piątek, 20 stycznia 2017

Jestem silniejsza niż myślisz

Joł!


Byłam sobie wczoraj w szkole zdać próbną maturę ustną z angielskiego. Miałam jeszcze być we wtorek i w środę na dodatkowych zajęciach, ale że byłam chora, to mnie mama nie puściła. Trochę wygryw, bo choroba chorobą, ale nie musiałam wstawać w ferie o 7 rano. :D
Poza tym poznałam nową sytuację, w której jestem maksymalnie zdenerwowana - kiedy znajomy mówi mi, żebym nie oglądała jednej osoby na YouTube. Chodzi o Weronikę Truszczyńską i jej kanał z ciekawostkami związanymi z Chinami i językiem chińskim, bo ona mieszka w Szanghaju i stąd taka tematyka. Powód, dla którego mam jej nie oglądać? "Bo ona źle wymawia słowa, słuchałem dużo i inni mówią inaczej". I'm laughing out loud, seriously. Sorry, ale bardziej ufam osobie, która już jakiś czas się uczy języka i mieszka wśród native speakerów niż komuś, kto się nasłuchał i od razu kurwa wie najlepiej. Ja tam uważam Weronikę za mega pozytywną osobę, która zaraża energią, a to, co mówi, słucham z chęcią - jako ciekawostki. No i ma zajebiste włosy. I ogólnie jest ładna, a ja lubię patrzeć na ładnych ludzi. No ale wiecie co? Potrafiłam powiedzieć, że nie przestanę oglądać. Jestem silniejsza niż mnie samej się wydawało, potrafię głośno powiedzieć, co myślę. Brawo ja!


Wczoraj oglądałam sobie film Parszywa Dwunastka. To chyba najsmutniej kończący się wojenny film, jaki dotąd widziałam, a jednak kilka już ich widziałam. Serio.
I przy okazji okazało się, że obejrzałam trzy filmy z jednym aktorem i to zupełnie przypadkiem (i nie mówię tu o Telly'm Savalasie, bo Parszywą Dwunastkę oglądałam akurat przez niego). xD Cały film jeden typ nie dawał mi spokoju, bo wydawało mi się, że skądś kojarzę jego twarz. Wchodzę na Filmweba, odznaczam film jako obejrzany i szukam nazwiska. Wchodzę na stronę aktora i czytam z udziałem tej osoby obejrzałaś: 3 tytuły. Ja wierzę. Obczajam tytuły - Parszywa Dwunastka, Bitwa o Ardeny, Wielka Ucieczka. Aha. No tak. Wszystko jasne. Obejrzałam sobie po fragmencie i faktycznie, podobny jest do siebie w tych filmach. Aha, i zapomniałabym najważniejszego - pan, o którym mówimy, nazywał się Charles Bronson.
Poza tym stwierdziliśmy komisyjnie z rodzicami, że Donald Sutherland przypomina mojego kuzyna i to momentami aż za bardzo. Wstawiłabym zdjęcia dla porównania, ale ochrona danych i te sprawy.



Dobra, pora kończyć, bo późno się zrobiło. Do kolejnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz