środa, 4 maja 2016

What a night - co za dzień!

Tak, yhym, wiem, że night to noc, ale mój tata czasem tak mówi, a dzisiaj to mi pasuje na tytuł.



Mój plan na dzisiejszy dzień był prosty. Zakładał wyjazd o 10:29 do Będzina w celu oddania koleżance książki i odebrania od niej zeszytów, jazdę z Będzina do Bytomia w celu zakupienia: książki w Matrasie, perfum w Rossmannie i może-czegoś-jeszcze w jakimś-innym-sklepie i - na sam koniec - powrót do domu autobusem, który na moim przystanku miał znaleźć się o 14:29. Realizacja tego planu szła mi całkiem dobrze... ale tylko do pewnego momentu. Zacznijmy jednak od początku.



Jak się okazało, najprostszym zadaniem z dzisiejszych było udanie się do Będzina. Autobus podjechał punktualnie, wymiana z koleżanką przebiegła gładko. Już o 11:30 wsiadałam w autobus linii 99 do Bytomia, gdzie przy okazji odzyskałam wiarę w ludzi, albowiem gdy dwa przystanki od mojego pojawienia się w pojeździe zwolniło się jedno miejsce, pewien mężczyzna pokazał mi je, proponując zajęcie go. Podziękowałam uśmiechem i usiadłam, myśląc "Wiara w ludzi odzyskana!", bo wiem, że nikt przy zdrowych zmysłach mało kto by tak zrobił.

Dotarłam do centrum handlowego, poszłam do Matrasa i już plan zaczął się sypać. Bardzo chciałam kupić książkę o pokulonych, ale z tych, które mam w planach, były tylko grube tomiszcza (w sumie jedna była o Göringu, to musiała być gruba xD), których nie miałam zamiaru nosić cały dzień, więc ostatecznie mój wybór padł na to:


Polska książka (rzadko takie czytam), ale zapowiada się ciekawie.

Widziałam też jedną książkę o żołnierzach wyklętych i wiecie, ile się dostało Rojowi? Jedna wzmianka.
JEDNA WZMIANKA! To nie uchodzi. Absurd!

W Rossmannie było prosto, bo wypatrzyłam sobie perfumy już wcześniej, to była kwestia tego, czy będą akurat na stanie. Były.



C•THRU Lovely Garden o słodkim, kwiatowym zapachu. Polecam.

Rozmowa w domu o tych perfumach:
Siostra: Ładnie pachną. Ile kosztowały?
Ja: 35 złotych.
S: A, to tanio.
[chwilę później] Mama: Fajne. Za ile kupiłaś?
J: Za 35.
M: A, to po taniości.
Nie wiem czemu, ale mnie to śmieszy. xD


Przeszłam się po sklepach i poskutkowało to kupieniem takiej bluzki:

Zawsze lubiłam Brawurkę, to dlatego. Jedyne 30 złotych, warto było.




I na tym się kolorowe rzeczy skończyły, bo jak już miałam wychodzić na autobus o 14:10, to się rozpadało. Po rozmowie przez telefon z mamą stwierdziłam, że zaczekam, aż przejdzie. Jak się okazało, to był błąd, a dlaczego - to zaraz wyjaśnię.
Padało coraz mocniej, trochę przeszło ok. 14:40, więc pobiegłam na autobus o 14:50. Pierwsze dziesięć minut jazdy było spoko, a potem, przy wjeździe do Piekar, wpadliśmy na korek. Mówię sobie: dobra, pewnie coś się stało, ale pewnie niedaleko i zaraz ten korek miniemy. Ale się pomyliłam! Okazało się, że tak, coś się stało, ale tuż przy moim osiedlu - które też jest na obrzeżach miasta, ale od trochę innej strony niż wjeżdżają autobusy z Bytomia i jednak jeszcze kawałek trzeba jechać - i prawie cała dzielnica była zakorkowana. Dało się jechać, ale bardzo powoli. Dlatego wysiadłam przystanek wcześniej i podryłowałam piechotą do domu. Byłam cała mokra, bo ciągle padało, ale przynajmniej dotarłam do domu jakieś dwadzieścia minut wcześniej niż autobus, którym jechałam i który już był opóźniony jakieś 15 minut, jak z niego wysiadałam.
Niepójście na autobus o 14:10 było błędem, bo w czasie, kiedy bym na niego szła, jeszcze nie padało, a przynajmniej dojechałabym spokojnie do domu.
A wiecie, co jest śmieszne w tej sytuacji?
Miałam trzy autobusy: o 14:10, 14:38 i 14:50 z dworca z Bytomiu.
Ten z 14:38 utknął w korku kilkaset metrów przed tym z 14:50, minęłam go na piechotę. xD

Jak przyszłam do domu, to sobie różne rzeczy myślałam:
Najpierw - co mnie podkusiło, żeby się wybrać na te zakupy? Mogłam siedzieć w domu i grać!
Potem - w sumie to nie mogłam przewidzieć, że akurat dziś będzie nawałnica i że akurat dziś coś się stanie za moim osiedlem i to tak, że pół miasta będzie stało przez kilka godzin
Ostatecznie - i tak dobrze, że nie tkwiłam w tym czasie w Rudzie Śląskiej i nie próbowałam właśnie stamtąd wrócić. xD
Dlaczego właśnie z Rudy Śląskiej, to opowiem wam innym razem, bo powód jest w sumie idiotyczny, ale głupi ma zawsze szczęście i widać, że ktoś nade mną czuwał, że w końcu podjęłam taką a nie inną decyzję i przynajmniej z Bytomia wracałam.


Tym optymistycznym akcentem kończę na dziś, muszę się w końcu wziąć za jakieś opowiadanie.

2 komentarze:

  1. Plany mają to do siebie, że lubią się zmieniać lub nie wychodzić xD
    Ciekawy tytuł książki.
    Nie kupuję sobie perfum, bo ich nie używam xD Ale mam swoje ulubione kwiatowe połączenie.
    Świetna koszulka ;)
    U mnie była piękna burza, gdy byłam w pracy, więc ze swojego dworu musiałam się ewakuować do sklepu. Epickie przeżycie patrzeć na piorun, który wygląda jak spadająca gwiazda.
    Dlaczego dobrze, że nie byłaś w Rudzie?
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie wczoraj się przekonałam, jak to jest z planami. xD
      Dobrze, że nie byłam w Rudzie, bo jakoś nie uśmiecha mi się tkwienie w obcym mieście (sama byłabym tam pierwszy raz) w trakcie burzy. Bytom przynajmniej trochę znam, i mam z niego prostszy dojazd do domu, bo bez przesiadki.

      Usuń