granie), ale po Gustavie to będę tydzień żałobę nosić.


EDIT: Przeszłam jedną grę i jestem zawiedziona. Ogólnie fabuła jest w porządku, ale ja w to grałam mniej niż godzinę. ;_; W sumie to zajęło mi to pół dnia, ale akurat ta gra miała licznik czasu (nie wszystkie mają) i pokazało mi 57 minut czystego grania. Tak jak wspomniałam, trochę słabo to wyszło, ale przynajmniej idę do przodu z grami jak chyba nigdy.
A po Gustavie ciągle płaczę.

poniedziałek, 21 marca 2016

Głupie cumulusy


0:32 - 0:45 [geografia]
Kiedyś mnie to śmieszyło, a potem dostałam 3 ze sprawdzianu z atmosfery. I pewnie rzeczywiście od tego będzie zależeć moja ocena roczna. Głupie cumulusy!



Coraz bardziej uświadamiam sobie, jakim błędem było pójście na Historię Roja do kina. Ten film był taki genialny, nie może mi wyjść z głowy! ;_; Myślałam, że dziś już będzie spoko, ale cały czas chodzę i o tym myślę. Obejrzałabym jeszcze raz, ale jest dylemat, bo mogę pojechać do kina "już", ale wydać kolejne 20 złotych na bilet, albo zaczekać i obejrzeć ten film za darmo w necie, ale za pół roku. I co tu wybrać? :(
Zaraz mi na tym filmie będzie zależeć bardziej niż na Carol. xD Ale serio, obejrzałabym sobie. I jeszcze nie mogę nigdzie znaleźć muzyki, a się zakochałam w jednej melodii i bym posłuchała sobie.
Pomocy!



W szkole mam jednego kolegę, z którym sporo rozmawiam, czasem razem siedzimy na lekcjach i takie tam. I dzisiaj koleżanka się mnie spytała, czy jesteśmy parą, bo widać, że jesteśmy blisko ze sobą, a fajnie byśmy razem wyglądali.
Myślałam, że się położę i nie wstanę. xD Nie żebym nie wiedziała, jak takie relacje mogą wyglądać z boku, ale ja i związek? No chyba nie... Nie zdradziłabym Hessa przecież, ciągle czekam na to, żeby umrzeć i zostać jego żoną.
(Nie, nie chcę umrzeć, ale wiecie, o co chodzi. Nie?)



Na koniec zarzucę piosenką, której tekstu się ostatnio nauczyłam. Jest sukces, bo słuchałam jej tylko trzy tygodnie (wyszła przed miesiącem, ale nie znalazłam jej od razu).




Dobranoc!

piątek, 18 marca 2016

To jest moje miasto


Dzisiaj będzie krótko, ale muszę a) opowiedzieć jedną anegdotę i b) wyżalić się w jednej sprawie.


*tło: mieszkam na Śląsku - w Piekarach Śląskich, ale jeżdżę do szkoły do Wojkowic, czyli już do Zagłębia Dąbrowskiego*
Dzisiaj na historii:
Nauczyciel: Mieliśmy tu kiedyś ucznia, który mieszkał w Piekarach do Będzina pierwszy raz pojechał na wycieczce w drugiej klasie [liceum] - twierdził, że wcześniej nie było potrzeby.
Któryś z kolegów: A podobało mu się chociaż?
Nauczyciel: Jak się wyjedzie z Piekar, to wszędzie się podoba.
Ja: *mordercze spojrzenie spod grzywki*
Nauczyciel: No już nie patrz na mnie taka obrażona... Ja wiem, że jesteś z Piekar...

Pluję sobie w brodę, że wszystkie dobre riposty przyszły mi do głowy dopiero na przerwie. xD



Miałam jutro jechać do kina na Carol, ale akurat jak mam czas, żeby się zebrać i jechać, to przestali to puszczać w okolicznych kinach. ;_; Ale że też czuję potrzebę pojechania do kina tak po prostu, to stwierdziłam, że pojadę na Historię Roja (film o żołnierzach wyklętych). Może będą jacyś pokuleni Niemcy na początku, będę ich tropić. xD No i mogę jechać do bliższego kina - pojadę do Bytomia zamiast do Katowic, bo w okolicy to tylko w Katowicach grali Carol.
I bardzo możliwe, że będę nagrywać daily vloga na tej wycieczce, ale to jeszcze zobaczę. :)



Dobranoc!

