środa, 30 listopada 2016

Podejmuję wyzwanie!

Dobra, let's get started.
Od 1 do 30 grudnia będę odpowiadań na poniższe pytania - numery dni będą odpowiadać datom:

30-dniowe książkowe wyzwanie
Dzień 1 - Najlepsza książka, którą czytałeś przez ostatni rok
Dzień 2 - Książka, którą przeczytałeś więcej niż 3 razy
Dzień 3 - Twoja ulubiona seria
Dzień 4 - Ulubiona książka z ulubionej serii
Dzień 5 - Książka, która czyni cię szczęśliwym
Dzień 6 - Książka, która czyni cię smutnym
Dzień 7 - Książka sprawiająca że się śmiejesz
Dzień 8 - Najbardziej przeceniona, przereklamowana książka
Dzień 9 - Książka, o której myślałeś, że jej nie polubisz, ale skończyłeś kochając ją
Dzień 10 - Książka, która przypomina ci o domu
Dzień 11 - Książka której nienawidzisz
Dzień 12 - Książka którą kochasz i nienawidzisz jednocześnie
Dzień 13 - Twój ulubiony pisarz
Dzień 14 - Książka zekranizowana i zupełnie zbezczeszczona
Dzień 15 - Ulubiona męska postać
Dzień 16 - Ulubiona żeńska postać
Dzień 17 - Ulubiony cytat z ulubionej książki
Dzień 18 - Książka która cię rozczarowała
Dzień 19 - Ulubiona książka zrobiona na film
Dzień 20 - Ulubiony romans (książka romantyczna)
Dzień 21 - Pierwsza powieść którą pamiętasz że czytałeś
Dzień 22 - Książka która sprawia że płaczesz
Dzień 23 - Książka którą od dawna chcesz przeczytać ale nadal tego nie zrobiłeś
Dzień 24 - Książka którą chciałbyś żeby przeczytało więcej osób
Dzień 25 - Postać z którą najbardziej się porównujesz, z którą masz najwięcej wspólnego
Dzień 26 - Książka która zmieniła twoje zdanie na temat czegoś
Dzień 27 - Najbardziej zaskakujący zwrot akcji lub zakończenie
Dzień 28 - Ulubiony tytuł książki
Dzień 29 - Książka której wszyscy nienawidzą ale ty kochasz
Dzień 30 - Najbardziej ulubiona książka


30-dniowe piosenkowe wyzwanie
Dzień 1 - Twoja ulubiona piosenka
Dzień 2 - Twoja najmniej ulubiona piosenka
Dzień 3 - Piosenka która czyni cię szczęśliwym
Dzień 4 - Piosenka która czyni cię smutnym
Dzień 5 - Piosenka która przypomina ci o kimś
Dzień 6 - Piosenka która przypomina ci o jakimś miejscu
Dzień 7 - Piosenka która przypomina ci o wydarzeniu
Dzień 8 - Piosenka której znasz cały tekst
Dzień 9 - Piosenka do której mógłbyś tańczyć
Dzień 10 - Piosenka przy której zasypiasz
Dzień 11 - Piosenka twojego ulubionego zespołu
Dzień 12 - Piosenka twojego znienawidzonego zespołu
Dzień 13 - Piosenka która jest nieczystą przyjemnością
Dzień 14 - Piosenka której nikt nie spodziewałby się że ją polubisz
Dzień 15 - Piosenka która cię opisuje
Dzień 16 - Piosenka którą kochałeś a teraz nienawidzisz
Dzień 17 - Piosenka często słyszana przez ciebie w radiu
Dzień 18 - Piosenka którą chciałbyś usłyszeć w radiu
Dzień 19 - Piosenka z twojego ulubionego albumu
Dzień 20 - Piosenka której słuchasz gdy jesteś wściekły
Dzień 21 - Piosenka której słuchasz gdy jesteś szczęśliwy
Dzień 22 - Piosenka której słuchasz gdy jesteś smutny
Dzień 23 - Piosenka którą chciałbyś aby była grana na twoim weselu
Dzień 24 - Piosenka którą chciałbyś aby była grana na twoim pogrzebie
Dzień 25 - Piosenka która sprawia że się śmiejesz
Dzień 26 - Piosenka którą umiesz zagrać na instrumencie
Dzień 27 - Piosenka którą chciałbyś umieć zagrać
Dzień 28 - Piosenka która sprawia że czujesz się winny
Dzień 29 - Piosenka z twojego dzieciństwa
Dzień 30 - Twoja ulubiona piosenka o tej porze rok temu


