piątek, 15 lipca 2016

Na bieżąco

Przyznaję, że faktycznie chciałam oficjalnie powrócić na bloga dopiero jutro z notką rocznicową, a ta poniższa miała wjechać w niedzielę, ale stwierdziłam, że nie chce mi się jej pisać, a że im później się za nią wezmę, tym mniej będzie mi się chciało, to miejmy to z głowy dziś.
Także tego, zapraszam na krótką i zwięzłą relację z mojego wyjazdu, z której nie wyniesiecie nic mądrego, ale będzie jak zwykle w moim stylu. Będę pisać z pomocą notatki, którą pisałam na bieżąco na wakacjach, więc wartość merytoryczną tego wpisu - a raczej jej brak - zwalmy na moje zmęczenie każdego dnia.

EDIT wstępu poczyniony już przy pisaniu: Coraz bardziej zdaję sobie sprawę, jak mało mam do powiedzenia o samym wyjeździe. xD Bo przyznaję, że a) minimalnie się wynudziłam i b) w sumie to nie planowałam pisać zbyt wiele o zwiedzanych miejscach, bo nie umiem. No nic, zapraszam do czytania.



PIĄTEK 08.07. (przyjazd do Inowrocławia)

W trakcie podróży pociągiem czytałam Sekretne życie Rudolfa Hessa. Jeden fragment szczególnie przykuł moją uwagę.


W razie gdyby nie chciało wam się tego fragmentu ogarniać (bo chodzi o całą stronę), to tam pisze o tym, że przez jakiś czas strażnikiem Hessa był typ o nazwisku Malone.
Mówię wam, TO NIE JEST PRZYPADEK.

A widok z okna w miejscu noclegu był taki:


Jak już napisałam jednemu koledze w rozmowie na Facebooku, bez przerwy przypominało mi to obóz w Oświęcimiu-Brzezince, zwłaszcza w nocy, jak nie było dokładnie widać, i brakowało tylko ludzi biegających dookoła i wrzeszczących po niemiecku. xD

W trakcie spaceru po Inowrocławiu stwierdziłam, że to taka trochę wieś małe miasto, bo po trzech godzinach mijaliśmy już tych samych ludzi.

SOBOTA 09.07 (Bydgoszcz)

Jak już niektórzy wiedzą z fanpejdża na Facebooku, w Bydgoszczy widziałam małe łabędzie! Przyznajcie, ze są słodkie! :)




Oprócz tego zobaczyłam ten banner (tak, ten ze słowem Propaganda):

i nie wiem, czy jest reklamą jakiegoś klubu czy Bóg wie czego innego, ale natychmiastowo wpadło mi do głowy hasło "O, Goebbels tu był". xD

I jeszcze jakoś tak do gustu mi przypadło to zdjęcie:


NIEDZIELA 10.07 (Toruń)

Przyznaję się: z Torunia nie mam ciekawych zdjęć ani ciekawych przeżyć, poza kupieniem magnesu w kształcie nadgryzionego piernika z napisem "Ten piernik gryzł Kopernik".
Chociaż chwilę, może coś znajdę jeszcze.
Nie znalazłam. Przeżyjecie, co nie?
A nie, jednak znalazłam.
Smok toruński oraz mój sklep firmowy. :D




PONIEDZIAŁEK 11.07 (Gniezno)

Jedziemy do Gniezna, tam nikt nas nie zna - powiedział mój tata na dworcu. Śmiechłam.
Nawiązując do mojej ostatniej notki - na dworcach poczyniłam obserwacje, z których wynika, że Berlin Główny = Berlin Hauptbahnhof, bo dużo pociągów tam jechało. Znowu jestem mądrzejsza.
W Gnieznie poza katedrą nic nie ma, właśnie stamtąd będą dwa zdjęcia.