środa, 16 marca 2016

Historia kołem się toczy

Dzisiaj to już TOTALNIE zaczynam wierzyć w przeznaczenie i w to, że ktoś nade mną czuwa.


Tak właściwie to dzisiejsza historia zaczyna się trochę ponad dwa lata temu, 10. lutego 2014 roku, kiedy byłam na wycieczce w Oświęcimiu - wtedy zaczęło się moje zainteresowanie nazizmem, bla bla bla. Znacie to.
Generalnie ta wycieczka odcisnęła na mnie swoje piętno, a "najtrwalej" wyniosłam stamtąd dwie historie: doktora Mengele i świętego Maksymiliana Kolbe.

Na początku tego roku szkolnego, kiedy moja nauczycielka z religii ogłosiła nam konkurs o ojcu Kolbe, zgłosiłam się bez wahania - bo Auschwitz. Jeszcze bardziej ucieszyłam się z podjętej decyzji, kiedy dowiedziałam się o terminie konkursu - tak jak teoretycznie Mengele i Kolbe nigdy więcej nie mieli mieć ze sobą czegokolwiek wspólnego (poza samym Auschwitz in general), to okazało się, że konkurs o tym drugim jest w rocznicę urodzin tego pierwszego.

Dzisiaj, jak te dwie postacie się na siebie po dwóch latach znowu nałożyły (to źle brzmi, ale ciiii!), to to nie mogło skończyć się źle.
I...
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
...wygrałam! Zajęłam pierwsze miejsce w kategorii szkół ponadgimnazjalnych. :D



Takie małe potwierdzenie. :D


I kolejne, że byłam. :)

Nawet sobie nie wyobrażacie, jaki mam zaciesz z tego wszystkiego!
Wracając do początku - mam takie przeczucie, że gdyby nie ta rocznica urodzin Mengelego dzisiaj, to wszystko wyglądałoby inaczej. Albo po prostu tak miało być.


A ten obrazek mi wybaczcie, ale towarzyszył mi w zeszłym roku i musi też w tym. Hehe xD


105!

wtorek, 15 marca 2016

Violent, uncontrolled temper

ZANIM ZACZNIEMY
http://welcome-here-in-my-world.blogspot.com/2016/03/dzien-ze-mna.html ← TA NOTKA CZEKA NA JAKIKOLWIEK KOMENTARZ
Napiszcie mi chociaż, że obejrzeliście/obejrzycie filmik, to już będzie dużo dla mnie znaczyć.



Chciałam się tutaj wyżalić, ale bardziej zdenerwowana byłam wczoraj niż dziś, a dziś stwierdziłam, że nie będę psuć krwi ani sobie, ani nikomu innemu.
Ale ten obrazek muszę tu dziś dać:


Miał gwałtowny, niekontrolowany charakter, który doprowadzał go do szaleństwa, gdy był poirytowany, ale wyglądał dobrze.


Coraz bardziej zaczynam utożsamiać się z Heydrichem (poza tymi wszystkimi hasłami o wyglądaniu dobrze) i coraz bardziej nie wiem, czy to dobrze, czy źle. xD



Jutro będzie dłuższa notka, a na razie pozwolę sobie prosić, żebyście za mnie trzymali kciuki na konkursie o świętym Maksymilianie Marii Kolbe. Zaczynam pisać o 10:30. Błagam, naprawdę mi kibicujcie, od mojego wyniku zależy to, czy pojadę w weekend na Carol. ;_;
Żartuję, nie zależy, ale i tak nie chcę dać plamy. xD

sobota, 12 marca 2016

czwartek, 10 marca 2016

Post specjalny na 10k wyświetleń

Miałam zaczekać, aż będę miała te 10 tysięcy wyświetleń na blogu i dopiero wtedy brać się za posta, ale stwierdziłam, że co tam, napiszę. :D
Coś specjalnego znajdziecie na końcu. :P

Generalnie to zapomniałam sobie robić notatki z tych paru dni, więc tak naprawdę dużo nie napiszę. Jutro wrzucę post z taką większą rozkminą, bo a) dziś nie chcę tym śmiecić i b) jutro się trochę może zmienić. Także macie na co czekać.


We wtorek na wosie:
Kolega do nauczyciela: Był pan gdzieś w ferie:
Nauczyciel: No, tu i tam, tam i tu... Odpoczywałem ogólnie.
K: To tak jak ja.
N: Ale ja odpoczywałem od was.
K: A my od pana!

No i w ten wtorek Heydrich chyba dalej nade mną czuwał, bo zdążyłam na wcześniejszy autobus, co we wtorki mi się praktycznie nie zdarza - bus jedzie 4 minuty przed końcem lekcji i nauczyciel musi nas odpowiednio wcześnie wypuścić. I w tym tygodniu wypuścił. :D


Wczoraj byłam na konkursie z angielskiego. Nie celuję w premiowane miejsce, ale ogólnie było spoko. W przerwie między częściami (była ustna i pisemna) udało mi się przeczytać 100 stron jednej książki, także jakiś sukces jest. :)


A dzisiaj z okazji Dnia Kobiet (wcześniej nie było okazji) dostałam od kolegów z klasy breloczek. O taki:



Raczej nie będę go nosić przypiętego do czegokolwiek - boję się, że zgubię, już tak straciłam jednego miśka - ale jest słodki. ♥



Dobra, teraz pora na to coś specjalnego, czyli na filmik, jaki nagrałam kilka dni temu. Poziom mojego zażenowania jest bardzo wysoki, ale co tam.




Oryginał piosenki jest tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=6S0ZmgMeFkA 
Nie pytajcie, jak ją znalazłam, bo ta historia jest milion razy bardziej żenująca od mojego dzisiejszego występu. xD Traumę będę mieć do końca życia, ale nuta jest spoko.

A teraz omówienie:
1. Właśnie się przekonaliście, jak bardzo nie umiem śpiewać. xD
2.1 Tak, wiem, że - wbrew temu, co mówię na koniec - jakość jest dość tragiczna, ale nagrywałam aparatem cyfrowym, który dostałam w zeszłym roku za jakiś konkurs, a że darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda, to co będę narzekać.
2.2 Jeśli chcecie, to zrobię "remake" na rocznicę bloga, wtedy nakręcę to bardziej w ciągu dnia i jak będę sama w domu, to będzie głośniej i jaśniej - niby rozjaśniłam ten filmik po wrzuceniu na YT, ale to nie to samo co światło dzienne.
2. Rytm, jaki gram na kubeczku, jest inny od tamtego, który umiałam wcześniej, i który zresztą jest popularniejszy - ten opracowałam sama, żeby bardziej pasował do tej konkretnej piosenki. Nie jest to jakieś bardzo widowiskowe, ale jestem z siebie dumna.
3. Pod koniec moi rodzice zostali (głosowo) mistrzami drugiego planu. Ciii, ignorujcie. :)
4. Filmiki, o których mówię na koniec, miałyby formę takich spontanicznych "daily vlogów", tak jak ten filmik kręciłam na spontanie. Po prostu gdybym miała coś do pokazania i miała możliwość nagrania filmików, to nagram zamiast robienia zdjęć, które opiszę. Kto jest za? :)

poniedziałek, 7 marca 2016

What color is your life?

Kartka z kalendarza:
1904 - urodził się Reinhard Heydrich, niemiecki funkcjonariusz i polityk nazistowski

Czyli jak znaleźć sobie dobry pretekst do napisania postu, którego nie powinno być, bo jak na razie z siedmiu dni marca nie pisałam tylko dwa. :D

I ogólnie to mam takie wrażenie, że Reinhard dzisiaj nade mną czuwał → udało mi się wymigać od wfu! Wf mam w poniedziałki na dwóch pierwszych lekcjach, na pierwszej miałam iść do pani z angielskiego na dodatkowe zajęcia przed konkursem, ale pani się spóźniała, to się zebrałam i poszłam na wf. Wuefistka pozwoliła mi się nie przebierać, bo przed drugą lekcją miałam iść zapytać się pani z angielskiego, czy będę mieć jednak te zajęcia, ale na późniejszej lekcji. I miałam. :D