30-dniowe filmowe wyzwanie
Dzień 1 - Ulubiony film
Dzień 2 - Ostatni film jaki obejrzałeś
Dzień 3 - Ulubiony film akcji/przygodowy
Dzień 4 - Ulubiony horror
Dzień 5 - Ulubiony dramat
Dzień 6 - Ulubiona komedia
Dzień 7 - Film który czyni cię szczęśliwym
Dzień 8 - Film który czyni cię smutnym
Dzień 9 - Film którego scenariusz znasz praktycznie na pamięć
Dzień 10 - Ulubiony reżyser
Dzień 11 - Ulubiony film z dzieciństwa
Dzień 12 - Ulubiony film animowany
Dzień 13 - Film który kochałeś a teraz nienawidzisz
Dzień 14 - Twój ulubiony cytat z jakiegokolwiek filmu
Dzień 15 - Pierwszy film jaki widziałeś w kinie
Dzień 16 - Ostatni film jaki widziałeś w kinie
Dzień 17 - Najlepszy film jaki widziałeś przez ostatni rok
Dzień 18 - Film który najbardziej cię rozczarował
Dzień 19 - Ulubiony aktor
Dzień 20 - Ulubiona aktorka
Dzień 21 - Najbardziej przeceniony film
Dzień 22 - Najbardziej niedoceniony film
Dzień 23 - Ulubiona postać z jakiegokolwiek filmu
Dzień 24 - Ulubiony dokument
Dzień 25 - Film którego nikt nie spodziewałby się że pokochasz
Dzień 26 - Film który jest nieczystą przyjemnością
Dzień 27 - Ulubiony film klasyczny
Dzień 28 - Film z najlepszym soundtrackiem
Dzień 29 - Film który zmienił twoją opinię na jakiś temat
Dzień 30 - Najmniej ulubiony film


No i co mogę więcej powiedzieć. Cieszę, że to miałam przetłumaczone 2 lata temu, teraz by mi się nie chciało. xD Są jeszcze obrazki z tymi pytaniami po angielsku, ale po co mam wstawiać, jak już macie pytania po polsku.
Trzymajcie kciuki, żebym się znowu nie poddała. xD 


EDIT - ogłoszenie parafialne: zastanawiam się, czy nie przyszła pora na zmianę szablonu, bo ten mam już od kwietnia. W sumie go lubię, ale z drugiej strony lubię też zmiany. Pomysłu jeszcze nie mam, ale pewnie się znajdzie. Kto jest za?

wtorek, 29 listopada 2016

Zapowiedzi

Ej, przecież rozwiązanie z Grudniem jest takie proste.
W zamierzchłych czasach, kiedy dopiero zaczynałam blogowanie (no dobra, może nie zaczynałam, bo byłam w blogosferze już jakieś cztery miesiące i około dwa na blogu tego typu jak ten) chciałam zrobić wyzwanie 30-dniowe o muzyce, filmach i książkach. Wtedy nie podołałam, ale kurde, czemu mam nie spróbować teraz? Wszystko mi jedno, że Grudzień ma 31 dni, w Sylwestra zrobię podsumowanie.
A więc jutro - wstęp do Grudnia 2016. Postanowione.
O, i rozwiązał się mój problem z opisywaniem obrazków z zeszłego roku, bo jak wam wstawię książkę, film i piosenkę, to kij z tym, że to będą trzy zdania, i tak takiego posta już będę mogła opublikować bez większego wkładu pracy. Będzie git. Co prawda mam zamiar trochę oszukiwać, bo mam już gotowe tłumaczenie wyzwań, poza tym pozwolę sobie na wykorzystanie jednej rzeczy kilka razy, bo w sumie nigdy nie byłam pewna, czy można było, ale teraz tak zrobię.



Dziś pierwszy raz od pięciu lat i drugi raz od sześciu lat i dziesięciu miesięcy dostałam okresu w szkole. Nie wiem, czemu się tym chwalę, ale się chwalę. xD



Poza tym dalej nie mam nic ciekawego do powiedzenia. xD W sumie się nic nie dzieje wartego, żeby tu wspomnieć.
O właśnie. W związku ze zmianą aktora/aktorki, z którym/którą jest związana moja uwaga, zmieniła mi się też tapeta w telefonie. Nie uszło to oczywiście uwadze kolegi. W związku z tym samym pojadę se za miesiąc do kina, bo nowy film wjeżdża. Akurat jest premiera w pierwszy dzień świąt, to w przerwie świątecznej se pojadę. Bo mogę.
Ciekawi mnie, ile teraz osób sprawdzi, jakie filmy mają premierę 25 grudnia i będzie zgadywać na co jadę xD


Dobra, zatrzymuję tę karuzelę śmiechu. Pora na sen.

poniedziałek, 28 listopada 2016

Rozterki

Poddaję w wątpliwość sens pisania tutaj przez cały grudzień jak w zeszłym roku. Przy tym, ile mam czasu, to raczej niemożliwe. Ale nie mówię, że nie będę próbować. Muszę wymyślić jakiś dobry content, jak w zeszłym roku z obrazkami, tylko że nie z obrazkami. Może z muzyką albo z jakimiś cytatami... O. Tak.
Jakoś to ogarnę.


W sobotę byłam u kolegi. Fajnie było, tak jak poprzednio. Tylko musiałam wyjść wcześniej, niestety.
Dzień wygrało podsumowanie przez kolegę horroru - "lel". xD
Poza tym wypiłam pół puszki piwa (tak około) i w domu przeszło to bez echa, nawet nikt się nie zorientował. Hehe.


E. Coś chciałam jeszcze napisać.
Czekajcie, ogarnę, kiedy ostatnio pisałam, to może coś mi się przypomni.
W piątek. Ołkej.

