poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Poliglotka

Jadę rano 860 do Katowic, w pewnym momencie mijamy 43, którym parę razy jechałam (spod szkoły). Odwracam się i (w myślach oczywiście) krzyczę: Cztery trzy, mój przyjacielu!

Nie kupiłam w końcu torebki, bo nie było takich, jakie potrzebuję. Kupiłam tylko czarną koszulę, bo też potrzebuję, a trafiłam na ładną.
Jakimś cudem uniknęłam nawet oglądania koszulek z nadrukami, a co dopiero kupowania. Muszę tego unikać, chociaż jest pokusa, bo już mam ich za dużo, a ciągle przede mną jest wydębianie od rodziców tej z Nie mam czasu, jadę czołgiem. Muszę być grzeczna, żeby od razu dostać.

Znowu spotkałam dziś samych miłych ludzi. Sprzedawczyni w H&M, gdzie byłam po koszulę, była trochę zmulona, ale nie była niemiła. W Empiku, gdzie odbierałam paczkę, pani już była uśmiechnięta. A w Starbucksie to już w ogóle pani, która mnie obsługiwała, była tak miła, że uh. Cały czas się uśmiechała, nawet sobie pozwoliła na żarty. Kupowałam gorącą czekoladę i było tak: - Bita śmietana ma zostać? - Nie, proszę bez - Okej... no tak, będzie więcej miejsca na czekoladę! - Dokładnie!
I tak dalej... prawie się rozpłynęłam po tej rozmowie. ♥ Wtedy sobie postanowiłam, że - oprócz częstych wizyt w Empiku po odbiór paczek - muszę też częściej odwiedzać Starbucksa. Tylko tak sobie teraz myślę, że jak tak będę szastać pieniędzmi, to pójdę z torbami. A o płatnych studiach w Kato to już w ogóle mogę pomarzyć. Chyba że pójdę na zaoczne, a na tygodniu będę zasuwać do pracy, ale musiałabym się zastanowić, gdzie tej pracy szukać.

A wracając do Empiku. Znalazłam tam samouczek do norweskiego, którego kupno rozważam, ale najpierw...

...bo najpierw trzeba ten hebrajski trochę ogarnąć. :)
Trochę mnie przeraża nauka alfabetu, ale jak mnie najdzie w któryś dzień, to przysiądę i się nauczę. I ja naprawdę będę umiała ten hebrajski, chociaż trochę.

W domu rodzice i siostra nawet się nie dziwili, że będę się uczyć nowego języka, chociaż trochę dziwili się, że hebrajski. Trochę mnie złapały wyrzuty sumienia, bo od dwóch lat mam na półce trzy tomy rozmówek (francuskie, hiszpańskie, włoskie) i wszystkie razem tknęłam w sumie może z 10 razy, ale jeszcze przyjdzie na nie czas. Za rok w wakacje pewnie mi się będzie nudziło, bo dłuższe i tak dalej, to nie będę wydawać pieniędzy na nowe książki (może poza tą do norweskiego), tylko skorzystam z tego, co mam, i się pouczę. Poza tym zawsze mogę wyjechać na Erasmusa do Hiszpanii czy gdzieś i uczyć się języka bardziej z życia, hehe.


A teraz zmykam, bo zaraz będzie Projekt Lady dostępny w netach. Będzie oglądanko!

2 komentarze: