czwartek, 24 marca 2016

Cry a lot

tuż po skończeniu ostatniej z trzech części gry (seria Mystic Diary):

COOOO?
Czy Gustav właśnie umarł?!

GUSTAV! TY DEBILU!
PO CO JA CI DUPĘ W PIERWSZEJ CZĘŚCI RATOWAŁAM JAK I TAK W TRZECIEJ UMARŁEŚ?!
Ja ci kota pilnowałam! Łaziłam za tobą! A ty się tak odwdzięczasz?!
A o swoim bracie pomyślałeś?! VICTOR CIĘ KOCHA, POMYŚLAŁEŚ O TYM?!

WRACAJ TU DEBILU, JA BĘDĘ ZA TOBĄ TĘSKNIŁA!!!
Łeheheee ;_:


Ej, ale serio, ja się zaraz rozpłaczę... Tak się kończy przyzwyczajanie się do postaci z gier, w dodatku do idiotów, którzy bawią się magią, jak nie powinni.
Dobra, już się oficjalnie rozpłakałam. Ale to jest straszne... Mam już za sobą trochę gier z bardzo różnymi zakończeniami, ale wcześniej żadna mi nie złamała serca i to tak chamsko...




Jedyny odpowiedni obrazek w tej sytuacji to właśnie ten.


Wiecie, co mnie jeszcze dobija? Poza samą śmiercią Gustava?
Z całej serii Mystic Diary bardzo długo miałam tylko pierwszą część, i zagrałam w nią bodajże cztery razy, a drugą i trzecią zdecydowałam się załatwić sobie dopiero niedawno. Drugą męczyłam jakoś dwa tygodnie, ale jak już mnie wczoraj wciągnęła końcówka, to w nocy zabrałam się za trzecią i dzisiaj kończyłam. No i zmierzam do tego, że teraz, jak mam za sobą już całą serię, to ta pierwsza część już nigdy nie będzie taka sama... aż boję się w nią zagrać... :(
Boję się też zagrać w inne gry... Niby mam kilka, które przeszłam wcześniej i jestem nastawiona na końcówki, ale w niektóre będę grała pierwszy raz i boję się, że się przyzwyczaję do kogoś, kto zginie potem...


Tak na serio to pewnie zaraz pójdę w coś grać (od wczoraj mam fazę na granie), ale po Gustavie to będę tydzień żałobę nosić.


EDIT: Przeszłam jedną grę i jestem zawiedziona. Ogólnie fabuła jest w porządku, ale ja w to grałam mniej niż godzinę. ;_; W sumie to zajęło mi to pół dnia, ale akurat ta gra miała licznik czasu (nie wszystkie mają) i pokazało mi 57 minut czystego grania. Tak jak wspomniałam, trochę słabo to wyszło, ale przynajmniej idę do przodu z grami jak chyba nigdy.
A po Gustavie ciągle płaczę.

2 komentarze:

  1. Osobiście nie gram w gry, bo nigdy mnie to nie jarało. Ale dobrze rozumiem ten płacz za fikcyjną postacią, do której się przyzwyczaiło i którą się polubiło na przestrzeni kolejnych części, a ona potem umiera *seriale łamią serce nie mniej niż gry*
    Łączę się z Tobą w bólu!
    Wesołych Świąt! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze jest to, że ja Gustava tak naprawdę nie lubiłam, od początku był debilem, ale jednak się przyzwyczaiłam... I jeszcze w połowie trzeciej części pomyślałam: może dam mu szansę - a on umarł ;_;

      Nawzajem!

      Usuń