poniedziałek, 18 lipca 2016

Korzyści obopólne

Chciałabym móc napisać, ze skończyłam coś dziś robić, ale nie mogę, bo jeszcze nie skończyłam. xD Ale dzień też się jeszcze nie skończył, więc coś na pewno zrobię do końca. Zawsze mogę pójść spać o trzeciej, zresztą patrząc na to, co planuję, tak się zapewne stanie.
Zostało mi pół godziny filmu i sobie coś zrobię, jak go nie skończę, bo mnie nosi. Wyjątkowo obejrzę Projekt Lady jeszcze w poniedziałek (chociaż może zahaczyć już o wtorek, bo w netach jest dostępny godzinę później niż leci w magicznym pudełku i właśnie sobie czekam, ale ostatecznie zasiądę do PL, to się pewnie późno zrobi). Mam wenę na pisanie, to sobie coś dopiszę. A jak mi starczy czasu i chęci, to oprócz tego może jeszcze dokończę kolejny tom Ali Makoty albo wezmę się za granie, bo jak na razie przeszłam tylko jedną grę i to mnie przeraża. Przynajmniej oglądanie filmów i programów idzie mi lepiej niż kiedyś, bo kiedyś było mi ciężko skupić uwagę na dłużej niż 30 minut (w sumie teraz też jest ciężko, ale po 3-5 minutach potrafię wrócić), z czytaniem też nie jest najgorzej (według lubimyczytac.pl w tym roku przez trzy tygodnie wakacji przeczytałam już więcej niż w zeszłym przez dwa miesiące, jak tak dalej pójdzie to normalnie aż nadrobię wszystkie zaległości).


A jutro wychodzę z domu po południu. Na zakupy, bo mnie roznosi. Muszę kupić koperty. I papier fotograficzny. Miałam wyżebrać kupno papieru od taty, ale patrząc na to, jaką mamy w tej chwili sytuację w domu - a mamy trochę napiętą, i nawet nie pod względem pieniędzy, tylko gorzej - to wolę sobie sama pozałatwiać swoje prywatne sprawy i najwyżej dostać zwrot hajsu, jak już przytargam ten papier do domu. Nie wiem też, kiedy bym ten papier dostała, bo tu ktoś nie miał czasu, a tu zamówiony przez neta i musi dojść... a będę spokojniejsza, jak wszelkie opóźnienia będą wynikały z wewnątrz, a nie z zewnątrz - inaczej mówiąc, wolę mieć już załatwione rzeczy potrzebne do wysyłki listu, który sobie w któryś dzień spokojnie napiszę i wyślę nawet następnego ranka, niż mieć napisany list, ale nie móc go wysłać, bo nie będę miała na przykład wydrukowanego zdjęcia.
A propos zdjęcia - zastanawiam się, czy to ja wymagam zbyt mało od życia, czy inni zbyt dużo. No bo na tej stronie, gdzie znalazłam adres Karla-Ottona, były też statystyki (to co już pisałam, że on ma inne niż inni itd.), i tam też ludzie mogli wpisać, ile zdjęć mu wysłali do podpisu i takie tam. I niektórzy mu wysłali po dwa-trzy zdjęcia. Jeden typ nawet do niego dwa razy pisał. A ja będę wysyłała tylko jedno zdjęcie, bo mi się wydaje, że więcej nie wypada. Wczoraj nawet miałam zawahanie i się zastanawiałam, czy w ogóle wysyłać zdjęcie, bo może tylko bym mu napisała coś miłego, ale potem dałam sama sobie w ryj i stwierdziłam, że jak już robię takie zamieszanie, to czemu mam nie dawać zdjęcia. Niech to zadziała z korzyścią obopólną - on będzie miał miły (hehe) list, a ja zdjęcie z autografem.


Jakoś tak mi się przypomniało, że w zeszłe wakacje zachciało mi się dołączyć do grupy rekonstrukcyjnej, ale przez rok nie zrobiłam nic w tym kierunku. W sumie to mi się odechciało. Jeśli dołączę, to raczej po maturze, bo będę miała dłuższe wakacje, więc nawet gdyby to było tylko na wakacje, to jednak cztery miesiące to nie jest takie nic. A teraz jednak będą przygotowania do matur, nie chciałabym zaniedbywać albo nauki, albo grupy rekonstrukcyjnej, bo spodziewam się, że to wiąże się z czymś żrącym czas - już pomijam same rekonstrukcje, ale takie grupy pewnie mają spotkania raz na jakiś czas albo chociaż członkowie kontaktują się ze sobą, jak jest potrzeba, a to jednak absorbuje cenne minuty i cenną uwagę.
A więc najpierw zdam maturę, a potem pomyślę o spełnianiu pasji wymagających wychodzenia z domu.
W sumie już w związku z listem muszę się dużo ruszać z domu, ale ciii... to co innego xD Poza tym już za tydzień powinno być po sprawie.


Nie mam już co napisać, to zarzucę może jakimś obrazkiem, bo dawno nic nie było. Dobra, było w poście z relacją z wakacji, ale tak poza tym to nie.




Jak ja tego gifa dawno nie widziałam... leżę i nie wstaję ze śmiechu. xD O, przy okazji mi się przypomniało, że w piątek będę mieć wartę przy magicznym pudełku, żeby sprawdzić, ile razy będą o Utoyi mówić. Bawię się w tę grę co roku i w końcu doczekałam piątej rocznicy, takiej "pięknej", w miarę równej - mam przeczucie, że powiedzą więcej, ale na takie "więcej" liczyłam co roku i z roku na rok było coraz mniej. Cóż, zobaczymy.

Dobra, idę ten Projekt Lady oglądać, bo faktycznie się późno zrobiło. Szkoda czasu!

2 komentarze:

  1. Mnie też udaje się odrabiać zaległości w oglądaniu filmów i seriali, nie zaniedbując przy tym obowiązków domowych i pisania. Jestem dumna z siebie xD
    Grupa rekonstrukcyjna to byłoby coś. Jak się zapiszesz, daj znać! ;)
    Ej no, ja się zawsze wzruszam na tej scenie, a teraz będzie mi się kojarzyła z Breivikiem. Zniszczyłaś mnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fajnie, że się udaje. :)
      Dam znać na pewno!
      To wina Kwejka, bo tam znalazłam tego gifa cztery lata temu. xD Ale mam nadzieję, że mi wybaczysz, że zawędrował aż tutaj.

      Usuń