A ten gif mi się tak bardzo podoba, że to masakra jakaś. *.*


Bardzo, bardzo podoba mi się też piosenka Color of your life Michała Szpaka, z którą będzie reprezentować Polskę na Eurowizji. Ma fajne przesłanie. I tak jak zazwyczaj nie lubię spokojniejszych piosenek, to ta mnie przekonała. Chyba zaczynam się też przekonywać do Szpaka jako osoby, bo kiedyś mnie od niego opychało, a teraz, jak mi się zaczęło fajnie go słuchać, to po co mam też osobę hejtować.





Z takich innych rzeczy, to nagrałam dziś filmik, bardzo żenujący filmik, który i tak tu wrzucę, bo jest przyszykowany na 10 tysięcy wyświetleń bloga. Wyczekujcie. :)

Tym na wpół pozytywnym akcentem kończę dzisiejszy wpis.

A tak na serio to muszę jeszcze jeden gif z Heydrichem wstawić, bo mam ich trochę więcej ostatnio, a okazja jest raz do roku. xD


Dobranoc! :)

niedziela, 6 marca 2016

Wyższy poziom pisania

Kartka z kalendarza - 6 marca

Święto państw członkowskich UE: Europejski Dzień Pamięci o Sprawiedliwych, czyli osobach, które ratowały Żydów w czasie Holocaustu (ustanowiony 10 maja 2012 r. decyzją Parlamentu Europejskiego z inicjatywy włoskiego Komitetu Światowego Ogrodu Sprawiedliwych - Gariwo)

1952 – został stracony Jürgen Stroop, niemiecki funkcjonariusz nazistowski, zbrodniarz wojenny (m.in. tłumił powstanie w getcie warszawskim)


Dzięki takim informacjom wchodzę na wyższy poziom rozpoczynania postów w dniach, w których nie wiem, jak zacząć. :D


Ostatnio zastanawiałam się, czy by nie założyć nowego fanpage'a na Facebooku, bo na tym, który mam teraz, nie mogę już zmieniać linka, a zmieniłam nazwę i mnie trochę irytuje, że jedno z drugim nie jest zbieżne. W sumie to stwierdziłam, że za jakiś czas się mogę przyzwyczaić, a czuję, że będę jeszcze zmieniać nazwy, a nie będę co pół roku fanpage'a zmieniać, bo i tak tam prawie nic nie robię, a na tym teraźniejszym jednak mam trochę rzeczy już zrobionych.


Chciałam pooglądać w najbliższym czasie trochę seriali, ale pomyślałam, że zostawię sobie je na wakacje. Trzy mam po angielsku (Sabrina - do dokończenia, Dark Shadows i Tajemnica Amy) i pomyślałam, że jak po wakacjach nauczycielka angielskiego mnie spyta, co robiłam, żeby podszlifować język, to wtedy powiem, że filmy w oryginale oglądałam. Wiem, że spyta, bo po ostatnich wakacjach też spytała - wtedy powiedziałam, że piszę z ludźmi z Tumblra (chociaż wcisnęłam kit, że to forum historyczne :P). W te wakacje nie wiem, jak będzie z tym mówieniem/pisaniem po angielsku, to się chociaż nasłucham. :)


Jeju, jak mi się nie chce iść jutro do szkoły... :( Pociesza mnie tylko to, że zostało dwa i pół tygodnia do przerwy świątecznej. I prawdopodobnie dużo wf-ów mnie ominie. :D


I takie zdjęcie na koniec weekendu. :) Znalezione wczoraj na Tumblrze, rozczuliło mnie trochę. :3

Bez odbioru! - Hania, tropicielka pokulonych

sobota, 5 marca 2016

Sosnowiec

Dzisiaj przy oglądaniu Sądu Rodzinnego:
Jakaś małolata zabiła swoje dziecko (półtoramiesięczne) przy dworcu w Katowicach
Ja: Pewnie była z Sosnowca!
Ona: Chciałam uciec z domu, to wsiadłam w pociąg i pojechałam ze Szczecina do Katowic
Ja: A, to przepraszam

