czwartek, 28 lipca 2016

Niecierpliwość

Dłuższą chwilę mnie tu nie było - bo uważam, że po codziennym pisaniu dwa dni przerwy to już dłuższa chwila - ale pomyślałam, że jak obiecałam milczeć na temat listu, to sobie trochę pomilczę na temat wszystkiego, bo mnie ciągle roznosi i tylko o tym liście bym mogła pisać.
Chciałam już nie poruszać tego tematu, ale bardzo się muszę wygadać.
Wkurzam się sama na siebie i na swoją niecierpliwość. Już we wtorek mówiłam sobie: Kurde, czemu ta odpowiedź nie przyszła dziś? A potem policzkowałam się (serio), żeby się wrócić do rzeczywistości, i mówiłam: Ej, ogarnij się! Wysłałaś list wczoraj w południe! ON go jeszcze nie dostał, a ty chcesz mieć odpowiedź?
Z ciekawości zerknęłam jeszcze raz na tę stronę, gdzie wyczaiłam adres Karla-Ottona - z drugiego konta, założonego przez jeden z pierdyliarda moich zapasowych maili, bo po tygodniu się tam kończy darmowe użytkowanie i musiałabym zapłacić chyba 5 dolarów za miesiąc, co mi się nie kalkuluje - i sprawdziłam, ile ludzie czekali na odpowiedź od niego. I tak: ktoś dostał odpowiedź po pięciu dniach, ale to był jakiś typ z Niemiec, a wiadomo, że jak się wysyła coś na terenie jednego kraju, to to wszystko szybciej się dzieje. Potem okresy oczekiwania wahają się od 20 do 321 dni. Mam nadzieję, że będę miała szczęście i jednak będę czekała krócej niż prawie rok...
Poza tym dalej nie mogę nadziwić się typowi, który dostał od Karla-Ottona już dwie odpowiedzi i napisał już trzeci raz. I jeszcze mu wysyła ciągle te same zdjęcia, bo ciągle z tego samego filmu, w którym Karl-Otto grał dwie sceny. No mi byłoby głupio. Co z tego, że pomiędzy pierwszym i drugim listem było 8 lat xD Ja i tak bym się na to nie zdobyła.
Ale co w tym dziwnego, jak ja na wypowiedzenie głośno jego nazwiska nie potrafię się zdobyć, nawet pod nosem, jak mówię coś do siebie. Na blogu to inaczej wygląda, bo na blogu piszę, a nie mówię, i tak sobie piszę, że Karl-Otto to, Karl-Otto tamto, siamto i owanto, a w tym samym czasie (czyli od maja) na głos powiedziałam jego imię i nazwisko dwa razy: jak mówiłam koledze, kogo mam na tapecie, i jak mówiłam mamie pierwszy raz o liście. I jeszcze bełkotałam przy tym i się jąkałam. Trochę mnie to przeraża...


Jakiś taki zamulasty jest ten tydzień. Jak na razie nie zrobiłam nic! No dobra, wczoraj dokończyłam czytać jedną książkę, którą czytałam od pół roku. Dziś może skończę kolejną, bo nawet mam ochotę. Ale najpierw musiałabym coś napisać...
O, właśnie, i wrzuciłam rozdział na Podróż do III Rzeszy. Jakoś ostatnio to opowiadanie najlepiej mi się pisze. Ale nie ma tak dobrze, muszę jeszcze zaktualizować pozostałe dwa. Dałam sobie czas do końca tygodnia/miesiąca (bo to to samo) i jeszcze nie mam pojęcia, jak się wyrobię, ale się wyrobię! A w dodatku mam kolejne... cztery pomysły, w których zawiera się: jedno fanfiction, jedno zakamuflowane fanfiction, jeden odgrzewany kotlet (bo już coś podobnego próbowałam pisać) i jeden bardzo niesprecyzowany pomysł (bo natchnęło mnie na formę, ale treść jest pod bardzo dużym znakiem zapytania). Nie chcę bombardować netu moimi pomysłami w nadmiernych ilościach, tak samo jak nie chcę sobie dokładać obowiązków, więc raczej będę te nowe projekty będą sukcesywnie wprowadzane w życie po zakończeniu trwających opowiadań. Czyli w sumie będą je zastępować. Chyba że się wydarzy tak, że nie skończę żadnego z nich do matury (mam zamiar skończyć Życie jest podróżą trochę wcześniej, bo na ten moment prowadzę je bądź co bądź najdłużej, ale nie jestem pewna, jak się sprawy ułożą), to wtedy przez moment będę prowadzić cztery opowiadania, bo jak już skończę szkołę, to jednak będę miała troszkę więcej czasu. W sensie w wakacje, bo potem na studiach już może nie być tak kolorowo, zwłaszcza że chcę iść na dzienne. Chyba że nie zdam matury z matmy albo z polskiego ustnego i będę się uczyła do poprawki. xD Nie no, żartuję, mam zamiar wszyściuchno ładnie zdać w pierwszym terminie.

Trochę przeraża mnie fakt, że za rok o tej porze będę miała zdaną a przynajmniej teoretycznie xD maturę. Jakoś tak czas ostatnio szybko leci. Ej, ja dopiero do gimnazjum szłam niedawno! A tu się liceum prawie kończy. Chociaż bardziej mnie, że tak powiem, zastanawia to, że za rok ten blog będzie miał dwa latka. W sensie ciekawi mnie, jakie to będzie uczucie, mieć bloga, który przetrwał tyle. Niby mam dwa takie, ale nic tam nie dodaję i to co innego, bo tutaj mam zamiar pisać.


Dobra, kończę pisać, bo zaczynam na dziwne tematy schodzić. To pewnie z tych nerwów. Albo z głodu, bo za chwilę mam obiad.

4 komentarze:

  1. ale ty umiesz pisać! lubię cię czytać! :D

    smaczny obiad był? :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Johanna, wyluzuj! Karl-Otto Ci odpisze, spokojnie ;)
    Z pewnością będę czytała kolejne Twoje opowiadania ;)
    A maturą się nie martw, na to masz jeszcze czas!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem, że odpisze, tylko mnie ciekawi kiedy. ;)
      Najpierw muszą powstać, ale dziękuję. :D

      Również pozdrawiam ;)

      Usuń