O, w sobotę mi się śniło, że palę papierosy i siostra szwagra mi załatwia jakieś smakowe za plecami mojej siostry i mojego szwagra, czyli jej brata, bo oni nie wiedzą, że ja palę i że ona mi załatwia. Dziwne.
Czekajcie! Nie sprawdzałam tego w senniku!
Papieros według sennika egipskiego oznaczał, że masz skłonności do przygód
widzieć papierosy: uciechy i bogactwo
palić papierosa: wykorzystaj swoją szansę

gasić papierosa: koniec nadziei
Przemyślę to.



Poza tym co. Mam nową ulubioną aktorkę. Tym razem na podstawie pięciu filmów, więc wiem, co mówię. Ale rozpisywać się nie będę, bo jeszcze się rozpiszę jak zwykle - czyli tak bardzo, że aż za bardzo - i wyjdę na lesbijkę. Nie żebym coś miała do homoseksualistów, ale ja nie wiem, czy jestem lesbijką, a nie chcę być uważana, jak sama nie wiem. Fajnie by było, jakbym wiedziała, jakiej właściwie jestem orientacji. I to wcale nie jest głupia rozterka. xD


Aha, i jeszcze zaczęłam dziś czytać Ten jeden dzień po angielsku. W końcu. Nawet dobrze się tak czyta, będzie fajnie.

piątek, 25 listopada 2016

O bogowie

Kartka z kalendarza:
25 listopada 1900 - urodził się Rudolf Höß, niemiecki funkcjonariusz nazistowski, komendant obozu Auschwitz-Birkenau (zm. 1947)

W zeszłym roku przegapiłam to o jakiś tydzień, nie wypadało mi nie nadrobić.
Poza tym chwalmy aktualizację z symbolami, nie musiałam kopiować nazwiska z Wikipedii ani szukać wzoru, jak zrobić niemieckie znaki na klawiaturze numerycznej.



Ech. Co tam się ostatnio działo?
W sumie to nic się nie działo. Dzisiaj w szkole - korzystając z tego, że przydarzyło mi się być samej w szkolnej łazience i z tego, że po środowej próbnej maturze z matmy w piórniku pałętał mi się cyrkiel - wyryłam swastykę na framudze jednej z kabin. I tak nikt nie będzie wiedział, że to ja. 😇
Około cztery godziny później jakaś dziewczyna oberwała ode mnie drzwiami tej samej łazienki w noc, bo zamaszyście je otwarłam, nie spodziewając się, że ktoś stoi tuż obok. Żeby nie było - przeprosiłam.

A wieczorem oglądaliśmy sobie z rodzicami film Bogowie. Chwyta za serce, że tak powiem.


A teraz wybaczcie, ale idę spać, bo mi się należy wyspanie chociaż raz w tygodniu.

środa, 23 listopada 2016

Jak się nie narobić i zarobić

Jak znam życie pewnie będę jedną z niewielu osób - jeśli nie jedyną - która powie, że nowy wygląd panelu Bloggera (tego, z którego wrzucamy posty) jest całkiem fajny. A właśnie to wam mówię. Podoba mi się. Przypomina mi trochę wygląd panelu na bloog.pl po ostatniej aktualizacji, którą pamiętam - może potem były jeszcze inne, ale nie wiem, bo nie było mnie tam jakieś trzy lata. W każdym razie zabawne jest to, że po aktualizacji na bloog.pl strzeliłam focha i stamtąd wyszłam, a teraz mi się podobny wygląd podoba. Ale mówię to bez ironii, podoba mi się.


Zanim przejdę do odpowiedzi na pytanie zawarte w tytule, opiszę wczorajszy dzień.
Tylko ej, co ja robiłam wczoraj? Bez kitu, nie pamiętam.
Aha. Byłam u dermatologa i mi babka powiedziała, że muszę brać antybiotyk jeszcze 7 tygodni, żeby było w sumie 12, a ostatnio mówiła, że ma być 5 w ogóle i te 5 już minęło. Zdenerwowałam się.
A potem, jak z mamą wracałyśmy, to tramwaj jadący przed naszym się zepsuł i było zabawnie, bo motorniczy powiedział, żeby ludzie se powysiadali i zaczęli iść, a jak się naprawi to on nas najwyżej zbierze po drodze. Zdążyłyśmy z mamą wysiąść i ten tramwaj przed nami ruszył. xD Wsiadłyśmy od razu z powrotem i pojechałyśmy.


Dzisiaj był zabiegany dzień, bo rano pisałam próbną maturę z matmy, z której musiałam wyjść wcześniej, bo jechałam na wręczenie dyplomów z potwierdzeniem, że dostałam Stypendium Prezesa Rady Ministrów. Byłam dzięki temu pierwszy raz w Mysłowicach, yeee.
I właśnie to stypendium jest moją odpowiedzią. Bo ja się w zeszłym roku w sumie nie uczyłam, przynajmniej nie tyle co w poprzednich latach, a i tak dostałam stypendium i to drugi rok z rzędu. Dwa i pół tysiąca piechotą nie chodzi, opłaca się. Kupię sobie za to lustrzankę czy coś, i jeszcze mi zostanie. xD
Na koniec były występy artystyczne i jedna dziewczyna śpiewała Hallelujah Cohena. Prawie się popłakałam, w sumie dlatego, że pierwszy raz wsłuchałam się w tekst, ale fakt, że Cohen już nie żyje, też zrobił swoje.
Zdjęcia dyplomu nie wstawiam, bo był właściwie taki sam jak rok temu. Tylko się podpis zmienił, bo w międzyczasie zmienił się premier, i obwódka.
A przed tą próbną maturą matematyk przyszedł i zaczął mi pieprzyć, że mam jak najlepiej napisać tę maturę, bo kto jak nie ja, a potem powiedział, że jak mi źle pójdzie, to naskarży mojej mamie. Na szczęście szybko przyszła mi do głowy riposta i powiedziałam, że jak mi źle pójdzie to mojej mamie to nie przeszkadza. Ja mam na to wyjebane, a mojej mamie to w sumie nic do tego, poza tym wiem, że jak mi nie pójdzie, ale ja to zaakceptuję, to rodzice też zaakceptują. Najwyżej to wymuszę czy coś. Poza tym na razie to tylko próbne.