Miałam bekę z samej siebie xD
Byłam dziś kilka godzin sama w domu i nie miałam co robić - to znaczy miałam, ale nie chciało mi się - więc obejrzałam trzy odcinki Sądu. Jeden był o czternastolatce, która z koleżanką interesowała się satanizmem, i potem ta koleżanka została znaleziona martwa, więc oskarżono tamtą pierwszą o zabójstwo w ramach czarnej mszy; drugi był o dziewczynie, która po rozwodzie rodziców była molestowana przez nowego partnera matki, a ta matka oskarżała ojca, czyli swojego byłego męża; no i trzeci był o czternastolatce, która zaszła w ciążę i uciekła, bo bała się reakcji rodziców (to właśnie ta, co myślałam, że jest z Sosnowca).

Aż mi się przypomniało to zdjęcie:


Tak w temacie tego Sosnowca. :D

Szczerze mówiąc, to ja nie wiem, czy ja to wytrzymam, jeśli rzeczywiście będę dojeżdżać na studia do Sosnowca. Jak sobie wyobrażam codzienne kojarzenie faktów i wewnętrzne śmianie się po kilka godzin, to już mnie to boli. xD

piątek, 4 marca 2016

Debata

Odbiór!

Tak, wiem, obiecałam na wczoraj post o wierze, ale jak już wstałam i przeżyłam pół dnia, to wena ze mnie uleciała.

Wczoraj brałam udział w szkolnej debacie z tezą "Uchodźcy są zagrożeniem dla Europy". Ja byłam przeciwko tezie, czyli broniłam uchodźców. W głosowaniu publiczności moja drużyna przegrała, ale potem nauczyciele mi gratulowali wygadania i elokwencji. Wychowawczyni mi przekazała, że nauczycielka z gimnazjum, które z nami przygotowywało debatę i skąd było kilku uczestników, powiedziała, że bardzo mądrze mówię i dodała: "No bo ty mądre dziecko jesteś, chyba najmądrzejsze w szkole".
Nie lubię, jak mi nauczyciele takie rzeczy mówią, bo z jednej strony mi miło, ale z drugiej głupio, bo to takie... dziwne. xD

Chciałam tu wstawić jakieś zdjęcie z tej debaty, ale na stronie mojej szkoły nie znalazłam żadnego, na którym jestem sama, a jednak takie pasowałoby mi najbardziej.



W sumie, to padam na ryj i poszłabym już spać, ale skończę jeszcze oglądać jeden filmik na YouTube i może w końcu skończę rozdział na Życie jest podróżą - w końcu. Postaram się. A jutro może napiszę tu więcej.


Bez odbioru! - Hania, tropicielka pokulonych

środa, 2 marca 2016

Imagine Dragons i naziści - część 2

Odbiór!

Chyba nie powinnam dziś pisać, biorąc pod uwagę to, a) jaka jest pora, b) o której jutro muszę wstać i c) jak się teraz czuję - a czuję się jak, delikatnie mówiąc, kupa - szczęśliwa, ale jednak kupa, jeśli wiecie, co mam na myśli. Jednak nie mogłam się powstrzymać.

Film był świetny! Tak jak się spodziewałam, było to nagranie z jednego z koncertów Imagine Dragons z ostatniej trasy koncertowej. I cieszę się, że nie pojechałam na prawdziwy koncert, bo wydając mniej pieniędzy miałam teraz praktycznie to samo w kinie (a może nawet lepsze, bo dobrze widziałam scenę - na widowni nie zawsze jest tak dobrze, byłam też wcześniej w domu i takie tam).
Nie odwaliło mi, powstrzymałam się od wybiegnięcia z sali z czyimś nazwiskiem na ustach, ale przez większość czasu darłam pyska - przez darcie pyska rozumiem głośne śpiewanie tych piosenek, które znam.

I nie zgubiłyśmy się z koleżanką w Katowicach, a to ja byłam przewodnikiem, hehe! :)


Z mojej strony to w sumie tyle - padam na ryj, muszę iść spać.


