piątek, 21 października 2016

Niespodzianki od losu

Siedziałam dziś w szkole do prawie szesnastej, i nie dość, że sam ten fakt jest niezmiernie irytujący - no bo błagam, w piątek?! - to jeszcze zajęcia, na których musiałam zostać, obudziły we mnie najgorsze wspomnienia.
No dobra, może nie najgorsze, ale są rzeczy, do których bądź co bądź nie chciałabym już wracać.
Mieliśmy zajęcia z pedagogiem szkolnym i musieliśmy zrobić... analizę SWOT. Żołądek mi się wywrócił do góry nogami, jak to usłyszałam, bo taką samą analizę musieliśmy robić w geografii w trzeciej klasie gimnazjum. Znienawidziłam ją do tego stopnia, że była jednym z pierwszych tematów, na które narzekałam na moim starym blogu, a dokładniej w tym poście: http://story-of-my-lifes.blogspot.com/2014/03/na-co-to-komu.html, który - co ciekawe - napisałam już ponad dwa i pół roku temu. Jedyna różnica jest taka, że wtedy musieliśmy zrobić analizę porównawczą paru szkół średnich, a teraz było o dobrych i złych stronach pracy, jaką chcemy podjąć w przyszłości. Dodatkowo dostaliśmy dziś kartki, na których mieliśmy opisać zadania, jakie chcemy wykonywać w pracy, jej rodzaj i charakter, ludzi, z jakimi chcę pracować, i ja tak sobie patrzyłam na tą kartkę i nie miałam pojęcia, co napisać poza tym, że chcę być tłumaczem z angielskiego.
Najlepszy był moment, jak pani pedagog przeczytała moją kartkę i zobaczyła, że chcę być tłumaczem, a nie prawnikiem, i to ją tak trochę zbiło z tropu, bo kiedyś trąbiłam na lewo i prawo, że chcę iść na prawo (jak to brzmi xD). Kiedyś chciałam iść na prawo, bo się trochę bardziej niż teraz fascynowałam Breivikiem i Waśniewską i miałam fazę, że chciałam bronić ludzi takich jak oni, ale potem stwierdziłam, że tak w sumie to to chyba nie jest moim przeznaczeniem, poza tym teraz wiem, że takie sprawy to się zdarzają raz na... bardzo dużo. Byliśmy ze szkoły w sądzie dwa lata temu i się dwóch typów kłóciło o słupki w płocie - jakbym miała w czymś takim siedzieć, to chyba bym sfiksowała i to prędko. Zdecydowanie wolę zostać przy oglądaniu Sądu Rodzinnego.



Bardzo się dziś zdenerwowałam, jak mi kolega powtórzył słowa wampira na mój temat. Dowaliła się tym razem do tego, że zdarzało mi się nosić książki do szkoły przez dwa miesiące i tak długo je czytać, a ona przecież by je przeczytała o wiele szybciej, tak w dzień czy tam w parę dni.
Eh, tak to jest, jak ktoś myśli, że kogoś zna, a wcale tak nie jest - koleżanka (i tego słowa używam ironicznie) nawet nie wie, dlaczego tak robiłam (a miałam jedną książkę do czytania w szkole i inne do czytania w domu). Zresztą, czy to ważne? Jak masz na tyle czasu i chęci, żeby przeczytać książkę w trzy dni, to czytaj, ale nie wpierdalaj się z butami w moje czytelnicze życie. Poza tym chyba nie muszę mówić, kto mi przetrzymywał książkę przez półtora miesiąca. Powinna mi ją oddać po tygodniu w takim układzie. Suka. Aż żałuję, że jej nie zapytałam, dlaczego mi tak długo jej nie oddaje, jak miałam w międzyczasie ochotę.
Najbardziej ironiczne w tej sytuacji jest to, że mój kolega jest bliższy mi niż jej i wiernie donosi mi o każdym jej złym słowie. A ona o tym nie wie! Ale właśnie takie sytuacje pokazują, kto jest ci naprawdę bliski - wystarczy zacząć poważnie rozmawiać. Zresztą, powiedzieliśmy sobie dzisiaj z kolegą, że jeśli mamy kogoś nazwać przyjaciółmi, to właśnie siebie nawzajem, i zadeklarował się, że jeśli mam jakiś problem, to mogę się mu wygadać, bo on zrozumie i będzie próbował pomóc. Zrobiło mi się tak miło, że ach...!
A mnie się głupiej wydawało, że przyjaciół to muszę w nie wiadomo jakich zakątkach Internetu szukać. Okazało się, że wystarczyło dobrze rozejrzeć się w szkole. Taka niespodzianka.



Pamiętacie, jak pisałam kiedyś o tekście piosenki przerobionym tak, że pasuje do sceny z Bitwy o Ardeny? Tym o rzucaniu kurczakiem?
Dziś znalazłam ową scenę na YouTube, bo chciałam pokazać innemu koledze rzut kurczakiem. Oto ona:


Pierwsze czterdzieści sekund wyjaśni wam wszystko. xD



Dobra, kończę, bo jutro jadę do szkoły odrabiać 31 października. Sobota, a ja będę wstawać wpół do siódmej, super po prostu.

2 komentarze:

  1. Nie otwiera mi filmu xD
    Hmm, nie miałam nic podobnego i po Twoich odczuciach sądzę, że tę kartę wywaliłabym podczas zajęć do kosza, mówiąc: a na kiego grzyba mi to? I tak jest trudno z robotą xD
    Wampirzyca mnie rozwaliła. Zgadzam się z Tobą: po cholerę się wpierdala (bo to nie jest zwykłe zwracanie uwagi na prozaiczne czynności)? Niech patrzy na siebie.
    Cieszę się, że masz tak blisko kogoś, kogo zwać możesz przyjacielem. Jestem pewna, że będzie dla Ciebie odpowiednim oparciem ;) (a można liczyć na coś więcej z Waszej dwójki?)
    Pozdrawiam! Wyśpij się na jutro! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda ;(
      Niestety nie mogłam wywalić tej kartki, bo mamy te zajęcia z jakiegoś projektu i to będzie im potrzebne do jakiejś dokumentacji. Ale mimo wszystko nie sądzę, żeby nam to się przydało.
      Też się cieszę, ze mam kogoś takiego. Jeśli dobrze rozumiem pytanie - nie, bo kolega ma dziewczynę, zresztą nawet nie wiem, czy bym chciała się zaangażować. Ale na pewno będzie więcej historii z udziałem naszej dwójki, a czasem trójki :)
      A wyspałam się. :) Też pozdrawiam! :*

      Usuń