czwartek, 15 września 2016

Zagłada

Chyba jednak nie jestem aż tak leniwą bułą, jeśli chodzi o sprawy blogowe, bo dziś włączyłam laptopa dopiero o 22:30 i tylko po to, żeby napisać ten post.
No dobra, i jeszcze żeby ogarnąć maila, bo codziennie przychodzi mi pierdyliard spamów i nie lubię tego usuwać po kilku dniach, wolę na bieżąco.

Ogólnie to doszłam dziś do wniosku, że powinnam coś w życiu zmienić, żeby więcej siedzieć nad nauką i potem w efekcie mniej się stresować. Doszłam do wniosku, że najlepiej by było nie korzystać z komputera, ale bym nie dała rady. Bez kompa? Zagłada! Dlatego stwierdziłam, że będę jedynie ograniczać. Tak jak dzisiaj. Jak nie musiałam, to nie włączyłam. Pierwszy kroczek już zrobiłam, zobaczymy, jak będzie dalej.


Dzisiaj moja polonistka usiłowała mi wmówić, że będę żałować, jeśli nie napiszę rozszerzonej matury z polskiego. Zaczęło się od tego, że na pierwszej lekcji polskiego (mieliśmy dwie) zapytała:
-Kto oprócz Hani będzie pisał maturę rozszerzoną z polskiego?
Zgłosiło się kilka osób. Po dzwonku poleciałam za nią na dyżur, żeby sprostować, że ja przecież rozszerzonego polskiego pisać nie mam zamiaru. Pani na to, że wie, że chcę pisać angielski i wos, ale powinnam to jeszcze przemyśleć. Wymiana zdań wyglądała mniej więcej tak:
Pani: Teraz jesteście w momencie, że nie wiecie, co chcecie robić.
Ja: Ale ja wiem, idę na anglistykę.
P: Przy rekrutacji na anglistykę czasem bierze się pod uwagę wyniki z polskiego.
J: Sprawdzałam, na Uniwersytecie Śląskim patrzą tylko na angielski.
P: No ale wiesz, zawsze możesz się rozmyślić w międzyczasie, a nuż będziesz chciała zmienić po pierwszym roku kierunek na taki, gdzie przyda się polski. Poza tym nawet po skończeniu studiów do bycia tłumaczem jest długa droga.
J: Proszę pani, ja się w angielskim czuję na tyle dobrze, że chcę dojść do końca tej drogi choćby nie wiem co.
Po drodze padł jeszcze z ust nauczycielki argument, który nie wiem, gdzie umiejscowić, ale brzmiał jakoś tak: Bo ty jesteś zdolna i wiem, że polski rozszerzony by ci dobrze poszedł, a a nuż twoi rodzice by chcieli zobaczyć takie ładne świadectwo maturalne z samymi wynikami sto procent...
Niestety powiedziała to w złej chwili, czyli kilka dni po tym, jak wymogłam na rodzicach oświadczenie, że będą się po maturze cieszyć moim szczęściem, czyli że jeśli ja będę zadowolona ze swoich wyników, to oni też. A ja będę zadowolona, jak tylko zdam. Ja mogę nawet mieć 30% z matmy, liczy się to, że wtedy zdam. Oczywiście celuję w wysokie wyniki z angielskiego, ewentualnie z wosu, ale wysokie rezultaty z matmy i z polskiego nie są mi potrzebne do szczęścia ani trochę. Poza tym, wolę iść napisać maturę z nastawieniem "byle zdać" i potem po zobaczeniu wyższych niż spodziewane wyników pomyśleć sobie O, ale mi zajebiście dobrze poszło niż nastawić się na jakiś nie wiadomo jaki wynik i zawieść wszystkich z sobą na czele.


Dobra, teraz naprawdę szybko idę spać, bo jutro mam dwie kartkówki i sprawdzian.
Nie żebym krakała, ale mam przeczucie, że te miesiące jednak będą zwariowane bardziej niż bym chciała.

1 komentarz:

  1. Też powinnam ograniczyć korzystanie z laptopa, ale przy dwóch fanejdżach i czterech blogach zawsze jest coś do zrobienia, poza tym robię teraz kurs online i jest to niewykonalne. Może kiedyś, jak gdzieś wyjadę, porzucę internety i nikt o mnie nie będzie słyszał przez jakiś czas.
    Dobrze, że wyjaśniłaś nauczycielce, że nie chcesz rozszerzenia. Podobne wizje co ona miała moja wychowawczyni, która była pewna, że będę pod jej skrzydłami zdawała rozszerzenie z gegry. Nic z tego, poszłam na postawę, ale i tak powiedziała, że jest ze mnie dumna, jak się spotkałyśmy po maturze.
    Twoje nastawienie mi się podoba :D Lepiej nie oczekiwać za wiele i dać się samemu zaskoczyć.

    OdpowiedzUsuń