środa, 12 października 2016

Z życia dziwaka

Dziś rano mama mówi do mnie:
-Coś ci drugi podbródek rośnie
Ja, głaszcząc się po brodzie:
-Oooo, będę przynajmniej miała przyjaciela

Nie wiem, czy mi ktoś coś do jedzenia dosypuje ostatnio czy co, ale niektóre teksty mam naprawdę ekstra.
No ale ej, drugi podbródek to dobry przyjaciel. Będzie akceptował to, że lubię dużo jeść, zwłaszcza słodyczy.


Wiem, że to, co teraz powiem, może niektórych zirytować, bo to ten moment, kiedy zaczynam zachowywać się jak małolata i takie tam jeszcze, ale cóż, taka już moja natura. A więc uwaga, bo zaczynam.
Wydaje mi się, że odkąd się dowiedziałam, że prawdopodobnie nie dostanę odpowiedzi na list - tak, yhym, wiem, że czekam dopiero dwa i pół miesiąca, ale jednak uważam, że fakt, że w międzyczasie ktoś inny wysłał swój list i już dostał odpowiedź, mówi sam za siebie - stałam się na dobrą sprawę spokojniejsza. Bo wcześniej żyłam od popołudnia do popołudnia, w nerwach, że nie zauważę listu w skrzynce i przeczytam go aż dzień po przyjściu, albo że przyjdzie poniszczony przez pocztę, albo coś jeszcze innego. A teraz? Teraz to mi nawet wszystko jedno. Jak list przyjdzie, to się będę cieszyć, a jak nie, to jakoś przejdę ponad tym do najnormalniejszego życia.
Zaczynam też poddawać w wątpliwość słuszność pomysłu wyjazdu do Berlina wyłącznie po to, by wyśledzić Karla-Ottona, który siedzi mi w głowie od jakiegoś czasu. Ułożyłam w głowie kilka scenariuszy, bo często sobie je układam w różnych sprawach, i każdy kończył się tym, że robiłam z siebie idiotkę. Chyba wolę porażkę niż to.


Mam wielką ochotę na zamówienie sobie książek do Empiku i odebranie ich jeszcze w tym miesiącu. Wyjdę sobie wtedy z domu i pojadę do Katowic, przynajmniej coś się będzie działo, bo rutyna sprawia, że jestem niespokojna. I przy okazji sobie odbiję niepojechanie na Targi Książki, bo chociaż ostatecznie nie żałuję, że mnie tam nie było - już po fakcie, ale dowiedziałam się, że były tam osoby, których nie miałam ochoty spotkać, to dawno nic nie kupowałam i pora to znowu zmienić. Druga strona medalu jest taka, że pogoda nie zachęca. W tym miejscu wolę lato od jesieni i zimy: jak mam wyjść, to wolę na ciepło, bo nie muszę ubierać miliona warstw ani nie obrywam deszczem/śniegiem po ryju. Eh, ciężkie życie. Jeszcze zobaczę, co zrobię.


Na koniec muszę się polansować trochę, bo kupiłam sobie etui na telefon.


Zakochałam się w tym wzorze od pierwszego wejrzenia. Mam nadzieję, że długo mi posłuży.


Kończę, bo się wyjątkowo późno zrobiło, a jutro będzie długi dzień.

5 komentarzy:

  1. Mnie moja chciała zachęcić na siłownię. Nie ma opcji, wolę ćwiczyć w samotności.
    A jakoś rozumiem ten Twój spokój. Lepiej jest nie nastawiać się, bo niespodzianka będzie dopiero wielka, jak do niej dojdzie.
    Tak, zamów sobie! A później pojedź po odbiór w weekend, kiedy mam zajęcia, to się przelotnie spotkamy :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tam nawet bym chodziła na siłownię, ale nie mam żadnej w okolicy, do której mogłabym dojść pieszo, a czekanie na autobusy mnie zniechęca.

    Dobry plan :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja myślę że ten list się zgubił. no bo czemu komuś kto później wysłał list odpowiedział, a tobie nie??! zgubił się, wpadł mu za biurko, albo na poczcie go zgubili. albo ten koleś który twierdzi że dostał odpowiedź ściemnia, bo po prostu jest świrem :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem możliwe... Chociaż wersja ze ściemnianiem też przekonująca :D

      Usuń