wtorek, 2 sierpnia 2016

Shalom!

Dzisiaj rano pierwszy raz od dosyć dawna poczułam, co to znaczy być naprawdę zawiedzioną.
Byłam wyrzucić śmieci, i jak już wracałam do domu i wchodziłam po schodach do mieszkania (mieszkam w bloku na ostatnim piętrze), to usłyszałam, że ktoś wchodzi do klatki i wrzuca coś do skrzynek. Kiedy usłyszałam, że trzaśnięć było mało (ok. 5 przy 15 mieszkaniach, więc nie mogły to być ulotki, które dostają wszyscy, czyli to poczta), na złamanie karku popędziłam z powrotem, żeby sprawdzić, czy nie ma czegoś do mnie.
Nie było. :(


Wczoraj przeglądałam samouczek języka angielskiego, który mam w domu, i stwierdziłam, że w sumie nauczyłabym się jakiegoś nowego języka - wystarczą mi jakieś takie podstawowe podstawy, byle mieć z tego satysfakcję i też radochę.
Wklepuję sobie w wyszukiwarkę na stronie Empiku słowo "samouczek" z zamiarem znalezienia czegoś do nauki jakiegoś takiego w miarę popularnego języka, czyli hiszpańskiego albo francuskiego, ewentualnie włoskiego albo rosyjskiego (bo angielski znam i to całkiem zaawansowanie, a niemiecki mi szkoła obrzydziła, zresztą jakieś tam podstawy znam, to po co mam się tego uczyć na nowo). I ja naprawdę chciałam znaleźć coś do nauki tego cholernego hiszpańskiego...
...ale znalazłam samouczek do hebrajskiego.
Po godzinie zastanawiania się (serio) i anulowaniu jednego zamówienia (też serio, bo kobieta zmienną jest) złożyłam drugie. W czwartek lub w piątek samouczek będzie do odbioru w Empiku w Katowicach. I tak się tam wybierałam, więc zamiast pojechać jutro (bo chciałam jechać jutro) pojadę w piątek i odbiorę sobie paczuszkę. Na szczęście w Empiku jest możliwość płacenia przy odbiorze, to będę mogła zapłacić z własnych piniondzów (przy przelewie płacą mi rodzice, bo nie mam konta w banku). I przy okazji zrobię to za plecami rodziców, bo gdyby oni załatwiali mi przesyłkę, to by mnie chyba wyśmiali. Sama bym się wyśmiała, bo nie mam zielonego pojęcia, po co mi ten hebrajski. Próbuję sobie to wytłumaczyć tym, że jeżeli pójdę na anglistykę i będę siedzieć w szeroko pojętych tłumaczeniach, albo w pracy, do której będę chciała pójść, będzie kładziony nacisk na języki, to sobie wpiszę do CV podstawy hebrajskiego i a nuż mi to otworzy jakieś drzwi.
Poza tym będę mogła denerwować jednego kolegę w szkole, bo będę do niego mówiła, a on nie zrozumie. xD

Chciałam sobie przy tej okazji zamówić jakąś książkę, żeby zaoszczędzić kilka złotych (bo przez net jest taniej), i jak już się zdecydowałam na jedną, to się okazało, że jest niedostępna. Smuteczek. :( Nie wybrałam już innej, bo stwierdziłam, że nic na siłę, poza tym mam sporo nadrabiania. Zresztą dziś znalazłam tę książkę na Allegro, to kiedyś przy okazji sobie załatwię.


Stwierdziłam, ze trzeba urozmaicić post, więc znalazłam gifa. I ja go tu tylko zostawię. :)



2 komentarze:

  1. Spokojnie, odpowiedź przyjdzie, kiedy będzie jej czas ;)
    Hebrajski może Ci się w przyszłości przydać, a jako że nie jest popularny jak wspomniany angielski, francuski czy hiszpański, możesz być ciekawym pracownikiem na rynku. Poza tym co złego może być ze znajomości kolejnego języka?
    Te koty są świetne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem spokojna, ale już się przez moment cieszyłam, a tu klapa.
      W jakimś serialu (chyba w Na Wspólnej, bo w sumie tylko to oglądam) był wątek, że jednej dziewczynie przydał się finlandzki, to z hebrajskim może kiedyś być podobnie w moim przypadku. :)

      Usuń