Ej, w ogóle dziś prezydent RP był u mnie w mieście, bo go prezydent miasta kiedyś zaprosiła. News z tym związany jest taki, że jakoś godzinę przed przyjazdem policja zatrzymała jakiegoś typa z nożem i strzykawką z białym płynem, bo mógł stwarzać zagrożenie czy coś.
Mam zrytą banię, bo jak moja mama się zastanawiała, po co ta strzykawka, to stwierdziłam, że to strzykawka z fenolem, który wstrzyknąłby sobie w serce. *flies away*


Idę spać, i to tak na serio. Głowa mnie boli.

poniedziałek, 21 listopada 2016

Nowy początek

Pora opisać kilka poprzednich dni. Nie żeby było wiele do opowiadania, ale co tam.


W piątek właściwie nic się nie działo, poza tym, że uświadomiłam sobie, jak bardzo zadowolona jestem z tego, że nigdy nie byłam w związku z nikim ze szkoły. Byłam z kolegą na dworze się przewietrzyć (tak jak trochę innych osób) i jak sobie posłuchałam, jakie historie czasem odchodzą, to stwierdziłam, że chyba już wolę być forever alone.



W sobotę miałam siedzieć w domu, ale skończyło się na tym, że siostra i szwagier zabrali mnie do kina na film Nowy początek. Nie popłakałam się na końcu, poza tym widziałam subiektywnie lepsze filmy, ale 7/10 myślę że mogłabym wystawić.


W niedzielę to nic się nie działo. Albo się działo? Nie pamiętam, więc raczej nie.


A dzisiaj byłam u fryzjera i w końcu mam fryzurę podobną do tej, którą miałam Vanessa z Projektu Lady po wizycie uczestniczek u fryzjera w jednym z odcinków. 💟
Nie żebym się chciała inspirować albo coś, ale uważam, że tak ścięte włosy są ładne. A dzisiaj u mnie to wyszło przez przypadek, bo jak się pani zapytała, czy jeszcze skrócić mi włosy, to powiedziałam, że tak i wyszło, że są podobne. Tak przynajmniej uważam.
Dobra, bo się chyba zaplątałam. Generalnie jestem zadowolona.



Zmiatam stąd, bo jutro zaczynają nam się matury próbne i się muszę wyspać.

czwartek, 17 listopada 2016

Za ile święta?

Wiem, co miałam jeszcze ostatnio napisać! Chciałam napisać, że w Jednym z Dziesięciu było pytanie o Rudolfa Hessa. Hehe.
A wczoraj na pytanie "Jak nazywa się zwój Tory" jeden typ odpowiedział "Pięcioksiąg". Masło maślane w maśle maśle maśle.


A z dzisiaj mam chyba więcej zdjęć niż rzeczy do powiedzenia.
Dobra, zastanawiam się i może jednak nie. Ale do rzeczy.

Powiesili już u mnie ozdoby świąteczne na latarniach. Paczcie to:

Zdjęcie wylądowało na snapchacie z podpisem Więc mówisz że za ile święta? Nie mogłam się powstrzymać.

Na jednej z lekcji kolega narysował mi Oko Opatrzności. O, proszę:

To z kolei wylądowało na snapie z hasłem Jesteśmy obserwowani, Illuminati is real.

Wybaczcie, że tak o tym snapie ciągle, ale mam takie dni, że wrzucam tam wszystko, co się da. A potem ze dwa tygle przerwy.


Dzisiaj na historii miałam ochotę wstać i wyjść, bo mi nauczyciel przypomniał I, pet goat 2, ten dziwny filmik, co go wrzucałam tu na koniec wakacji. Oczywiście nie celowo, ale mi to tak zryło banię, że dzisiaj, jak wiedziałam, na co się zanosi, to aż mi się słabo zrobiło.
Wyglądało to tak:
N: Kojarzycie Georga Busha, no nie?
J: *wspominając początek wyżej wspomnianego filmiku* Tak.
N: I data 11 września 2001 też jest wam znana?
J: Niestety tak.
N: *opowiada o tym, że w tym dniu Bush był w jakiejś szkole i czytał dzieciom książkę o znajomo brzmiącym tytule I, pet goat, a na informację o zamachu nie zareagował*
J: *przypomina sobie, jak to było punktem wyjścia dla filmiku* Nie nie nie. Niech pan przestanie.
N - nauczyciel, J - ja, przy czym moje kwestie toczyły się w myślach. Ale serio, czasami wolę sobie tego filmiku nie przypominać. Nie w ten sposób.

W ogóle rozwaliłam system na historii. Było tak, że pisaliśmy niezapowiedzianą kartkówkę i byłam przekonana, że dostanę z niej w porywach trójkę, więc poprawiłam ją jeszcze przed poznaniem ocen, bo pan nam pozwolił napisać jeszcze raz, jeśli ktoś wiedział, że mi nie poszło.
Okazało się, że poprawiłam 4 na 5. xD + Dostałam jeszcze 4 z innej kartkówki. Wygrałam życie, serio. Muszę chyba uwierzyć w swoje możliwości improwizacyjne.



Okej, znowu pora spać. Dobranoc wszystkim.

wtorek, 15 listopada 2016

Pada śnieg

O kurwa. Dzień nie włączałam laptopa i od razu jakieś nowości na Bloggerze. Normalnie emotikony i znaki specjalne nam wprowadzili.
Pewnie niedługo zobaczę falę hejtu na to, więc w porę się wypowiem, że dla mnie to tam się podoba, bo to ułatwienie. Używam takich rzeczy dużo (żeby nie powiedzieć, że ich nadużywam), w końcu nie będę musiała ich tutaj kopiować z czeluści Internetu.
❤ ← beng! To serduszko i ta strzałka nie zostały skopiowane, w przeciwieństwie do wszystkich poprzednich na tym blogu! A było tego dużo. Naprawdę, mi to ułatwi życie. I będzie się czym bawić, jak będę chciała notki urozmaicić.
Szanuję tę aktualizację. O ile można to nazwać aktualizacją, ale to tak swoją drogą.

Ej, w tym jest nawet alfabet hebrajski! Bez kitu! +50 do szacunku.




Wczoraj kolega pokazał mi jedną z lepszych rzeczy, jakie stworzył świat: kocią kawiarnię, czyli taką, gdzie idziesz na kawę i obok ciebie chodzą sobie koty. W sumie czytałam o tym już dawno, ale pokazał mi, że jest taka, uwaga, w Krakowie! Oczywiście mamy zamiar się tam wybrać. Co prawda do Krakowa mamy dalej niż do takich Katowic, ale koty wymagają poświęceń. Poza tym dawno w Krakowie nie byłam, to się przywitam znowu z miastem.



Coś jeszcze miałam takiego ważnego napisać, ale nie wiem co.
Aha, miałam napisać, że przedwczoraj mi się znowu śniły "prawdziwe" rzeczy. Śniło mi się, że nie chciało mi się iść do szkoły, to pojechałam na jakiś stary cmentarz, i tam mnie straszyło, to uciekłam i wróciłam do szkoły.
Jak to ja, posprawdzałam sobie znaczenia w senniku. I teraz paczcie to:
Widzieć cmentarz ładny, zadbany: zaskakujące nowiny od przyjaciół - W sumie to już po tym śnie kolega mi powiedział o kawiarni, także się zgadza
Błąkać się po cmentarzu: czujesz się zagubiony, samotny - Samotna to może nie jestem, ale zagubiona już czasem tak
Jeśli we śnie widzisz cmentarz, wieszczy Ci to miłe wydarzenie i powrót do zdrowia chorych ludzi. Jest to też znak, że spełni się wiele Twoich nadziei. - NO JA KURWA MAM NADZIEJĘ, tak powiem
Sen o byciu ściganym, ucieczce przed kimś przerażającym świadczy o tym, że w naszym życiu jest coś, co nas przytłacza, czego unikamy i z czym boimy się stanąć twarzą w twarz. Być może jest to stresująca sytuacja życiowa albo decyzja na którą jeszcze nie jesteśmy gotowi. - Po tym szły jeszcze trzy zdania, ale właściwie takie same. No i to jest w sumie prawda, bo mam stresującą sytuację życiową [czyt. szkoła, matura, takie tam]
U Freuda - jak można się domyślić, znając przynajmniej trochę poglądy tego badacza - sen o byciu ściganym dowodzi, że gdzieś głęboko w osobie śniącej zakorzeniony jest nieświadomy popęd seksualny. Nawet jeżeli człowiek ucieka, tak naprawdę chce być schwytany i zniewolony. - Ekhem, tę część tylko tu zostawię, bez komentarza.
No. Zaczyna mnie przerażać to, że jak już pamiętam moje sny, to ich znaczenie jest zgodne z rzeczywistością. Mam wrażenie, że pomysł przepowiadania z tego przyszłości i zarabiania na tym wcale nie byłby głupi... Chyba to przemyślę.

Żartuję, jakoś mnie nie zachęca zarabianie na tym, zwłaszcza jakby mnie ludzie mieli pozywać za to, że im się wróżby nie sprawdziły. Ale przyznaję, że mnie ciągnie do wróżenia i horoskopów i nawet wierzę w takie rzeczy. Spora część jest prawdą, serio.



A, wiem, co jeszcze mogę napisać.
Oficjalnie zaczął się sezon na śnieg. U mnie właśnie pada. ⛇😃 Niedługo się skończy sezon na otwieranie okna na cały dzień albo na bieganie z kolegą na dwór na przerwach, bo w śniegu nie mam zamiaru stać. Ale poza tym to się cieszę na śnieg. :)

niedziela, 13 listopada 2016

Idiotka

Kartka z kalendarza:
1933 - urodził się Karl-Otto Alberty, niemiecki aktor

Taka ciekawostka.

