piątek, 29 lipca 2016

Czas na zmiany

Coraz bardziej się zastanawiam, czy nie powinnam iść na studia do Katowic na WSZOP. Tak jak kiedyś wspominałam - tam się płaci czesne, ale niższe niż mi się wydawało, i czuję się przez to kuszona. Ale posłuchajcie, jak do tego doszło, że jestem kuszona, bo ta historia jest przegenialna.
Wczoraj z ciekawości sprawdziłam, jakie dokładnie jest to czesne, bo mi się strona WSZOPu na Facebooku wyświetliła w proponowanych i mi się przypomniało. I się okazało, że ta astronomiczna kwota kilkunastu tysięcy polskich złotych, którą już kiedyś widziałam, to koszt całych studiów (trzyletni licencjat), a nie jednego roku, jak się Johannie, waszej kochanej idiotce, wydawało.
Nieeeee no, ja na serio ślepa jestem i głupia. xD Bo ja sobie mówię - no kurde, kusi mnie, ale skąd ja wezmę piętnaście tysięcy rocznie na studia. A tam na rok jest pięć! To ja sobie przecież nawet sama mogę opłacić te studia, bo mam własne oszczędności z kilku lat, ja mogę nawet do pracy w wakacje chodzić, jak mi braknie, a i tak pewnie skończy się na tym, że trochę rodzice mi dołożą, jak się zdecyduję.
Tak więc... zobaczymy, zobaczymy.

Poza tym oglądam kierunki. Zaciekawił mnie "Film i kultura nowych mediów". Nie jest to typowe dziennikarstwo, ale mogłabym pracować w gazecie-wydawnictwie-telewizji albo nawet robić coś w Internetach, i to byłoby - za przeproszeniem - zajebiste, bo jednak odnajduję się w blogosferze i gdybym mogła mieć papierek, że mogę to (czytaj: pisanie do netów) robić zawodowo, i jeszcze ciągnąć z tego hajs, to byłoby to jeszcze lepsze. Niby najpierw trochę bym musiała zapłacić za te studia, ale potem... mmm...

No i studia w Katowicach! Katowice znam coraz lepiej i czuję się tam pewnie*, perspektywa studiowania tam jest dla mnie o wiele lepsza niż wizja dojazdów na anglistykę do Sosnowca, nawet, jeśli to ma się odbyć kosztem płatnych studiów.

Dobra, mam jeszcze kilka miesięcy na myślenie, więc już kończę truć.

*Przypomniało mi się coś a propos takiego czucia się dobrze w Kato. Kojarzycie taką piosenkę dotyczącą papieża Jana Pawła II, gdzie w refrenie leci To jest moje miasto, Wadowice? W moim gimnazjum obchodziliśmy hucznie dzień papieski, bo JPII był (i w sumie to nadal jest) patronem. Grupa uczniów śpiewała tę piosenkę na korytarzu w ramach przygotowań, i nauczyciel geografii, z którym moja klasa miała akurat lekcję, zaczął śmieszkować i przerobił to na To jest moje miasto, Katowice. Jakoś mnie to śmieszy do dziś. xD


Dzisiaj papież Franciszek był w obozie w Auschwitz i modlił się też w celi głodowej Maksymiliana Marii Kolbego. Jak włączyłam magiczne pudełko, to na tefałenie dwa cztery było akurat studio i prezenterka mówi coś w stylu: Ale nasi telewidzowie pewnie niewiele wiedzą o ojcu Kolbe, więc my trochę opowiemy... A ja na to: Pffff, wiem pewnie więcej niż pani, i jeszcze pani z kartki czyta.
A potem moja duma zdobywczyni pierwszego miejsca w konkursie wiedzy o ojcu Kolbe nakazała mi ostentacyjnie zmienić kanał.

Ciekawostka o mnie: nie zmieniałam zdjęcia profilowego na prywatnym Facebooku od konkursu o Kolbe, czyli od połowy marca, i to chyba na razie mój rekord, jeśli chodzi o czas posiadania jednego profilowego. Przyszedł czas na rewolucję!
Żartuję, rewolucji nie będzie, bo lubię to zdjęcie, poza tym nie mam innego ładnego chwilowo, a nie chce mi się na siłę robić.


Ej, szkoła się dziś o mnie upomniała. xD A raczej upomniała się o to, żebym zabrała swój hajs, bo mi się przynależy szkolne stypendium za wysoką średnią.
Mama mi powiedziała, żebym nie jechała, bo jak dostanę te pieniądze, to przepieprzę na głupoty, a jak odbiorę we wrześniu, to już będę miała inne rzeczy w głowie i ich nie wydam tak szybko.
Tak na serio to mama mi tylko powiedziała, że jak nie chcę, to mam nie jechać, bo mi się te pieniądze przynależą i we wrześniu też mi je szkoła powinna dać, a ja mogę być w tej chwili zajęta. Resztę dopowiedziałam sobie sama.


O, wiem, co jeszcze chciałam napisać. Osiągnęłam swój wakacyjny cel - późne chodzenie spać i późne wstawanie. W nocy z wczoraj na dziś poszłam spać o pierwszej, a rano wyciągnęłam się z łóżka o dziesiątej. I w sumie to nie pierwszy raz, od zeszłego tygodnia chyba już ze trzy razy tak zrobiłam. W sumie nie wiem, czemu mnie to cieszy, ale mnie cieszy. :)


A na koniec sierpnia definitywnie jadę na tę wystawę o van Goghu do Krakowa, bo stwierdziłam, że nie będę cały miesiąc w domu zamulała, a nie mam nic innego do roboty.


Idę sobie, bo chyba mnie wena naszła i normalnie czuję, że jeszcze dziś skończę rozdział na Gorycz rozkoszy (jeeee!).

2 komentarze:

  1. Chodź do Katowic, będziemy się może widywać :D
    Dwa i pół tysiąca za semestr to i tak jest dużo. Ja płacę półtora (ewentualnie tysiąc sześćset pięćdziesiąt, ale to wtedy, kiedy decyduję się na wpłacanie w ratach) i jest to chyba najniższa stawka na UŚ. Ale na takim kierunku jak mój...
    Film i kultura nowych mediów brzmi dobrze, a jeśli Cię to dodatkowo interesuje, to warto spróbować :)
    Katowice nie są straszne - poruszam się tylko po pewnym ich obszarze, ale czuję dość pewnie. Do każdego miasta można przywyknąć i poznać jego topografię.
    Też mi się wydaje, że do września mogą przetrzymać dla Ciebie pieniądze, po co masz specjalnie jechać?
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No chciałabym iść do Katowic, ale to zależy, na jaki kierunek i uczelnię ostatecznie się zdecyduję, bo jeśli jednak padnie na anglistykę na UŚ, to będę dojeżdżać do tego Sosnowca.
      Wiem, że to i tak niemało, ale mam duży kontrast z tym, co mi się wydawało wcześniej. Zresztą - nie lubię tak mówić, żeby nie wychodzić na wywyższającą się czy coś - jednak stać mnie na to.
      Ostateczną decyzję odłożę już tak na kwiecień. :)
      Też pozdrawiam. ;)

      Usuń