środa, 29 czerwca 2016

Niepokoje

Miałam się zameldować dziś, to melduję się dziś, bo i tak nie mam nic ciekawszego do roboty.


Na moich pozostałych blogach najprawdopodobniej będzie cicho gdzieś tak do 20 lipca, bo teraz daję sobie tydzień na ogarnięcie spraw związanych z listem do Karla-Ottona (oglądanie filmów, żeby mieć co napisać + samo pisanie), a potem nie będzie mnie tydzień w domu (wyjeżdżam ósmego, wracam czternastego lub piętnastego), w związku z czym średnio będę miała chęci/czas/możliwości na pisanie.
Przy czym zwracam waszą uwagę na słowo najprawdopodobniej, bo jutro zaważą się losy listu. To jest tak, że jeśli wysyła się do znanej osoby list i liczy się na odpowiedź, bo np. dołączyło się zdjęcie, to powinno się też dołączyć kopertę zwrotną oraz International Reply Coupon, w skrócie IRC, czyli Międzynarodowy Kupon na Odpowiedź, który polega na tym, że osoba, która dostanie list, może pójść z tym kuponem na swoją pocztę i bezpłatnie wymienić go na znaczki. Wtedy osoba, która prosi o autograf, płaci za przesyłkę w obie strony, żeby nie obciążać dodatkowymi kosztami tamtej znanej osoby, dla której sama odpowiedź na list i wysłanie autografu jest bardziej wyrazem dobrej woli niż obowiązkiem, nie mówiąc o opłacaniu go. Nie wiem, czy zrozumieliście, o co chodzi, bo ja to już ogarnęłam, ale w tłumaczeniu to nie jestem za dobra. :) Zmierzam w każdym razie do tego, że jutro idę na pocztę w moim mieście zapytać o ten kupon - jeśli będzie, to kupuję i zabieram się za załatwianie kopert, drukowanie zdjęcia do podpisu i takie tam. Jeśli nie będzie, to rezygnuję, bo szwendanie się po wszystkich okolicznych pocztach nie bardzo mi się uśmiecha. Próbuję być dobrej myśli, ale im bardziej myślę, że tego kuponu może nie być, tym bardziej mi smutno i źle. Pocieszam się tym, że może lepiej rozczarować się teraz tym kuponem niż brakiem odpowiedzi od Karla-Ottona, kiedy już włożę mnóstwo starań w wysyłkę.
No nie wiem, zobaczymy.


Tak w ogóle, zaczynam myśleć zachowywać się jak stalker. Wyszukałam dziś adres Karla-Ottona na Google Maps - tak z ciekawości, żeby zobaczyć, w jakiej okolicy mieszka. Obejrzałam, w pierwszej chwili mówię sobie: No spoko, fajna ulica. Ale już w drugiej chwili mój chory umysł stwierdził: Wiem! Pojadę do Berlina i przesiedzę cały dzień na tej ulicy, czekając, czy przypadkiem Karl-Otto gdzieś nie będzie szedł, a jak będzie, to do niego podejdę i porozmawiam!
Ja nie mówię, że to nie ma sensu, ale jednak lepiej by to wyglądało, gdybym sama mieszkała w Berlinie i wpadła na niego bardziej przypadkiem. Ale tak...
Jestem nienormalna. xD


A teraz idę zająć się graniem w grę, bo muszę się pozbyć negatywnych myśli.

2 komentarze:

  1. Będzie dobrze zobaczysz ;) Trzymam za to kciuki!
    Masz rację, brzmisz jak stalker, ale mnie to nie przeszkadza :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za kciuki!
      Cieszę się, że Ci to nie przeszkadza ;)

      Usuń