środa, 14 grudnia 2016

14 grudnia

30 days challenge - dzień 14!

→ Książka zekranizowana i zupełnie zbezczeszczona
To nie jest tak, że Wakolda (vel Anioł Śmierci) w wersji filmowej mi się nie podoba, bo to jest naprawdę spoko film, jeden z niewielu, po których miałam kaca, ale warto traktować to jako osobny film, bo z książką ma niewiele wspólnego. Chyba tylko bohaterów, ale i tak nie wszystkich (albo z BARDZO MOCNO zmienionymi życiorysami) i - paradoksalnie - to, że autorka książki reżyserowała film. Poza tym różnią się mocno.
Aha, i może jeszcze to, że w Polsce jest tylko okładka filmowa, bo u nas film był wcześniej. Tego w sumie nie żałuję, bo mogłam docenić film, zanim jeszcze wiedziałam, że w ogóle jest ekranizacją.
A to, że opowiada fikcyjną historię z życia historycznej postaci, to już całkiem inna bajka.

→ Piosenka której nikt nie spodziewałby się że polubisz
Nie wiem, nikogo nie pytałam, jaka piosenka na mojej playliście go dziwi. xD Ale serio, nie wiem, jakiej piosenki polubienie mogłoby kogoś zdziwić.

→ Twój ulubiony cytat z jakiegokolwiek filmu
Nigdy cię nie poznam, nie poznam nawet twojego imienia, ale spojrzałem ci w oczy tak, jak mój ojciec spojrzał w moje. Od teraz twoja historia należy tylko do ciebie, więc będziesz wolny. Staniesz się silnym mężczyzną. Mój synku. ~ z Granic Bólu
You and us, we're just soldiers, right? We don't even know what this war is all about. All we do is we fight and we die and for what? We don't get anything out of it. ~ ze Złota dla Zuchwałych
I przy okazji jedyne dwa cytaty, które znam na pamięć. Serio, pisałam je teraz bez spoglądania gdziekolwiek. Drugi jest po angielsku, bo się go nauczyłam ze sceny oglądanej na YT w oryginale, a nie ze zwykłego oglądania filmu. Zresztą pewnie i tak w ten sposób brzmi lepiej. xD


Zauważyłam, że jest ogromna różnica pomiędzy dwoma typami osób, z którymi mam w moim życiu do czynienia w kwestii nauki języka angielskiego. Pierwszy typ to ludzie, z którymi tak typowo uczę się angielskiego, jak nauczycielka albo wolontariuszki u mnie w szkole. Drugi typ to native speakerzy, a właściwie jedna native speakerka, z którą gadam przez Tumblra.
Ludzie z pierwszego typu zwracają mi uwagę na każdy głupi błąd. Osoba z drugiego typu doskonale wie, że uczę się angielskiego, a mimo to nie zwraca uwagi na moje błędy, które pewnie popełniam w naszych rozmowach, dopóki się dogadujemy albo jeśli ja nie zapytam o wyjaśnienie czegoś.
Niby nauczycielka czy generalnie osoby, które są od uczenia, są od tego, żeby zwracać uwagę na błędy, ale mnie to bawi, że robią to czasem do przesady, w przeciwieństwie do osoby, która angielskiego używa codziennie i która mi powtarza, że przecież ja już mam bardzo dobry angielski i ona by chciała tak dobrze znać jakiś język obcy.
Cóż, mówi się trudno i płynie się dalej. Przynajmniej mam już przekonanie, że za granicą bym nie umarła, bo się dogadam. xD


Dzisiaj rano wygrałam życie, bo nauczyciel z wfu się nie pojawił w szkole i sobie przesiedziałam dwie godzinki na korytarzu. Co prawda przez jedną dręczył mnie wampir - przypomniało mi się, dlaczego już z nią nie gadam na co dzień xD - ale jakoś to przetrwałam. Na szczęście potem odzyskałam siły.


To chyba wszystko na dziś. Dzisiaj wyjątkowo nie mówię, że idę spać, bo jeszcze się polskiego muszę nauczyć. Miałam na to całe popołudnie, ale co tam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz