poniedziałek, 4 lipca 2016

Cambio dolor

Zdjęcie profilowe zmieniłam sobie na Facebooku w zeszły czwartek, a na Bloggerze dopiero dziś, jak mi coś przestało pasować po dodaniu komentarzy na trzech blogach. Jestem głupia xD Obiecałam sobie ostatnim razem, że będę robić to od razu, i już za pierwszym razem tego nie dopilnowałam. Wrr!
Pocieszenie jest takie, że w najbliższym czasie i tak nie będę tego zdjęcia zmieniać, bo teraz jest idealnie.


Uwaga, wjeżdża bilans ostatnich dwóch dni.

+ Przeczytałam jedną część Ali Makoty.
Dopiero po skończeniu czytania zrozumiałam, jak mało pamiętałam z tej książki, z całej serii nie pamiętam pewnie wiele więcej - mam w miarę jasny obraz ostatniej części, ale to dlatego, że była ostatnia. I tyle. Cieszę się, że jednak zdecydowałam się ją sobie odświeżyć.
W stosunku do tego, co planowałam, jedna część to mało, ale i tak jestem z siebie zadowolona, bo przeczytałam jedną książkę w dwa dni, co mi się w ostatnich tygodniach rzadko zdarzało. Jutro wezmę się za kolejną część.

+ Okazało się, że jednak umiem sobie naprawić tę grę, co mi nie działa, ale ma wtedy słabą grafikę i źle się w nią gra, zresztą jakoś się pogodziłam z tym, że już w nią nie zagram. No nic, zostaną wspomnienia.

+ Obejrzałam - w całości! - jeden film, w którym zagrał Karl-Otto.
I z tego chyba się najbardziej cieszę. :D Nawet poprawił mi się humor dzięki temu.
A tak w ogóle to mam ochotę tłuc głową w ścianę, bo jutro w magicznym pudełku wyświetlającym kolorowe obrazki* leci film, w którym zagrał Karl-Otto, i to nawet o normalnej porze, bo o dziesiątej rano, i niby mogłabym obejrzeć, ale akurat jutro przychodzi do mnie mój bratanek i albo pudełko będzie musiało być wyłączone, albo będzie okupowane przez niego. Zdenerwowałam się trochę zaistniałą sytuacją, ale jak już powiedziałam rodzicom o niej i na pytanie, na którym kanale leci film, odpowiedziałam "Nie wiem, na jakimś dziwnym z filmami", tata stwierdził, że na pewno niedługo powtórzą, a mama dodała, że gdyby mi bardzo zależało, to się znajdzie w netach.
Nie żebym nie miała tego filmu na komputerze od kilku tygodni, ale mam wrażenie, że obejrzenie go w magicznym pudełku dałoby mi innego rodzaju satysfakcję.
*Nie wiem, czy już nie użyłam tego sformułowania, ale spieszę wyjaśnić, że przez magiczne pudełko wyświetlające kolorowe obrazki mam na myśli telewizor. W filmie animowanym "Piorun" było hasło tego typu.


Rozkminiałam trochę, czy powiedzieć w domu o tym, że planuję napisać do aktora po autograf. Doszłam do wniosku, że postawię wszystkich - łącznie z sobą - przed faktem dokonanym: obejrzę wszystkie potrzebne mi filmy, napiszę list i pójdę wyżebrać koperty i papier fotograficzny, bo nie mam pojęcia a) gdzie zdobyć koperty i b) gdzie wywołać zdjęcie, a takie rzeczy czasem mamy w domu. To tak asekuracyjnie, żebym ja się nie rozmyśliła ani żeby nikt mnie nie odwodził od tego pomysłu. Jak będę miała list, to się nie rozmyślę, bo to za dużo włożonej pracy, a dla rodziny to będzie oznaka, że mój zapał jest nie do ostudzenia i nawet jeśli uznają, że to głupi pomysł, to nawet nie będą próbowali tego zapału gasić.
Boję się tylko, że jak list nie będzie ostatnią rzeczą, którą będę załatwiać, to będę go potem kilkanaście razy przepisywać, bo coś ciągle będzie mi się wydawało źle. W sumie mam nadzieję, że tak nie będzie.




RATUNKUUU, przykleiła się do mnie ta piosenka! Podoba mi się, ale to, jak nie chce mi wyjść z głowy, jest irytujące.


Zmykam napisać kilka zdań w jakimś opowiadaniu, a potem pójdę spać. Albo zacznę oglądać kolejny film... Zobaczę jeszcze. Tak czy inaczej mam nadzieję, że będzie mi się spało lepiej niż ostatniej nocy, bo było kiepsko trochę.

2 komentarze:

  1. Huehue, piosenka mojego dzieciństwa :D Tak mi się podobała, że jako nastolatka nauczyłam się tekstu, by nucić, a jak dwa i pół roku temu TV Puls zaczęło puszczać "Zbuntowanego anioła" od pierwszego odcinka, to razem we współlokatorką oglądałyśmy, zamiast chodzić na zajęcia xD
    Uważam, że powinnaś powiedzieć, jak już list będzie. Nie poprawiaj go za bardzo, bo będzie z patosem. Napisz, co czujesz po obejrzeniu filmów, co w nim szanujesz i wyślij bez zbędnego zastanawiania się. A film i tak się jakoś obejrzy ;)
    Gdzieś się już spotkałam z takim określeniem telewizora, brzmi bardziej poetycko.
    Ładny bilans :) Lepszy niż mój, ja jedynie zapisałam kilka stron Rozważnej, zaczęłam przepisywać Raj.. i obejrzałam dwa filmy, które zbytnio mi się nie podobały. Ech. Przy upałach zamieniam się w leniwca, dlatego kocham zimę. Moja produktywność jest wtedy większa, a i chandry zimowej nie miewam (mam ją przez pozostałą część roku).
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja tę piosenkę pierwszy raz usłyszałam jakoś w zeszłym roku, ale wkręciła mi się. :) Oglądanie "Zbuntowanego anioła" trochę mnie kusi, ale jakoś nigdy nie znalazłam czasu.
      Obawiam się tylko, że nie znajdę złotego środka i albo będzie zbyt dużo patosu, albo zbyt dużo uczuć. Chociaż już mniej więcej wiem, co chciałabym napisać.
      U mnie z produktywnością jest różnie, jakoś w ostatnich dniach mam dużo energii.
      Również pozdrawiam! :3

      Usuń