wtorek, 16 sierpnia 2016

~bez tytułu, bo tak

No witam.
Ostatni raz pojawiłam się na którymkolwiek z blogów (czyli na tym, bo jakże by inaczej) w zeszłotygodniowy poniedziałek. Ale kogo to obchodzi... nikogo nie obchodzi. W każdym razie zażaleń, że mnie długo nie ma, nie dostałam. Było nie robić dwóch sześciodniowych przerw w maju i jednej tygodniowej w lipcu (innych tak długich nie pamiętam), może by się ktoś zastanowił. Nie żebym narzekała. A może to tylko kwestia tego, że zawsze wracam?
A mogłam nie wrócić.
Ale wracam i z góry przepraszam za przekleństwa, jakie się mogą dziś ewentualnie pojawić, nie chce mi się cenzurować samej siebie.


Nie było mnie tu chwilę, bo we wtorek i w środę do wieczora nie miałam nic ciekawego do powiedzenia, a potem dostaliśmy telefon, że osoba z rodziny zmarła i jakoś tak straciłam ochotę na pisanie. [Chociaż ostatnio wzięłam się za rozdział, więc najgorzej nie jest.] Nie pisałam też komentarzy - mimo że z tymi niewieloma blogami, z którymi obiecałam sobie lub autorom, że będę na bieżąco, faktycznie jestem na bieżąco - bo byłam (i trochę nadal jestem, ale powoli mi przechodzi) w takim nastroju, że byłabym w stanie zwyczajnie opierdolić kogoś za jedno zdanie albo nawet słowo, które mi się nie spodobało, mimo że całość była całkiem spoko, ewentualnie napisać o tym prześmiewczo, ale miałoby to podobny wydźwięk; tak samo mogłabym nie zgodzić się z czymś, z czym w głębi serca się zgadzam i w każdym innym tygodniu zgodziłabym się również w komentarzu, ale w ostatnich dniach przedstawiłabym inne stanowisko i najchętniej bym się o to pokłóciła, bo tak.
Tak jak powiedziałam: nie odzywałam się, ale w netach cały czas byłam, z blogami jestem na bieżąco (uwierzcie mi na słowo) i z YouTubem też jestem na bieżąco.

Mimo wisielczego humoru, który pojawiał się, gdy przychodziło załatwić coś w blogosferze - dlatego w końcu tego nie załatwiałam xD - dawałam radę pociskać głupoty z kolegą w rozmowie przez Facebooka. Mam wrażenie, że przez to udało mi się nie zwariować przez te dni. I może jeszcze przez filmiki na YT, ale to trochę inna sprawa.


Mimo braku chęci do większego udzielania się w netach, miałam w tym tygodniu ochotę na czytanie. Przeczytałam część Amore 14 Federico Mocci, ale znudziło mi się po 150 stronach, to zmieniłam obiekt moich zainteresowań na Fangirl autorstwa Rainbow Rowell. Nie jest to jakiś cud, ale naprawdę mi się spodobała. Nawet utożsamiłam się z główną bohaterką. Może nie do końca, bo jednak w identycznej sytuacji nie jestem i nie byłam, ale rozumiem jej chorobliwą nieśmiałość i aspołeczność (chociaż samego słowa "aspołeczność" nie lubię). Przez moment zdziwiłam się, że w pierwszym dniu studiów poszła na zajęcia w koszulce nawiązującej do ulubionej serii książek, ale potem mi się przypomniało, że sama chodzę do szkoły w koszulkach od youtuberów albo w tej ze Złota dla Zuchwałych i na studiach to raczej nie ulegnie zmianie, a nawet poszerzy mi się pula tego typu ubrań (nie zapomniałam o Nie mam czasu, jadę czołgiem, czekam tylko na dobry moment, który może przyjść nawet dopiero w święta, ale nadejdzie). Co prawda właśnie porównałam youtuberów i filmy wojenne do nieistniejącej serii książek i filmów o czarodziejach, ale sens jest ten sam, jak sądzę. No i temat fanfików jest mi bliski. Gdyby nie fanfiction, to nie byłoby mnie tutaj, bo ff do filmu było pierwszą rzeczą, jaką wrzuciłam na Blogspota i bez której nie byłoby mojej marnej, ale jednak swojego rodzaju "kariery" w necie.
Poza tym tytuł mnie opisuje. W ostatnich miesiącach fangirl to moje drugie imię.
Podsumowując, to na lubimyczytac.pl oceniłam Fangirl na 7/10, chociaż w rzeczywistości moja ocena to mocne 7,5. Mogłabym dać 8/10, ale to trochę za dużo (lc nie przewiduje połówek), tym bardziej że już te mocne 7,5 jest trochę podwyższone, a zaważyło to, że na końcu prawie płakałam. W tym miejscu chcę zaznaczyć, że na książkach nigdy nie płaczę, a prawie płakałam tylko nad ostatnim tomem Ali Makoty, jak czytałam ją w zeszłym miesiącu, i nad Złodziejką Książek. Aha, i jeszcze Jeden z nas. Opowieść o Norwegii wyprowadziła mnie z równowagi.
Jestem już w połowie kolejnej książki, ale opowiem o niej, jak dokończę.