Tak sobie od rana rozkminiam - a co, jeśli ja po prostu zrobiłam z siebie w tym liście idiotkę, a jest pewien poziom wypowiedzi, na który on nie odpowiada? Bo co jak co, ale do tego mam talent.
Niby taka wizja nie jest zbyt pocieszająca, ale z drugiej strony jakoś mi tak dziwnie lepiej z tą myślą.
Mówiłam już, że jestem dziwna?
A, nie musiałam, to widać na każdym kroku.
No ale ja nie rozumiem. Dlaczego świadomość robienia z siebie idiotki mi pomaga?

To jeden z tych momentów, kiedy mam wrażenie, że nawet psychiatra by mi nie pomógł. xD



Ale za to jakoś tak poważnie wzięłam się... no, za wszystko. No ej, skończyłam w ten weekend jeden rozdział i go opublikowałam! A kolejny jest w trakcie pisania. Kij z tym, że skończy się to tak, że rozdział na Podróży do III Rzeszy wrzucę po trzech miesiącach. xD Ważne, że będzie.
W ogóle zauważyłam, że ostatnio mam jakoś więcej motywacji do pisania opowiadań. Co prawda i tak mam niewiele czasu i w ostatecznym rozrachunku piszę prawie wcale, ale jeszcze pół roku temu, mając tyle czasu, ile mam teraz i trzy opowiadania, to przynajmniej jedno bym wywaliła, a teraz nie mam takiego zamiaru. Aż się sama sobie dziwię.

Mam też więcej jakoś pozytywnej energii. To przez Generatora Frajdy, jego filmiki ciągle poprawiają mi humor (co się rzadko zdarza w przypadku filmików, które oglądam na okrągło dłużej niż tydzień).
No ale obejrzyjcie sobie chociaż to:


No nie potrafię się nie uśmiechnąć. :)


Dobra, pora iść spać. Zapowiada się męczący tydzień.

piątek, 11 listopada 2016

Gastrofaza

Smutno dziś było przeczytać, że Leonard Cohen nie żyje. W sumie nigdy nie słuchałam jego muzyki jakoś bardzo, ale według przekazów rodzinnych tylko przy jego piosenkach potrafiłam uspokoić się i usnąć w wieku paru miesięcy, także nostalgia jest.



Wczoraj kolega zaskoczył mnie swoją dobrocią, oddając mi bułkę, kiedy zaczęłam narzekać, ze jestem głodna, a mam za mało jedzenia. To miłe. Zyskaliśmy na tym oboje, bo on nie musiał przynosić do domu jedzenia, którego i tak by nie zjadł, a które mama mu wcisnęła, a ja nie głodowałam. W ogóle wczoraj miałam gastrofazę i zjadłam więcej niż bym mogła się spodziewać, bo najpierw zjadłam tą bułkę od kolegi + własne jedzenie, a potem w domu zjadłam aż dwanaście pierogów (tak naprawdę to mało, ale to były z mrożonki, i tak naprawdę to nie były dobre, ale byłam głodna). Dzisiaj też miałam gastrofazę, ale to, jak dużo zjadłam, chociaż nie powinnam, przemilczę milczeniem /masło maślane w maśle maśle maśle/.

Poza tym wczoraj mieliśmy akademię na 11 listopada i mieliśmy przyjść ubrani na galowo, a ja zapomniałam. Trochę było mi na początku wstyd, ale kolega od bułki mi towarzyszył i nie byłam samotna, zresztą potem stwierdziłam, że wolę przyjść na apel w koszulce z nadrukiem i swetrze niż w kocu, jak to zrobił wampir. Przyszła w sukience i jakiejś takiej szmacie narzuconej na ramiona. Ja nie mówię, że takich rzeczy się nie nosi, ale jak dla mnie to w tym wypadku nie wyglądało dobrze.



Sama w domu byłam jednak dziś, a nie będę jutro. Ale to akurat wszystko jedno.
Znowu oglądałam filmy z magicznego pudełka. Obejrzałam sobie Igrzyska Śmierci: W Pierścieniu Ognia - po raz piąty w ciągu czterech miesięcy (jeżeli ktoś to liczył i się mylę, to mnie poprawcie, bo ja już się zgubiłam) oraz Wszyscy Święci! - po raz dziesiąty w ciągu roku (tu też się mogłam pomylić w rachubie, ale generalnie widziałam ten film bardzo dużo razy w stosunkowo krótkim czasie). Chyba zaczynam mieć problem z uzależnieniem. No bo ej, mam tyle nowych filmów do obejrzenia, a i tak w kółko oglądam te same. xD



Dobra, późno się zrobiło, pora skończyć użalać się i iść spać.

wtorek, 8 listopada 2016

Szantaż swetrem

Fajnego suchara właśnie znalazłam.

Po co jest Sopot? - Żeby w Gdyni Gdańskiem nie śmierdziało.

