piątek, 29 kwietnia 2016

Długi weekend!

Byłam dziś w domu o 11:15. Zakończenie szkoły maturzystów + nieobecność nauczycielki soł macz. xD


Pierwsza rzecz!
Jutro jestem cały dzień sama w domu, znowu. I tu pytanie - chcecie filmik?
To będzie coś podobnego jak Dzień ze mną z... marca? Chyba był to marzec, wybaczcie mi sklerozę xD Generalnie to będzie coś podobnego jak wtedy, oczywiście z pewnymi różnicami - nie będzie kota, nie będzie Donnie Darko i nie będę czytała książki o Maksymilianie Kolbe, bo już nie muszę. I możliwe, że sobie odpuszczę Sąd Rodzinny, jakoś ostatnio nie chce mi się oglądać.
Mogę też nagrać jakiś tag, z rodzaju tych, w których nigdy nie będę oznaczona, jak TMI tag. Bo zazwyczaj trafiają do mnie książkowe, czasem LBA.


Druga rzecz!
Mam teraz ponad tydzień wolnego - wracam do szkoły 9 maja - i mogę pisać posty codziennie. Co prawda nie bardzo wiem, o czym, ale to jest kwestia tego, czy wam to będzie przeszkadzało.


Trzecia rzecz!
Ci, którzy śledzą mój fanpage na Facebooku wiedzą już, że wczoraj wpadłam na genialny pomysł napisania fanfiction do Mystic Diary, w którym Gustav nie umiera, albo w którym jest chociaż dalsze życie Victora. Wiem, że nie wiecie więcej niż to, że jest Gustav, jest Victor, oni są braćmi i ten pierwszy umarł, bo był kretynem, ale musicie mi coś doradzić! Mianowicie mam pomysł na dwie rzeczy:
a) fanfiction "rozdziałowe" z nowym blogiem - wtedy byłaby historia że Gustav żyje
b) krótkie opowiadanie rozgrywające się po śmierci Gustava
Ja nie wiem co mam wybrać, bo na jedno i drugie mam pomysł. ;_; Dajcie mi znać, czy ktoś by któreś przeczytał, w sensie czy mam się męczyć z rozdziałami.



To ja jutro! xD
I generalnie jutro więcej wam opowiem.
Do przeczytania!

środa, 27 kwietnia 2016

Challenge accepted!

Przyszedł czas, żeby się pochwalić, co kupiłam sobie w ostatni piątek!

Moja siostra znalazła, a akurat ostatnio naszła mnie ochota na łączenie kropek, to kupiłam.
Wczoraj z okazji 30. rocznicy katastrofy w Czarnobylu zrobiłam sobie maraton TubeRaiders z ich wyjazdu tam i przy okazji już robiłam pierwsze kropki.

Opis mnie zachęcił; nie chce mi się kopiować, znajdziecie sami, jak chcecie.

A tej książki chciałam odkąd została wydana w Polsce, a ostatnio, jak Umberto Eco zmarł, to stwierdziłam, że muszę w końcu spełnić daną sobie obietnicę, że poszerzę horyzonty i przeczytam coś więcej niż Imię Róży. Dopiero teraz udało mi się ją dostać.
Żeby było śmiesznie, przed kupnem tej książki kompletnie nie wiedziałam o czym jest, dopiero w domu przeczytałam opis. xD


Ee... e... Ten post jest tak wymuszony (znowu się apatyczna zrobiłam ostatnio), że aż nie wiem, co napisać, to pokażę wam mój widok z okna wczoraj i dziś, bo wyglądało to ciekawie.



Ładne, nie?


Wczoraj, jak kolega szczególnie mnie zdenerwował, to powiedziałam mu: Takich ludzi jak ty zamykało się w obozach koncentracyjnych! Zanieczyszczasz społeczeństwo!
Jedna z lepszych ripost mojego życia.


Na koniec powiem tylko, że "zaakceptowałam wyzwanie" i obiecałam sobie, że w najbliższych dniach nauczę się dwóch układów tanecznych, jakie dziś znalazłam na YouTube. Czymś się muszę zająć. Jak się już nauczę, to się dowiecie. :)

niedziela, 24 kwietnia 2016

Ja się pytam gdzie jest Rój?!

