piątek, 30 września 2016

Bez szans na osiągnięcia

No i w końcu nie skończyłam rozdziału na Podróż. W sumie nie żałuję, bo wolę, żeby nawet przez ponad miesiąc nie było rozdziału, ale żeby był skończony na spokojnie, a nie na szybko. Poza tym mam teraz nieśmiertelną i niezbijalną wymówkę w postaci szkoły, hehe.


Dzisiaj znalazłam na mapie Niemiec w sali z niemieckiego Konstancję, czyli miasto, w którym w teatrze Karl-Otto debiutował jako aktor. Rozczuliło mnie to trochę i przy okazji wpadłam na diabelski plan, ciągle odrobinę mniej diabelski od stalkowania w Berlinie: pojadę do Konstancji, wkręcę się do teatru i będę sobie wyobrażać, że to koniec lat 50. i przyszłam na sztukę, w której on zagrał. Pomarzyć chyba mogę, nie?


W któryś dzień na angielskim pani pytała nas, jakimi jesteśmy typami osób, i powiedziałam, że jestem marzycielem i to chyba nie za dobrze, bo wyobrażam sobie rzeczy, których nigdy nie osiągnę, na co pani mi powiedziała, że nigdy sobie nie można mówić, że się czegoś nie osiągnie, bo zawsze jest szansa, jeśli się do czegoś dąży. Pomyślałam sobie na to "Phi, pani nie wie, o czym ja marzę". No bo serio, jak wiem, że czegoś nie osiągnę, to znaczy, że tego nie osiągnę.



Chciałam sobie dziś zacząć odświeżać Projekt Lady, ale jak zaczęłam oglądać pierwszy odcinek, to mi się serce złamało, więc wróciłam do moich planów oglądania Bitwy o Ardeny, którą zresztą muszę właśnie dokończyć.


Dobranoc!

2 komentarze:

  1. Może lepiej niczego nie obiecywać, jeśli się nie jestem pewnym? To lepiej działa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolę obiecać i próbować dotrzymać, niż nie obiecać i nie zrobić nic w danym kierunku.

      Usuń