piątek, 7 października 2016

Problemy, mówisz?

Ahhh, fajnie było się dowiedzieć, że zachowuję się jak dziewczynka z pierwszej klasy gimnazjum i zostać uświadomioną, że przecież są gorsze problemy niż niedostanie listu przez trzy (sic!) miesiące.
Gdybyście wy wiedzieli, z jakich rzeczy potrafiłam zrobić aferę w pierwszej gimnazjum... Od razu byście przyznali, że teraz moja rozpacz jest nawet rozsądna, a ja jestem w niej całkiem ogarnięta.
A problemy? Proszę was! Problemy to moje drugie imię! No dobra, może czwarte, bo tego, że na drugie mam Agata, a na trzecie Joanna, wcale się nie wstydzę. Wiele rzeczy w moim życiu zbijało mnie z nóg, były takie momenty, kiedy nie potrafiłam oddychać i zresztą nie widziałam powodu, dla którego w ogóle miałabym oddychać, ale zawsze ostatecznie wszystko wracało do jako takiej normy i szłam dalej z podniesioną do góry głową. Jestem idealnym przykładem na nastoletnią chwiejność emocjonalną, serio. To, że z bloga może wynikać, że najgorszą tragedią, jaka mnie spotkała w życiu - poza oczywistymi rzeczami jak śmierć kota czy kogoś z rodziny - jest brak odpowiedzi na list, nie oznacza, że tak faktycznie jest. Uczepiłam się tego, żeby nie uczepić się czegoś innego. Narzuciłam sobie pewne granice prywatności i są rzeczy, przez które do dziś zdarza mi się w chwilach załamania płakać w nocy, a czasem nawet w ciągu dnia, ale wy się nigdy nie dowiecie, co to za rzeczy. No dobra, może kiedyś w prywatnej rozmowie osoby, którym ufam najbardziej, dowiedzą się, ale z bloga - nigdy.
No i ostatnie słowo jest takie, że to wcale nie chodzi o sam fakt, że nie dostałam odpowiedzi, bo na to byłam gotowa od samego początku. Bardziej o to, że w międzyczasie ktoś ją otrzymał, bo jednak jest ze mnie zazdrośnica. I że już kolejny raz w życiu im bardziej czegoś chcę, tym bardziej tego mogę nie dostać.

EDIT [08.10]: Tak sobie pomyślałam z rana, że może mi zostać zarzucone, że interpretuję pojęcie problemu egoistycznie, patrząc tylko na siebie, więc wypowiem się dla sprostowania: oczywiście wiem, że ludzie mają problemy, gorsze nawet od moich najgorszych. Widuję ludzi z takimi problemami w mojej rodzinie, szkole, bloku. Ale skoro zarzuciłam zasłonę prywatności na moje własne problemy, to po co mam jeszcze mówić, że wiem, że inni mają gorzej?
Brak odpowiedzi na list jest dla mnie małą tragedią, na którą zareagowałam płaczem i uczuciem utraty sensu w życiu - zgodnie z moją nadwrażliwą naturą. Ale nigdy nie uważałam tego za najgorszy problem, raczej za najmniej prywatny z prywatnych. Za rok będę się z tego śmiała, ale teraz rozpaczam i proszę, żebyście to uszanowali, jak ja szanuję cudze problemy.

Dobra, teraz, jak się już wyżaliłam - i mam nadzieję, że przy okazji ostatecznie wyjaśniłam parę rzeczy - pora przejść do czegoś innego.


Zapomniałam wczoraj napisać, że jak jechałam do szkoły, to na jednym z przystanków widziałam typa z takim samym plecakiem jak mój. Nie, że podobnym, bo w wojskowy wzór, tylko IDENTYCZNYM. Nie wiem, jakoś mnie to rozczuliło.


Piosenka, którą miałam wstawić wczoraj, a którą przypomniałam sobie kilka dni temu po paru tygodniach niesłuchania, to ta:



Znalazłam ją dwa lata temu i zauważyłam wczoraj, że mogłoby się walić i palić, ale ona poprawia mi humor zawsze. Z jednej strony stanowi to dla mnie zagadkę, ale z drugiej przynajmniej jest dobrze.


Wychodzę stąd, pora coś napisać na inne blogi, potem może coś obejrzę na YT, a na koniec muszę się wyspać, bo jutro jadę do kolegi i nie chcę zamulać.
Dobranoc!

2 komentarze:

  1. Dzięki za solidne wyjaśnienie. Jeśli uraziłam - przepraszam.
    Miłego czasu u kolegi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku poczułam się urażona, stąd ten post. Ostatnio reaguję zbyt emocjonalnie na wszystko. Ale spoko, już mi ten uraz powoli przechodzi.
      Dziękuję.

      Usuń