Zaczęłam się wczoraj rano zastanawiać: czemu tak właściwie Hava Nagila ma być stereotypem o Żydach? Rozumiem, że wolontariuszki chciały nas jak najbardziej naprowadzić na to, że chodziło o Żydów, i rzeczywiście podziałało, ale Hava Nagila to jest tradycja żydowska pieśń. To w sumie tak jakby powiedzieć, że Marsylianka jest stereotypem o Francuzach, Katyusha o Rosjanach albo Rota o Polakach, tylko dlatego, że jest elementem ich kultury, wynika z historii lub tradycji.
Albo nie do końca rozumiem pojęcie stereotypu, albo to nie miało sensu.


Opłacało mi się iść wczoraj do szkoły. Zarobiłam szóstkę z polskiego, bo interpretowaliśmy wiersz i miałam szansę na udzielanie się, bo było nas pięć osób w szczytowym momencie. W sumie to mówiłam cokolwiek, co tylko mi ślina na język przyniosła, i nawet się nie zastanawiałam, czy nauczycielce to będzie pasowało, a ona mi powiedziała, że weszłam na wyższy level interpretacji i jej to bardzo pasuje, i nie może mnie nie ocenić.
Ale ostatnio jakoś tak ogólnie wzięło mnie na czytanie wierszy i myślenie nad nimi. Na lekcjach ich przerabiamy dużo teraz, bo Młoda Polska, i aż sobie poszłam do biblioteki szkolnej po antologię wierszy. Jeszcze się nie zagłębiałam jakoś bardzo w nią, ale to fajne. :D


Ee... ee... nie wiem, co chciałam napisać...
A, wiem.
Znalazłam ostatnio w netach zeszyt IDEALNY. O taki:


ZESZYT Z ROJEM! To jest cudne!
Jest dostępny w sklepie internetowym: http://www.skleppatrioty.pl/kolekcja/glowna/zeszyt-roj-60-k-kratka i zastanawiam się, czy zamawiać. Dziesięć złotych z przesyłką, opłaca się.
Jak by się komuś chciało, to możecie kupić i mi wysłać na urodziny, nie obrażę się. :D A tak na serio to nic nie sugeruję, ale wiecie, że film o Roju mnie zauroczył, i teraz naprawdę pragnę tego zeszytu. Zawsze mogę namówić tatę, żeby mi kupił.

Jeszcze a propos Roja i ogólnie żołnierzy wyklętych - w mojej szkole jedna z nauczycielek się wkręciła w wyklętych, a konkretnie w rotmistrza Pileckiego, który na pewno jest związany z Oświęcimiem i być może z Zagłębiem Dąbrowskim (ale nie jestem pewna, a nie chce mi się sprawdzać), i teraz ciągle mamy informacje o jakichś spektaklach i konkursach. No i ostatnio jak zobaczyłam na szkolnej tablicy ogłoszeń informację o kolejnym konkursie, to - z całym należnym szacunkiem dla Pileckiego oczywiście - pomyślałam sobie:
Pilecki srilecki, ja się pytam gdzie jest Rój?! Typ umarł 60 lat temu, a ja go muszę szukać??
Miałam bekę z samej siebie po tym. xD



Ostatnio przeglądałam moje posty i stwierdziłam, że za dużo Tumblra tu jest. Niby to nic złego, ale dalej mam drzazgę w sercu, bo ta jedna dziewczyna odchodzi i nie będę miała tam z kim gadać. Przez moment chciałam też odejść stamtąd, ale jednak zostanę (skądś muszę brać dziwne obrazki w końcu, nie? :D), ale na blogu trzeba będzie coś zmienić. Muszę się starać po prostu mało pisać o tamtym miejscu, a obrazki traktować po prostu jak obrazki. Tylko o czym ja tu będę pisać w ramach zapychania dziur, jak nie o Tumblrze?
Muszę namówić mamę, żeby mi kupiła myszkę, to ją będę co post pokazywać. A w filmikach to już w ogóle. Albo zacznę tropić Pokulonych na własną rękę - tylko jak? Mam jakieś takie luźne pomysły na posty, które mogłabym na jakiś czas robić, żeby tu było urozmaicenie, ale jeszcze nie do końca wiem, jak się za to zabrać.
EDIT: Popisałam sobie trochę z tą dziewczyną i, kurde, naprawdę nie wyobrażam sobie, że jej zabraknie. Chociaż staram się myśleć pozytywnie o samym Tumblrze i o tym, że jednak ciekawe rzeczy tam są.

piątek, 22 kwietnia 2016

Zwariowany dzień

Dzisiaj był zwariowany dzień...

