środa, 19 października 2016

Skrajna dezorganizacja

Ej, wampir podszedł wczoraj do mnie i powiedział:
- Hania, ja cię przepraszam, że tak ostatnio nie gadałyśmy, ale wiesz, ja teraz mam ciężko i [tu padło imię koleżanki] mi pomagała, ale teraz jest już lepiej.
Coś tam jej potaknęłam, myśląc sobie przy tym coś w stylu No dobra, tylko na ten moment mnie to nie obchodzi, idź już sobie. Na szczęście uratował mnie dzwonek na przerwę - rozmawiałyśmy na koniec wolnej lekcji - i mogłam pobiec na dwór, żeby pogadać z kolegą.
Plus jest taki, że w trakcie tej rozmowy zarobiłam jakieś 65 złotych, bo a) odzyskałam książkę, którą jej pożyczyłam we wrześniu i zaczynałam myśleć o kupnie nowego egzemplarza, w razie gdybym tego starego nie odzyskała, oraz b) obiecała mi pożyczyć w zamian książkę, która mnie ciekawi i którą w sumie chciałam kupić, ale teraz nie będę musiała. Wszystko ma swoje plusy dodatnie i ujemne, jak to mówią.


Od jakiegoś czasu regularnie dochodzę do wniosku, że szkoła zabija mi wenę twórczą, bo pisanie w ogóle mi nie idzie. Ponad miesiąc nie aktualizowałam żadnego z własnych opowiadań, bo albo nie mam pomysłu, co napisać, albo średnio mi się chce. Najgorsze jest to, że wkopałam się w jakiś konkurs i muszę napisać opowiadanie do szkoły. A już w ogóle największy hit to to, że tematem są wampiry i to, że... sama ten temat wymyśliłam! To jest tak, że każda szkoła ma napisać zbiór opowiadań na temat wybrany przez uczniów (czyli każda szkoła ma - przynajmniej teoretycznie - inny), i jak polonistka spytała mnie o propozycje, to palnęłam właśnie jakieś takie istoty nadnaturalne, licząc na to, że to nie przejdzie, ale wszyscy uczestnicy się zgodzili. Chciałam z tego wybrnąć, mówiąc, że istoty nadnaturalne to też duchy czy inne anioły, ale stanęło na wampirach. I tak sobie siedzę i myślę... Nawet nie mam się czym zainspirować. Do głowy przychodzą mi tylko historie w stylu Zmierzchu, co wydaje mi się oklepane, albo Dark Shadows: The Revival, ale musiałabym osadzić akcję jakoś w XIX wieku, przy czym czułabym się zobowiązana naśladować styl epoki, co mi średnio wychodzi. Ja się muszę hamować, żeby nie pisać Podróży do III Rzeszy stylem potocznym, a co dopiero coś, co się dzieje jeszcze wcześniej. Normalnie strzeliłam sobie w stopę z rakietnicy.
Jutro ponoć polonistka ma nas pytać, w jakim momencie tkwimy z opowiadaniem, a ja nawet nie wiem, o czym będę pisać. Ciekawe, co jej powiem. Mogę sobie tylko pogratulować.
I nie, wy już nie musicie mi gratulować. Rzadko proszę o to, żeby czegoś nie pisać w komentarzach, tak jak rzadko się do tego, co już zostało napisane, odnoszę (chociaż mi się zdarza, jak jestem szczególnie poirytowana), ale tym razem odpowiednio wcześniej uprzejmie poproszę, żebyście mi nie pisali, jak mogłam wcześniej o wszystkim myśleć i jak mogłam wcześniej się za wszystko zabrać i jak mogłam być bardziej zorganizowana. Ja to sama wszystko bardzo dobrze wiem i nie mam ochoty jeszcze o tym czytać. Leżącego się nie kopie, pamiętajcie.


Ale za to coś mi się dziś udało! A udało się to, że odrobiłam zadane jakieś trzy tygodnie temu zadanie domowe z niemieckiego. Miałam go nie robić i wziąć nieprzygotowanie, ale tak się złożyło, że przepadały nam lekcje i jakoś tak się prześlizgiwałam, że udało mi się ani nie oberwać po ryju jedynką, ani nie zmarnować nieprzygotowania, a to wszystko bez wysiłku; dzisiaj natomiast przyszłam do domu i stwierdziłam, że mam na tyle mało rzeczy do roboty, że je zrobię, bo może przez te kilka tygodni do końca semestru wydarzy się coś, co będzie lepszą wymówką do niezrobienia zadania niż moje lenistwo.


Dobra, kończę, bo mam jeszcze trochę rzeczy do zrobienia - muszę się pouczyć na polski, bo pani na podstawach ostatnio mocno pyta, no i może oprócz tego w końcu coś napiszę - a znowu trzeba jutro wstać. Całe szczęście, że nie jest znowu tak późno. Mogłabym jutro wstać o 8:20 i jechać do szkoły na trzecią lekcję, ale kolega potrzebuje pomocy z polskim i wszystko się przesunęło o pół godziny w tył. Ale dostanę za to pączka, więc nie jest źle.
Swoją drogą, kolega mi powiedział, że musi się mnie trzymać, bo jak ze mną rozmawia, to mu się milej siedzi w szkole i różne takie inne. Schlebia mi to, ale też mnie trochę dziwi. Zawsze mi się wydawało, że raczej mną jest łatwo manipulować, a tymczasem to ja mam na kogoś wpływ i to zbawienny. Śmieszne uczucie.

Dobra, idę, bo tak kończę od dziesięciu minut. xD

2 komentarze:

  1. Twój wampir się tłumaczy, jakby mu zależało na Waszej znajomości. Może warto ją uświadomić?
    A nawet nie chciałam prawić moralizatorskich gadek, bo sama ostatnio mam problem z organizacją. To prześlizgiwanie się kiedyś się kończy, ale na razie czerp z niego!
    Odpytywanie na polskim w klasie maturalnej - najgorsze moje zło. Ale Tobie życzę powodzenia! :)
    Co do kolegi - nie dziwię się, że to schlebia, ale czy wiesz może, czy ma jakiś innych znajomych? Bo brzmi odrobinę jak samotny gościu.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że na razie wystarczy, jak nie będzie miała zbyt dużo mojej uwagi. Jeśli zauważę, że jej trochę za bardzo zależy, to może ją uświadomię.
      Obawiam się, że dla mnie też może się stać najgorszym złem, bo ostatnio jest ostro na polskim. Ale może nie będzie tak źle... Nie dziękuję, żeby nie zapeszyć. :)
      Spokojnie, ma innych znajomych. To bardziej kwestia tego, że pomagam mu w nauce i takie tam, a niektórzy mają na niego trochę zły wpływ.
      Dobranoc :)

      Usuń