czwartek, 22 września 2016

Wybory i symbole

Ja sprzed około trzech lat powiedziałaby sobie dzisiaj rano O kurde, ale miałam fajny sen dzisiaj!
Teraźniejsza ja niniejszym pyta wszem i wobec: O chuj tak właściwie chodzi?
Zaczęło się od tego, że śnił mi się nikt inny jak Anders Breivik we własnej osobie. Fabułę snu pozwolę sobie pominąć, bo była tak logiczna, jak to zwykle w snach bywa, czyli wcale nie była logiczna (bo po co miałby odmówić podania mi ręki, skoro potem siedząc obok mnie na kanapie otoczył mnie ramieniem i kazał ze sobą rozmawiać? #jebaćlogikę że tak się wyrażę), ale najlepsze działo się potem, czyli w szkole, jak zachciało mi się sprawdzać znaczenie w Internetach. Wpisałam w Google hasło "zabójca" - wyrosłam już z naiwnego wpisywania nazwisk w niektórych sytuacjach - i wiecie, co przeczytałam?
Przeczytałam, że zabójca widziany we śnie oznacza koniec trosk, ale też konflikt na łonie szeroko pojmowanej rodziny.
I tak jak mogę zrozumieć, że przyśnił mi się Breivik, bo to dla mnie nie byle kto (jak mogliście zauważyć), to nie mam pojęcia, jakim cudem przyśnił mi się akurat teraz, kiedy skończyły mi się pewne troski (milczący koniec bliższej znajomości z wampirem), ale jednocześnie w mojej rodzinie zaczyna się psuć? Ej, ja bym to bardziej ogarnęła, gdybym widziała we śnie wampira we własnej osobie albo ten mój konflikt rodzinny, albo gdyby Breivik przyśnił mi się pół roku temu, ale nie - ON śni mi się TERAZ i w dodatku jest tylko symbolem, ale jak akuratnym symbolem tego, co faktycznie się dzieje!
Tak mnie to dręczy, że głowa mała.

Poza tym, ciekawostka: w moim śnie Breivik miał włosy. I brodę. To mnie akurat rozczuliło, tęsknię za takim jego wizerunkiem.
Zauważyłam, że kiedy piszę tu o Breiviku, to zaczynam przeklinać. Poważne pytanie brzmi - dlaczego?


Autobusem, którym jeżdżę do szkoły, jeździ też facet, który od początku roku przypomina mi Gustava z Mystic Diary. Albo może Victora, czyli jego brata? Sama nie wiem.
Właściwie to jest tak, że od początku roku wiedziałam, że jest do kogoś podobny, a jakoś półtora tygodnia temu - albo to było dopiero w tym tygodniu? już mi się dni zacierają - doznałam olśnienia. Trochę to straszne.


Z takich innych rzeczy to los pokarał mnie tym, że w tym samym czasie są Targi Książki i urodziny mojego kolegi, który zaprosił mnie na imprezę. Oczywiście, że wybrałam Targi, i to nawet nie dlatego, że książkowe, tylko dlatego, że a) wybieram się na nie od dawna, b) bardzo chcę spotkać się z kimś, kto się tam pojawi, c) nie przepuszczę okazji na wyjazd do Katowic, z których nigdy wcześnie nie wracam, więc obskoczenie dwóch miejsc też nie wchodzi w grę. #leniwabułaalert
Używanie hashtagów na blogach niby nie ma sensu, ale chyba to polubię.

Tylko dalej się zastanawiam, czy zamówić książkę do Empiku. Dylemat, ach, dylemat...
Ech, najwyżej zamówię sobie w listopadzie czy jeszcze kiedyś i sobie pojadę do Kato jeszcze raz. Kto bogatemu zabroni!


Dobra, idę spać, przy okazji olewając zadanie domowe na polski (w końcu to rozszerzony xD) i powtarzanie na kartkówkę z matmy. Mam jutro okienko, to nauczyć się zdążę, no i od czego są nieprzygotowania?

2 komentarze:

  1. Miewam różne przedziwne sny, o czym wiesz z mojego fanage'a, ale jakoś nigdy nie mam czasu/ochoty/ whatever, by sprawdzić ich znaczenie. Po części boję się, że metafora ta mnie przerazi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wolę sprawdzać, raczej nie boję się znaczeń snów, częściej dają mi powód do śmiechu. Ewentualnie szokują prawdziwością.

      Usuń