Zacznę od tego, że 22 kwietnia to dla mnie dosyć ważna data. Od pięciu lat to dla mnie dzień urodzin dwójki bohaterów mojej pierwszej książki (która nigdy nie została ukończona, ale to swoją drogą). Padło właśnie na 22 kwietnia, bo było ważne dla fabuły, żeby urodzili się w 1990 roku w drugą niedzielę wielkanocną, czyli tydzień po właściwych świętach, która wtedy właśnie w tym dniu przypadała. Nie żebym teraz świętowała jakoś hucznie, ale nadal pamiętam. Eh, wspomnienia...


Dziś był dzień otwarty w mojej szkole i pomagałam wolontariuszkom w warsztatach. Miały przygotowaną prezentację o stereotypach, gdzie były slajdy, na których były po kolei wyświetlane stereotypy o różnych narodach i uczniowie (zarówno gimnazjaliści, jak i licealiści, w tym też i ja) mieli zgadywać, o kogo chodzi. Był też slajd o Żydach, i po pierwszych trzech hasłach nie wiedziałam, ale czwarte, czyli Hava Nagila, wyjaśniło wszystko. Najpierw Alyona (Ukrainka) naprowadziła nas, pytając o duże religie - powiedziałam, że jedną z nich jest judaizm - a potem zapytała, czy wiemy, co oznacza Hava Nagila. Nie mogłam powstrzymać się przed pochwaleniem się swoją wiedzą i powiedziałam:
"Hava Nagila" oznacza "Radujmy się" i to jest żydowska piosenka.
Z jednej strony ucieszyłam się, że wiedziałam, ale z drugiej pomyślałam sobie potem: Chrystusie Królu, jakie ja jednak dziwne rzeczy wiem...
Gdybyście się zastanawiali, skąd właściwie wiem, co dokładnie oznacza Hava Nagila: kiedyś oglądałam filmik, gdzie żydowska kobieta pokazuje horę, czyli żydowski taniec, którego przez moment się chciałam nauczyć, i na koniec pokazuje z podkładem, i tłumaczy tytuł piosenki na angielski.
Ogólnie to mi to poprawiło humor. A Mengele dalej przewraca się w grobie.


Po południu jechałam z siostrą na film Piąta Fala na podstawie książki o tym samym tytule - nie będę się nad tym rozwodzić, ale ogólnie to polecam.
Chciałam sobie kupić w Matrasie trzy książki za 100 złotych, które miałam na karcie prezentowej, ale były zniżki z okazji Dnia Książki, to kupiłam trzy książki za 78 złotych i jeszcze 22 mi zostało. Będę musiała pojechać do Bytomia, jak będę miała na początku maja wolne, i dokupić coś jeszcze. A miałam mieć to dziś z głowy... Jak nie zapomnę, to niedługo wstawię zdjęcia tych książek.
Kasjer Stanisław w Multikinie w Galerii Katowickiej - bohater dnia! Nie zrobił nic specjalnego, ale zapadł nam w pamięć.
Jak już wracałyśmy, to zepsuł się autobus, którym jechałyśmy, i musiałyśmy czekać na następny. W sumie to zabawnie było, pierwszy raz musiałam się tak przesiadać.


I na tym w sumie już skończymy. Muszę iść się myć i spać, bo jutro odrabiam w szkole wolny dzień, jakim jest 2 maja, i muszę wstać o siódmej rano. Buuuu ;_;

wtorek, 19 kwietnia 2016

Na tropie pokulonych Niemców

HEJOO!

Dziś (znowu) miało nie być posta, bo zaraz się okaże, że piszę codziennie, ale...
Zresztą, widzicie jakie "ale" zaszło xD

No powiedzcie, czy ten szablon nie jest cudowny?
Hasło o pokulonych tak bardzo do niego pasuje, ale ciii :) Na szczęście szabloniarka (której bardzo dziękuję za szablon! tak by the way) go nie skomentowała, czego się trochę bałam, bo jest specyficzne.
Ale ogólnie to jest git i to bardzo :D


Tajemnica mojego złego samopoczucia rozwiązana - dziś dostałam okresu. Tak sądziłam, że to pms mnie męczy. Gnębi mnie tylko jedno pytanie - skoro to było związane z samą miesiączką, TO CZEMU DO CHOLERY OD PIĄTKU CHCĘ BYĆ W CIĄŻY? Gdzieś czytałam, że kobiety są bardziej nastawione na ciążę i takie tam sprawy w trakcie owulacji, a w czasie okresu - odwrotnie, bo to nam natura dała, ale czemu ja mam odwrotnie? Powiedziałabym, że może nie jestem kobietą, ale wtedy ciągle by się coś nie zgadzało, no bo jednak jestem. xD

Ale generalnie zły humor się rozwiał i odkąd wróciłam do domu, słucham sobie muzyki i do niej tańczę, także jest normalnie. :)



Weźcie mi coś doradźcie. Tak jak wspomniałam wczoraj, chcę sobie zrobić tatuaż, na razie czasowy, i zastanawiam się, który wzór jest lepszy z poniższych dwóch?



