niedziela, 29 maja 2016

Bo kocyk był śliski

Ciągle zaczynam pisać tego posta za późno, żeby opublikować go po skończeniu, więc uwaga, bo będę zaznaczać daty.


27 maja [piątek]

Ej, musicie obczaić jedną rzecz. Tylko dajcie dźwięk w miarę głośno, bo trochę kijowa jakość mi się nagrała (chyba że to moje słuchawki tak mnie nie lubią, ale w sumie im się nie dziwię, bo nimi rzuciłam o biurko dzień po kupieniu), a dźwięk tu jest ważny.

video

Nie mogę się przestać śmiać z tego ptaka. xD Generalnie grałam sobie w grę i jak to zobaczyłam, to glebłam.
Jak grałam, to mi trochę odwalało, i w końcu stwierdziłam, że jak byłam mała, to musiałam mieć śliski kocyk, bo z moją głową chyba nie wszystko w porządku, a nie wierzę, że takie rzeczy się z powietrza biorą. Punkt dla was, jeśli załapaliście.


Wczoraj [czyli w czwartek] zapomniałam napisać o jednej rzeczy, mianowicie o instynkcie samozachowawczym, o którego istnieniu we mnie dowiedziałam się w dość widowiskowy sposób, chociaż w sumie ta widowiskowość zależy od punktu widzenia. W zeszłą sobotę koleżanka proponowała mi wspólny wyjazd do wesołego miasteczka i przez moment mnie kusiło, ale w końcu stwierdziłam: a, nie chce mi się. No to koleżanka pojechała sama i potem okazało się, że czymś się w tym wesołym miasteczku zatruła i nie było jej dwa dni w szkole. Sama mi potem powiedziała, że w sumie dobrze, że nie pojechałam. Brawo ja!


28 maja [sobota]

Nie wiem, co mi dzisiaj jest, ale cały dzień siedzę i śmieję się z byle czego. Wystarczy jedno zdanie w TV i już wybucham śmiechem. I to nawet nie są takie typowo śmieszne rzeczy, że każdy by się zaśmiał, tylko takie byle co... No nie wiem, nie wiem.

Chwilę później: zagadka rozwiązana, zaczął mi się okres. W sumie mnie nie dziwi to, że tuż przed miałam głupawkę zamiast zespołu napięcia przedmiesiączkowego. Ostatnio trzy dni przed okresem miałam ochotę zajść w ciążę, także tego... xD
Ale przynajmniej się trochę uspokoiłam, bo w ten sposób przestałam traktować poważnie teorię o śliskim kocyku. Może jednak byłam bezpieczna jako dziecko...

Korzystając z mojej dzisiejszej euforii, wzbogaciłam swoją kolekcję o dwa filmy z Karlem-Ottonem Albertym (i - mówiąc sobie: pieprzyć spojlery! - zdążyłam ogarnąć sceny z nim) oraz o nową grę, której się już boję, bo w opisie była wzmianka o dwóch alternatywnych zakończeniach, czyli pewnie będę musiała coś wybierać, a zazwyczaj unikam odpowiedzialności. W sumie nie mam cholernego pojęcia, czemu w takim razie ją ściągnęłam. W zwiastunie była fajna muzyka, może to dlatego. Propaganda przemysłu rozrywkowego wzięła mnie pod włos, kurczę pieczone.

Jeszcze a propos Karla-Ottona - zadziwia mnie moja determinacja związana z filmami, w których zagrał. W sensie że bardzo, bardzo, BARDZO chcę już je obejrzeć, nawet jeśli miał bardzo małe rólki [przynajmniej będę mogła się chwalić ilością filmów, jakie obejrzałam, i że w dodatku są w miarę ambitne]. W sumie mogłam dziś obejrzeć Rzeźnię numer 5, ale przegrała z Sądem rodzinnym, poza tym teraz nie o tym, bo zmierzam do tego, że jak parę miesięcy temu miałam fazę na Bena Crossa, to tak na dobrą sprawę obejrzałam jeden film z nim [William i Kate]. Oglądanie Dark Shadows: The Revival dalej jest w głębokim lesie, nie wspominając o tym, jak się wahałam, czy się na to w ogóle nastawiać, tak samo z Rydwanami Ognia. A teraz czytam książkę po to, żeby zobaczyć film, żeby chwilę zobaczyć ulubionego aktora. Naprawdę, nigdy nie byłam aż tak zdesperowana, i nawet nie chodzi o samą Rzeźnię, tylko ogólnie, nigdy nie czułam czegoś takiego.
I szczerze mówiąc wydaje mi się, że zaczynam być nienormalna (jeżeli już wcześniej nie byłam). A może jednak miałam rację z tym kocykiem...


29 maja [niedziela]

Ciągnąc rozkminę z wczoraj - oglądałam sobie ten filmik (który zresztą częściowo znacie):


i sobie mówię:
Kurde, czuję się, jakbym była coś winna Benowi Crossowi.
To dziwne uczucie, być coś winnym komuś, z kim tak w sumie się nie znamy...
Dobra, bez kitu, w pierwszych dniach wakacji oglądam Dark Shadows: The Revival. Karl-Otto zaczeka.
Zostawię to bez komentarza, bo chyba większego nie wymaga. xD

Ej, a może to wszystko to po prostu wina hormonów?
Trzymajmy się tego wyjaśnienia, bo to chyba brzmi najnormalniej. I bądź co bądź jest to na swój sposób optymistyczniejsze niż kocyk.


Ej, mam pomysł. I ciągle zaczynam zdanie od ej.
Chcecie serię "Wakacje z Johanną"? To by było coś takiego jak Grudzień, że codziennie bym się starała coś tu napisać. No, może nie codziennie, bo w wakacje mi się jednak wyjazdy przytrafiają i może nie zawsze będę mogła, ale jak będę zamulać w domu i mi się będzie wtedy nudzić, to w sumie mogę wtedy tu pisać dziwne rzeczy. To jak, chcecie?



Dobra, pora zakończyć ten post, bo już nic mądrego nie napiszę, a pisanie tu jednego posta trzy dni to chyba jednak mój rekord. xD

2 komentarze:

  1. Ptak rozwala xD
    Instynkt samozachowawczy, level: mistery
    Ale ja to znam! Jak odkryłam kochanego Jamesa, obejrzałam kilka filmów z nim pod rząd, byle tylko go oglądać. Na ten moment, po jakiś czterech latach, mam bodajże piętnaście filmów z nim plus dwa do obejrzenia. Bo tak to już bywa u ukochanych aktorów :3
    Ja chcę wakacje z Johanną

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to nie jest dla mnie takie nowe uczucie dla mnie, ale trochę mnie pocieszyłaś tym, że nie tylko ja tak mam :)
      No to będą wakacje :3

      Usuń