A jutro - w sumie to dziś, bo pewnie czytacie to w czwartek - będzie post luźno związany z wiarą. Spowiedź mnie natchnęła. Kto się cieszy? :)


No i tak, zmieniłam nazwę użytkownika z Georgia Raven Malone na Johanna Liesel Malone, bo to Georgia Raven było takie trochę z sufitu wzięte, a Johanna Liesel jest lepsze do tłumaczenia. Johanna to a) moje trzecie imię i b) prawdziwe pierwsze imię Magdy Goebbels, poza tym jest podobne do mojego pierwszego. A Liesel chyba wiecie, skąd jest.


Bez odbioru! - Hania, tropicielka pokulonych :)

wtorek, 1 marca 2016

Imagine Dragons i naziści

Kojarzycie może pewien post z lipca, w którym piszę o tym, że są piosenki, które mi się kojarzą z nazistami? Może go nie pamiętacie, ale ja go pamiętam bardzo dobrze.
I przez ten z pozoru nic nieznaczący fakt boję się jutra. Bo - jak już chyba wspominałam, ale nie jestem pewna - wybieram się z koleżanką do kina na film z trasy koncertowej Imagine Dragons, a to głównie ich piosenki znajdują się w grupie tych, których słuchałam w wakacje i mi się kojarzą z nazistami. No i boję się, że mi odwali i się zacznę głupio chichrać czy coś. W najgorszym razie wykrzyczę jakieś nazwisko na całą salę i wybiegnę. Hehe.


Co do szablonu - z mojej strony stanęło na tym, że nowy szablon będzie tylko z hasłem Na tropie pokulonych Niemców. Tak jak mówiłam, pokuleni Niemcy nie pasują mi do poprzednich trzech zdjęć, więc wybrałam te dwa:



Tę panią (czy raczej: panienkę) znacie już z teraźniejszego szablonu - przypominam, że to Liesel Meminger, bohaterka Złodziejki Książek.
Tak jak mówiłam, pokuleni Niemcy średnio pasowali mi do tamtych zdjęć i czułam, że muszę z czegoś zrezygnować: albo z pokulonych, albo ze zdjęć. Wybrałam odrzucenie zdjęć. Mogłam pozostać przy cytacie "wyliczankowym", ale wydawał mi się... zbyt prosty. Taki... bez znaczenia. Niby byłaby tam zawarta cała tematyka mojego bloga, gdybym tylko wymyśliła, co tak właściwie wymienię, ale nie chciałam tego pisać na siłę. A Na tropie pokulonych Niemców mimo wszystko trafia w sam środek mojej egzystencji. I w waszą egzystencję też trafia, dopóki czytacie tego bloga. Plus te zdjęcia. Poprzednie łączyło jedno - uśmiech. Ale jak się dłużej zastanowiłam, to do bloga kompletnie mi nie pasowały. Niby miałam tu już kilka wzmianek o Rooney Marze (i będą kolejne), niby pisałam o Sabrinie, do Leny Katiny też się odwoływałam, ale to nie to. A książka i film, z których pochodzi Liesel, dzieją się w czasie drugiej wojny światowej, poza tym potrafię utożsamić się z nią jako z bohaterką; jest jedną z niewielu przedstawicielek płci żeńskiej w gronie moich ulubionych bohaterów książkowych - kobietom rzadko kiedy przyznaję to zaszczytne miano, a Liesel zasłużyła sobie na nie bezapelacyjnie.

Generalnie zamówienie na szablon już złożyłam i zostało przyjęte. Nie wiem, kiedy dostanę szablon, bo wiem, że szabloniarka ma sporo zamówień, również na zwiastuny, ale nie przejmuję się tym - ważne, że jest "klepnięty" i wiem, że prędzej czy później go dostanę.
Dobra, przejmuję się, bo nie mogę się doczekać! Ale przynajmniej będę miała na co czekać. :D


Miałam tu wstawić jakiś mem i go skomentować, ale się trochę rozpisałam, to nie będę przedłużać. :) Odezwę się tak czwartek/piątek, bo jutro będę zabiegana i padnięta.
Dobranoc!