Wiem, że generalnie oba to diamenty, ale nie wiem, czy chcę taki odjechany czy taki prosty i potrzebuję porady. Ale diament będzie na pewno, bo chciałam, żeby tatuaż coś dla mnie ważnego znaczył, a od gry o diamentach się zaczęło moje zafascynowanie grami. Tak, yhym, wiem, słabe wytłumaczenie dla robienia sobie od razu tatuażu, ale pewnie już ogarnęliście, ile gry dla mnie znaczę, a diament ma neutralne znaczenie przypisane sobie. W sensie że nie będę tatuować sobie krzyża maltańskiego albo jakiegoś imienia, bo takie rzeczy się już bardziej jednoznacznie kojarzą.



To tak na koniec wracając do tematyki szablonu zarzucą sucharem z TubeRaiders:

Jak się nazywa płacz małego raka?





Wycieraczka xD

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Oddajcie mi... włosy!

Wahałam się trochę, czy pisać tego posta, ale w sumie czemu nie.

Zacznę od końca, czyli od tego, że dziś jedna dziewczyna z Tumblra, z którą najwięcej gadałam, za niedługo odchodzi i już nie będziemy mieć kontaktu. Rozpłakałam się, bo tak jak dzięki niej mogłam się wyżalać w paru miejscach w zależności od tego, co miałam akurat do powiedzenia. A teraz będę miała tylko tego bloga. Na Tumblrze nikogo innego już nie mam, a ze szkoły z nikim nie mam aż takich kontaktów, czemu parę razy dałam wyraz w zeszłe wakacje.
To jest straszne, że wszystko, co się mogło spierdolić, spierdoliło się w jednym czasie (wybaczcie za wyrażenia). No bo najpierw umarł Gustav, potem kot, a teraz jeszcze to.
Nie mówię, że ja się z tym nie pogodzę. Wypłakałam się i już mi trochę lepiej. Do nieobecności kota się przyzwyczaję. A w Mystic Diary mogę grać w kółko i w kółko - to będzie takie trochę znęcanie się nad Victorem i Gustavem, ale przynajmniej ten drugi będzie żył jakiś czas.
Ale no kurwa, ile może jedna osoba dostać w jednym czasie? I co jeszcze zdarzy się w najbliższym czasie?


Jak na to patrzę, to sprawa z wczoraj jest jeszcze bardziej błaha. Aż wam powiem, o co chodzi.
Planuję zrobienie tatuażu - na razie takiego ze specjalnej henny, która zejdzie po kilku-kilkunastu miesiącach - i żeby się uspokoić w sprawie tego, że nie ocenia się ludzi po tatuażach i takie tam, postanowiłam popatrzeć sobie na jedno zdjęcie. Mianowicie na to:
  

Wiecie, że policjant z dziarami i takie tam. Co prawda to jest zdjęcie z Norwegii, a my jesteśmy w Polsce, gdzie Rzym a gdzie Krym, ale nadzieja jest zawsze.
No i w międzyczasie mignęło mi to zdjęcie:



Wiecie co?
Jak ja bym chciała, żeby to był jebany Photoshop. Nigdy nie byłam za przerabianiem zdjęć Andersa, ale moje pierwsze pobożne życzenie było: Niech ktoś powie, że to się nie stało. Zresztą widzieliście wczorajszą notkę.
ALE NIE. Okazało się, że Anders wytoczył sprawę Norwegii za nieludzkie traktowanie (nie komentujcie, ja wszystko wiem), i jakiś miesiąc temu była rozprawa, na której musiał się pokazać. I tak, naprawdę ma ogoloną głowę.
Od wczoraj chodzę i wewnętrznie krzyczę: niech ktoś mi odda jego włosy! Niech on ma swoje włosy z powrotem! Ja kochałam też jego włosy!
Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Bo w sumie... miło było go zobaczyć, tak po prostu. Zobaczyć, że mu się rysy twarzy nie zmieniły, że on rzeczywiście gdzieś tam dalej jest... Zaczynam się godzić z tym, że nie ma włosów.
No i wiecie co... Hajlujący Anders to chyba to, co mi było najbardziej potrzebne w życiu. xD Już wiecie, jakie zdjęcie będę miała w tle na fanpejdżu w lipcu!