Bo podobno gdańszczanie i gdynianie się nie lubią i to dlatego. Niby nie jestem z tamtych okolic i tego sporu pewnie nie ogarnę, ale jakoś mnie to śmieszy. xD

O, albo to:
Co trzeba zrobić, żeby wypić zimne piwo w Suwałkach? - Włożyć je do mikrofalówki.
xD


Idę do taty opowiedzieć, że mieliśmy dziś w szkole warsztaty z autoprezentacji i zgodnie stwierdziliśmy, że fajnie, że to było, bo ja mam problemy z wystąpieniami publicznymi.
Wchodzę do kuchni zrobić sobie herbatę i po chwili dobiega mnie hasło z oglądanego przez tatę filmu:
-To jaka jest twoja super zdolność?
-Ja... ja... ja nie umiem przemawiać publicznie.
Przypadek?


Poza tym rozwaliłam dziś system w szkole, bo dostałam trzy oceny w jednym dniu - jedną z wosu ze sprawdzianu, dwie z geografii za kartkówkę i za sprawdzian - i wszystkie to piątki. Aż dziw!
Znaczy z wosu to akurat się spodziewałam, ale czy wy wiecie, jak dawno ja nie dostałam piątki z testu z geografii?
Poprawna odpowiedź brzmi: bardzo dawno.
Z tej radości po usłyszeniu tego wyszłam z sali i na kolejną lekcję adrenalina poniosła mnie wariackim biegiem. Całe szczęście, że to było o 15:15 i korytarz był pusty. Aż na nowo uwierzyłam w siebie.
Aha, i jeszcze mi się udało, bo dwa tygodnie z rzędu nie będę miała dwóch wfów rano w środę - jutro nie jadę, bo tak mi zostało przekazane, że nie mamy (najwyżej będę miała nieobecności, a co tam), a za tydzień mama chce mnie wziąć na badania krwi i mnie zwolni. Wygryw.


Ej, mieliście kiedyś coś takiego, że znaleźliście coś, co tak naprawdę nie jest wam do szczęścia potrzebne, bo w sumie to nawet wam się nie podoba, ale jest związane z tym, co lubicie i z tego względu tego potrzebujecie?
Cóż, ja takie coś mam. Od jakiejś godziny.
Bo znalazłam ten sweter:

 
No kurde, mi się ten sweter nawet nie podoba, ale ej! Ma motyw ze Złota dla Zuchwałych!
Gdyby nie to, że kosztuje 160 złotych bez przesyłki i nadaje się do noszenia przez około miesiąc w roku, to bym w te pędy poleciała do taty, żeby mi zamawiał.
Jeśli da się umierać na fangirling, to ja chyba właśnie to robię. To boli. :(
Chociaż w sumie mogę wykorzystać ten sweter do pewnego niecnego planu... Chodzi o to, że mama mi mówi, że białych golfów nikt nie nosi i żebym sobie nie kupowała. Pokażę jej zdjęcie tego swetra i powiem, że chcę mieć albo biały golf, albo to. Powinna zgodzić się na biały golf. Zwłaszcza że wyjdzie taniej.
Ej, to wcale nie brzmi głupio. Chyba serio tak zrobię. No chyba że za trzy dni zapomnę.


Dobra, zróbmy sobie przerwę od mojego marudzenia związanego z rzeczami, których pożądam i których prawdopodobnie nigdy nie będę miała. Za pamięci - przedstawiam wam mojego nowego ulubionego youtubera:


Oto Bartek z kanału Generator Frajdy. Od soboty obejrzałam wszystkie jego filmiki przynajmniej raz (bo niektóre to już chyba jakoś po piętnaście) i nadal mnie rozśmieszają do łez, a że mnie jest trudno rozśmieszyć do łez kilka razy tą samą rzeczą, to to musi coś oznaczać. Generalnie polecam, 10/10, sztosik i w ogóle.

Tym pozytywnym akcentem kończymy na dziś. Śpijcie dobrze.

poniedziałek, 7 listopada 2016

O ironio

Na początek tego posta cofniemy się w czasie do 11 września 2013, a mianowicie do tego filmiku:


Kiedyś oglądałam takie filmiki masowo, teraz już trochę mniej masowo, ale dalej uważam, że są spoko.
No i to jest tak, że ja nigdy nie ogarnęłam, z jakiego filmu jest postać o imieniu Gabriel i w sumie mnie nie korciło. Ale jednak się dowiedziałam.
Wczoraj.
Przypadkiem.
Mój tata oglądał film w magicznym pudełku, przychodzę, patrzę, a tam się Tilda Swinton wyłania z basenu i tata mi mówi "A to archanioł Gabriel", na co ja sobie myślę "O kuźwa, no to tajemnica rozwiązana".


A w ogóle, przypomniało mi się, czego nie wstawiłam do ostatniej notki.

Tadam. Tak wygląda zapalona świeczka halloweenowa, którą zdobyłam na koniec wakacji.


Zrobiłam dziś test w Internecie test, jaką odmianę amerykańskiego angielskiego akcentu mam i Internet mi powiedział, że mam akcent rodem z Wisconsin. Czyli z okolic Wielkich Jezior. Przez sentyment do tego stanu zakręciła mi się łezka w oku.
A tak na serio to się zastanawiam, czy gdybym pojechała do Ameryki, to faktycznie by się mnie ludzie pytali, czy jestem z Milwaukee czy innego Cziczago tylko dlatego, że mam akcent. Byłoby zabawnie, gdyby pytali, a ja bym mówiła, że nie, bo ja z Polski.
Chociaż tak w sumie to w Milwaukee i Chicago jest duża Polonia, to może tak bardzo się nie pomylili.



