niedziela, 30 października 2016

Wiara (2) - Bóg nie umarł?

Mam godzinę na napisanie tego posta, ale zaakceptowałam wyzwanie i piszę.

Bóg nie umarł - wyślij to chociaż do kilku swoich znajomych

Takiego smsa dostałam przed chwilą od koleżanki, zagorzałej katoliczki. Przez moment chciałam jej odesłać jakąś głupią odpowiedź, ale się powstrzymałam. Chciałam się ograniczyć do napisania posta na Facebooku, ale mnie natchnęło.
Z tą wiadomością moja koleżanka - która o tym absolutnie nie wie, bo chodziłyśmy razem do gimnazjum, kiedy byłam ślepo wierzącą katoliczką - trafiła do złej osoby, nawet nie dlatego, że nie mam do kogo tego wysłać, żeby się nie skompromitować, tylko dlatego, że - jak można chyba wywnioskować z wcześniejszej części tego zdania - nie jestem już aż tak wierząca.

Widziałam film Bóg nie umarł i wiem, o co chodzi z tą akcją (bo domyślam się, że tym filmem była inspirowana). Chodzi o to, żeby szerzyć "jedyną słuszną" wiarę, czyli w tym przypadku rzymskokatolicką (przynajmniej tak to pamiętam). Gdyby się czepiać, to rzymskokatolickie jest wyznanie, a wiara chrześcijańska, ale to już jest czepianie się, zwłaszcza że tu o rzymskokatolików (wiem, źle to określam, Blogger mi podkreślił, ale nieważne).

W związku z tym, co mnie przed chwilą spotkało, i z tym, o czym sobie dzisiaj rozkminiałam - o ironio - na niedzielnej mszy w kościele, spróbuję odpowiedzieć na pytanie:
Czy Bóg umarł?

Siedziałam sobie dziś w kościele i doszłam do wniosku, że wierzę w to, co wierzą Żydzi, a przynajmniej częściowo, bo wiem, że się jeszcze muszę doinformować. Ale [heretyk alert] ostatnio odrzuciłam boskość Jezusa i uważam, że zbawiciel dopiero przyjdzie. Gdybym była bardziej pewna tego, w co naprawdę wierzę i przy okazji bardziej stabilna w podejmowaniu decyzji, to mogłabym przejść na judaizm nawet jutro, ale że wiem, że potrafię zmienić zdanie w ważnej sprawie w ciągu paru miesięcy, tak jak było z kierunkiem studiów, to wolę przeczekać jeszcze trochę. Co nie zmienia faktu, że a) w katolicyzmie czuję się źle i b) coraz częściej zastanawiam się, jakby to było być wyznawczynią judaizmu. Nawet dziś postanowiłam, że przeczytam Pięcioksiąg, a jak ksiądz skrytykował Żydów na kazaniu za ich postrzeganie Boga, to z trudem się powstrzymałam, żeby nie wstać i nie wyjść z kościoła. [No i muszę się do tego hebrajskiego w końcu przyłożyć.]
Ale wracając do pytania o śmierć Boga. Tak się zastanawiam - na dobrą sprawę Bóg nigdy nie umiera. To w sumie tak jak z różą w Romeo i Julii:

To, co zowiem różą,
Pod inną nazwą równieby pachniało... 

To, czy twój Bóg jest Bogiem, Jahwe czy Allahem, nic nie oznacza - umiera dopiero wtedy, gdy zakłada to cała twoja wiara albo jej brak, bo jeśli jesteś ateistą i kompletnie nie wierzysz w żadnego Boga (nawet takiego, co niby istnieje, ale cię dawno olał), to wtedy ten Bóg umiera w twoim sercu.


Całkiem inna sprawa niż to, czy Bóg żyje, jest taka, że muszę się poważnie nad swoją własną wiarą zastanowić. Jak już wspomniałam wyżej, ciągnie mnie do judaizmu, ale z drugiej - no helou, ja tu wczoraj wrzuciłam piosenkę o Rudolfie Hessie i wychwaliłam pod niebiosa, to się tak trochę wyklucza.
Musi mnie w końcu oświecić, bo trochę mam wrażenie, że wariuję.

2 komentarze:

  1. Właściwie to poprawnym określeniem dla chrześcijan wyznania rzymskokatolickiego jest katolicy; każde inne ma swoje nazewnictwo, np. gre(c)kokatolicy (choć to wyznanie jest podrzędne do łacińskiego).
    Polecam obejrzenie dwójki; w jedynce podawane są banalne argumenty, które podać można nawet zwykły katolik nieznający w pełni Pisma.
    Część naszej wiary pokrywa się z judaizmem, w końcu z niego pochodzimy.
    Czyli bardziej jesteś skłonna wierzyć, że Jezus był prorokiem. Rozumiem.
    Mój brat przeczytał Torę, jego podejście się nie zmieniło i nadal jest katolikiem. I nadal czyta Biblię, bo chcę przeczytać ją całą.
    Tak samo można by krytykować za czytanie Talmudu czy też Koranu. Nie ma w tym większego sensu, ale czasami - tak mi się wydaje - księża na siłę chcą pokazać, że inne religie/wyznania wierzą w nieodpowiedni sposób.
    Mój drugi brat jest prawie ateistą, bo kwestionował istnienie chrześcijańskiego Boga. W ogóle mi to nie przeszkadza, uważam, że w dorosłym życiu człowiek może już sam - mając jakieś pojęcie o istniejących religiach - decydować o sobie i mówić sam "wierzę lub nie wierzę". A instytucja kościoła nie ma na siłę nawracać, bo właściwie odwraca.
    Nadal twierdzę, że wątpienie jest częścią każdej wiary. I to jest w niej chyba piękne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwójki raczej nie obejrzę, nie ciągnie mnie do filmów, o których już przed oglądaniem wiem, że próbują narzucić poglądy religijne, a to moim zdaniem robi "Bóg nie umarł". Gdyby nie to, że w święta nic nie było w magicznym pudełku i oglądaliśmy to z płytki, to i pierwszej części bym nie obejrzała.
      Część wiary katolickiej pokrywa się z judaizmem i właśnie jestem na etapie odrzucania tego, co się nie pokrywa. Nie do końca uważam, żeby Jezus był prorokiem (to jest charakterystyczne dla islamu, a ja jednak kieruję się przede wszystkim ku judaizmowi).
      Akceptuję go jako postać historyczną, raczej odrzucając przy tym jego słowa. Chociaż rzeczywiście, prędzej uwierzę, że był prorokiem niż mesjaszem.
      Zwątpienie to już chyba temat na osobną dyskusję, ale tak sobie teraz luźno myślę - skoro wierzysz, ale dajesz sobie miejsce na zwątpienie, to czy wierzysz naprawdę? Trochę się to dla mnie wyklucza, wolałabym być w 100% pewna tego, w co wierzę.

      Usuń