WTOREK 12.07 (Poznań)

Jak już się chwaliłam na fanpejdżu, widziałam w Muzeum Uzbrojenia mausera odnalezionego kiedyś przez TubeRaiders. Jestem z siebie trochę dumna. :D


Mam sporo innych zdjęć z MU, ale może pochwalę się nimi kiedy indziej na Facebooku.
Poza tym było dużo chodzenia po mieście. I tyle.
Na jednym ze straganów widziałam magnes z chytrym Żydem i podpisem "na dużą kasę". Nie kupiłam, ale znowu śmiechłam.
W pociągu powrotnym - tym też się już chwaliłam - widziałam dziewczynę z koszulką z hasłem "Nie mam czasu, jadę czołgiem", które całkowicie podbiło moje serce. Planuję mieć z nim swoją własną koszulkę - proponowany wzór znajdziecie gdzieś poniżej.

ŚRODA 13.07 (Inowrocław)

Dzień spędzony na włóczeniu się po mieście. Tym razem naprawdę nic wartego uwagi.


CZWARTEK 14.07 (Powrót)

Z większych przygód w trakcie powrotu wydarzył się trzy rzeczy:
- w Poznaniu na dworcu kupiłam sobie książkę (zaległą za świadectwo) o Afrika Korps. Decyzja inspirowana tym, że Karl-Otto Alberty zagrał w filmie na ten temat
- również w Poznaniu jakiś typ mnie pytał, czy jadę może na Woodstock, bo akurat pilnowałam plecaków
- we Wrocławiu nagle zmienili peron, z którego miał jechać pociąg, i musieliśmy biec

Poza tym nic bardziej specjalnego się nie działo. :)

Po powrocie szybko wróciłam do normalności, nadrabiając po nocy Projekt Lady i oglądając połowę filmu, w którym zagrał Karl-Otto.
Przy Projekcie Lady tym razem nie płakałam na końcu, bo odpadła dziewczyna, której nie polubiłam. Tylko jakoś w połowie się wzruszyłam, jak jedna z uczestniczek opowiadała swoją historię. Poza tym dziewczyny były w tym odcinku u fryzjera i bardzo mi się spodobała nowa fryzura jednej z nich, ale mam chwilowo za krótką grzywkę, żeby się tak obciąć - musiałabym mieć równe włosy sięgające co najmniej do podbródka, żeby je tylko skrócić i może troszkę ułożyć.
Film skończyłam oglądać dziś i - mimo zaskakującego końca - uważam, że był dziwny. Nie chcę za bardzo wchodzić w fabułę, ale wypowiem się na temat jednej sprawy, bo średnio ją mogę ogarnąć. No bo wyobraźcie sobie sytuację, w której babka mówi facetowi, żeby powstrzymywał się od seksu, bo musi być czysty, jak będzie przejmował kontrolę nad światem, przy okazji konsekwentnie go spławiając, a potem sama się ugania za jednym typem i się z nim puszcza. I bądź tu mądry, człowieku. Żeby jeszcze ten drugi typ był przystojniejszy, ale nie! Już swoją drogą, że muszę go porównywać z Karlem-Ottonem, czyli nie mam co porównywać, bo moje zdanie jest z góry wyrobione i powszechnie znane, ale nawet obiektywnie był jakiś taki dziwny ten gość. Ale był młodszy i od faceta, którego grał Karl-Otto, i od tej babki, która się za nim uganiała, i to jest chyba klucz. No i jednak rozumiem, że tak ktoś ułożył scenariusz. Co nie zmienia faktu, że jakby to było prawdziwe życie, to ja bym się bez wahania Karlowi-Ottonowi oddała (co w kontekście tego filmu wcale nie brzmi źle).

Jak już prawie zasypiałam nad tym filmem, to w zmęczeniu odpaliłam Snapchata i popełniłam to zdjęcie:
Będzie ono przypominało zarówno mnie, jak i wam, jak bardzo chorą głowę mam. xD Aż zrymowałam, tak trochę!
Nie dodałam go do My Story na snapie, bo wtedy mogłoby go zobaczyć parę niezbyt świadomych mojej nienormalności osób, jak koleżanka z gimnazjum, kuzynka, znajoma z Tumblra i youtuber. Niech żyją w tej nieświadomości. xD Ale zaraz po zrobieniu zdjęcie poleciało na fanpage, to może być i tu. Nawet musi.

