piątek, 22 lipca 2016

"Ludzie listy piszą..."

Dzisiaj podpisałam koperty. O dziwo włączył mi się tryb ładnego pisma i nawet spoko to wyszło.
Zdjęć nie wrzucę, bo swojego dokładnego adresu nie chcę tu podawać. Musicie mi wierzyć na słowo.
Ale jak napiszę list i też będę zadowolona ze swojego pisma, to wtedy dam tu zdjęcia listu. To znaczy i tak będę miała te zdjęcia, żebym po hipotetycznym otrzymaniu odpowiedzi wiedziała, na co tak właściwie Karl-Otto odpowiadał (bo mogę zapomnieć, zwłaszcza jeśli będę trochę dłużej czekała), ale zobaczę, czy upublicznię.
Wiem, że to głupi problem, ale miałam problem, jakim długopisem pisać. Miałam kiedyś taki mój ulubiony, czarny, ale nieopatrznie pożyczyłam go koledze, który go potem zgubił. W sumie to nie wiem, czy zgubił, ale nie oddał mi już od pół roku. Szkoda mi tego długopisu, muszę gdzieś znaleźć taki sam i kupić. Gdybym miała ten długopis przy sobie, to pisałabym nim, ale że nie mam, to musiałam się zastanawiać. Koperty podpisałam takim z czarną obudową, ale piszącym na niebiesko, z wydawnictwa Sonia Draga, dostałam go na Targach Książki dwa lata temu. A list chyba przepiszę na czysto długopisem, który przywiozłam kiedyś z Wiednia. Też pisze na niebiesko, ale przynajmniej pisze ładnie.

Im bliżej poniedziałku - bo w poniedziałek chcę wysyłać list - tym bardziej jestem zdenerwowana. Niby nie mam czym, bo przekonałam się, że panie na poczcie są miłe i nie muszę martwić się wysyłką, bo jak powiem pierwsze zdanie, to potem samo poleci, tak samo list to jednak nie to samo co rozmowa twarzą w twarz (bo jakbyście mnie postawili twarzą w twarz z Karlem-Ottonem, to bym chyba nic nie powiedziała, a nad listem mogę myśleć), a jednak się denerwuję.


Skorzystałam z chwili samotności w domu i zdjęcie też już wydrukowałam. Ostatecznie zdecydowałam się na jedno.


Jeszcze muszę przyciąć, żeby się zmieściło do koperty, ale z tym już pójdę do taty. Nie będę ciąć sama i to nożyczkami, bo się boję, że zepsuję. Chociaż w sumie mamy jeszcze 19 arkuszy papieru fotograficznego na zbyciu...
Poza tym dziś postanowiłam wziąć sprawy swojego pokoju w swoje ręce i przyozdobić ścianę zdjęciami. Już wydrukowałam sobie dwa, tym razem na zwykłym papierze - mam to zdjęcie Karla-Ottona, które znalazłam przedwczoraj, i to, które będę mieć na koszulce. Innych sobie jeszcze poszukam.


Oglądałam Fakty na TVN. Nie było nic o Utoyi, więc strzeliłam focha i poszłam do siebie.
Ale mówili, że była dziś jakaś strzelanina w Monachium, zresztą o tej 19:00 to była wiadomość sprzed chwili. Szykuje się temat na najbliższe dni - oczywiście w magicznym pudełku, bo ja tam ostatnio mam jakoś wywalone na to, co się dzieje w świecie. Chociaż może jakieś informacje będę wyłapywać.

Co do Utoyi - na ten temat znalazłam tylko jakiś wywiad w Internetach. Nie jestem tym aż tak rozczarowana jak dwa lata temu (bo rok temu akurat się dziwnym trafem nasłuchałam, a trzy i cztery lata temu jeszcze było o tym głośno w rocznicę), ale i tak trochę smutam.


A tak w ogóle cały dzień nie potrafiłam sobie znaleźć miejsca ani rzeczy do roboty.
Nie skończyłam w końcu oglądać żadnego z filmów z Karlem-Ottonem. Mam mieszane uczucia, bo czuję, że wypadałoby obejrzeć chociaż jeszcze jeden, ale z drugiej strony nie wydaje mi się, żeby to uczyniło mój list mądrzejszym. Poza tym, sześć filmów to chyba nie jest mało?
Kurwa, to jest mało...
Mogłabym odłożyć wysyłkę listu na przykład o tydzień, ale boję się, że to i tak nic nie da, poza tym to kolejny tydzień chodzenia w nerwach z poczuciem, że tak czy siak robię z siebie idiotkę.
Jak ja żałuję, że mnie podkusiło :( Ale teraz to już w ogóle nie mogę się wycofać.
Spróbuję podbudować się tym, że on wydaje się być wyrozumiałym człowiekiem i cokolwiek nie napiszę, to będzie miłe. Tak, właśnie to sobie będę powtarzać.
Ciągle paplam o tym liście... aż mi głupio. Ale ja teraz tylko tym żyję; mam nadzieję, że mi wybaczycie. Po poniedziałku zamilknę na ten temat.

Pomijając filmy nie przeszłam też dziś żadnej gry, nie przeczytałam książki ani nie napisałam nic z opowiadań - tym samym nie aktualizowałam opowiadań już od miesiąca. W tym temacie też mi jest głupio. Ale jak się postaram, to szybko to nadrobię.
A więc zmykam. Może obejrzę kawałek jakiegoś filmu jednak... a potem siadam do pisania. Jak jutro się coś nie pojawi na którymś opowiadaniu, to możecie mnie zacząć ścigać.

2 komentarze:

  1. Cieszę się, że już tyle poczyniłaś w związku z listem :)
    Nie dziwię się Twoim nerwom, w końcu wysyłasz list do postaci znanej, nie mając pewności, jak to się skończy. I tak trzymam kciuki za to, że Karl-Otto szybko Ci odpisze ;)
    Wiesz, kiedy ja usłyszałam o Utoyi w radio? Wczoraj, kiedy wysnuto teorię, że strzelanina w centrum handlowym w Monachium nie przypadkowo zadziała się w piątą rocznicę Utoyi, a zamachowca porównano do Breivika xD
    Nieprawda, sześć filmów to nie jest mało! Moim zdaniem obejrzenie minimum pięciu filmów (ale tak z premedytacją) z danym aktorem/aktorką już może świadczyć o pewnym lubieniu.
    Nic się nie pojawiło na żadnym z opowiadań, więc Cię ścigam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję dziś poczynić jeszcze więcej i jutro na pewno pójść na pocztę, bo z tych nerwów to prawie chodzę po ścianach.
      A wiesz, że ja to tak skojarzyłam od razu, jak oglądałam telewizję? Miło wiedzieć, że nie tylko ja tak pomyślałam xD
      Może faktycznie to nie jest mało... W sumie tak mi się może wydawać, bo mam porównanie z tym, że do obejrzenia znalazłam sobie kolejne 12 filmów.
      To ja kończę list i biorę się za pisanie, bo chyba jednak nie chcę być ścigana :)

      Usuń