sobota, 2 lipca 2016

"Wbrew obawom mam nadzieję"

W okolicach dziś wypada połowa roku, mamy bliżej niż dalej do śmierci.
Śmierć to pierwsze, o czym pomyślałam rano, a "w okolicach" wzięło się stąd, że drugiego lipca w południe mija połowa roku w latach zwykłych, a teraz mamy rok przestępny i nie chce mi się zastanawiać, w którą stronę i na którą godzinę to się przesuwa.


Przeglądałam dziś z ciekawości stronę, na której znalazłam adres Karla-Ottona. Generalnie wpisałam kilka innych nazwisk, żeby sprawdzić adresy, gdyby mi za jakiś czas znowu odbiło i znowu bym chciała do kogoś pisać po autograf (chociaż wątpię). I okazuje się, że nie mogłam lepiej trafić z osobą, do której napiszę pierwszy list (pierwszy i ostatni, hehe). Chodzi o to, że Karl-Otto ma ogólnie mniejsze statystyki niż popularniejsi aktorzy, ale jednocześnie ma dużo mniejszy odsetek braku odpowiedzi na listy, bo u niektórych osób są wielkie problemy z ustaleniem adresu, na który trzeba pisać. Czasem nie ma go wcale. Zaczynam być naprawdę dobrej myśli!



Mam spory dylemat. Skończyłam dziś czytać Tajemniczy Ogród i zupełnie nie wiem, co czytać jako kolejne. Nie żebym nie miała z czego wybierać, właśnie mam z czego wybierać i to jest problem. Mam ochotę wrócić do serii Ala Makota, którą już czytałam - pięć lat temu, ale jednak czytałam. Jednocześnie posiadam po sufit książek, których nie czytałam jeszcze ani razu + kilka, które zaczęłam i muszę dokończyć. I co teraz mam począć?
Pewnie skończy się to na tym, że jutro przysiądę i przeczytam Alę Makotę, bo niby posiadam 6 tomów, ale szybko się je czyta, a od poniedziałku wezmę się za inne książki.
W ogóle z Alą Makotą mam ten problem, że nie znam zakończenia, bo kupowałam wznowione wydanie i nie mam wszystkich tomów, bo trzy tomy przed końcem wydawnictwo przerwało wznawianie serii, i te trzy niewznowione tomy są ciężko dostępne. Kiedyś miałam przez to focha na świat, ale teraz zdaje mi się, że nie chciałabym ich czytać. Mam określone wspomnienia związane z tą serią, bo jest serią z mojego dzieciństwa (ostatni posiadany tom czytałam w wakacje przed pierwszą klasą gimnazjum, czyli jednak była ze mnie małolata) i chociaż chcę sobie odświeżyć fabułę, którą czuję, że zawsze będę wspominać dobrze, to zakończenie nie jest mi do życia potrzebne. Pamiętam, że moment, w którym zakończyłam przygodę z Alą, jest całkiem satysfakcjonujący.



Nie wiem czemu, ale przypomniała mi się dziś rozmowa przeprowadzona z koleżanką z równoległej klasy pod koniec roku szkolnego, w której przyznałam się jej, że nie mam ambicji i przychodząc do liceum tak naprawdę nie nastawiałam się na oceny wyższe niż czwórki, bo tak naprawdę nie są mi do szczęścia potrzebne. Zdziwiła się wtedy i powiedziała, że nie spodziewała się tego po mnie, bo jednak mam teraz te czwórki-piątki-szóstki a nie tróje-czwórki, poza tym wydaje się jej, że liceum to szkoła dla ambitnych i to osoby takie jak ona, czyli uczące się słabo, tam nie pasują.
Ja tam uważam, że najwięcej ambicji i jakiegoś takiego zapału do nauki trzeba mieć w technikum, bo z jednej strony to cztery lata nauki zamiast trzech, ale po technikum masz i maturę, i tytuł technika, który ci już otwiera jakąś drogę. Druga strona medalu jest taka, że musisz mieć zdecydowane, co chcesz robić, bo po co się męczyć rok dłużej w szkole, skoro i tak będziesz robić coś innego niż to, do czego się przygotowałeś? Przynajmniej ja tak uważam. Sama może poszłabym do technikum, ale nie było dla mnie kierunku w okolicy, bo się dwa lata temu mocno wahałam, co chcę robić. Moim zdaniem kwestia liceum jest taka, że musisz po nim tak czy siak iść na studia albo chociaż na jakieś kursy, bo kończysz szkołę tylko z maturą.
Aaa, w sumie to nieważne. Wakacje są, a ja o szkole gadam xD



Z takich innych rzeczy to zabrałam dziś mamie perfumy, bo ich nie używa, a mi się zapach podoba, to mi je oddała. Przez moment nie miałam perfum wcale, a teraz mam w pokoju trzy flakoniki. xD W dodatku wygrałam tyle, że płaciłam tylko za jeden, bo jedne to ciągle te ze świąt, drugie kupowałam w maju, a trzecie dostałam dziś - tak za nic. Brawo ja! :)

Tym pozytywnym akcentem kończę na dzisiaj.
Już mi się zakończenia kończą, za często tu piszę.

4 komentarze:

  1. Tym postem przypomniałaś mi naszą rozmowę w kawiarni ;) Też uważam, że to w technikum jest najciężej, ale najwięcej oferuje.
    Czyli jest większa szansa, że Karl-Otto odpisze, cieszę się :)
    Nie używam perfum, bo ich nie lubię, a mając brata, który przed pójściem do pracy psika się nimi za bardzo, miewam awersję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też się przypomniała, jak zaczęłam o tym pisać. :)
      Nie jestem wielką fanką perfum, ale niektóre zapachy mi się bardzo podobają, to czasem korzystam.

      Usuń
  2. Zgadzam sie co do szkół - technikum to jednak wybor po ktorym powinno sie pozostac w zawodzie jakiego sie uczyło bo inaczej to strata czasu. A liceum dla tych co chca na studia... dlatego ja wybrałam zawodówkę :D bo nie muszę tam zdawać matury (czyli kuć do niej) a zawód konkretny będę miała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypomniała mi się teraz moja koleżanka, która poszła do technikum, ale już po roku wiedziała, że nie zostanie w zawodzie... Dla mnie bez sensu, jak się wie, że i tak się pójdzie na studia i jeszcze w całkiem innym kierunku, to po co ten technik?
      No i prawidłowo wybrałaś ;) Jak Ci ta matura niepotrzebna to po co się masz męczyć ;)

      Usuń