Zarzuciłam w ostatnich dniach granie i oglądanie filmów. Jakoś nie mam na to ochoty, a nie chcę robić niczego na siłę, zwłaszcza w sytuacji, gdzie coś innego chce mi się robić, bo wenę na pisanie i czytanie naprawdę mam.



Znalazłam ten obrazek przy przeglądaniu notek z grudnia. Miał komentarz, że nie ma opcji, żebym mogła jeść ciastka i pić kakao w nocy w łóżku.
Tymczasem okazuje się, że jest opcja, bo w przyszłym tygodniu będę sama w domu przez kilka dni, to sobie będę dogadzać. Zrobię sobie kakao o dwudziestej drugiej, dołożę do tego specjalnie kupione ciastka i git. Oprócz tego będzie śmieciowe jedzenie (spaghetti, pizza, frytki) na obiady i trochę więcej niż zwykle słodyczy popołudniami. Chcę sobie też dogodzić świeczką zapachową, bo w sumie nigdy żadnej nie paliłam, więc wykorzystam okazję do nasmrodzenia w mieszkaniu (moja mama nie lubi takich rzeczy, więc wszystko wydarzy się za jej plecami - nawet jak się dowie, to nie poczuje). I kupię nowy płyn do kąpieli, bo mamy jeden w domu, ale mi się nie podoba zapach, to kupię nowy. Pewnie skorzystam z niego góra dwa razy, tak jak z tamtego, ale jak szaleć, to szaleć. Mam osiemnaście lat, wakacje i wolną chatę, więc mogę. Gdybym była kimś innym, to może wykorzystałabym sytuację na napicie się piwa - przeszedł mi przez głowę taki szalony pomysł - ale więcej niż jeden łyk wypiłam dwa razy w życiu i tak w sumie to jeszcze nie wiem, czy mi to piwo smakuje. I jeszcze tak jakoś głupio pić samemu i bez okazji.


Kończę, bo zaraz północ, a nie chcę, żeby ta notka zahaczyła o siedemnasty sierpnia. Siedemnasty ma swój własny temat, któremu pewnie w tym roku poświęcę mniej uwagi niż w zeszłym, ale jednak poświęcę, a teraz nie mam ochoty o tym pisać.
Idę, bo naprawdę północ coraz bliżej.

2 komentarze:

  1. Gdybyś jeszcze przez jakiś czas nie dała znaku życia, pewnie bym do Ciebie pisała.
    Przykro mi z powodu Twojej straty.
    Hmm, utożsamiałam się odrobinę z Cath, ale muszę przyznać, że miejscami mnie irytowała swoich niezwykle chorobliwym byciem outsiderem. Poza tym Levi - nie miał innych przyjaciół, że tak w jednym pokoju przebywał? Czy to się zdarza w realnym świecie?
    Wszystkiego dobrego dla Ciebie, by okres "bycia zołzą w sieci" minął jak najszybciej. Choć chętnie przeczytałabym Twój jakiś hejterski komentarz.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miło. :)
      Może to przez stan, w jakim jestem, ale mnie raczej to nie irytowało, chociaż jak się zastanawiałam, to faktycznie trochę przesadzała, podobnie jak Levi z przebywaniem w jednym pokoju.
      Staram się nie pisać hejterskich komentarzy, bo w gimnazjum napisałam ich sporo i potem żałowałam (ale to dłuższa historia), wolę przemilczeć pewne sprawy i ewentualnie tylko dać znać, że przeczytałam, jeżeli to kwestia mojego humoru, a nie zdolności autora. Ale jeśli kiedyś nadarzy się okazja, to napiszę i Cię zawołam. ;)

      Usuń