niedziela, 9 października 2016

Take my hand...

Wieczór spędzony u kolegi był jednym z lepszych w ostatnim czasie. Czekanie dwie godziny na pizzę, upierdliwy pies, gadanie o planach na bliższą i dalszą przyszłość, oglądanie horrorów i komentowanie ich na głos... Ahhh, mam ochotę powtórzyć wczorajsze spotkanie! Mam nadzieję, że szybko nadarzy się okazja. Musimy iść na kebaba, bo nigdy nie jadłam, więc jakieś plany już są. :)
Co prawda przez wczorajszy seans a) ciągle chodzi mi po głowie piosenka Elvisa Can't Help Falling In Love oraz b) ledwo zasnęłam, bo w każdym ciemnym kącie coś się czaiło, ale i jednemu, i drugiemu da się zaradzić. Znam mnóstwo chwytliwych piosenek, które pewnie szybko wskoczą na odpowiednie miejsce, a w sprawie strachów - kołdra na głowie zawsze działa. :D


Niestety od jutra wracamy do szkolnej rzeczywistości. Tydzień powita mnie dwoma kartkówkami i sprawdzianem. Aż chce się żyć, co nie? Na szczęście tym razem szkolny tydzień ma tylko cztery dni, bo w piątek mamy wolne z racji dnia nauczyciela. Chociaż tyle.


Z serii: rozkmina na temat złego humoru. Pomyślałam sobie, że tak w sumie wymówka "mam zły humor, bo jestem przed miesiączką/po miesiączce", która nawet działa, jest nieśmiertelna, bo na dobrą sprawę kobieta zawsze jest przed albo po miesiączce, oczywiście poza tymi paroma magicznymi dniami, kiedy jest w trakcie. Chociaż jakby się tak zastanowić, to "jakaś" wymówka znajdzie się zawsze - bo za zimno, bo za gorąco, bo autobusy się spóźniają, bo niekorzystny biometr, bo ludzie dookoła są wkurwiający, a i tak na końcu znajdzie się coś, co mimo wszystko poprawi ci humor - albo ewentualnie dobije się jeszcze bardziej, bo w sumie w tę stronę też można.


Eh, życie jednak jest trudne. Aż muszę iść spać z tego wszystkiego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz