środa, 24 sierpnia 2016

Kierowca wstał i zaczął klaskać

Tak się zastanawiam i chyba sobie w ostatnich miesiącach wyrobiłam limit wyjazdów do Katowic na najbliższy rok. xD Naprawdę, kiedyś jeździłam tam od wielkiego dzwonu, a teraz to jak tylko mi się zachce, to wsiadam w autobus i jazda. To aż dziwne.


Początek dnia minął bez większych fajerwerków. Obudziłam się, posiedziałam trochę przez magicznym pudełkiem, zjadłam śniadanie, a potem bardzo nagle wstałam i wyszłam z domu. Zmotywowana tym, że Tymbark mi powiedział, że ładnie dziś wyglądam, wsiadłam do autobusu.
Najpierw byłam w Silesii odebrać paczkę, która zawierała to:








Zakładki są magnetyczne i normalnie takich nie używam, ale tu podobał mi się wzór. Były podobne z Paryżem i z Amsterdamem, ale z Rzymem jakieś takie najładniejsze były.
Książkę Oro (więcej informacji tutaj: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/141116/oro) wybrałam, bo miałam wzmiankę o niej w kalendarzu szkolnym z pierwszej lub drugiej gimnazjum (4-5 lat temu) i niedawno mi się przypomniała. Po odświeżeniu sobie opisu stwierdziłam, że chyba warto przeczytać.
Notes rzymski ma fajny pomysł - to (z pozoru) zwyczajny notes, w którym co jakiś czas są zdjęcia z Rzymu albo cytaty o mieście. Kiedyś go wykorzystam w taki sposób, jaki jest zasugerowany przez Empik, czyli zapełnię notatkami z podróży, bo czemu nie. :D
Nie żałuję, że kupiłam drugi samouczek do hebrajskiego, bo ten jest lepszy na dobrzy początek. Poza tym zrozumiałam, że najbardziej boję się czytania i pisania, a tego było więcej w samouczku, który kupiłam jako pierwszy - ten tutaj jest bardziej do mówienia i słuchania, a jak to ogarnę, to do reszty będę zachęcona.


Po odebraniu paczki chciałam się posnuć po SCC w poszukiwaniu jasnych bojówek i białego golfu, których pożądam całym moim fangirlowskim serduszkiem, odkąd tylko obejrzałam film Wielka Stopa w Egipcie, ale weszłam tylko do H&M i zwątpiłam. A potem stwierdziłam, że mam czas - jak się będzie bardziej zbliżała zima, to pewnie golfów będzie w sklepach mnóstwo, to sobie kupię. Naciągnę mamę na to wszystko, hehe.


Po tym, jak zarzuciłam szukanie ubrań, poszłam z buta do Archikatedry Chrystusa Króla, bo mi mama z siostrą mówiły, że w środku jest ładnie. Google mówi, że to cztery kilometry, więc sporo przeszłam, a jeszcze wracałam też z buta, chociaż mniej, bo szłam na inny przystanek. W międzyczasie:
- uświadomiłam sobie, że wybrałam złe buty do przechodzenia takiego dystansu, bo mnie zaczęły obcierać
- dwa razy prawie się zgubiłam, dzięki czemu zrozumiałam, że (nie wnikając w to, co mi obniżyło ocenę) moja czwórka z gegry była całkiem zasłużona - bo moja orientacja w terenie leży i kwiczy (na szczęście miałam na tyle mało pecha, że mi bateria w telefonie nie zdychała i mapy wujka Google mnie poratowały)
- stwierdziłam, że chyba sama idea studiowania - nieważne gdzie - jest poroniona, bo z tą moją wyżej wspomnianą orientacją notorycznie będę spóźniać się na zajęcia
- widziałam siedzibę katowickiej gminy wyznaniowej żydowskiej.
A jak już byłam w tej archikatedrze, to przypadkiem usiadłam w ławce pod witrażem z Maksymilianem Kolbe i zastanawiam się ciągle, czy to na pewno był przypadek, czy może bardziej przeznaczenie albo mój instynkt. Zdaje mi się, że przypadek nie do końca, bo przez moment poczułam się dziwnie, jakby ktoś mi kazał usiąść w tej konkretnej ławce. No nie wiem, nie wiem.
Kiedy wracałam już autobusem, to jechałam linią, którą nigdy wcześniej nie jechałam [168] i niespodziewanie zatrzymaliśmy się na przejeździe kolejowym i pociąg z węglem sobie jechał. Chociaż sytuację i tak wygrał kierowca, który wstał i zaczął klaskać xD wyszedł z autobusu i zaczął jarać szluga.


Generalnie dzień obfitował w przygody, ale nie takie najgorsze, bo gorzej by było, gdybym musiała snuć się po Kato z rozładowanym telefonem i nie wiedziała, gdzie jestem. A tak to było spoko. :D

A teraz zmykam oglądać jednym okiem film w magicznym pudełku (chociaż ciągle nie wiem, czy wybór horroru był dobrym wyborem), a z pomocą drugiego pisać któreś z opowiadań.

Dobranoc :D

2 komentarze:

  1. Hej :)
    Strasznie podoba mi się okładka do "Oro", trafia do mnie przez tę biżuterię.
    Też byłam a Archikatedrze i to na mszy tuż przed Bożym Narodzeniem (niech żyje jedyna ponad dwugodzinna przerwa w niedziele w pierwszym semestrze!). Poczułam się w niej odrobinę samotna, bo to takie duże, a ludzi dość mało. I ten chłód.
    To nie może być przypadek z tym witrażem ;)
    Katowice nie są straszne, prawda? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też się podoba, a środek też zapowiada się dobry.
      Hm, teraz pomyślałam, że musiałabym odwiedzić Archikatedrę i ogólnie Katowice w zimie, bo mimo wszystko to musi mieć swój urok. Nie są straszne, jak się obejdzie taką ich część. :D

      Usuń