sobota, 11 czerwca 2016

Życie jest niezdrowe

Z serii: szkoła - rozmowa z kolegą na polskim
Ja: *wyjmuję telefon, żeby policzyć średnią ocen*
Kolega: *namierza moją tapetę* Kto to jest na twojej tapecie? Jakiś aktor?
Ja: Aktor, nazywa się Karl-Otto Alberty.
Kolega: Aha. Fajne ma imię.
Nie wiem do końca czemu, ale jakoś mnie to rozczuliło. Pomijając żenujący fakt, że czasem mam problemy z bełkotaniem, zwłaszcza jak chcę coś wyrzucić z siebie za szybko albo się zdenerwuję, i początkowo zamiast powiedzieć "Karl" powiedziałam coś w stylu "Klałr". -.- Musiałam wziąć głęboki wdech i powiedzieć to spokojnie. Ale z drugiej strony to się nie dziwię sobie, bądź co bądź pierwszy raz wypowiadałam to nazwisko na głos.

Poza tym mieliśmy wczoraj w szkole targi pracy i pogadałam sobie z panią z wojskowej komisji uzupełnień. Dowiedziałam się, że kobieta może się zgłosić na ochotniczkę do wojska, przejść czteromiesięczne szkolenie przygotowawcze, i potem - jeśli chce - kontynuować naukę w szkole wojskowej, a jeśli nie, to wrócić do cywila, ale zawsze ma trening za sobą i jednak ma otwartą tę wojskową ścieżkę, i w ogóle różne takie. Przez moment pomyślałam o wojsku zupełnie na poważnie, dzisiaj już trochę poddaję to w wątpliwość, ale po tej rozmowie jakoś tak ostrzej zaczęło mi się to rysować.


Dzisiaj miałam imprezę urodzinową. Podziwiam moją kuzynkę-chrzestną za intuicję dotyczącą kupowania mi prezentów, bo dostałam od niej dwie książki, które w ciągu ostatnich dwóch tygodni wpisałam sobie na listę "do kupienia i przeczytania", a jeszcze ich nie miałam w domu:


Serio, to jest niesamowite. Jeden z lepszych prezentów, jakie ostatnio dostałam, zwłaszcza patrząc na to, że nikogo na niego nie nakierowywałam.
Poza tym dostałam sporo słodyczy - część oddałam do wspólnej rodzinnej szafki, bo jestem wybredna i sama ich nie zjem.
I pieniądze, które pewnie jednak przepieprzę na głupoty. W sumie nie mam na co innego, sporo moich znajomych przeznacza je na prawo jazdy, którego ja nie mam na razie w planach. Chociaż może wymyślę coś mądrego.
No i od groma kartek urodzinowych. Spodobało mi się hasło o życzeniach z okazji pierwszej osiemnastki. W sumie we wszystkich kartkach było coś fajnego. Bardzo mi się spodobał ten wierszyk:

Osiemnaście lat czekałaś,
by dorosłą wreszcie być.
Dziś marzenia swe spełniłaś,
zaczniesz pełną piersią żyć.
Lecz pamiętaj, że przed Tobą
jeszcze wiele, wiele lat.
Żyj więc mądrze, w zgodzie z sobą,
a cudowny będzie świat!

W pierwszej chwili po przeczytaniu o życiu w zgodzie z sobą pomyślałam o "spuszczeniu na drzewo" mojego wampira energetycznego i to w miarę wkrótce, z jednej strony to głupio brzmi, ale z drugiej szkoda mi trochę moich i tak już napsutych nerwów.
Tak przeglądam jeszcze te kartki... Co by tu jeszcze zapisać... O, to jest fajne:

Życzymy [...] cudownych uczuć, które zawsze trafiają w odpowiednie miejsce i do odpowiednich ludzi. Wytrwałości, by każdy dzień był lepszy od poprzedniego. Aby nieosiągalne cele stały się zdobyczami codzienności.

To ostatnie zdanie jest fajne. Takie trochę motto.
O, te życzenia też są piękne:

Życzymy Ci:
Uważnych oczu, które dostrzegą sprawy życia codziennego
Takich uszu, które wyłowią wszelkie przemilczenia
Takich rąk, które będą zawsze chętne do pomocy
Mądrych słów wypowiedzianych we właściwym momencie
Kochającego serca, któremu pozwolisz prowadzić się przez życie
Wiary, nadziei i miłości, które nadadzą sens Twojemu życiu

To jest takie... poruszające. I mówię to bez ironii.

Z życzeń to w sumie tyle. ;)

Z serii: złote myśli - przy rozmowie o (nie)zdrowym odżywianiu padło hasło Życie jest niezdrowe - kto żyje, ten umiera.
Musiałam to tu zapisać, bo jest przegenialne. Chyba pójdzie do mojego opisu od lipca. Przez opis mam na myśli zakładkę O mnie, gdzie teraz mam hasło Nie ma zdrowych ludzi, są tylko niezdiagnozowani. Miałam w planach je zmienić w lipcu na rocznicę tego bloga i istnienia mnie jako na początku Welcome Here In My World, teraz jako Johanna, i teraz przynajmniej mam konkretny pomysł.


I wiecie co? Po tej imprezie i poczytaniu sobie tych wszystkich życzeń jeszcze bardziej poczułam, że mam już osiemnaście lat. Co prawda rozmawiałam o tym z narzeczonym mojej siostry i razem doszliśmy do wniosku, że tak do końca poczuję bycie pełnoletnią, jak skorzystam z większej ilości przywilejów, jak pójście na wybory (dziś tylko legalnie wypiłam piwo), ale jednak dostałam jakiś taki zastrzyk energii.

A teraz dobranoc, idę trochę pograć w grę, bo mam dziś do tego wenę. Albo skończę pisać jakiś rozdział.

2 komentarze:

  1. Karl to fajne imię. A Karl Urban to dla mnie fajny aktor, Twojego Karla-Ottona to ja nie znam, ale można to nadrobić!
    Zaskakujące, że dostałaś książki, które trafiły na Twoją listę bez mówienia, ale to znaczy, że mniej więcej wiadomo, co Cię interesuje. Pozostaje się cieszyć ;)
    Któraś z moich kartek osiemnastkowych też miała te pierwsze życzenia ;)
    Każdy, kto umarł, pił wodę. To jest dopiero zastanawiające.
    Przyzwyczaisz się do tej osiemnastki, wierz mi.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ja z kolei nie wiedziałam, kto to Karl Urban - jesteśmy kwita! A nadrobić to można wszystko. ;)
      Albo to kwestia tego, że to nowości z działu młodzieżowego xD Ale tak na serio to faktycznie, mogę się tylko cieszyć, że jednak czasem wiadomo, co mi kupić :)
      Bo te życzenia są fajne, warto je dodawać do takich kartek.
      Faktycznie, to też daje do myślenia.

      Również pozdrawiam :)

      Usuń