Ciekawi mnie ironia losu, że jakbym sobie wyszła z domu, bo chodzę po ścianach z nudów, to nie mam gdzie iść, a jak mam własne wybujałe plany na produktywne spędzenie weekendu w domu, bo nie chce mi się wychodzić, to nagle mnie kolega zaprasza do siebie.
On jeszcze o tym nie wie, ale i tak do niego nie pojadę. Będę mieć - najprawdopodobniej - wolną chatę w sobotę, takich okazji się nie marnuje.

sobota, 5 listopada 2016

Sobotni świat YouTube'a

Jest piąty listopada, a ja tu piszę pierwszy raz w tym miesiącu. xD


Przed chwilą poszłam do kuchni wyrzucić butelkę po soku i mój tata, biorąc do ręki woreczek z półpłynnym zielonym czymś, powiedział, że się oparzył. Pierwsza moja myśl była taka, że oparzenie było tak poważne, że mu jakieś coś zaczęło lecieć z palca - dopiero po chwili się okazało, że to mrożony szpinak, który już nie był mrożony, bo się rozmroził, i tata go przykładał sobie do palca.
Czasem jednak za szybko myślę. xD


Przez cały tydzień miałam mnóstwo ważnych spraw na głowie, i w sumie teraz dalej mam mnóstwo bardziej ważnych spraw na głowie, łącznie z pisaniem tego posta, ale zamiast robienia tego wszystkiego siedzę na YouTube i oglądam śmieszne filmiki. Jakość tej śmieszności jest naprawdę wysoka, bo zawsze wątpiłam w hasło "sikać ze śmiechu", a tymczasem w ciągu dwóch godzin byłam w toalecie co najmniej cztery razy, co nawet mnie się rzadko zdarza.
Albo to ten sok taki moczopędny.
Poza tym odkryłam, że jestem podatna na sugestie, bo jak w filmiku z testowaniem ukraińskiego jedzenia jeden typ powiedział do drugiego, że - cytując - ręce będą mu jebać przez trzy dni, to wstałam i poleciałam do łazienki umyć ręce. Dopiero jak wróciłam, to sobie pomyślałam, że jestem głupia, no bo po co mi było to mycie rąk.
Przynajmniej zakończyło się to tym, że mam nowego ulubionego youtubera. Co prawda nowego ulubionego youtubera mam raz na jakieś dwa miesiące, ale no. Nikt mi nie zabroni.
I przy okazji pogrzebały się moje marzenia o prowadzeniu kanału na YT, bo jak sobie patrzę, jak niektórzy mają mnóstwo pomysłów na filmiki i tak całkiem spoko je realizują, to wiem, że ja im nigdy nie dorównam, nawet w niewielkim stopniu. Niby mogłabym prowadzić kanał o książkach, ale zniechęca mnie do tego fakt, że mnie bardzo duża większość ludzi prowadzących kanały o książkach denerwuje i nie chcę być jedną z nich. A innych dobrych pomysłów u mnie brak.

Chociaż zastanawiam się poważnie nad kupnem aparatu i robieniem profesjonalnych zdjęć. Nie wiem tylko, gdzie bym miała te zdjęcia robić, bo moje miasto mimo wszystko nie należy ani do największych, ani do najpiękniejszych, i po tygodniu zapierdzielania po wszystkich dzielnicach skończyłyby mi się pomysły. Chyba żebym robiła zdjęcia każdego miejsca we wszystkich porach roku, ale w takiej konfiguracji i tak mam zajęcie tylko na cztery tygodnie z pięćdziesięciu dwóch w roku. Nie mam też już kota, za którym mogłabym próbować biegać z tym aparatem.
Eh, muszę to jeszcze przemyśleć. Ale przynajmniej mam jakiś tam pomysł na to, co ewentualnie chciałabym robić jako nowe hobby. xD


Ej, jest 16:50, początek tego posta napisałam jakoś 12:30, i przez cały ten czas siedziałam tylko na YT. Co ja robię z moim życiem...
Aha, zapomniałam, że doszłam ostatnio do tego, że ja tego życia w ogóle nie mam.
Ale skończyły mi się filmiki u mojego nowego ulubionego youtubera, inni też nic ciekawego raczej nie wrzucili, to może za jakieś pół godziny wezmę się za coś innego.


Jest 22:30 i w międzyczasie się okazało, że jednak zostały mi jeszcze trzy filmiki. Obejrzałam jeden, dwa jeszcze nadrobię. Poza tym pouczyłam się z tatą matematyki, odrobiłam zadanie domowe z matematyki i przeczytałam rozdział z lektury. Nie ma to jak brać się za takie rzeczy w godzinach 17-21:30, jak się miało na to cały dzień. xD Ale, jak to mówią, lepiej późno niż wcale. Jutro jeszcze się ogarnę.


Dobra, wychodzę, bo mam trochę rzeczy, które chcę i mogę zrobić jeszcze dzisiaj, a szkoda mi czasu. I baterii w laptopie. xD