czwartek, 21 lipca 2016

Post bez sensu

Jest 23:45, jeszcze 20 lipca, a ja właśnie poczytałam recenzje tego filmu, na który chciałam jechać do kina, i w sumie nie wiem, czy pojadę. Chyba jednak będę wolała zostać w domu i porobić coś innego. Pograć albo poczytać... albo popisać, bo to też muszę... albo obejrzeć jakiś film z Karlem-Ottonem...

A propos niego. Znalazłam to zdjęcie:


i nie wiem, co w nim jest takiego specjalnego - poza tym, że jest zdjęciem Karla-Ottona - ale zahipnotyzowało mnie w szczególny sposób. Chyba to kwestia tego, że to nie kadr z filmu, tylko zdjęcie robione osobno (jeśli wiecie, o co mi chodzi). I tego, że patrzy prosto w obiektyw. Nie uważacie, że ma coś smutnego w spojrzeniu? Chociaż... może to jeszcze coś innego... Trudno mi określić. Ale po prostu kiedy patrzę na to konkretne zdjęcie, czuję się inaczej niż przez cały pozostały czas.
Zaczęłam się wahać, czy nie wysłać dwóch zdjęć do podpisu. Zobaczę przy drukowaniu.

Umówiłam się na jutro z koleżanką z gimnazjum. Już pisałam o naszych spotkaniach, chociażby tym z zeszłych wakacji - z czasów, kiedy na blogu królowała Audrey Hepburn (by the way, nadal mam jakiś film z nią do nadrobienia). Mam niemiłe wrażenie, że wyjątkowo rozmowa nie będzie się kleić. W moim stanie... Wiecie, w stanie myślenia o liście... I jeszcze to zdjęcie...
Cóż, zobaczymy.


Jest już 21 lipca, mogę kontynuować.

Rozmowa jednak się kleiła - dwie i pół godziny coś znaczy. Ale momentami odpływałam.
Tak w ogóle, to chyba nie robię z siebie aż takiej idiotki na snapchacie, bo koleżanka ani słowem nie skomentowała mojej relacji z Projektu Lady i tym podobnych rzeczy. Jestem spokojniejsza.


Co do filmu - dobrze, że stwierdziłam, że nie jadę, bo i tak bym nie pojechała. Sprawdziłam repertuar, bo w czwartki pojawia się nowy na stronie Cinema City.
W mojej w miarę bliskiej okolicy jest tylko jeden seans dziennie.
W Katowicach.
O 20:00.
Czaicie to?
Dla dodania dramatyzmu dopowiem, że do Katowic jadę 40-50 minut (zależy od autobusu), no i wiadomo, że lepiej być wcześniej. O 18:00 wyszłabym z domu, wróciłabym po 23:00. Nie uśmiecha mi się to.


Kolejna uczestniczka Projektu Lady polubiła mój komentarz! Je, je, jeee... ale fejm ze mnie. xD


Stan gier: 4/22. Ciągle się zastanawiam, po co tu o tym piszę.
Wzięło mnie na granie, a powinnam w końcu skończyć pisać jakiś rozdział.
Albo może jakiś list?!
Na serio to najpierw muszę jeszcze jakiś film obejrzeć, chociaż jeden, żeby mieć co powiedzieć, ale też nie mogę się zebrać. Wrr.


Hehehehehe! Na pewnej grupie pojawiła się właśnie ankieta i nieważne, czego dotyczą, bo chodzi o to, że ktoś dodał opcję Adolf Hitler popiera otwarte ankiety. xD


W sumie to kolejny post bez sensu mi wyszedł. Chyba nie nauczę się pisać sensownych. A wakacje już na pewno temu nie sprzyjają.

2 komentarze:

  1. Jak patrzę na to zdjęcie Karla-Ottona, to widzę swojego byłego szefa. Powaga, strasznie podobni. A raczej nie spokrewnieni.
    To dobrze, że spotkanie się udało, prawda? Raczej nie umiałabym rozmawiać z którąkolwiek koleżanką z gimnazjum, ale skończyłam je kilka lat temu, poza tym nawet z koleżankami z liceum nie miałabym o czym gadać xD
    Ach, niby oglądam filmy, ale ich lista stale rośnie. Trzeba by się bardziej ogarniać z obowiązkami, by mieć na to czas.
    A ja właśnie piszę rozdział Raju..., słuchając muzyki, może będzie więcej akapitów, niż wczoraj.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczęłam się zastanawiać, czy to dobrze, czy źle, że podobni. To zależy, jaki był ten szef.
      To jest w sumie jedyna koleżanka, z którą umiem rozmawiać. Z tymi z liceum jest gorzej, chociaż jeszcze go nie skończyłam. Bardziej trzymam się z kolegami.

      Również pozdrawiam :)

      Usuń