Ponad tym zdjęciem przechodzimy do mojej kolejnej rozkminy, którą prowadziłam dzisiaj, zresztą już po raz któryś. Zastanawiałam się, ile mogłabym oddać, żeby móc urodzić się w latach czterdziestych i biegać do kina na pokazy filmów, w których Karl-Otto zagrał. I do teatru, bo grał też w teatrze, zresztą właśnie w teatrze zaczęła się jego kariera aktorska (według angielskich Internetów zadebiutował na scenie w 1959 r., w pierwszych filmach zagrał w 1961 r.). Chyba dużo bym oddała. Ale im dłużej się zastanawiam, tym bardziej sądzę, że może jednak nie. Wydaje mi się, że 50 lat temu były jednak inne czasy, inna mentalność i obyczajowość, co ograniczałoby mnie w byciu taką fangirl, jaką jestem teraz, a nawet gdybym wielbiła Karla-Ottona tak samo, jak teraz, to jednak po prostu w pewnym wieku przestałoby mi wypadać, bo u schyłku jego kariery, kiedy miał już 50-55 lat, również i ja byłabym dojrzałą, dorosłą kobietą.

Ale wiecie co... zawsze można taki hipotetyczną biografię przerobić na fanfiction. xD Nie no, bez przesady. W życiu napisałam jeden pełny, w miarę porządny fanfik, planuję jeszcze jeden (ten o Mystic Diary) i na tym chcę poprzestać. Ale gdyby tak zmienić nazwiska, to może dałoby się z tego zrobić całkiem dobrą obyczajówkę... Hm... Seems legit! Trzeba o tym pamiętać.

Za pamięci - ten wzór ma wylądować na koszulce. Mnie się w takiej formie w sumie podoba, ale przyjmuję uwagi, bo jeszcze mogę zmieniać.





Z trochę innych rzeczy to przeczytałam dziś drugi tom Ali Makoty. I przy okazji przeczytałam więcej w jeden dzień niż łącznie przez cały poprzedni tydzień, bo na wyjeździe zmęczyłam tylko połowę Sekretnego życia Rudolfa Hessa i dwa rozdziały Cmentarza w Pradze, czyli razem ok. 200 stron [Ala Makota miała 230]. Niby mogło być gorzej, ale też spodziewałam się skończenia jednej z tych książek.
No ale spójrzmy optymistycznie - jednak dziś przeczytałam jedną książkę. Znowu jestem wartościowym człowiekiem.


Tym pozytywnym akcentem kończę na dziś, bo pora wrócić również do rozdziałów, a jednak troszkę późno się zrobiło.

2 komentarze:

  1. To nawiązanie do Oświęcimia sprawiło, że ja sama tak zaczęłam patrzeć na to zdjęcie i aż się wzdrygnęłam. Dzięki za rycie mi psychiki jeszcze bardziej xD
    Łabędzie takie małe i ładne. Niedaleko mnie jest zalew, gdzie też można je właśnie teraz spotkać. Dawno już ich nie karmiłam, a pamiętam, jaką sprawiało mi to frajdę.
    Mówisz, że się wynudziłaś lekko na tym wyjeździe, a mnie by się taki przydał, może mój zły nastrój by sobie odszedł.
    Buahahaha, te kwiatki :D A koszulkę jak najbardziej propsuję! Jak sobie zamówisz i przyjdzie, to ja chcę zdjęcie!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziękuj xD Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz to rycie psychiki ;)
      W sumie to z nudą nie było tak źle, pojawiała się głównie dlatego, że właściwie nie miałam pojęcia, gdzie jadę w tym roku i jak potem gdzieś szliśmy, a ja nie wiedziałam gdzie, to traciłam zainteresowanie. Ale ogólnie było spoko.
      I ten wściekły róż :D A zdjęcie będzie, na pewno ;)
      Również pozdrawiam!

      Usuń