sobota, 3 grudnia 2016

3 grudnia

30 days challenge - dzień 3!

→ Twoja ulubiona seria
Ala Makota, Century, Igrzyska Śmierci, Kroniki Wardstone [kolejność przypadkowa].

→ Piosenka która czyni cię szczęśliwym


Włączam tę piosenkę i jakoś tak sama się uśmiecham. I przy okazji mam ochotę nauczyć się tureckiego, ale to akurat inna sprawa.

→ Ulubiony film akcji/przygodowy
*szybko obczaja przykłady takich filmów*
Z akcji - Uprowadzona i Igrzyska Śmierci: W Pierścieniu Ognia, z przygodowych - Sherlock Holmes + Sherlock Holmes: Gra cieni.
[Ten moment, kiedy Filmweb przypasowuje do przygodowych film, który chcesz obejrzeć od maja i wiesz, że ci się spodoba, ale jeszcze go nie obejrzałaś. i nie możesz wpisać. Buuu.]


Dziś był ciekawy dzień. Pojechałam rano do Katowic kupować prezenty. Fajnie mi się dopasowała przesiadka z autobusu na tramwaj, bo przeszłam sobie przez pasy i akurat tramwaj podjechał na przystanek.
Po wejściu do centrum handlowego poszłam w pierwszej kolejności do Empiku, ale jak zobaczyłam książkę o Globocniku (tym historycznym oczywiście), to - gnana skojarzeniami - odwróciłam się i wyszłam. Powłóczyłam się trochę, aż w końcu dotarłam do Starbucksa, żeby na chwilę przemienić się z lumpa, jakim się czuję w mojej poprzecieranej czarnej sięgającej za kolana kurtce i w czapce z pomponem, w hipstera. Kupiłam sobie piernikowe latte, i tak jak latte generalnie nie lubię, to to było dobre. Pewnie dlatego, że mi smakują przyprawy do pierników. Przy okazji spełniłam pierwszy przedświąteczny dobry uczynek, bo zostawiłam napiwek. Obiecałam sobie po ostatniej wizycie, że będę dawać w Starbucksie napiwki za miłą obsługę, i dziś była okazja. Co prawda wrzuciłam do pojemniczka przy kasie tylko złotówkę z groszami (tyle dostałam reszty), ale i tak poczułam się lepiej. Za dodatkowy uśmiech kasjerki było warto.
Potem posnułam się jeszcze trochę. Ostatecznie i tak trafiłam do Empiku. Okazało się, że najłatwiej było mi wybrać książkę, uwaga, dla szwagra, czyli tej z czterech osób, którym robię prezenty, którą znam najkrócej (oprócz tego robię siostrze i rodzicom; nie wliczam w zacne grono kolegi z klasy, który dostanie coś ode mnie na wigilię klasową). Miałam napisane, że znam go najmniej, ale zmieniłam, bo wychodzi na to, że znam go całkiem dobrze, skoro potrafiłam w księgarni znaleźć coś, co mu przypadnie do gustu (moje trafienie jako dobre określiła siostra). Dobra, wiedziałam też, co wybrać dla mamy, ale pomyślałyśmy z siostrą o tym samym i jedna z nas - w tym przypadku na moje szczęście ona - musi teraz szukać czegoś innego. Ale już z wyborem książek dla siostry i taty miałam problem. W końcu kupiłam, ale się boję, bo wiem, jaki to jest ból, jak dostajesz coś, co niby chciałeś, ale jednak nie do końca. Miałam tak zepsutych kilka świąt. Wiem, że nietrafiony prezent to trochę głupi powód, żeby mieć zepsute święta, ale jednak.
Potem wracałam do domu i okazało się, że tramwaj, który mi przyjechał, dojeżdża do przystanku, gdzie jest początkowy dla autobusu, to stwierdziłam, że nie będę świerknąć na przystanku, który dla autobusu jest drugim z kolei, tylko się przejadę. Miałam wycieczkę i krócej marzłam.



Kończę, bo późno się zrobiło, a ja zmęczona jestem. Dobranoc.

2 komentarze:

  1. Czekam na trzecią część Sherlocka z nadzieją, że powstanie prędzej niż później.
    Jaką książkę szwagrowi kupiłaś?
    Piernikowa latte jest przepyszna. Wmawiam sobie, że jeszcze mi się uda w tym roku jej skosztować. A w przyszłym chcę spróbować irish coffee.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupiłam mu reportaż o poszukiwaniach złotego pociągu. :)

      Usuń