piątek, 2 września 2016

Nie mam czasu

Mój wampir energetyczny strzelił sobie dzisiaj w kolano. Oczywiście nie dosłownie - już wyjaśniam, o co chodzi.
Zacznę od tego, że mój plan lekcji prezentował się dziś tak:
1. msza na rozpoczęcie roku
2. polski z jedną nauczycielką
3. okienko/niemiecki (pół klasy miało to, pół to)
4. polski z drugą nauczycielką
5. angielski/angielski
6. polski z powrotem z pierwszą nauczycielką
7, 8. matematyka
Byłam na mszy, potem poleciałam do szkoły. Pierwszy polski mieliśmy w klasie, gdzie stoły są poustawiane w rzędach po trzy lub cztery, a nie dwa. W pierwszej ławce usiadło dwóch moich kolegów - jeden to ten, o którym tu wspominałam, że utrzymywałam z nim kontakt całe wakacje, a drugi to bardziej kolega kolegi, ale czasem zamienię z nim jedno zdanie, ogólnie to jest całkiem spoko. Dosiadłam się do nich, a wampir - wspominając coś pod nosem, że zabrali jej ławkę, bo wcześniej siedzieliśmy w tym samym miejscu w czterech, a teraz były tylko trzy miejsca - usiadł za nami. I na tamten moment to tyle.
Później ja i kolega-od-utrzymywania-kontaktu mieliśmy okienko, a cała reszta osób, z którymi też czasem rozmawiam, poszła na niemiecki. Zaczęło nam już wtedy odwalać, i nie mogliśmy się nadziwić, że to tak szybko się zaczęło.
Potem przyszedł polski. Jako że mieliśmy z inną nauczycielką, byliśmy też w innej sali, z normalnymi (podwójnymi) ławkami. Usiadłam sama w ławce przed kolegą-od-kontaktu i jego kolegą. Po pewnym czasie przychodzi wampir z koleżanką z naszej klasy, koleżanka siada przed nami, a wampir rozkłada się obok mnie. W porywie szczerości mówię:
-Możesz usiąść z nią, jeśli chcesz [pokazując na koleżankę; w rozmowie użyłam imienia, ale tu nie chcę ich zdradzać)]
-Nie, posiedzę z tobą - ona na to.
Dzwoni dzwonek na lekcję, do klasy przychodzi kolega, z którym też mam spoko kontakt, z kolejną koleżanką. Siada po całkiem drugiej stronie klasy - ja siedziałam z "ekipą" z tyłu pod ścianą, on usiadł pod oknem w pierwszej ławce - i widzę, że woła mnie, żebym usiadła za nim i jego koleżanką. Najpierw nie chcę, ale w końcu się zgadzam. Zbieram rzeczy, wstaję i mówię, nie mając nic złego na myśli, do wampira:
-Przesuń się, idę do [kolegi; tu też było imię].
Do kolegi za mną rzucam:
-Idę cię zdradzać.
I poszłam. W wyniku zawirowań usiadłam ostatecznie w ławce z kolegą, który mnie wołał, a nie za nim. W pewnym momencie kolega mówi:
-Ej, czy [wampir] się obraziła? Bo popatrzyła się tylko i odwróciła głowę.
Zerkam przez ramię. Nie patrzy na nas. Wzruszam ramionami, a potem zaczyna się lekcja.
Potem porozchodziliśmy się na angielski, ponownie ja wylądowałam w sali i ławce z kolegą-od-kontaktu, a reszta gdzieś indziej. Na przerwie pośmieszkowaliśmy i posłuchaliśmy trochę muzyki... takie nasze szkolne rozrywki.
No i przed kolejnym polskim, na którym wróciliśmy do pierwszej sali, zaczęła się "jazda". Po angielskim chciałam jeszcze spytać o coś nauczycielkę, więc poprosiłam kolegę o zajęcie mi miejsca, i poszłam załatwiać, co chciałam. Załatwiłam co chciałam, więc idę do klasy, siadam obok kolegi, a on mi mówi:
-Podobno znowu się z [wampirem] nie odzywacie.
-Serio?
-Tak słyszałem.
-Ja nic o tym nie wiem.
Powiedziałam to ze śmiechem i dłońmi dla żartu podniesionymi do góry w obronnym geście, ale w środku się we mnie zagotowało. Ja wiem, że ja sama nie jestem święta w sprawach relacji międzyludzkich, ale kurde, nie było niczego, co mogłabym zrobić dzisiaj nie tak. Zaznaczam, że dzisiaj, bo wczoraj ze mną normalnie rozmawiała. Bo co, bo przesiadłam się do kolegi, z którym ona zresztą też się czasem zadaje? Nic innego mi nie przychodzi do głowy. Abstrahując od powodu, bo - jak wspomniałam - nie jestem święta i mojej winy mogło być więcej, niż mi się wydaje, ale czemu ja się dowiaduję od osób trzecich?
O nie, powiedziałam sobie wtedy, tak się nie będziemy bawić. Postanowiłam sobie, że nie będę się więcej przejmować. Trochę się poprzejmowałam na przystanku, bo dziś czekałam dłużej na autobus, i zaczęłam zastawiać się, ile w tym faktycznie jest mojej winy, ale potem pomyślałam sobie: Kurde, coś jest ze mną nie tak. Pogodziłam się ze śmiercią kota i z utraceniem kontaktu z ludźmi z Tumblra, czyli generalnie z odejściem wszystkich, których w ten czy inny sposób kochałam, a przejmuję się osobą, która i tak mnie denerwuje? Pora z tym skończyć.
Na szczęście mam innych znajomych, z którymi już zdążyłam się dziś powygłupiać, albo z którymi chociaż krótko gadałam. No i kochanych nauczycieli, co mówię bez ironii, vo naprawdę uwielbiam większosć tych, którzy mnie uczą.
A to, co dziś przeżyłam, oznaczam jako część mojego poradnika pozytywnego myślenia. Nie ma co walczyć o negatywnych ludzi, kiedy godzi się z odejściem ukochanych i odnajduje pozytywnych.
Ale to głębokie.


Ale, ale. Pora przejść ponad tym do najlepszej rzeczy tego tygodnia.
Dał dał dał...

Przyszła koszulka ♥
W poniedziałek idę w niej do szkoły. Ciekawe, co pan z historii powie, bo mam historię w poniedziałek. :D


Dobra, to dziś tyle. Mam nadzieję, że nikt nie ma mi za złe mojego narzekania.
Jutro raczej się tu nie odmelduję, bo nie będzie mnie cały dzień w domu, ale w niedzielę powinnam się odezwać. :)

2 komentarze:

  1. Nie powinnaś się przejmować kimś, kto właściwie nie ma większego znaczenia w Twoim życiu.
    O. Ja. Nie. Mogę.
    Ta koszulka!!! Aaa! Świetnie, że ją masz! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczynam to rozumieć, i postaram się nie przejmować.
      Bardzo świetnie! <3 Jest ekstra :D

      Usuń